Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Proponowana nowelizacja regulaminu Sejmu to drobna nowelizacja podyktowana koniecznością wprowadzenia zmian w zakresie maksymalnej liczby uchwał w sprawie ustanowienia danego roku rokiem osoby albo wydarzenia, wobec których Komisja Kultury i Środków Przekazu może wnioskować o przyjęcie przez Sejm.
Art. 33a regulaminu Sejmu w ust. 3 stanowi, że komisja może wnioskować o przyjęcie najwyżej trzech projektów, o których mowa w ust. 1, tj. właśnie w sprawie ustanowienia danego roku rokiem osoby albo wydarzenia. Sejmowa praktyka prac ustawodawczych, praktyka pracy w Komisji Kultury i Środków Przekazu pokazuje, że przybywa projektów uchwał, które mają na celu upamiętnienie naszych bohaterów narodowych oraz najważniejszych wydarzeń z historii Polski. I tak np. Wysoka Izba ustanowiła rok 2014 Rokiem św. Jana z Dukli, Oskara Kolberga i Jana Karskiego. Wiele wniosków różnych środowisk musieliśmy odrzucić, w tym np. wniosek o ustanowienie patronatu roku 2014 Rokiem Rodziny, Rokiem Stefana Żeromskiego, Rokiem Stanisława Dygata, Legionów Polskich czy Józefa Chełmońskiego. Rok 2015 Wysoka Izba postanowiła ustanowić Rokiem św. Jana Pawła II, Jana Długosza i Polskiego Teatru w 250. rocznicę powołania Teatru Narodowego. Musieliśmy odrzucić takie propozycje jak ustanowienie roku 2015 Rokiem Witkiewiczów, Rokiem Hetmana Stefana Czarnieckiego, Rokiem Kazimierza Przerwy-Tetmajera, Księdza Jana Twardowskiego czy Tadeusza Kantora.
Wnioskodawcy uważają, że składanie tego rodzaju projektów uchwał w Wysokiej Izbie stanowi dobry przykład realizacji polityki historycznej w zakresie budowania świadomości narodowej, promocji naszej kultury i historii.
Chcąc wyjść naprzeciw oczekiwaniom środowisk inicjujących patronaty, ale nie chcąc doprowadzić do deprecjonowania tej instytucji, proponujemy rozszerzenie liczby uchwał, wobec których Komisja Kultury i Środków przekazu może wnioskować o ich przyjęcie, do maksymalnej liczby pięciu projektów. Dziękuję bardzo.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Jednym z fundamentów funkcjonowania społeczności, narodu czy państwa są media. Gwarancją jakości programowej całego rynku medialnego w państwie są natomiast silne finansowo, w sposób właściwy realizujące misję społeczną media publiczne. Dziś w Polsce stanu mediów zwanych publicznymi nie można uznać za zadowalający, i to jest delikatne określenie. Nie można uznać za zadowalający z wielu punktów widzenia: sposobu realizacji misji publicznej, której istotną częścią jest poszukiwanie i ukazywanie prawdy, dziennikarskich standardów obiektywizmu i rzetelności, racjonalności struktur oraz zarządzania i w końcu finansowania.
Rozdźwięk między uznanym i pożądanym standardem mediów publicznych a obecną rzeczywistością jednostek publicznej radiofonii i telewizji jest bardzo głęboki, zwłaszcza w przypadku Telewizji Polskiej.
Zamiast sprzyjać kształtowaniu się autentycznej opinii publicznej przez dopuszczanie do głosu i konfrontowanie różnych punktów widzenia i argumentów na równych prawach, lansuje się swoistą opinię medialną. W opinii tej, fałszywie przedstawianej jako opinia publiczna, jest z góry ustalone, które ideologie, orientacje polityczne, poglądy oraz rodzaje wrażliwości społecznej i etycznej są normalne czy poprawne...
...notabene w ostatnim czasie są nimi te, które nie zyskały poparcia większości wyborców - które zaś stanowią odchylenie od tak ustalonej normy i jako takie mają być przedstawiane jako podejrzany margines. Przejawia się to choćby w stronniczym prowadzeniu rozmów z zapraszanymi do studia uczestnikami debaty publicznej, przydzielaniu czasu poszczególnym politykom i stronnictwom politycznym, a także w podziale występujących w programach ekspertów na słusznych, którzy otrzymują głos najczęściej i z których opiniami się nie dyskutuje, oraz kontrowersyjnych, których opinie bądź są przemilczane, bądź prezentowane jako negatywny kontrast dla tych uznanych za bezdyskusyjne.
Przejawia się to również w doborze tematów opartym na swoistej hierarchii ważności i wartości. Trzeciorzędne spory przesłaniają to, co decyduje o bycie milionów polskich rodzin, o szansach młodego pokolenia i przyszłości naszego kraju. Etos zakorzeniony w chrześcijaństwie oraz polskich tradycjach wolnościowych i niepodległościowych jest spychany na margines lub dyskredytowany, a nobilitowane są ideologiczne i obyczajowe mody, nieakceptowane przez większość społeczeństwa.
Ustawiając się w roli zaangażowanych po jednej stronie recenzentów i sterników życia publicznego, państwowe media czują się zwolnione z odpowiedzialności za dobro wspólnoty narodowej i nie utożsamiają się z polską racją stanu. Odróżnia je to wyraźnie od mediów w największych krajach na zachód od naszych granic.
W czasie, w którym Polska ze swoim potencjałem, swoją przeszłością i dumą, poczuciem wolności oraz przywiązaniem do sprawdzonych wartości i instytucji jest po prostu niewygodna dla wielu europejskich i światowych graczy, a przez to bywa dyskredytowana lub wręcz szkalowana przez będące ich narzędziem media, dziennikarze polskich mediów publicznych zamiast stworzyć medialną osłonę dla polskiej racji stanu, najczęściej wprost sympatyzują z nieprzychylnymi Polsce opiniami.
Prawo i Sprawiedliwość chce odbudowy znaczenia mediów publicznych poprzez uzdrowienie struktur organizacyjnych, sposobu funkcjonowania oraz zdecydowane wzmocnienie finansowe. Służyć ma to realizacji celu podstawowego: przywróceniu mediów publicznych Polakom.
Jest paradoksem, że ci, którzy milczeli wtedy, kiedy lider PO i premier Donald Tusk w publicznych wypowiedziach redukował znaczenie mediów publicznych do roli trofeów w partyjnych rozgrywkach, całkowicie ignorując ich misję wobec wspólnoty i kultury narodowej, oraz zapowiadał ich maksymalne osłabienie, i w tym zakresie akurat dotrzymał słowa...
...dzisiaj odwracają pojęcia i mówią o próbie zamachu PiS na media publiczne.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Zgodnie z uzasadnieniem przedłożonego projektu ustawa stanowi pierwszy etap reformy polskich mediów publicznych zmierzającej do ustanowienia systemu mediów narodowych. Jego filarami będą instytucje niemające charakteru spółek prawa handlowego, którym zapewni się stabilne źródła finansowania. Stworzenie nowego systemu organizacji i finansowania
mediów narodowych wymaga jednak czasu i będzie następnym etapem reformy.
Wysoka Izbo! Klub Prawo i Sprawiedliwość wnosi o przekazanie projektu do rozpatrzenia przez Komisję Kultury i Środków Przekazu oraz Komisję Skarbu Państwa. Dziękuję bardzo.
Pani Marszałek! Wysoka Izbo! Zwracam się z wnioskiem formalnym o półgodzinną przerwę dla klubu w imieniu Klubu Parlamentarnego Prawo i Sprawiedliwość. Dziękuję bardzo.
A czy nie możemy kontynuować pytań?
A czy nie możemy kontynuować pytań? Czy klub nie może się mimo to zebrać, bo bardzo przeciągamy. I tak głosowania będą dopiero o godz. 16.
Prosiłabym... Myślę, że to niewiele zmieni, czy teraz, czy potem przeprowadzimy te...
Bardzo prosiłabym w imieniu klubu o zrobienie teraz półgodzinnej przerwy.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Jednym z najistotniejszych narzędzi polityki państwa jest dyplomacja kulturalna. Bez niej nie da się we współczesnym świecie nie tylko tworzyć pozytywnego wizerunku państwa poprzez eksponowanie polskiej kultury i dziedzictwa narodowego oraz dorobku artystycznego i intelektualnego Polski i Polaków. Czynna i skuteczna zagraniczna polityka kulturalna jest dziś postrzegana jako świadectwo politycznej i gospodarczej siły. Jest niewątpliwie świetnym przykładem soft power. Lekceważenie roli promocji kultury wynika z niezrozumienia, jak szeroko należy pojmować kwestię samej kultury, podstawowego dziś nośnika komunikacji międzynarodowej i jednocześnie działu gospodarki. To niezrozumienie prowadzi w prostej konsekwencji do pytań w rodzaju pytania Stalina o to, ile dywizji ma papież.
W debacie publicznej stan polskiej polityki kulturalnej jest poddawany krytyce od lat. Podnosi się, że istnieje zbyt wiele instytucji zajmujących się promocją kultury polskiej za granicą, instytucji o niejasnych kompetencjach, dublujących wzajemnie zakresy swoich obowiązków, nietransparentnych, źle współpracujących i w rezultacie nieskutecznych w działaniach własnych oraz niewykorzystujących inicjatyw społecznych. Poza Ministerstwem Spraw Zagranicznych głównym operatorem dyplomacji kulturalnej są oczywiście Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, inne ministerstwa, krajowe instytucje kultury, w tym m.in. Polski Instytut Sztuki Filmowej, Instytut Książki, Narodowy Instytut Fryderyka Chopina i inne publiczne i prywatne podmioty.
Z uznania, że problematyka promocji kultury polskiej oraz szerzej, promocji Polski wymaga ściślejszej koordynacji działań, powstała idea Instytutu Adama Mickiewicza. Instytut powstał w 2000 r. w wyniku porozumienia ministra spraw zagranicznych oraz ministra kultury i sztuki. Ale to niewiele zmieniło mimo niewątpliwych osiągnięć instytutu. Kilka lat temu pojawiła się opinia, że konieczna jest ustawa o instytucie, która uczyni zeń koordynatora promocji za granicą i instytucję realizującą zadania wspólne dla resortu kultury i Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Mówiono, że nada ona tej instytucji charakter podobny do Instytutu Goethego czy Instytutu Cervantesa i tak ją ukształtuje, by realizowała strategiczne priorytety państwa oraz polską rację stanu, a nie pojedyncze interesy różnych osób, grup i środowisk. Nic się jednak w tej sprawie nie stało, a instytut jest bardziej impresariatem niż instytucją kultury, co jest oczywiście cenne, ale niestety, daleko niewystarczające.
W 2004 r. powołano również Radę Promocji Polski. Nie ma ona jednak sformalizowanych uprawnień dających jej możliwość planowania międzyresortowego czy koordynacji z innymi instytucjami. Rzeczywistym problemem do dziś jest więc brak spójnej strategii i koordynacji promocji Polski, rozproszenie kompetencji i środków na cele promocyjne. Polska nie jest w rezultacie postrzegana na świecie jako silna marka. Pojedyncze działania nie będą skuteczne, jeśli chodzi o zmianę tej sytuacji. Co prawda Rada Promocji Polski opracowała z Ministerstwem Spraw Zagranicznych dokument pod nazwą ˝Kierunki promocji Polski do 2015 r.˝, jednak nie uzyskał on nigdy rangi programu rządowego. I tu jest pytanie: Czy Ministerstwo Spraw Zagranicznych, będące wiodącym resortem w Radzie Promocji Polski, widzi te problemy? Czy wypracowuje aktualizację strategicznych kierunków działań promocyjnych w formule nowego wieloletniego dokumentu o charakterze strategicznym? Czy widzi potrzebę zmiany sposobu działania i charakteru Instytutu Adama Mickiewicza i Rady Promocji Polski?
MSZ jako jedyny podmiot dysponuje potencjałem wykonawczym dyplomacji kulturalnej, oczywiście w postaci instytutów i placówek Rzeczypospolitej Polskiej, ambasad, konsulatów. Zadanie upowszechniania polskiej kultury, wiedzy o historii oraz dziedzictwie narodowym w świecie mają oczywiście instytuty polskie. I tu niestety znowu trudno o satysfakcję. Stanowią one domenę działania prawie wyłącznie lewackich środowisk z kręgu ˝Gazety Wyborczej˝ i ˝Krytyki Politycznej˝, nie ma tu miejsca na dyplomację wartości, dyplomację historyczną, dyplomację zgodną z polską racją stanu, o której pan minister mówił, dlatego wierzę, że to się szybko zmieni. Cieszy, że pan minister zapowiedział reformę instytutów, mamy też nadzieję, że zwiększy się ich liczba. Dziś mamy ich 25.
Słyszymy wiele skarg na funkcjonowanie instytutów, że faktycznie niewiele robią i straszą pustkami. Choć promocja Polski to także promocja języka, wiele instytutów nie ma stron redagowanych po polsku. Na interpelację poselską skierowaną swego czasu do MSZ w tej sprawie resort ówczesnego ministra Sikorskiego odpowiedział, że nie ma pieniędzy na utrzymanie polskojęzycznych stron wszystkich instytutów. Kuriozalne, przy tak małej skali kosztów tej sprawy.
Słyszymy, że instytuty są zamknięte dla Polaków, i rodzi się pytanie, jak można prowadzić propolską politykę bez udziału polskich emigrantów, którzy wszak promują Polskę swoją obecnością w różnych środowiskach. Jest powszechnie wiadome, że najskuteczniejszym ambasadorem kraju mogą być jego obywatele, ale muszą posiadać wiedzę i poczucie, jak to ktoś określił, powszechnego obowiązku dyplomacji kulturalnej. Instytuty winny ich do tego przygotowywać i przekonywać, nie odpychać. Nie zbudujemy dobrej marki, okazując brak szacunku dla własnego języka i rodaków. Myślę, że polityka polonijna, wspieranie organizacji polonijnych, w tym polskich mediów i szkolnictwa jako nośników polskiej kultury i tradycji, o których mówił pan minister, ma i taki cel realizować, a co za tym idzie, zapowiada konieczną zmianę filozofii działania instytutów polskich.
W praktyce samego działania MSZ też widzieliśmy te same przejawy ideologiczne. Jeden przykład, ale charakterystyczny. Reklama, która wywołała ponad rok temu wielką burzę, mająca promować Polskę za granicą, w której z Giewontu oraz z inscenizacji bitwy pod Grunwaldem zniknął krzyż. Kontrowersyjny spot kosztował prawie 1,5 mln zł, a MSZ wyprodukował go do spółki z Polskim Instytutem Sztuki Filmowej. Stanowczo sprzeciwiły się temu wyjątkowo kłamliwemu chwytowi środowiska katolickie, swoje oburzenie spotem wyrażał Związek Podhalan, żądając zaprzestania takiego prezentowania wizerunku Giewontu i Tatr, który eliminuje z przestrzeni publicznej krzyż, znak wiary, patriotyzmu i tradycji, obraża uczucia religijne i jest zakłamaniem historii, jak mówił prezes związku, przypominając słowa Ojca Świętego Jana Pawła II, który apelował o niewstydzenie się krzyża. W tym kontekście pięknie brzmią słowa pana ministra o dyplomacji wartości dla promocji cywilizacji łacińskiej łączącej obywateli Europy.
Jednym ze wskazanych priorytetów jest kluczowa sprawa walki z negatywnymi stereotypami i szkalowaniem Polski. W szczególności chodzi oczywiście o zbitkę słowną: polski obóz śmierci, manipulację stosowaną mniej lub bardziej świadomie przez media, niektórych polityków w różnych krajach, w tym niestety w samych Niemczech. To kłamliwe i haniebne określenie pojawia się też w zagranicznych publikacjach naukowych. Wiemy, jak bardzo krzywdzi to pamięć milionów ofiar III Rzeszy, w tym Polaków, którzy zginęli w niemieckich obozach koncentracyjnych, i tych, którzy pomagali tysiącom Żydów. Poruszająca historia rodziny Ulmów jest doniosłym przykładem heroizmu polskich rodzin, które w czasie II wojny światowej poświęciły swoje życie, by ratować swojego żydowskiego sąsiada. W jaki sposób MSZ będzie reagował w takich sytuacjach, panie ministrze?
Polityka historyczna to w wielu krajach fundament umacniania pozytywnego wizerunku w świecie. My natomiast mamy w tym zakresie, jak gdzieś napisano, pokłosie ˝Pokłosia˝, tj. zbieramy plon inwestycji państwa w negatywny wizerunek Polski za granicą. Nawiązuje się tu oczywiście do filmu Władysława Pasikowskiego współfinansowanego z publicznych pieniędzy TVP i Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej. Warto dodać, że film był współfinansowany także przez rosyjską rządową Fundację Kina. Czyje interesy za pieniądze instytucji politycznych realizowano? Gorzej, że są w Polsce środowiska, które oczekują od Polaków, aby płacili za zniesławianie samych siebie.
I jeszcze jeden aspekt sprawy. Aktor grający główną rolę w ˝Pokłosiu˝, Maciej Stuhr, zagrał niewiele później w rosyjskim serialu kryminalnym, którą to rolę dostał ponoć przypadkiem.
Ciekawy przypadek w kontekście współtworzenia ˝Pokłosia˝ z udziałem rosyjskich pieniędzy.
Określenie ˝polski obóz śmierci˝ czy takie wypowiedzi jak szefa FBI, który obarczył Polaków współodpowiedzialnością za Holocaust...
...to m.in. efekt tego, jak dbamy czy też raczej nie dbamy o prawdę o polskiej historii. Pokazują skalę zaniedbań polskiej dyplomacji III Rzeczypospolitej w dziedzinie polityki historycznej. Jakże ważna jest zapowiedź wzmocnienia polskiej dyplomacji historycznej właśnie.
Panie Ministrze! Film ˝Pokłosie˝ był pokazywany na wielu zagranicznych festiwalach jako film reprezentujący Polskę...
...a propagowały go chętnie placówki Ministerstwa Spraw Zagranicznych. A jak robi nasz drugi sąsiad - Niemcy, mogliśmy zobaczyć na przykładzie serialu niemieckiej telewizji publicznej ZDF ˝Nasze matki, nasi ojcowie˝, wybielającego historię Niemiec, a szkalującego żołnierzy Armii Krajowej.
Postulaty co do potrzeby hollywoodzkiego filmu o polskiej historii, który pokaże, jak naprawdę wyglądała wojna w Polsce, z niezrozumiałych względów w Polsce się dyskredytuje, a może zrozumiałych. Tymczasem Gruzini, by przedstawić światu swoją wizję historii, taki film zrobili. ˝5 dni wojny˝ z 2011 r., kosztujący 12 mln dolarów film o inwazji rosyjskiej na Gruzję był współfinansowany przez rząd gruziński. Prezydenta Gruzji Saakaszwilego świetnie zagrał znany aktor Andy Garcia. Można? Można.
A przecież mamy zasoby, z których możemy być dumni i które winniśmy wykorzystać, sięgając w bardzo różne domeny. Myślę np. o grze komputerowej ˝Wiedźmin˝, która zdobyła liczne nagrody w kraju i za granicą. ˝Wiedźmina 3˝ uznano za najlepszą światową grę roku 2015, zaś twórców gry za studio roku. Myślę o Tomaszu Bagińskim, znanym ze świetnych animacji, którego ˝Katedra˝ otrzymała nominację do Oscara. Dla reżyserowanego przez siebie pełnometrażowego filmu aktorskiego o Wiedźminie, bohaterze książek Andrzeja Sapkowskiego, znalazł hollywoodzkiego partnera, renomowaną amerykańską firmę produkcyjną. Pan Tomasz Bagiński w przeciwieństwie do wielu tu posłów reprezentujących Polaków nie obawiał się powiedzieć: ten film przypomni Polakom, że mają być z czego dumni.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! W tym roku i następnych latach mamy wspaniały czas na uprawianie polityki historycznej. Mówił pan minister, że w 2016 r. wzmocni polską dyplomację historyczną z wykorzystaniem tegorocznej rocznicy chrztu Polski - przypomnę, że Sejm Rzeczypospolitej Polskiej ustanowił rok 2016...
...Rokiem Jubileuszu 1050-lecia Chrztu Polski - i zbliżającego się 100-lecia niepodległości dla propagowania naszych dziejów.
Ja przypomnę jeszcze jedną rocznicę: 450-lecie unii lubelskiej w 2019 r., jakże wdzięczny temat dla dyplomacji historycznej w takim rozumieniu, w jakim przedstawił ją minister spraw zagranicznych. Dziękuję bardzo.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Celem przedłożonego przez rząd projektu nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji jest pełne dostosowanie jej przepisów do treści dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 10 marca 2010 r. w sprawie koordynacji niektórych przepisów ustawowych, wykonawczych i administracyjnych państw członkowskich dotyczących świadczenia audiowizualnych usług medialnych, zwanej dyrektywą o audiowizualnych usługach medialnych. Komisja Europejska zwróciła bowiem uwagę rządowi Rzeczypospolitej Polskiej na konieczność zmian ustawowych w celu prawidłowej implementacji wszystkich postanowień wskazanej dyrektywy, której to dokonano w ramach dwóch ostatnich nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji.
Uwagi komisji dotyczyły zmiany uregulowanego obecnie w art. 15 ust. 4 ustawy sposobu ustalania dopuszczalnego mniejszego udziału audycji europejskich w programach wyspecjalizowanych, które są dostępne wyłącznie w Internecie. Odnosiły się natomiast do regulacji art. 16 ust. 1 dyrektywy, stanowiącego, że państwa członkowskie zapewniają w przypadkach
, gdy jest to możliwe do zrealizowania za pomocą odpowiednich środków, aby nadawcy telewizyjni zarezerwowali utworom europejskim udział stanowiący większość łącznego czasu nadawania programu, z wyłączeniem czasu przeznaczonego na nadawanie wiadomości, wydarzeń sportowych, gier, reklamy, usług teletekstu i telezakupów. Mając na uwadze odpowiedzialność nadawcy wobec odbiorców w zakresie informacji, edukacji, kultury oraz rozrywki, udział ten jest osiągany stopniowo, z zastosowaniem odpowiednich kryteriów.
Jak wspomniałam, Komisja Europejska zakwestionowała sposób ustalania dopuszczalnego mniejszego udziału audycji europejskich w programach wyspecjalizowanych, które są udostępniane wyłącznie w Internecie. Komisja oczekuje, że zwolnienia z tego rodzaju obowiązków będą dokonywane w indywidualnych decyzjach Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, a nie - jak obecnie - w akcie o charakterze generalnym, jakim jest rozporządzenie. W ocenie komisji ustawa nie powinna zawierać upoważnienia do wydania aktu wykonawczego w tym zakresie, a tak stanowi zapis art. 15 ust. 4 pkt 4 ustawy o radiofonii i telewizji.
W związku z ustaleniami dokonanymi wspólnie z przedstawicielami Komisji Europejskiej rząd proponuje w projekcie nowelizacji, aby określenie niższego udziału audycji europejskich było dokonywane w drodze decyzji administracyjnej wydawanej przez przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji na wniosek nadawcy programu rozpowszechnianego wyłącznie w systemach teleinformatycznych. Przy rozpatrywaniu takiego wniosku przewodniczący krajowej rady winien uwzględnić liczbę potencjalnych odbiorców i zasięg programu oraz możliwość realizacji obowiązków nałożonych na nadawcę.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Klub Prawo i Sprawiedliwość będzie głosować za przyjęciem przedłożonego projektu nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji. Dziękuję bardzo.
Pani Marszałek! Wysoka Izbo! Od lat w debacie publicznej podnosi się potrzebę zmian regulacji działania mediów publicznych. Oczekuje się kompleksowej reformy, której celem byłaby poprawa funkcjonowania publicznej radiofonii i telewizji, tak by służyła prawdziwym potrzebom oraz interesom społeczeństwa. Zapowiadała to wielokrotnie była koalicja rządowa. Nie doczekaliśmy się, choć Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji słała do ministerstwa kultury analizy i założenia proponowane do ustaw.
Krajowa rada oceniła, że w ostatnich latach dla polskiego rynku medialnego charakterystyczne są dwa zjawiska: po pierwsze, oligopolizacji i koncentracji kapitałowej, po drugie, tabloidyzacji, czyli procesu przekształcania niemal całej zawartości mediów tak, by spełniały funkcję rozrywkową, co ogranicza ich funkcję informacyjną oraz bardzo zawęża obraz życia publicznego i wiąże się z rezygnacją z poważnej analizy i dyskusji, a tym samym pozbawia odbiorcę możliwości zrozumienia zachodzących zjawisk. Przeciwwagą dla tych procesów mogą i powinny być silne media publiczne, niekomercyjne i zorientowane na wysoką jakość informacji i programu, takie, które integrują, a nie dezintegrują społeczeństwo, promują pełną reprezentację wszystkich liczących się sił społecznych i sprawiedliwy udział w życiu publicznym.
W Polsce znajdujemy się dziś w historycznym momencie, w którym mamy możliwość budowania dobrych rozwiązań dla mediów publicznych, które pozwolą zrealizować powyższy cel. Potrzebna jest tu reforma, która doprowadzi do wypracowania stabilnego otoczenia prawnego oraz przejrzystych procedur działania.
To wyzwanie. Już na początku XIX w. prezydent Stanów Zjednoczonych John Adams pisał: Jeśli kiedykolwiek będzie miała nastąpić poprawa losów ludzkości, to filozofowie, teologowie, prawodawcy, politycy i moraliści przekonają się, że najtrudniejszym i najważniejszym problemem, który będą musieli rozwiązać, jest stworzenie odpowiednich przepisów regulujących funkcjonowanie prasy.
Dziś oczywiście już nie tylko prasy. Pamiętać też należy, że nie można debatować o mediach publicznych w oderwaniu od kontekstu, w którym działają. Pamiętać należy, że do kryzysu mediów publicznych w Polsce doprowadziło to, że po pierwsze, wielu politykom przestało zależeć na mediach publicznych, można powiedzieć, że politycy rządzący Polską po roku 2008 dokonali, niestety skutecznie, rzeczywistego zamachu na publiczną radiofonię i telewizję, realizując deklarowany przez Donalda Tuska cel ich maksymalnego osłabienia, bo tak jak rządy PO-PSL zwijały państwo, tak zwijały niestety i media, po drugie, maleje świadomość społeczna szczególnej roli mediów publicznych dla funkcjonowania państwa, osłabiana zresztą skutecznie przez media komercyjne i wspomnianych polityków, następnie brak koncepcji i niekonsekwencja polityki medialnej III Rzeczypospolitej. Nie można wszak jednocześnie domagać się od mediów publicznych misyjnego programu i nie zapewnić warunków finansowych, które uniezależniłyby nadawcę publicznego od presji komercyjnej. I doprowadzono media publiczne do skomercjalizowania. Zdecydowała o tym w szczególności struktura finansowania uzależniająca program od przychodów reklamowych i zmuszająca do uwzględniania interesów reklamodawców - kto płaci, ten wymaga, to rzecz oczywista.
Przychody telewizji publicznej kształtują się mniej więcej w proporcji ponad 70% środków komercyjnych do dwudziestu kilku procent środków publicznych. To ewenement w skali europejskiej, w innych krajach te proporcje są w zasadzie odwrotne. Skutkuje to upodabnianiem się strategii mediów publicznych do taktyki reklamowej polegającej na utrzymywaniu jak największej liczby widzów przez cały czas. Wyklucza się tym sposobem programy nagrywane tylko dla niektórych grup społeczeństwa, a takie przecież mają gwarantować media publiczne. Wynika to między innymi z tego, że w Polsce już tylko - co było już powiedziane - 8% wszystkich gospodarstw domowych terminowo wnosi opłatę abonamentową. Prawie połowa gospodarstw domowych nie zarejestrowała odbiorników i pozostaje poza ewidencją oraz możliwością skutecznego dochodzenia należności.
W wyroku z 9 września 2004 r. Trybunał Konstytucyjny uznał, że opłata abonamentowa jako danina publiczna spełniać musi wiążące się z tym zasady powszechności, sprawiedliwości i równości wynikające z konstytucji. Jakże więc daleko jesteśmy od tych konstytucyjnych wartości i jakoś troska o realizację orzeczeń trybunału i o trzymanie się zasad konstytucyjnych w tym przypadku się nie objawiła.
Druga kwestia to forma organizacyjno-prawna, czyli forma spółki prawa handlowego, sprawiająca, że ocenia się media publiczne na podstawie wyników finansowych, a nie programu. Nie istnieje skuteczny sposób egzekwowania zadań programowych, a co za tym idzie, przepisy określające misję publiczną są w znacznym zakresie fikcją prawną. Powoduje to również niepotrzebne skomplikowanie systemu zarządzania.
Jednocześnie forma spółki akcyjnej pozwala ukrywać za parawanem autonomii przedsiębiorstwa czy tajemnicy korporacyjnej partykularne gry interesów osób wchodzących w skład organów spółki i wspierających je grup interesów. W konsekwencji nadawcy publiczni o wewnętrznie sprzecznych celach tych deklarowanych i tych rzeczywistych tracą akceptację społeczną, tracą uzasadnienie swojego istnienia, którego racją bytu jest swego rodzaju służba, tj. misja publiczna.
A co mieliśmy zamiast służby Polsce i Polakom? Narzędzie propagandy. Misję publiczną zastąpiło służenie interesom władzy. Zakres zmian personalnych i programowych w mediach publicznych dokonanych przez koalicję PO-PSL pogłębił nierównowagę w dostępie do mediów publicznych różnych grup społecznych. Zniknęło z telewizji publicznej niemal wszystko, co miało konotacje prawicowe czy konserwatywne. Doszło w konsekwencji do bezprecedensowego ograniczenia wolności słowa i swobody debaty publicznej. Wielomilionowe audytorium o światopoglądzie konserwatywnym zostało pozbawione oferty programowej, a opinia publiczna dostępu do pełnego spektrum poglądów. Był to stan niezgodny z konstytucyjnymi zasadami równości wobec prawa oraz swobodnego dostępu do informacji. Tu jednak też dzisiejszych obrońców konstytucji nie zauważyliśmy.
Dalej kilka przykładów: odwrócenie się od Polaków po 10 kwietnia 2010 r. i udział w budowaniu kłamstwa smoleńskiego, propagowanie przez TVP polityki historycznej Niemiec np. poprzez emisję kontrowersyjnego serialu ˝Nasze matki, nasi ojcowie˝ szkalującego żołnierzy Armii Krajowej i brak na antenie miejsca na kreowanie polskiej polityki historycznej, współfinansowanie przez TVP antypolskich filmów, takich jak ˝Pokłosie˝ czy ˝Obywatel˝, i co za tym idzie, inwestowanie w negatywny wizerunek Polski za granicą. Czy można wymagać od Polaków, aby płacili za zniesławianie samych siebie?
Warto też przypomnieć wydarzenie bardzo charakterystyczne, kiedy sąd wrocławski skazywał na kary aresztu i grzywny osoby obwinione o zakłócenie wykładu mjr. Zygmunta Baumana na Uniwersytecie Wrocławskim. Programy informacyjne TVP manipulowały w sprawie wyroku, który zapisze się w historii hańby polskiego wymiaru sprawiedliwości. W niby-wolnym kraju karze się za okrzyki: Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę i napisy na koszulkach: Precz z komuną. I charakterystyczne - TVP nie informowała, o co chodzi w proteście, gdyż trzeba by było wówczas powiedzieć prawdę o Baumanie. Choć Bauman był oficerem KBW, zbrodniczej organizacji zbrodniczego systemu, to mordercę naszych bohaterów przedstawiono jedynie jako znanego w świecie profesora.
Mieliśmy też wiele innych przykładów ataku mediów publicznych na istotne dla funkcjonowania społeczeństwa wartości. Szczytem sprzeniewierzenia się swojej misji było faworyzowanie przez TVP jednego kandydata w czasie wyborów prezydenckich i przeistoczenie się w sztab wyborczy jednej partii w wyborach parlamentarnych. Złamana została w ten sposób zasada pluralizmu światopoglądowego i bezstronności, co świadczyło o całkowitym podporządkowaniu TVP ówczesnemu obozowi władzy, obrońców demokracji wówczas też nie było widać.
Czy można się więc dziwić, że zmalała świadomość społeczna na temat szczególnej roli mediów publicznych dla funkcjonowania państwa? Media, by być wiarygodne, muszą być niezależne. Na tę niezależność istotny wpływ ma sposób zarządzania oraz finansowania. Dlatego przedkładamy Wysokiej Izbie projekt ustawy o mediach narodowych, który ma na celu ustanowienie systemu mediów narodowych.
Aby media te tworzyły przestrzeń niekomercyjną dla kultury i rozmowy publicznej, muszą być zbudowane na innych zasadach, dlatego zostaną uwolnione od balastu formy spółki akcyjnej i przekształcone w państwowe osoby prawne zarządzane na zasadzie jednoosobowej odpowiedzialności przez dyrektorów i działające pod nadzorem Rady Mediów Narodowych.
Projektowana ustawa silniej niż obowiązujące dotychczas przepisy akcentuje misję publiczną instytucji narodowej radiofonii i telewizji, np. działania na rzecz wspólnoty narodowej i dobra wspólnego, świadomości historycznej oraz wiedzy o Polsce za granicą czy wszechstronnego rozwoju młodego pokolenia oraz dobra wspólnego i dobra człowieka.
Wśród instrumentów prawnych mających na celu zagwarantowanie niezależności mediów publicznych na szczególną uwagę zasługuje sposób finansowania. Bez dysponowania dostatecznym, bezpiecznym i przejrzystym finansowaniem nie ma niezależnych mediów publicznych. Reformę finansowania wprowadza projekt ustawy o składce audiowizualnej. Między ustawą o mediach narodowych i ustawą o składce audiowizualnej istnieje ścisła współzależność. Na ich wdrażaniu będziemy opierać proces reformy publicznego sektora mediów, który oprócz radiofonii i telewizji obejmie także Polską Agencję Prasową.
Wprowadzenie obu wspomnianych ustaw wymaga nowelizacji wielu przepisów obowiązujących, niekiedy zmiany w jednej ustawie wiążą się zarówno z ustawą o mediach narodowych, jak i ustawą o składce audiowizualnej. Również niektóre przepisy przejściowe i dostosowujące, np. dotyczące pierwszego okresu finansowania Funduszu Mediów Narodowych, plasują się na styku materii obu ustaw. Uzasadnia to zamieszczenie przepisów wprowadzających obydwie ustawy w jednym, osobnym akcie prawnym.
Celem legislacyjnym tych przedłożeń jest, jak już mówiłam, odbudowanie znaczenia mediów publicznych, uzdrowienie struktur organizacyjnych i sposobu funkcjonowania oraz zdecydowane wzmocnienie finansowe. Najważniejsze dla samych mediów narodowych będzie natomiast odzyskanie aprobaty społeczeństwa.
Oczywiście fundamentalną sprawą jest niezależność i profesjonalizm dziennikarzy i ich rozumienie służby. Istnieją bowiem różne poziomy ochrony niezależności mediów, ale jak zawsze wiele zależy od ludzi. Radiofonia i telewizja będą w Polsce niezależne, jeśli będą tego chcieli i będą niezależni ludzie je tworzący, jeśli będą zdeterminowani służyć interesowi publicznemu.
Istota tych zmian wyraża się w nazwie: media narodowe, która ma przypominać, że mają to być media, które nie służą korporacjom, tej czy innej elicie, ale całemu narodowi. Taki jest cel naszego przedsięwzięcia - oddanie mediów publicznych Polakom. Dziękuję bardzo.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Pani Premier! Modernizacja techniczna polskich Sił Zbrojnych to sprawa fundamentalna dla bezpieczeństwa państwa w kontekście zarówno wyposażenia naszej armii, jak i rozwoju polskiego przemysłu obronnego. To dosyć oczywiste.
Raport Europejskiej Agencji Obrony wskazuje, że inwestowanie w rozwój programów zbrojeniowych ma ogromny wpływ na wzrost PKB oraz innowacyjność gospodarki, pod warunkiem że angażuje się w to rodzimy przemysł oraz ośrodki badawcze. Mogło się wydawać, że rząd PO-PSL to rozumiał, przyjął bowiem w 2014 r. Strategię Bezpieczeństwa Narodowego, która jasno wskazała potrzebę maksymalnego zaangażowania polskiego przemysłu obronnego w proces modernizacji technicznej polskich Sił Zbrojnych. Okazało się inaczej. Realizację zadań w tym zakresie negatywnie oceniała choćby Najwyższa Izba Kontroli. Działania i zaniechania rządu prowadziły bowiem nieuchronnie do likwidacji przemysłu obronnego, o czym mówił minister obrony narodowej.
Dodam do tego jeszcze tylko jeden przykład. Prawdziwy stosunek rządu do wspomnianych dokumentów i ich założeń pokazuje w szczególności zorganizowany przez MON przetarg na dostawę wielozadaniowych śmigłowców dla polskich Sił Zbrojnych rozpisany w 2012 r. Sposób przeprowadzenia - nietransparentny, budzący wątpliwości proceduralne - oraz rozstrzygnięcie pokazały, jak rząd PO-PSL, ten rząd widział przyszłość przemysłu obronnego w Polsce. Choć w przetargu wystartowały dwa polskie zakłady: PZL Świdnik i PZL Mielec, rząd zdecydował o zakupie śmigłowców Caracal francuskiego Airbusa, mając w Polsce zakłady produkcyjne, postanowił inwestować w budowę linii montażowej, spełniając obawy ekspertów, że przemysł obronny trwale będzie odgrywać rolę montowni, podobnie jak nasz przemysł motoryzacyjny. Tymczasem np. PZL Świdnik jest producentem śmigłowców własnej konstrukcji z unikalną zdolnością projektowania, rozwoju i produkcji tych maszyn. Wyprodukowano tu prawie 7,5 tys. śmigłowców, dostarczonych do przeszło 40 krajów. Ten zakład zatrudnia 3,5 tys. pracowników i ma ok. 900 kontrahentów w całej Polsce. W przypadku wyboru oferowanego przez spółkę śmigłowca to właśnie w Świdniku powstałoby światowe centrum jego produkcji i rozwoju. Stworzyłoby to nie tylko możliwość zaspokojenia potrzeb MON, lecz także możliwość eksportu na cały świat w ciągu kilkudziesięciu lat, napływu zaawansowanej technologii, utworzenia tysięcy nowych miejsc pracy nie tylko na Lubelszczyźnie, ale też w wielu małych i średnich przedsiębiorstwach lotniczych w całym kraju.
MON zignorował znaczenie tak wielkiego zakupu dla przemysłu obronnego i gospodarki Polski w ogóle. Wygrany przez Francuzów przetarg na śmigłowce to decyzja polityczna sprzeczna z polską racją stanu. Premier Jerzy Buzek tak ocenił ten wybór: Decyzja MON w sprawie śmigłowców jest szokująca. Nie wyobrażam sobie, żeby Francja, USA czy jakikolwiek inny kraj, który produkuje na swoim terenie śmigłowce, które kupuje cały świat, zdecydował się na zakup innych maszyn. Tak, Polska byłaby jedynym krajem na świecie, który kupuje u innego producenta, mając fabryki na własnym terenie. Mamy tu więc do czynienia z klasycznym przykładem marnotrawstwa z triady pani premier: egoizm, pogarda i marnotrawstwo.
Wartość kontraktu jest gigantyczna. To prawie 13,5 mld zł, które miałoby popłynąć do francuskiego przemysłu i stworzyć miejsca pracy pod Marsylią. To szansa, którą chcieliście odebrać Lubelszczyźnie, Podkarpaciu i całej Polsce. Znajdujemy w tym przypadku pogardę dla Polaków i tego, co wypracowali. Bo co ta decyzja oznacza? Cytuję: Swoją decyzją Ministerstwo Obrony Narodowej poważnie zakwestionowało ugruntowaną pozycję, jaką PZL Świdnik posiada w polskim przemyśle lotniczym, oraz unikalny wkład świdnickiego zakładu w rozwój polskiej gospodarki - głosi oświadczenie zarządu firmy. Mamy tu kolejny przykład klientyzmu i postawy uległości koalicji PO-PSL wobec obcych interesów. Bo jakie cele były tu realizowane? Czy można to zrozumieć? Intencje to tajemnica jeszcze nierozwikłana, ale skoro u podłoża nie leżało dobro wspólne, to był wśród nich egoizm.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Zaplanowany na lata 2013-2022 budżet na modernizację armii wynosi 130 mld zł. Rolą szefa MON jest zapewnienie, aby jego jak największa część trafiła do polskich zakładów. Wyciągnęliśmy wnioski z tych 8 lat i mamy dziś ministra obrony narodowej, który ma odwagę mówić, że polskie Siły Zbrojne powinny być wyposażone przede wszystkim w sprzęt produkowany w Polsce, że przemysł obronny to nie tylko istotny element strategicznego bezpieczeństwa narodowego - może on być również kołem zamachowym polskiej gospodarki. Mamy rząd, który ma odwagę prezentować gospodarczy patriotyzm. Dziękuję bardzo.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Ciekawie było słuchać tych refleksji pani poseł przedstawicielki wnioskodawcy o sytuacji mediów publicznych po kilku latach nicnierobienia, choć wszyscy oczekiwali reformy i poprawy sytuacji i funkcjonowania mediów. Mówiła pani poseł, że projekt przedłożony istniał od lat - ciekawe, że nie ujrzał światła dziennego...
...choć kolejni ministrowie kultury w rządzie PO-PSL zapowiadali reformę mediów. Widać uznali, że projekt ten do niczego się nie nadaje, być może jest niebezpieczny dla mediów publicznych.
Przedłożony projekt nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji ma, jak czytamy w uzasadnieniu, polegać na nowatorskim ujęciu mediów publicznych. Analiza zapisów projektu wskazuje natomiast, że to nowoczesne ujęcie oznacza po prostu realizację znanego od lat celu Platformy Obywatelskiej, tj. likwidacji albo przynajmniej marginalizacji mediów publicznych. Zmiany idą w kierunku nie tylko niesłużącym ich stabilnemu rozwojowi, ale każącym zadać pytanie, czy udałoby się je mediom publicznym przetrwać. I tak porównajmy listę zadań mediów publicznych w ustawie o radiofonii i telewizji z 1992 r. z listą, którą proponuje się w projekcie. Propozycja wykreślenia z ustawy ust. 1a w art. 21 definiującym misję publiczną może spowodować nieobliczalne skutki, aż do uniemożliwienia mediom publicznym wykonywania zadań wynikających z realizacji misji, bowiem nie będzie już do nich należało np. tworzenie i rozpowszechnianie programów. Cóż to może oznaczać? Że nie będzie już jednostek mediów publicznych, ale jakieś spółki, które będą realizowały misję publiczną na zlecenie czy w systemie grantów.
Dalej, prowadzenie działalności produkcyjnej związanej z twórczością audiowizualną. Co więc z teatrem? Jaka będzie jego przyszłość? Co będzie z możliwością realizacji filmów fabularnych?
Uwzględnianie potrzeb mniejszości narodowych i etnicznych, tworzenie i udostępnianie programów edukacyjnych na użytek środowisk polonijnych oraz Polaków zamieszkałych za granicą, popieranie twórczości artystycznej, literackiej, naukowej oraz działalności oświatowej i działalności w zakresie sportu. Nie będzie więc misji kulturotwórczej czy mecenatu mediów publicznych, wbrew oczekiwaniu społecznemu.
W art. 21 ust. 2 proponuje się przeformułować w taki oto sposób, że likwidowałoby to znaczną część odniesień do wartości, bez których media publiczne tracą sens istnienia. Nie ma tu już mowy o tym, że programy i inne usługi publicznej radiofonii i telewizji powinny kierować się odpowiedzialnością za słowo, rzetelnie ukazywać całą różnorodność wydarzeń i zjawisk w kraju i za granicą, sprzyjać swobodnemu kształtowaniu się poglądów obywateli, sprzyjać rozwojowi kultury, nauki, oświaty ze szczególnym uwzględnieniem polskiego dorobku intelektualnego i artystycznego, respektować chrześcijański system wartości, za podstawę przyjmując uniwersalne zasady etyki czy służyć umocnieniu rodziny. Komu te zapisy mogą przeszkadzać? Jakie intencje leżą u podstaw ich wykreślenia?
Proponuje się dalej usamodzielnienie oddziałów regionalnych telewizji publicznej i przekształcenie ich w samodzielne spółki. Z całkowitą beztroską, nie licząc się z sytuacją finansową, wprowadza się dalszą dekoncentrację mediów publicznych, chociaż Polska już jest europejską rekordzistką, jeśli chodzi o liczbę nadawców publicznych. Istnieje natomiast nie tylko przekonanie, ale są też badania międzynarodowe, które pokazują, że tylko silny nadawca publiczny jest w stanie wpłynąć na poziom programowy rynku.
Istotnym elementem projektu ustawy jest nowy sposób finansowania mediów publicznych. Autorzy projektu proponują utworzenie funduszu mediów publicznych, na który corocznie będzie przekazywane co najmniej 0,3% wydatków budżetu państwa. Każdą ustawę można zmienić, parlament to może zrobić co roku.
Wnioskodawcy sami przyznają zresztą, że trudno precyzyjnie określić skalę wydatków budżetowych, bo te zależą od wielkości budżetu. Wynika z tego, że dziś byłaby to suma nawet niesięgająca połowy tej, którą za adekwatną uznała Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji. Przy tym finansowanie mediów publicznych z budżetu państwa powszechnie jest postrzegane jako najbardziej ryzykowne, ponieważ tworzy jednak zależność od struktur państwa i nie uwzględnia potrzeb planowania w dłuższym horyzoncie czasowym działalności programowej. Projekt nie tworzy więc dostatecznego i bezpiecznego finansowania, a bez tego nie ma niezależnych mediów publicznych.
Zgodnie z projektem jednostki publicznej radiofonii i telewizji, choć to już przecież nie będą jednostki publicznej radiofonii i telewizji, tylko jakieś spółki, opracowują corocznie w porozumieniu z Krajową Radą Radiofonii i Telewizji plany finansowo-programowe. Jednak, aby uzyskać publiczne finansowanie
, muszą sporządzić wnioski o przyznanie środków na realizację określonych programów i audycji. Rada funduszu rozpatruje i opiniuje te wnioski i przyznaje środki - można powiedzieć, granty, powtarzam to - na określone programy i audycje.
Dziękuję, pani poseł.
Jeszcze dwa zdania i kończę, panie marszałku.
Nie, nie, proszę kończyć.
Każda decyzja programowa jest podejmowana nie przez redaktorów mediów publicznych, a przez radę.
Pani poseł, to nie media publiczne, ja muszę uczciwie dzielić czas. Bardzo proszę kończyć.
Kończę. Oddajemy więc media publiczne nie w ręce obywateli, ale różnych grup z tzw. elity...
Dziękuję bardzo.
...raczej z rodzaju krewnych i znajomych królika...
Bardzo proszę, głos ma pani poseł Urszula Augustyn, Platforma Obywatelska.
Pani poseł, przekroczyła pani czas. Musimy go dzielić sprawiedliwie między wszystkich.
Panie marszałku, formalna kwestia jeszcze.
Proszę bardzo. Ale proszę mi to przekazać w takim razie.
W związku z powyższym składam wniosek o odrzucenie projektu w pierwszym czytaniu.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Jedno zdanie sprostowania. Pani poseł, nie wprowadzamy żadnej nowej daniny. Opłata audiowizualna to jest to samo co podatek, co opłata abonamentowa, tyle tylko, że o połowę obniżona w stosunku do obowiązującej dzisiaj dla tych, którzy przestrzegają prawa. Dziękuję bardzo.
Pani Marszałek! Wysoka Izbo! Potrzeba uchwalenia projektowanej ustawy o Radzie Mediów Narodowych wynika z tymczasowego charakteru ustawy z dnia 30 grudnia 2015 r. o zmianie ustawy o radiofonii i telewizji. Dobitny wyraz dał temu ustawodawca w art. 4 tej ustawy, wskazując dzień 30 czerwca 2016 r. jako ostatni dzień jej obowiązywania. Konieczność pilnego ustanowienia nowej regulacji w zakresie normowanym grudniową ustawą epizodyczną wynika zatem z decyzji samego ustawodawcy. W powyższej ustawie, której ratio legis jest wyłożone w uzasadnieniu jej projektu, druk sejmowy nr 158, ustawodawca pośrednio wskazał kierunki przyszłej reformy mediów publicznych.
I tak po pierwsze, u podstaw pozbawienia Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji prerogatyw w zakresie powoływania części składu rad nadzorczych i powoływania członków zarządów spółek publicznej radiofonii i telewizji legła negatywna ocena łączenia w jednym organie funkcji władczego regulatora rynku mediów elektronicznych, który powinien być bezstronny wobec wszystkich uczestników tego rynku, z funkcją organu wykonującego uprawnienia w sferze nadzoru właścicielskiego wobec podmiotów reprezentujących własność państwową. Tylko ta pierwsza funkcja - władczego regulatora rynku mediów - znajduje oparcie w konstytucyjnym statusie Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.
Według konstytucji krajowa rada: stoi na straży wolności słowa, prawa do informacji oraz interesu publicznego w radiofonii i telewizji, na co wskazuje ust. 1 w art. 213. Zadania te odnoszą się w równym stopniu do mediów publicznych i prywatnych. Konstytucja nie przewiduje żadnych szczególnych uprawnień krajowej rady wobec mediów publicznych, przewiduje natomiast wydawanie przez krajową radę aktów normatywnych i indywidualnych kierowanych do pomiotów niepodporządkowanych jej organizacyjnie. Ustrojodawca przypisuje zatem krajowej radzie rolę niezależnego od rządu organu regulacyjnego, sprawującego władztwo publiczne wobec niepodporządkowanych mu organizacyjnie nadawców.
Po drugie, wprowadzając uproszczony tryb powoływania i odwoływania rad nadzorczych i zarządów spółek przez ministra właściwego do spraw Skarbu Państwa, redukując liczbę członków rad nadzorczych do trzech i nie ustanawiając kadencji organów spółki powoływanych w tym uproszczonym trybie, ustawodawca założył, że z dniem 1 lipca 2016 r. status prawny i sposób kreowania władz jednostek organizacyjnych poddanych regulacji ulegnie zmianie.
Po pierwsze, utworzenie Rady Mediów Narodowych jako kadencyjnego, w pełni niezależnego od władzy wykonawczej i politycznie pluralistycznego gremium, które będzie dokonywać czynności prawnych dotyczących ustroju i składu osobowego organów jednostek publicznej radiofonii i telewizji, mając na względzie rzetelne wypełnianie przez nie ich ustawowych zadań oraz ochronę ich samodzielności redakcyjnej i niezależności od władzy wykonawczej pod względem treści i formy przekazów.
Po drugie, przyznanie Radzie Mediów Narodowych kompetencji do wykonywania określonych czynności, które grudniowa ustawa epizodyczna tymczasowo przyznała ministrowi skarbu państwa, przy zachowaniu formalnej, niemającej wpływu na treść i formy przekazów medialnych roli tego ministra jako reprezentanta Skarbu Państwa w walnych zgromadzeniach 20 spółek objętych projektowaną regulacją, do czasu ich ustawowego przekształcenia w niekorporacyjne państwowe osoby prawne i utworzenia Funduszu Mediów Narodowych.
6-letni okres kadencji każdego z pięciu członków rady oraz zakaz łączenia członkostwa w radzie z zatrudnieniem w sferze władzy wykonawczej stanowią instytucjonalną rękojmię, że media publiczne będą całkowicie niezależne od władzy wykonawczej pod względem zarówno personalnym, jak i programowym.
Skład Rady Mediów Narodowych, jako sui generis organu nadzoru właścicielskiego, gwarantuje po raz pierwszy w dziejach polskich mediów publicznych udział przedstawicieli opozycji parlamentarnej w bezpośrednim sprawowaniu tego nadzoru, w tym w podejmowaniu istotnych decyzji personalnych.
Trzech członków rady powoływać będzie większość sejmowa, dwóch zaś - prezydent Rzeczypospolitej wyłącznie spośród par kandydatów wskazanych przez opozycyjne kluby sejmowe, jeśli kluby te zechcą skorzystać z prawa przedstawienia głowie państwa swoich kandydatów. Nie sposób przecenić znaczenia tej innowacji z punktu widzenia demokratycznej kontroli nad mediami publicznymi i transparentności decyzji personalnych.
Mieszczące się w logice reformy mediów publicznych rozdzielenie funkcji władczego i bezstronnego regulatora rynku mediów od funkcji nadzoru właścicielskiego nad mediami, zapoczątkowane grudniową ustawą i potwierdzone w projektowanej regulacji, uzasadnia zmniejszenie ustawowej liczby członków Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, począwszy od jej nowej kadencji, z pięciu do trzech, w tym rezygnację z funkcji wiceprzewodniczącego krajowej rady.
Konstytucja w art. 214 nie precyzuje liczby członków krajowej rady, pozostawiając to ustawodawstwu zwykłemu. W doktrynie prawa konstytucyjnego za najmniejszą wystarczającą liczbę członków krajowej rady słusznie uznaje się liczbę 3 ze względu na regułę tres faciunt collegium oraz konstytucyjny wymóg powołania w skład tego organu co najmniej po jednym członku przez Sejm, Senat i prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej.
Projektowana ustawa nie zmienia systemu finansowania mediów publicznych. Odpowiednia zmiana nastąpi w ramach przygotowywanej reformy. Stworzenie nowego systemu finansowania mediów narodowych będzie następnym jej etapem. Dziękuję bardzo.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! W imieniu Komisji Kultury i Środków Przekazu przedstawiam komisyjny projekt uchwały w sprawie sprawozdania Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji z działalności w 2015 r.
Komisja na posiedzeniu w dniu 14 czerwca 2016 r. rozpatrzyła skierowane do niej przez marszałka Sejmu sprawozdanie krajowej rady wraz z informacją o podstawowych problemach radiofonii i telewizji w 2015 r., druk nr 392. W przeprowadzonej debacie odnoszono się, zarówno w wystąpieniu przewodniczącego krajowej rady, jak i w wypowiedziach posłów, do działalności nie tylko w 2015 r., ale w całej kadencji rady w związku z jej upływem w sierpniu tego roku. Przypomnę, że krajowa rada powołana została w sierpniu 2010 r. Znaleźli się w niej przedstawiciele Platformy Obywatelskiej, SLD i PSL, a przewodniczący Jan Dworak był swego czasu członkiem Platformy Obywatelskiej - to ? propos apolityczności Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji w dzisiejszym składzie.
Już w początkach jej kadencji doszło do kuriozalnych zdarzeń. W 2011 r. głosami m.in. większości sejmowej, tj. klubów PO i PSL, Sejm i Senat odrzuciły sprawozdanie krajowej rady. Stało się tak po trwających kilka miesięcy politycznych targach między koalicjantami o podział medialnych łupów. Dopiero tak nastraszonej krajowej radzie udało się wówczas wyłonić rady nadzorcze spółek mediów publicznych. Mieliśmy następnie popis w zakresie jawności i przejrzystości konkursów do zarządów mediów publicznych, którymi tak się dzisiaj szczycą Platforma Obywatelska i pan przewodniczący. Otóż zanim rada nadzorcza telewizji publicznej rozpoczęła rozmowy kwalifikacyjne z 9 kandydatami, media podały już, jaki będzie skład 3-osobowego zarządu TVP, i miały rację. Prezesem został Juliusz Braun, były poseł Unii Wolności, prosto z urzędu w ministerstwie kultury, a członkiem zarządu m.in. Marian Zalewski, prosto ze stanowiska wiceministra rolnictwa z ramienia PSL. Czytaliśmy nawet w mediach, że TVP przeżywała najazd politycznego pionu jednego z resortów razem z żonami. Takie to było apolityczne.
Komisja Kultury i Środków Przekazu podjęła w tymże 2011 r. uchwałę stanowiącą m.in., cytuję: W TVP SA doszło do bezprecedensowego ograniczenia wolności słowa i swobody debaty publicznej. Wielomilionowe audytorium o światopoglądzie konserwatywnym zostało pozbawione oferty programowej, a opinia publiczna dostępu do pełnego spektrum poglądów. Jest to stan niezgodny z konstytucyjnymi zasadami równości wobec prawa oraz swobodnego dostępu do informacji, dlatego komisja wzywa krajową radę do wypełnienia wynikających z konstytucji oraz ustaw obowiązków.
W kontekście bierności czy pobłażliwości wobec działań poprzednich władz mediów publicznych ciekawie wygląda dzisiejsza aktywność krajowej rady w recenzowaniu nowych władz. Szczególny przykład to raport, o którym wspominał zresztą pan przewodniczący, a w którym porównano serwisy informacyjne trzech największych telewizji: ˝Wiadomości˝ TVP, ˝Faktów˝ TVN i ˝Wydarzeń˝ Polsatu, notabene zamówiony u profesora, który już dwa tygodnie po zmianie we władzach TVP nazwał ją telewizją dworską, lizusowską. Efekt łatwo było przewidzieć - taki, o którym wspominał pan przewodniczący. Raport zarzuca ˝Wiadomościom˝ TVP np. zrelacjonowanie wywiadu Tomasza Arabskiego dla jednej z gazet. W raporcie stwierdza się, że wywiad ten nie był ważnym wydarzeniem, a Arabski nie jest osobą zbyt znaną. Przewodniczący krajowej rady dodał, że pozostałe telewizje o tym nie mówiły. Oto kryterium oceny mediów publicznych. Dodajmy, że kwestia dotyczy procesu w sprawie tragedii smoleńskiej. Z drugiej strony przewodniczący broni decyzji poprzednich władz TVP o nietransmitowaniu mimo obecności kamer przesłuchania prezydenta Bronisława Komorowskiego. Stanie na straży wolności słowa, prawa do informacji oraz interesu publicznego w radiofonii i telewizji, na które wskazuje art. 213 konstytucji, rozumie krajowa rada jako pilnowanie, aby nie o wszystkim Polaków informować. Jak łatwo się domyślić, blokować należy przed społeczeństwem tylko informacje niewygodne dla jedynie słusznej władzy, dzięki Bogu już niebyłej.
Kolejny przykład nierównomiernego traktowania to ocenienie, uznanie rzekomej skali zwolnień w mediach publicznych dziś za jakoby bezprecedensowe, a przeniesienie ponad 400 pracowników TVP do zewnętrznej firmy Leasing Team przez poprzednie władze - operację, którą Najwyższa Izba Kontroli oceniła negatywnie i uznała za groźny precedens - za dopuszczalne. Należy przypomnieć, że rada nie cofała się przed użyciem pozostających w jej dyspozycji środków nadzoru w sprawach wątpliwych, jak w przypadku informacyjnego programu Telewizji Trwam. Przewodniczący rady nałożył na Fundację Lux Veritatis karę za rzekome propagowanie działań sprzecznych z prawem w audycji relacjonującej marsz niepodległości z 11 listopada 2013 r. wyemitowanej w TV Trwam, choć w uzasadnieniu do decyzji była mowa tylko o wrażeniu, w relacji bowiem wyrażano jedynie opinie na temat niechęci mieszkańców Warszawy wobec zainstalowanej na pl. Zbawiciela tęczy. Pobłażliwie natomiast potraktowano szkodliwą działalność TVP biorącej udział w manipulowaniu opinią publiczną właśnie w relacjach z marszu niepodległości z 11 listopada.
Padło w debacie wiele przykładów działań TVP sprzecznych z misją nadawcy publicznego, na które krajowa rada nie reagowała. Oto niektóre z nich. TVP nie wahała się propagować polityki historycznej Niemiec przez emisję kontrowersyjnego serialu ˝Nasze matki, nasi ojcowie˝ szkalującego żołnierzy Armii Krajowej, a nie znajdowała miejsca na kreowanie polskiej polityki historycznej. Współfinansowała obok Państwowego Instytutu Sztuki Filmowej antypolskie filmy, jak ˝Pokłosie˝ czy ˝Obywatel˝, inwestując w negatywny wizerunek Polski za granicą. Żeby było śmieszniej, a może straszniej, ˝Pokłosie˝ współfinansowała wraz z rosyjską rządową Fundacją Kina. Czy media publiczne rzeczywiście są po to, aby za pieniądze Polaków realizować obce interesy? Na to Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji nie odpowiedziała. Szczytem sprzeniewierzenia się swojej misji było faworyzowanie przez TVP jednego kandydata w czasie wyborów prezydenckich. TVP zmieniła się praktycznie w sztab wyborczy Bronisława Komorowskiego...
...którego np. w marcu ub.r. widzowie mogli oglądać przez prawie 6,5 godziny, a Andrzeja Dudę zaledwie przez 22 minuty. Złamaniem wszelkich standardów dziennikarskich był program Tomasza Lisa wyemitowany w TVP2, w którym prowadzący dopuścił się manipulacji: by uderzyć w Andrzeja Dudę, cytował fałszywe konto jego córki.
W tym samym czasie TVP zawiesiła program ˝Bliżej˝ redaktora Pospieszalskiego, stosując cenzurę prewencyjną. Nie pierwszy raz, bo przypomnę skandal związany ze wstrzymaniem przez Zarząd TVP emisji tego programu z powodu zaproszenia do udziału w dyskusji redaktora naczelnego tygodnika ˝wSieci˝ Jacka Karnowskiego, kiedy to sami nadzorcy TVP otwarcie przyznali, że będą kontrolować dobór gości i tematów programów.
Nie można pominąć sprawy aresztowania przez policję dziennikarzy, którzy relacjonowali przebieg protestu Państwowej Komisji Wyborczej po wyborach samorządowych - akcja przeprowadzona została na polecenie Kancelarii Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego jako w pełni zamierzona represja - a także decyzji o niewpuszczeniu operatorów Telewizji Trwam i Telewizji Republika na salę, gdzie odbywało się wspomniane przesłuchanie przez sąd prezydenta Komorowskiego w sprawie WSI.
Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji w dzisiejszym składzie bagatelizowała te zdarzenia. Czy realizowała w związku z tym wynikające z konstytucji oraz ustawy obowiązki, a tym samym służyła Polakom? Niewiele na posiedzeniu komisji powiedziano dobrego o działaniach krajowej rady, by mogło to mieć wpływ na pozytywną ocenę sprawozdania.
W związku z powyższym komisja przedstawia projekt uchwały Sejmu RP w sprawie sprawozdania Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji w następującym brzmieniu: ˝Sejm Rzeczypospolitej Polskiej odrzuca sprawozdanie Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji z działalności w 2015 roku˝. Dziękuję bardzo.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Pytań do posła sprawozdawcy nie było, ale prawdę powiedziawszy, sprowokował mnie do wypowiedzi pan przewodniczący Jan Dworak, bo nad pewną manipulacją, której tu dokonał, nie można przejść do porządku dziennego. Mianowicie dotyczy to pracowników telewizji publicznej, których telewizja się pozbyła decyzją prezesa Juliusza Brauna i przeniesieni zostali oni do LeasingTeamu.
Po pierwsze, panie przewodniczący, to nie jest tak, że sytuacja finansowa zmusiła telewizję do tej decyzji, i dlatego ona jest niezrozumiała, bo zyski finansowe z tego przedsięwzięcia dla telewizji były żadne. Na posiedzeniu Komisji Kultury i Środków Przekazu w tamtej kadencji - odsyłam państwa posłów, ponieważ pan przewodniczący chętnie by zaprzeczył, do sprawozdań z posiedzenia komisji w tamtej kadencji dotyczącego tej kwestii - sam pan prezes Juliusz Braun orzekł, że z tego przedsięwzięcia telewizja publiczna zyska może 5 mln. Tak że to śmiechu warte. Tak samo oceniła tę kwestię Najwyższa Izba Kontroli.
Najwyższa Izba Kontroli negatywnie oceniła to przedsięwzięcie. Stwierdziła, że żadnych uzysków finansowych ani nie można było przewidzieć, ani telewizja publiczna nie miała z tego działania, i oceniła to jako bardzo niebezpieczny proceder.
Ostatnia kwestia. Panie przewodniczący, no nie da się tak. To pan prezes Juliusz Braun, prezes telewizji publicznej, podjął tę decyzję i to tylko na niego spada ta odpowiedzialność za to działanie, a na pana, panie przewodniczący, i Krajową Radę Radiofonii i Telewizji spada odpowiedzialność za zaniechanie, jeżeli chodzi o obronę praw tych pracowników. Dziękuję bardzo.
Pani Marszałek! Wysoka Izbo! Przypadł mi w udziale szczególny zaszczyt przedstawienia stanowiska klubu Prawo i Sprawiedliwość w sprawie poselskiego projektu uchwały ustanawiającej rok 2017 Rokiem Marszałka Józefa Piłsudskiego - najwybitniejszego obok św. Jana Pawła II Polaka w historii Polski, męża stanu, ojca niepodległości, legendarnego twórcy Legionów Polskich, naczelnika państwa i zwycięskiego wodza wojny z 1920 r.
Ukształtowały młodego Ziuka polskość i patriotyczna atmosfera domu, tworzona głównie przez matkę Marię z sienkiewiczowskich Billewiczów. Od najmłodszych lat angażował się w działalność patriotyczną i niepodległościową. Zesłania na Syberię, działalność w PPS, redakcja gazety ˝Robotnik˝, stworzenie Organizacji Bojowej, Strzelca, a następnie Legionów Polskich to kolejne etapy na drodze do odzyskania niepodległości.
Nie tylko stworzył państwo, którego stał się symbolem, ale obronił je przed śmiertelnym zagrożeniem, kiedy ruszyła bolszewicka nawała, realizując zamiar Lenina i Trockiego: przeniesienie rewolucji po trupie Polski na zachód Europy. Decydującą o losach wojny z 1920 r. Bitwę Warszawską angielski dyplomata lord d’Abernon nazwał 18. bitwą decydującą o historii świata.
Józef Piłsudski był twórcą idei Międzymorza, tj. sojuszu państw Europy Środkowo-Wschodniej, idei tak dziś aktualnej, do której twórczo nawiązywał w swych działaniach prezydent prof. Lech Kaczyński.
Marszałek zmarł 12 maja 1935 r., a śmierć ta była dla polskiego społeczeństwa szokiem. Cat-Mackiewicz pisał: Piłsudski miał fanatycznych wielbicieli, którzy go kochali, ale i takich, którzy go nienawidzili. I oto nie znać było tego w dniu pogrzebu. Przeciwnie. Na wieść o jego śmierci strach i zalęknienie, co stanie się teraz z Polską, kiedy jego zabrakło, przeleciał od Bałtyku przez Poznańskie i Śląsk, i od Karpat do Dźwiny. Po całej wielkiej ojczyźnie, którąśmy 4 lata po jego śmierci stracili.
Warto też wspomnieć o mniej znanej stronie Piłsudskiego, o jego miłości do Juliusza Słowackiego, którego prochy polecił sprowadzić z paryskiego cmentarza Montmartre na Wawel, by królom był równy.
Józef Piłsudski stał się obiektem kultu w wielu środowiskach, a jego dokonania stały się ważnym elementem kształtowania zbiorowej świadomości Polaków. Naczelnik jako patron roku 2017 wprowadzi nas niejako w święto roku niepodległości. Klub Parlamentarny Prawo i Sprawiedliwość będzie głosował za przyjęciem uchwały. Zakończę słowami prezydenta Ignacego Mościckiego: ˝Śmiałością swej myśli, odwagą zamierzeń, potęgą czynów z niewolnych rąk kajdany zrzucił, bezbronnym miecz wykuł, granice nim wyrąbał, a sztandary naszych pułków sławą uwieńczył. Skażonych niewolą nauczył honoru bronić, wiarę we własne siły wskrzeszać, dumne marzenia z orlich szlaków na ziemię sprowadzać i w twardą rzeczywistość zamieniać. Dał Polsce wolność, granice, moc
i szacunek.
Wielkie dziedzictwo pozostawił w spadku po sobie ten potężny władca serc i dusz polskich˝. Dziękuję bardzo.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Rządowy projekt ustawy o zmianie ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych ma na celu dokonanie implementacji art. 10 dyrektywy z dnia 27 września 1993 r. w sprawie koordynacji niektórych zasad dotyczących prawa autorskiego oraz praw pokrewnych stosowanych w odniesieniu do przekazu satelitarnego oraz retransmisji drogą kablową w zakresie zasad zawierania umów na reemisję kablową. Ma zatem wypełnić lukę we wcześniejszej, niekompletnej implementacji tej dyrektywy do prawa polskiego. Dostosowanie to jest opóźnione o ponad 10 lat. Być może dlatego, że - jak napisano w opinii Sądu Najwyższego do tego projektu - dotyczy on jednego z najtrudniejszych problemów występujących w praktyce obrotu prawami autorskimi, jakim jest uregulowanie sposobu nabywania praw do reemisji kablowej.
Wymieniona dyrektywa nakazuje dokonywanie reemisji utworów wyłącznie na podstawie umowy zawartej z właściwą organizacją zbiorowego zarządzania prawami autorskimi i prawami pokrewnymi. Wprowadza zatem obowiązkowe pośrednictwo organizacji zbiorowego zarządzania, wyłączając co do zasady możliwość bezpośredniego kontraktowania między podmiotem dokonującym reemisji a dysponentem praw autorskich. W art. 10 przewiduje jednak wyjątek od zasady obowiązkowego pośrednictwa organizacji zbiorowego zarządzania w stosunku do praw, ˝z których organizacja radiowa i telewizyjna korzysta w odniesieniu do jej własnych transmisji, niezależnie od tego, czy dane prawa należą do tej organizacji, czy też zostały na nią przeniesione przez innego właściciela praw autorskich i/lub praw pokrewnych˝.
Zgodnie z obecnie obowiązującym brzmieniem art. 21
ust. 1 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych operatorom sieci kablowych wolno reemitować w sieciach kablowych utwory nadawane w programach organizacji radiowych i telewizyjnych wyłącznie na podstawie umowy zawartej z właściwą organizacją zbiorowego zarządzania prawami autorskimi, przy czym stosownie do art. 92 i art. 95
ust. 1 tej ustawy przepis ten znajduje odpowiednie zastosowanie także do artystycznych wykonań, fonogramów i wideogramów. Projekt rządowy zakłada wprowadzenie do art. 21
ustawy nowego przepisu ust. 1
, zgodnie z którym obowiązkowe pośrednictwo organizacji zbiorowego zarządzania nie będzie miało zastosowania w zakresie wskazanym w art. 10 dyrektywy. Przedłożenie wykonuje tym samym prawo Unii Europejskiej.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Klub Parlamentarny Prawo i Sprawiedliwość poprze ten projekt. Dziękuję bardzo.
