Panie Marszałku! Panie i Panowie Posłowie! Klub Parlamentarny Platforma Obywatelska, który mam zaszczyt reprezentować, rekomenduje na stanowisko wicemarszałka Sejmu Rzeczypospolitej panią poseł Małgorzatę Kidawa-Błońską. Właściwie mogłabym pani poseł specjalnie szczegółowo nie przedstawiać, jestem przekonana, że jest osobą, którą znają wszyscy, niezależnie od tego, ile kadencji spędzili w Sejmie, także ci, którzy dzisiaj są tu dopiero pierwszy dzień. Jest postacią znaną, szanowaną i lubianą. Są jednak pewne wymogi, więc jeśli panie i panowie posłowie pozwolicie, powiem parę zdań o pani poseł.
Z wykształcenia jest socjologiem, ale całą pasję życiową i zawodową w pierwszym okresie swojej działalności poświęciła kulturze, a w niej głównie filmowi, choć muszę powiedzieć, że na pewno jest też miłośniczką muzyki poważnej, ponieważ często się spotykamy przy takich okazjach. Jest to jej czwarta kadencja. Z Platformą Obywatelską związana jest od pierwszych dni czy nawet pierwszych godzin. Była radną miasta stołecznego Warszawy, a od roku 2005 jest posłanką.
O przymiotach jej charakteru najlepiej chyba świadczy fakt, że pracowała m.in. w Komisji Etyki Poselskiej i o ile wiem, działała tam ku zadowoleniu zarówno komisji, jak i posłów. Oczywiście pracowała także we wszystkich kadencjach, dopóki miała taką możliwość, w Komisji Kultury i Środków Przekazu.
Ostatnią jej rolą w tej Izbie była funkcja marszałka Sejmu. Na tym stanowisku starała się nam wszystkim, wtedy posłom VII kadencji, zaszczepić prawdę, że Sejm jest miejscem debaty, ale nie miejscem kłótni, pyskówek i obrażania się. Jako marszałek Sejmu potrafiła opanowywać trudne sytuacje, które przecież tu się zdarzają. Jej kompetencje, takt, wykształcenie, doświadczenie najlepiej ją predestynują do pełnienia tej funkcji. A gdyby ktoś szukał jeszcze głębszego uzasadnienia, to przypomnę fakt z jej życiorysu czy też tradycji rodzinnej - tak może należałoby to nazwać. Pani poseł Małgorzata Kidawa-Błońska jest prawniczką dwóch wybitnych mężów stanu II Rzeczypospolitej...
Prawnuczką, tak powiedziałam.
...prezydenta Rzeczypospolitej Stanisława Wojciechowskiego i premiera Władysława Grabskiego.
Być może dla części tej Izby ten fakt jest ważny, bo pewne cechy charakteru wynosi się z domu i z rodziny. Dziękuję bardzo.
Panie Marszałku! Jestem w tej Izbie najdłużej...
...urzędującym posłem, od 1991 r. Od 1991 r. nie słyszałam równie haniebnego wystąpienia
, nie widziałam równie haniebnego zachowania...
...i nie widziałam marszałka, który tak się zachowywał. Dziękuję.
Dziękuję bardzo.
Pani Marszałek! Panie Ministrze! Bardzo dziękuję, że pan minister, odpowiadając na te pytania, zaczął właściwie od przypomnienia dość fundamentalnych decyzji, które powstały w latach poprzednich, czyli za sprawą koalicji Platforma Obywatelska - PSL, i cieszy mnie osobiście to, że te inwestycje muzealno-historyczne, jeśli tak je mogę nazwać w skrócie, w dalszym ciągu są w centrum zainteresowania rządu Prawa i Sprawiedliwości. Muzeum Historii Polski, niezależnie od wszystkich perturbacji, jakie towarzyszyły tej inwestycji, zostało, i lokalizacja, i program rządowy, i rozdział środków na lata, więc mam nadzieję, że te wszystkie dokonania wokół tej inwestycji będą dotrzymane. Także będzie dokończona ciągnąca się od lat - i zapewniam, że nie z winy rządu - inwestycja muzeum w Sulejówku. Także po różnych problemach, kłopotach trochę ta inwestycja wychodzi na prostą. II wojna światowa... Mam nadzieję, że już nie będzie żadnych... Muzeum II Wojny Światowej, problemów z glebą, na której wystąpiły jakieś podcieki i cieki wodne. Także wydaje się, że to muzeum będzie takim miejscem, do którego każdy będzie chętnie przyjeżdżał. Koncepcja, czy pokazać te dokonania i doświadczenia Polski
i narodu polskiego na tle innych, to już jest kwestia rzeczywiście pana ministra.
Chcę tylko jeszcze powiedzieć, panie ministrze, że dziwię się, że pan, wymieniając te wszystkie sztandarowe inwestycje, sam przecież człowiek Wybrzeża, nie wymienił Europejskiego Centrum Solidarności - wydaje się, że najbardziej sztandarowej i prestiżowej inwestycji, a także instytucji, która chyba bardzo polityce historycznej się może przysłużyć. Dziękuję.
Panie Marszałku! Panie i Panowie Posłowie! Dwunasta, duchy się pojawiły na tej sali.
Ale muszę powiedzieć, że jestem pod wrażeniem.
W grudniu 2005 r. ta sama ekipa ustami bez mała tych samych osób potrzebowała 3 dni na rozwalenie mediów publicznych poprzez całkowite rozwalenie Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.
Po 10 latach, panie i panowie posłowie, ta sama ekipa potrafi już to zrobić w ciągu 1 dnia i takie ma zamiary.
Więc jak powiedziałam, należy docenić wysiłki, tyle tylko, że cała reszta jest jednym wielkim oszustwem.
Akurat ta ustawa była od dawna zapowiadana, była komentowana, było bardzo wiele wywiadów na jej temat, była nawet podobno prezentacja w Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich. Do prezentacji nie doszło, bo była tylko pierwsza strona czy kartka tego projektu, nie wiem, ale była zapowiedź prezentacji. I miały być media narodowe albo instytucja kultury, wzmocnienie roli, podniesienie rangi, wszystko miało być, i muszę przyznać, że nawet budziło to pewne zainteresowanie jako wyzwanie intelektualne stojące przed nową władzą, która by znalazła sposób wzmocnienia mediów publicznych, wzmocnienia misji, jaką pełnią, i zapewnienia im także stabilnego systemu finansowania. Wszystko to miało być, a w zamian za to mamy po prostu normalny napad, tyle że nie w biały dzień, a pod osłoną nocy, i chodzi tylko i wyłącznie o to, żeby zmienić władzę.
Projekt ustawy, który nam dzisiaj tutaj zaprezentowano, naprawdę nie ma nic wspólnego z mediami publicznymi. Jest po prostu takim sprytniejszym niż 10 lat temu sposobem na zmianę władz. Bo 10 lat temu w końcu to przerwanie kadencji krajowej rady wylądowało w Trybunale Konstytucyjnym, a teraz po prostu już się nie zajmujecie krajową radą, niech ona se tam dotrwa do tego marca czy kwietnia, kiedy jej się kończy kadencja, tylko zwyczajnie media publiczne są oddane ministrowi skarbu i już bez jakichkolwiek reguł, zasad, konkursów, jawności jeden człowiek - minister skarbu, minister do spraw skarbu państwa...
...będzie mianował sobie i rady nadzorcze, i zarządy bez jakichkolwiek kryteriów, bez określenia kompetencji tych osób, bez kadencji, na jakie mianuje. Będzie powoływał, odwoływał. A kiedy będzie odwoływał? Ano chyba tak zupełnie nieświadomie pani poseł Elżbieta Kruk wygłosiła tu miażdżącą krytykę tych zamiarów, bo mniej więcej powiedziała, czego po tej ustawie Prawo i Sprawiedliwość oczekuje. Była cała litania - co wolno, komu wolno, jak wolno, dlaczego wolno, o czym ma być, o czym ma nie być. Wszystko to zostało powiedziane. Kiedyś właśnie, jak te duchy, co tu teraz nad tą salą zaczęły się unosić - po tej stronie, rzecz jasna, rządziły - to się nazywało cenzura prewencyjna albo były listy proskrypcyjne, że kogoś nie wolno było wpuszczać, zapraszać...
Tak, ja najlepiej pamiętam, bo byłam przedmiotem tego typu praktyk.
Wtedy nie pracowałam w telewizji.
A więc wtedy tak to się działo, teraz w dalszym ciągu ma się tak dziać.
Chcę tylko powiedzieć jedno: w całym tym projekcie jest jeszcze jedno kłamstwo i oszustwo. To nie jest ustawa zgodna z prawem Unii Europejskiej, ponieważ natychmiast wszystkie możliwe instytucje europejskie się odezwały i poprosiły o wstrzymanie procedowania. My byśmy też o to poprosili, gdyby to miało jakikolwiek sens, ale wiemy, że sensu nie ma
, ponieważ państwo nie słuchacie tego typu głosów. A szkoda, bo może warto byłoby zrobić jakąś dyskusję, mieć jakąkolwiek ekspertyzę, jakąkolwiek opinię. Bo tak naprawdę pod osłoną tej nocy państwo likwidujecie media publiczne i po prostu, zwyczajnie wprowadzacie media państwowe...
...a prawdę powiedziawszy, partyjne.
Dlatego też z przykrością stwierdzam, z przykrością dla państwa, rzecz jasna, że w imieniu Klubu Parlamentarnego Platforma Obywatelska, na podstawie art. 39 ust. 2 uchwały Sejmu Rzeczypospolitej...
Pani poseł, czas minął.
...regulaminu, wnoszę o odrzucenie w całości w pierwszym czytaniu poselskiego projektu ustawy o zmianie ustawy o radiofonii i telewizji.
Dziękuję, pani poseł.
Proszę państwa, media można zmieniać, tylko bardzo proszę to robić, po pierwsze, w dzień, po drugie, przyzwoicie, a po trzecie, tak...
Dziękuję, pani poseł.
No bo ja, panie pośle, nie jestem...
Pani Marszałek! Panie i Panowie Posłowie! Muszę przyznać, że wczorajsza noc i dzień dzisiejszy, sądzę, przejdą do historii parlamentaryzmu, bo jak wiadomo, na mediach się wszyscy znają, mediami się wszyscy interesują, czyli pewno będą jakieś echa tej naszej debaty.
Otóż chcę powiedzieć tak, że coś, co się nie udało Robertowi Kwiatkowskiemu i Włodzimierzowi Czarzastemu, udało się obecnej grupie trzymającej władzę. Jak oni to zrobili, i to właściwie w ciągu jednej doby? Ale zrobili.
Nie mogę się zgodzić niestety z panią poseł sprawozdawcą, w której wystąpieniu niedużo było mowy o tym, co się działo na posiedzeniu komisji. Odczytała swoje wczorajsze wystąpienie w imieniu klubu Prawa i Sprawiedliwości, ale już mniejsza o to. Każdemu zostawiamy wolność wypowiedzi przecież...
...więc nie mogę się zgodzić.
Na pewno się nie mogę zgodzić z panem posłem Suskim. Z bliżej nieznanych mi powodów pan Suski jest przekonany, że telewizja publiczna była kwaterą kłamstwa, jak to nazwał. Bardzo piękne porównanie.
Otóż chcę powiedzieć, panie pośle, że kwaterą kłamstwa to był taki okres, kiedy była telewizja publiczna, i to były lata po waszej równie ekspresowo przeprowadzonej ustawie w roku 2005, kiedy to, jak wykazano, trzech kolejnych prezesów Prawo i Sprawiedliwości miało. I wtedy rzeczywiście było może nie najlepiej w tej telewizji, także nie najlepiej jej się działo finansowo. Tak że jednak było dużo, dużo problemów i dużo kłopotów.
A jeśli chodzi o listy wyrzucanych dziennikarzy i o traktowanie dziennikarzy zarówno w telewizji publicznej, jak i w publicznym radiu, to choć ja obyczajem pana posła Suskiego nie zbieram teczek, to akurat tę listę mam...
...ponieważ ze środowiskiem dziennikarskim mam dość dobre i stałe relacje, i wszyscy ci, którzy przychodzili wówczas do komisji...
...którzy wskazywali na to, jak są tam...
Szydło z worka to wyszło, proszę pana, 25 października, to prawda.
I ci, którzy przychodzili do komisji i opowiadali, jak są traktowani, to oni są. Myślę, że w tej chwili się to samo powtórzy.
Chcę powiedzieć, bo być może w nocy niezbyt wyraźnie to zabrzmiało. Chcę powiedzieć, co ten projekt Prawa i Sprawiedliwości czyni z mediami publicznymi. Otóż likwiduje taki sposób wybierania władz spółek medialnych, który stanowił dość dobrą, choć nigdy nie ma absolutnej szczelności, zgodzę się, ale dość dobrą tamę oddzielającą media od świata polityki i świata partii. To było w ustawie obecnie obowiązującej, która ma wiele mankamentów. Ten mechanizm powoływania władz był mechanizmem, który rzeczywiście zasługiwał na utrzymanie i na uwagę. To państwo likwidujecie.
A co mamy w zamian? W zamian mamy decyzję ministra skarbu, który powołuje i odwołuje członków zarówno rad nadzorczych, jak i zarządów. W dodatku nie wiadomo, na jaki czas, nie wiadomo, kiedy mógłby ich odwołać, z jakich powodów, ani też nie bardzo wiadomo, jakim kryteriom odpowiadają ci powołani. To, że ktoś ma jakieś kompetencje w dziedzinie radiofonii i telewizji, to każdy widz i słuchacz ma takie kompetencje, bo siedzi i ogląda albo siedzi i słucha, więc uważa, że ma kompetencje. Nie ma nic o ich ewentualnym członkostwie w partii, o ich związkach, o ich konflikcie interesów, o ich wykształceniu, o ich znajomości - nic. Minister skarbu, który ma widocznie jakąś omnipotentną wiedzę, po prostu wybiera: a to może być kolega, a to może być szwagier, a to może być przyjaciel. Ale myślę, że jedno może być, musi być na pewno, musi być związany z Prawem i Sprawiedliwością, bo jak to wczoraj powiedział pan poseł Sasin, protestując przeciwko
naszemu wnioskowi o odrzucenie ustawy w pierwszym czytaniu, nie może być...
...tak, że lider Nowoczesnej zabrał w tej telewizji co najmniej 10 razy więcej czasu niż prezydent.
Dziękuję bardzo.
Nie może być tak: lidera Nowoczesnej nie wpuścić, Platformy nie wpuścić...
Dziękuję bardzo, pani poseł.
...opozycji nie wpuścić. A pan prezydent, życzę mu wszystkiego najlepszego...
...niechże będzie w tej telewizji od rana do nocy. Dziękuję bardzo.
Panie Marszałku! Panie i Panowie Posłowie! Ja mam bardzo konkretne pytanie.
Dlaczego ustrojowa zmiana dotycząca mediów publicznych, eliminująca z wpływu na funkcjonowanie mediów publicznych organ konstytucyjny Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, ograniczająca kompetencje rad nadzorczych, które przecież funkcjonują, dopóki te media są w formach spółek, dlaczego całkowite obniżenie kwalifikacji osób, które mogą sprawować funkcje kierownicze w mediach publicznych, dlaczego zlikwidowanie konkursów, dlaczego wyeliminowanie środowisk akademickich z procesu powoływania gremiów kierowniczych mediów publicznych - dlaczego taka ustawa jest ustawą poselską, a nie rządową?
Czyżby rząd bał się odpowiedzialności
za to zdemolowanie mediów?
Panie Marszałku! Panie i Panowie Posłowie! Mam takie pytanie do wnioskodawców: Dlaczego państwo tak spostponowaliście własnego ministra kultury i dziedzictwa narodowego, skądinąd wicepremiera? Dlaczego w tej waszej nowelizacji minister kultury w ogóle się nie pojawia - ani nie trzeba z nim się konsultować, ani nie trzeba z nim uzgadniać? Dlaczego wszystko jest oddane w ręce ministra skarbu? I to jest pierwsza część pytania.
Druga część pytania jest taka: Według jakich kryteriów, jakimi kryteriami będzie się kierował minister skarbu, powołując jednoosobowo tych członków zarządu, kiedy nie wiemy, czy w ogóle potrzebne są jakieś kwalifikacje, czy w ogóle są jakieś wymogi? Czy może można nie powołać na przykład
, gdyby tak się okazało? I oczywiście przychylam się, już nie będę zadawała pytania, do pytania mojej przedmówczyni, bo jest to zupełnie skandaliczna historia, kiedy to nie ma kryteriów czy konieczności odwołania członka zarządu.
Panie Marszałku! Panie i Panowie Posłowie! Proszę nie krzyczeć, bo rozumiem, że jesteście bardzo przecież dobrze wychowani.
Chciałam powiedzieć, że nie rozumiem tutaj głosu pana posła, ale rozumiem, że jest chyba nowym posłem i ma jakieś złe wiadomości. Nie przypominam sobie, bym kiedykolwiek przepychała jakąkolwiek ustawę przez Sejm.
Natomiast przypominam sobie, że kilkakrotnie mój klub zgłaszał ustawy medialne, przy czym trzy z tych ustaw przepadły i nie było przepychania. Natomiast żadna z tych ustaw nie miała nic wspólnego ani z panem Janem Dworakiem, ani z panem Juliuszem Braunem, tak że przykro mi bardzo. Zapraszam na kawę, opowiem, jak było.
Pani Marszałek! Panie i Panowie Posłowie! Nie wiem, czy to będzie czystą polszczyzną, ale prawdę powiedziawszy, dawno nic nie wprawiło mnie w takie osłupienie jak głos mojej przedmówczyni. Albo pracujemy w innej komisji, chyba że pani poseł nie było, albo nie wiem, ktoś czyta ze zrozumieniem, a ktoś z trochę mniejszym.
Ja nie będę wyręczała pani prof. Kłosińskiej, która zapewne odpowiadając czy odnosząc się do tych wypowiedzi, przypomni opracowania, łącznie ze swoją habilitacją - jeśli dobrze pamiętam, to była habilitacja o języku używanym w debacie publicznej - przypomni seminaria, konferencje, opracowania i książki, m.in. wydawane także przy pomocy Narodowego Centrum Kultury pod dyrekcją zdymisjonowanego przez Prawo i Sprawiedliwość pana dyrektora Dudka. Nie taka jest moja rola.
Do tej pory w tej Izbie i w komisji kultury Sejmu dyskusje nad sprawozdaniami Rady Języka Polskiego toczyły się bez jakiejś takiej próby upolitycznienia czy upartyjnienia. Pozostawialiśmy gremium profesorów możliwość pracy we własnym rytmie, własnym tokiem, według własnych zasad, nie uważając, że jest to jedyny czas i jedyne miejsce, kiedy mówimy o polszczyźnie, o degradacji tej polszczyzny, bo to jest rzeczywiście raz na 2 lata. Akurat jeśli chodzi o to opracowanie, to sprawozdanie i ten temat, na posiedzeniu komisji, co zresztą pan poseł Świat, sprawozdawca komisji, przyznał, była absolutna zgoda i wszyscy docenialiśmy rolę i wagę podjęcia tego tematu. Zupełnie kwestia hejtu, mowy nienawiści i tego, co kto powiedział... Czasem można coś powiedzieć, a i tak Tomaszewski, tak spostponowany przez Niesiołowskiego, przyszedł do Platformy, a nie został w Prawie i Sprawiedliwości. Tak więc, jak się okazuje, nie zawsze język jest takim zabójcą.
Do rzeczy ma to, co mówi pani poseł. Ja bardzo chętnie bym tego nie podnosiła, gdybym nie usłyszała wystąpienia od rzeczy przedstawicielki innego klubu.
Wracając rzeczywiście do tematu, chcę powiedzieć, że tutaj pani prof. Kłosińska bardzo szczegółowo, ale tak punktując, oceniła i określiła zawartość tego raportu. Natomiast my jako posłowie, jak sądzę, bardziej powinniśmy się zająć wnioskami, jakie z tego wypływają. Wnioski są dwojakiego rodzaju. Pierwszy to jest kwestia wykorzystania tego typu analiz i raportów. Wydaje się, że Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów - bo ja trzymam się tego tematu, tego sprawozdania, zawsze to może być jakiś inny urząd - jednym słowem, różnego szczebla i charakteru władze publiczne, a więc organy regulacyjne, tam, gdzie jest mowa o telekomunikacji, czyli właśnie Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów czy Związek Banków Polskich, są tymi adresatami, których powinniśmy prosić o ustosunkowanie się do wniosków z tego raportu i o szukanie dróg zaradczych.
Żeby było dziwniej, kwestia formułowania umów, a nawet ulotek, druków informacyjnych nie jest tylko taką radosną twórczością. Są regulacje ustawowe w ustawodawstwie zarówno polskim w jakimś zakresie, jak i europejskim. Natomiast wydaje się, że czasem w tych ramach za dużo jest radosnej twórczości bądź próby wykorzystania tego typu informacyjnych publikacji do trochę innych celów.
I tak jeśli chodzi o tę pierwszą kategorię, zacznę np. od leków, od farmaceutyków, tutaj jest to, o czym mówiliśmy też podczas posiedzenia komisji. Jest jakiś typ informacji, który powinien być informacją dla pacjenta, ale bardzo często ten typ informacji dla pacjenta miesza się z typem informacji, bo ja wiem, dla farmaceuty bądź wręcz lekarza, co powoduje, że pacjent, jak zaczyna czytać tę ulotkę, to wsadzi lek do szuflady, bo jest przestraszony, że nie wiadomo, jakie mu grożą konsekwencje. Jest więc tutaj takie pomieszanie funkcji. W ulotkach parafarmaceutyków i kosmetyków jest, to nie ulega wątpliwości, mniej informacji, a więcej reklamy, ale to jest trochę inny typ komunikowania się z konsumentem. Nie ulega wątpliwości, że tutaj Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów powinien się bardzo dobrze temu przyjrzeć.
Jeśli chodzi o umowy telekomunikacyjne, to dość dużo czasu poświęciliśmy, dyskutując o tym raporcie na posiedzeniu komisji. Powiedzieliśmy, że nie tylko te umowy są takie, że trudno je zrozumieć, ale w dodatku nikt nie daje czasu na to, żeby je można było zrozumieć, bo już nie ma... Część firm umożliwia kontakt tylko za pomocą infolinii, ewentualnie przesyła umowę w jakiś taki sposób pospiesznie, kurierem, prosi o podpisanie. Człowiek podpisuje, bo się spieszy, i denerwuje się, bo nie bardzo wie, co tam jest napisane.
Poprawiła się chyba od czasu tego badania sytuacja z umowami bankowymi, dlatego że jednak pojawiły się regulacje, które chronią czy powinny chronić konsumentów przed na przykład jakimiś oszustwami czy wyłudzeniami kredytowymi. I tutaj zwracano uwagę i na wielkość czcionki, i na komunikaty tych przekazów. Jednym słowem, myślę, że gdyby ponowić te badania, to by się okazało, że w pewnych dziedzinach jest jakiś postęp.
Oczywiście Klub Parlamentarny Platforma Obywatelska, który reprezentuję, nie tylko przyjmie to sprawozdanie, ale przyjmie je z satysfakcją. Być może na forum komisji będziemy starali się podjąć pewne rozstrzygnięcia, które będą mogły wesprzeć Radę Języka Polskiego, była o tym mowa.
Od paru lat mówimy o tym, że skromne fundusze Polskiej Akademii Nauk i działającej przy niej Rady Języka Polskiego powodują, że nasi znakomici profesorowie, naukowcy nie bardzo mogą rozwinąć skrzydła, ale wydaje się, że jeżeli jest tego typu opracowanie, czysto utylitarne, takie jak gdyby służące czemuś, praktyczne, które nie jest czystą teorią językową, to być może środki na sfinansowanie tego typu badań mogłyby się znaleźć także poza Polską Akademią Nauk. Co prawda, może trochę uderza to w tych, których się ocenia, ale nie zmienia to faktu, że pewno jest to dla wspólnego dobra: i tych dostawców usług, i producentów, i klientów. Myślę, że można by się pokusić o znalezienie także dodatkowych źródeł finansowania, poza oczywiście dbałością o to, by sama Rada Języka Polskiego była w miarę przyzwoicie finansowo wynagradzana.
Naprawdę w Radzie Języka Polskiego są najlepsi z najlepszych polscy językoznawcy. Chyba warto dbać o takie ciało, zwłaszcza że do tej pory, a mogę to powiedzieć z perspektywy bardzo wielu kadencji, bardzo wielu rządów, nikt jeszcze nigdy Radzie Języka Polskiego nie zarzucił jakiejś stronniczości bądź niedopracowań politycznych. To się nam do tej pory udawało i tego Radzie Języka Polskiego życzę na przyszłość. Dziękuję za uwagę.
Dziękuję bardzo.
Panie Marszałku! Panie i Panowie Posłowie! Jeśli pan marszałek pozwoli, to z trzech zrobią się dwie pytające. Pozwolę sobie pierwsza zadać pytanie.
Kiedy w Komisji Kultury i Środków Przekazu prezentowano założenia budżetu na rok 2016, usłyszeliśmy po raz pierwszy, że powstanie w Gdańsku nowe Muzeum Westerplatte i Wojny 1939. Trochę dziwne wydawało się powołanie tego typu odrębnej instytucji, podczas gdy - jak wiadomo - w Gdańsku dobiega końca budowa, tworzenie i organizacja Muzeum II Wojny Światowej. Były różne perturbacje, ale to Muzeum II Wojny Światowej z bardzo bogatym programem wystawienniczym, a także znakomitym projektem architektonicznym miało być nie tyle inicjatywą lokalną, ile taką po prostu przybliżającą Europie, i nie tylko Europie, dość pokrętne losy Polski, zwłaszcza w czasie II wojny światowej. To była jedna ze sztandarowych inwestycji minionych lat i, jak mówię, były pewnego rodzaju problemy i kłopoty, niemniej jednak nie ulega wątpliwości, że miała być realizowana. Wówczas powiedziano, że być może, że dwa muzea w jednym miejscu... Powiedziano, że to niczemu nie szkodzi. Tyle tylko, że okazało się, i to okazało się w tym roku, 15 kwietnia, że zamiast dwóch muzeów w jednym miejscu... Okazało się, że właściwie Muzeum II Wojny Światowej z ogromnym dorobkiem i w sferze kultury, i w sferze wystawienniczej właściwie przestaje działać i istnieć.
Natomiast być może wszystko to się skoncentruje na Muzeum Westerplatte i Wojny 1939 r., przy czym wydaje się, że chyba ta wojna nie skończyła się w 1939 r.
Dlatego pozwalamy sobie zapytać pana ministra: Co legło u podstaw tego typu decyzji? Dlaczego Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego przekreśla dorobek zarówno naukowy, jak i wystawienniczy, kulturowy, sens tworzenia takiej instytucji?
Pani poseł, już minął czas.
Już kończę, panie marszałku.
Czy aby nie jest to ze szkodą dla polskiej polityki historycznej i tożsamości? Dziękuję.
Pani Marszałek! Panie i Panowie Posłowie! Panie Ministrze! Chętnie odpowiedziałabym na te żarliwe apele, aby tutaj toczyła się bardzo poważna debata, ale być może warunki nie pozwalają, aby tu się toczyła poważna debata. Trzy projekty, które sami państwo nazywacie, wnioskodawcy nazywają rewolucyjnymi, wpłynęły do Sejmu w ubiegły czwartek, a dzisiaj mamy pierwsze czytanie. Nie słyszałam o jakichś toczonych tutaj w gmachu Sejmu - tak żebyśmy mogli w tym uczestniczyć, także przysłuchiwać się - dyskusjach, debatach, konsultacjach. Ba, spotykam się ze środowiskiem medialnym czy z pojedynczymi twórcami i oni cały czas czekają na jakieś konsultacje. Nie wiem, czy państwo zdążycie - bo nie wiem, jaki jest przewidziany tryb pracy - spotkać się z kimkolwiek i kogokolwiek posłuchać.
Bardzo jestem wdzięczna za tyle słów uznania pod adresem byłego premiera, byłego przewodniczącego mojego ugrupowania. Nie było tu głosu, żeby ktoś nie wspominał o tym, jak to ten człowiek, nie wiem, poruszył słońce, a zatrzymał ziemię, albo odwrotnie, w każdym razie coś powiedział i się zdarzyło.
Otóż chcę państwu przypomnieć, bo się bardzo wzruszyłam, ale nie na tyle, żeby stracić pamięć, że w roku 2005 zdewastowaliście całkowicie Krajową Radę Radiofonii i Telewizji, przerwaliście jej kadencję, organu konstytucyjnego. W dwie doby, zwołując się SMS-ami, co wtedy jeszcze nie było takie modne, uchwaliliście ustawę, którą wyrzuciliście dotychczasowe zasady powoływania członków krajowej rady, pewnego rodzaju kadencyjność, reprezentatywność, i powołaliście sobie krajową radę 5-osobową, złożoną ze swoich polityków. W roku 2006 widzowie i słuchacze, w odpowiedzi na to, coście zrobili, i na to, co widzieli i słyszeli, przestali płacić abonament.
I może wreszcie raz na zawsze, może raz... Ja wiem, że tu, na tej sali, prawdę mówi wyłącznie pani poseł Lichocka...
...ale ja, jeśli pani pozwoli, także od czasu do czasu powiem, jak było.
Ale panie pośle, panie pośle, ja czytać umiem, czytam od 4. roku życia.
Mam.
Wracając więc...
Bardzo proszę.
...do tematu. Ustawa państwa - i od razu uprzedzę tutaj wypowiedzi moich kolegów - w tej chwili, na tym etapie i tak procedowana nadaje się do odrzucenia w pierwszym czytaniu i klub Platformy Obywatelskiej taki wniosek składa.
Mówię to, bo potem się okaże, że może mi czasu zabraknąć. Taki wniosek składamy, ponieważ - ja nie będę mówiła ani o wolności słowa, ani o demokracji, choć pani poseł Lichocka była pewna, że o tym będę mówiła - takie słowa, jak ˝demokracja˝, ˝europejskie˝ i ˝Europa˝, są słowami...
...zakazanymi w tej ustawie. I z opisu misji, i z zadań takie słowa wypadły. Owszem, jest wiele bardzo innych pięknych słów, no i same media nazywają się narodowe. Rozumiem, że nazywają się narodowe po to, żeby przed nimi klękać, bo innego uzasadnienia takiej zmiany nie widzę. Ale zostawmy już tę misję i te zadania, będzie być może jeszcze gdzie indziej pora, czas, by o tym mówić.
Państwo się tak strasznie martwicie, że politycy mieli wpływ na media. Od 2006 r., po waszym zamachu na krajową radę, do końca 2010 r. rzeczywiście na media mieli wpływ politycy, którzy byli politykami koalicji wówczas rządzących, no i efekty były, jakie były. To widzieliśmy, nie ma co o tym mówić. Ale tutaj w tej chwili państwo tworzycie ciało konkurencyjne wobec krajowej rady, dublujące w znacznej mierze krajową radę, ograniczające krajową radę, które to ciało nazywa się Rada Mediów Narodowych. Powołują tę radę Sejm, Senat i prezydent. Tak się składa, że tę radę powoła w tej chwili PiS, PiS i PiS, bo innego układu nie widzę.
Chwalicie się, że jedno miejsce jest dla przedstawiciela, dla osoby desygnowanej przez największy klub opozycyjny. Nie wiem, czy ktoś się zdecyduje na tego typu zabawę, żeby być kwiatkiem do kożucha. W dodatku żeby to jedno miejsce dostać, trzeba zgłosić trzech kandydatów.
To bardzo jest eleganckie i jest to takie otwarcie wobec opozycji. Naprawdę, znów jestem wzruszona, za chwilę zacznę płakać.
Rada Mediów Narodowych - różne osoby nie mogą wchodzić w jej skład, ale nic nie jest napisane, że posłowie nie mogą wchodzić w jej skład, więc jestem bardzo ciekawa, kto się na nią złoży. Przewodniczącego tej rady powołuje marszałek Sejmu, więc wybraniec bądź wybranka pana marszałka Kuchcińskiego będzie dzierżyć w ręku media publiczne przez 6 lat, bo ten przewodniczący jest nieodwoływalny, chyba że poda się do dymisji. Innych członków rady można odwołać, jeśli na przykład coś ukradną albo kogoś zabiją, ale rozumiem, że przewodniczącego to nie dotyczy, bo jest wyraźnie napisane, że można go odwołać wyłącznie, jak poda się do dymisji.
No i ta Rada Mediów Narodowych to jest coś... jak sądzę, jakieś dawne resentymenty autorów tej ustawy tu się odezwały, bo to właściwie jest nic innego jak Radiokomitet, tyle tylko, że jeszcze ma pod sobą Polską Agencję Prasową. Czyli mamy, wszystko się zgadza, koncern prasowy, bo jest PAP, radio i telewizja, tylko nie ma Ruchu, ale to tak trochę RSW Prasa-Książka-Ruch.
I mamy Radiokomitet, który stoi na czele tej instytucji.
I to wszystko...
No więc właśnie, to jest, jak my mówimy, PRL PiS, a nie bis.
I... chwileczkę...
Ale bardzo proszę o spokój na sali.
Pani poseł, proszę.
Naprawdę, proszę państwa.
A więc, tak jak powiedziałam, w tym kształcie te ustawy nie są ustawami, które jesteśmy w stanie poprzeć.
I tym optymistycznym akcentem, bo mam nadzieję, że uczyni tak większość na tej sali, zakończę swój głos, prosząc kolejnych kolegów o to, by uzupełniali wypowiedź. Bardzo proszę, pani marszałek.
Panie Marszałku! Pani Premier! Panie i Panowie Posłowie! Ja mam trzy pytania do posłów wnioskodawców. Czy naprawdę państwo uważacie, wierzycie w to, że naród to wy i tylko wy, i dlatego też...
No, dziękuję. Myślę, że w imieniu narodu mogę być państwu wdzięczna.
Dlatego też, tworząc własny propagandowy koncern medialny, macie odwagę nazwać go narodowym.
Pytanie drugie. Jeśli naród to wy i tylko wy, to powinniście nam wskazać tych ekspertów, te osoby i te środowiska, z którymi się konsultowano, bądź też przyznać, że wiecie, że cała ta teza i te ustawy to są wierutne kłamstwa. A tylko wy jeszcze nie wyleczyliście się z doktryny waszego czołowego propagandzisty, który uważał, że ciemny lud wszystko kupi.
Pytanie drugie...
...jest o Radę Mediów Narodowych.
Pytanie jest takie: Jakim cudem - może nam ten patent zdradzicie - można coś odpartyjnić całkowicie, do spodu, na 100% upartyjniając? To jest pytanie filozoficzne.
I trzecie.
Czy mamy szansę doczekać się jakiejkolwiek ustawy ze strony Prawa i Sprawiedliwości, która nie będzie łamała konstytucji? Dziękuję.
Panie Marszałku! Panie i Panowie Posłowie! W imieniu klubu Platforma Obywatelska proszę uprzejmie o przerwę i zwołanie Konwentu Seniorów, ponieważ pan minister Czabański, występując tutaj w obronie kultury, co zresztą powinien robić, bo jest wiceministrem kultury, zachował się, powiedziałabym, jakby był daleko od jakichkolwiek standardów kulturalnych. To raz.
Chciałabym też, żeby pan minister się nauczył, że nie macha się palcem...
...na posłów i że nie trzyma się ręki w kieszeni, bo to także nie jest dowód kultury. To dwa.
I trzy wreszcie. Chciałabym, żeby jednak podczas tego Konwentu Seniorów, w którym będzie uczestniczył pan minister Czabański, mógł się on dowiedzieć, jaki pakt dla kultury podpisał rząd i Platforma Obywatelska, i premier Tusk i jak ten pakt, i kiedy został zrealizowany. Ten podpisany pakt...
...został zrealizowany z końcem roku 2014, na rok wcześniej niż się zobowiązywaliśmy.
Natomiast w tej chwili to samo środowisko, obywatele kultury i obywatele nauki prosili o rozmowy ze wszystkimi klubami. Z tego, co wiem, jeden jedyny klub, Prawo i Sprawiedliwość, do tych rozmów nie przystąpił. Klub Platformy przystąpił, rozmawiał i w dalszym ciągu wiemy, jakie są i opinie, i postulaty tego środowiska. I obiecuję, panie ministrze, że pan kultury polskiej nie zdąży zniszczyć...
...tak jak nie zdążył pan zniszczyć Polskiego Radia. Dziękuję.
Panie Marszałku! Pani Premier! Panie i Panowie Posłowie! Zgłaszam jednak wniosek formalny o przerwę, ponieważ wydaje mi się, że pan wicepremier i minister kultury i dziedzictwa narodowego powinien chociażby z grubsza poznać podstawowe dokumenty określające politykę kulturalną w ciągu minionych 8 lat.
Pani poseł, informuję panią, że w tej chwili nie ma możliwości ogłoszenia przerwy, ponieważ...
Może nie ma...
...przegłosowaliśmy już ten wniosek...
Panie marszałku...
...a pani podejmuje teraz polemikę, na którą będzie pani miała czas.
...jeśli pan mnie wykluczy z obrad, to będę szczęśliwa, ponieważ przez 24 lata żadnemu marszałkowi się to nie udało.
Nie wykluczam pani z obrad, tylko proszę o złożenie wniosku formalnego.
A więc, jeśli pan pozwoli, wniosek formalny jest o przerwę.
Chcę tylko, bo jeżeli obecny pan minister kultury i dziedzictwa narodowego nie wie, że przez te 8 lat wydatki budżetu państwa na kulturę wzrosły dwukrotnie...
Pani poseł, informuję panią, że nadal nie składa pani wniosku formalnego.
...jeśli nie wie, że 1% wydatków osiągnięto...
Proszę pani...
To jest cały czas wniosek formalny. Do tej pory, przez 24 lata uczono mnie, że wniosek formalny musi być uzasadniony, więc ja uzasadniam.
Ale w tej chwili, pani poseł, nie ma możliwości ogłoszenia przerwy.
Dlaczego nie ma takiej możliwości?
Ponieważ nie ma możliwości przegłosowania.
Wniosek formalny będziemy mogli składać wtedy, gdy będzie taka możliwość.
Panie Marszałku! W tej Izbie padają kłamliwe stwierdzenia. Muzeum Piłsudskiego było w programie narodowym. To, że się przeciągała budowa, nie było winą rządu, tylko tych, którzy mieli te pieniądze wydawać. Jeśli chodzi o Muzeum Historii Polski, to nieprawda, że w ostatniej chwili, ponieważ była szukana lokalizacja
, było parę...
Dziękuję bardzo, pani poseł. Złożyła pani wniosek formalny...
Dziękuję. Strasznie mi przykro, że pan marszałek, którego znam jako rzecznika kultury polskiej, uniemożliwia sprostowanie kłamliwej wypowiedzi.
Panie Marszałku! Panie Ministrze! Panie i Panowie Posłowie! Z mediami publicznymi w Polsce jest ten kłopot, że wszyscy się na nich znają, niektórzy oglądają lub słuchają, a mało kto chce na nie płacić. Oczywiście są jeszcze inne problemy, ale jeśli państwo pozwolicie, ograniczę się do tych, które dalekie są od polityki, jako że jeszcze z tymi mediami publicznymi jest taki obyczaj, że wszyscy mówią, że one powinny być apolityczne, niepolityczne. Może i powinny być, ale o abstrakcji nie rozmawiajmy, bo rozmawiamy o ustawach.
Projekt, który mam zaszczyt przedstawiać w imieniu Klubu Parlamentarnego Platforma Obywatelska, został złożony przez mój klub na drugi dzień po pojawieniu się projektów klubu Prawo i Sprawiedliwość. Wiadomo, w ciągu jednej nocy nikt projektu nie napisze, więc zrozumiałe, że był wcześniej przygotowywany, zresztą pojawiają się w nim wątki i rozwiązania, które w moim środowisku wcześniej się pojawiały, także w postaci pewnego konkretnego projektu w poprzedniej kadencji, który nie ujrzał jednak światła dziennego. Tak więc oczywiście gdzieś w naszych szufladach taki projekt istniał, a zdecydowaliśmy się go przedstawić Wysokiej Izbie, ponieważ on pokazuje pewne alternatywne potraktowanie rozwiązania rzeczywistych problemów mediów publicznych. Tutaj akurat wszyscy się zgadzamy, myślę, że w wielu dyskusjach też, do tego momentu się zgadzamy, że jest pewien problem z tymi mediami, że one oczywiście są potrzebne, to nie jest tak, że ktokolwiek chciałby się ich całkowicie pozbyć, ale pytanie, na ile one są publiczne, a na ile nie są i tu już się zaczynają różnice.
Tylko jednym zdaniem się odniosę do tych konkurencyjnych, będących już, że tak powiem, na dalszym etapie pracy w Sejmie trzech projektów autorstwa klubu Prawo i Sprawiedliwość. Po wtorkowym wysłuchaniu publicznym myślę, że wszyscy się zorientowaliśmy, łącznie z autorami tamtych rozwiązań, że tak właściwie to nie ma środowiska i nie ma strony, bo najdziwniejsze, że z bardzo różnych stron, także politycznych, przychodziły uwagi, bardzo poważne, i że właściwie także tamte rozwiązania nie do końca satysfakcjonowały albo w znacznej mierze wręcz nie satysfakcjonowały zebranych na tym wysłuchaniu, więc tym bardziej warto jednak próbować dyskutować i pokazywać rozwiązania alternatywne.
Przechodząc do czystej roli posła wnioskodawcy, przedstawiciela wnioskodawców, postaram się w miarę zwięźle i konkretnie scharakteryzować te nasze propozycje.
Po pierwsze, jest to projekt, który jest wkomponowany w całość istniejącej ustawy o radiofonii i telewizji, bo wydaje się to sensowniejsze z punktu widzenia legislacyjnego, a poza tym jest czytelniejsze, bo przecież rozwiązania, które się znajdują w ustawie o radiofonii i telewizji, dotyczące kwestii reklam, dotyczące kwestii przemocy, dotyczące kwestii produkcji niezależnej, produkcji polskiej - w ustawie o radiofonii i telewizji jest mnóstwo regulacji, które dotyczą także mediów publicznych. W momencie kiedy wyjmiemy ten rozdział i jeszcze w dodatku zaproponujemy odrębną absolutnie konstrukcję i system organizacyjny, można by odnieść wrażenie, że te regulacje z ustawy o radiofonii i telewizji nie obowiązują, a one przecież, te generalne regulacje, obowiązują. My po prostu w dalszym ciągu widzimy rozwiązanie tych problemów w ramach ustawy o radiofonii i telewizji. To jest pierwsza podstawowa rzecz.
Druga podstawowa rzecz, która także nie ulega zmianie w stosunku do stanu obecnego, to jest zachowanie obecnej formuły organizacyjnej. Otóż nie możemy się zgodzić z opinią, że to, iż obecnie media funkcjonują w postaci jednoosobowych spółek Skarbu Państwa, jest dla nich jakimś obciążeniem. Nie widzimy potrzeby zmiany tej formy prawno-organizacyjnej. W ustawie znajduje się wystarczająco silna blokada dla ewentualnych kłopotów związanych z funkcjonowaniem w postaci spółki, bo to są specjalne spółki - one ani nie mogą upaść, mówi o tym art. 26 ust. 2 projektu ustawy, ani nie muszą generować zysku. Czyli po prostu forma spółki daje możliwości chociażby w kwestii finansowania, także są pewne inne rozwiązania, które naszym zdaniem nie są najgorsze, natomiast nie są to klasyczne spółki, które, dla porównania, fabrykują buty czy sznurówki. Więc tego nie zmieniamy.
Nie zmieniamy także wyraźnych związków mediów publicznych z Krajową Radą Radiofonii i Telewizji. Uważamy, że należy pozostawić obecny sposób powoływania władz tych mediów publicznych. Są pewne pryncypia, od których absolutnie nie chcemy odejść, nie potrafimy i wolelibyśmy, by ten pogląd był powszechnie z nami dzielony. My nie widzimy powodu, potrzeby, a wręcz odwrotnie, widzimy szkodliwość rozwiązań, które eliminują jawne, otwarte konkursy, zarówno na członków rad nadzorczych - bo te oczywiście pozostają, jeżeli pozostają spółki - jak i potem na członków zarządów mediów publicznych. To nie jest tak - ja już kiedyś to mówiłam - że konkurs to jest jakaś patologia. To nie jest tak, że konkurs jest czymś gorszym od mianowania, i to w dodatku nie do końca wiadomo, z jakimi kryteriami. A więc zostawiamy sposób powoływania tych władz, sposób rekomendowania kandydatów do rad nadzorczych, czyli przez organy uczelni akademickich, organy statutowe uczelni akademickich, kolegialne organy, bo wydaje nam się, że właśnie nie ze świata polityki, tylko z otoczenia mediów publicznych należałoby te rady nadzorcze konstruować, tak by one potem także mogły przeprowadzać konkursy na członków zarządów. Czyli to nie ulega zmianie. Nie ulega zmianie sama formuła prawno-organizacyjna, nie ulega zmianie rola krajowej rady, nie ulega zmianie sposób wyłaniania władz mediów publicznych.
Natomiast jeśli już mówimy o formule prawno-organizacyjnej, taka generalna zmiana, na której bardzo nam zależy i nie jest ona jakimś naszym widzimisię czy wymysłem, to jest usamodzielnienie oddziałów regionalnych telewizji publicznej. Tak jak mamy spółki radiowe, które się sprawdzają - oczywiście wszystko zależy od ludzi, są lepsze i gorsze, ale ogólnie opinia o programie lokalnych, regionalnych rozgłośni radiowych jest naprawdę bardzo dobra - regionalizacja i lokalność mediów publicznych powinny być najważniejszą siłą mediów publicznych. Tego żaden nadawca komercyjny nie przebije, bo nie będzie go na to stać, bo on tego nie będzie chciał w żaden sposób brać na siebie. Kiedy mówimy o zadaniach, o misji, o powinności mediów publicznych, to jedną z głównych cech tych zadań i tej powinności powinien być regionalizm. Więc jak mamy spółki radiowe, to chcemy, by te oddziały także mogły się usamodzielnić.
Oczywiście zdajemy sobie sprawę z realiów finansowych, wobec tego istnieje tutaj możliwość - oczywiście jeżeli obie strony tego chcą - tworzenia regionalnie połączonych spółek radiowo-telewizyjnych, ale tylko na poziomie regionalnym, co dałoby możliwości lepszego gospodarowania finansami, pewnych wspólnych działów - nie wiem - transport, marketing, księgowość. To są rzeczy, które w takich spółkach mogłyby wspólnie działać, natomiast oczywiście każda z nich prowadziłaby własną politykę programową. Więc to jest taka podstawowa zmiana w tej strukturze prawno-organizacyjnej.
Pozostaje jeszcze kwestia zmiany, która pewno jest tu najistotniejsza, to jest zmiana sposobu finansowania. Ja wiem, że ta konkurencyjna propozycja to jest cała nowa ustawa o opłacie audiowizualnej i tam są bardzo dobre wyliczenia dość znacznych kwot - 2 mld, 2,5 mld i 500 mln - pieniędzy ściągniętych od obywateli. Wiem też, że taki system opłaty, daniny, podatku medialnego, w bardzo wielu krajach czy społeczeństwach funkcjonuje. Mówi się wtedy, że występuje związek między tym odbiorcą a tymi mediami. Płacę, więc uważam, że to są moje media. Ale zarówno doświadczenia związane z tym rozwiązaniem, kiedy zdecydowano się na pobór opłaty od licznika prądu, tak można w skrócie to nazwać, jak i wcześniejsza próba z abonamentem dowodzą, że w każdym przypadku jest to system, który generuje dodatkowe koszty, dodatkowe kłopoty i w gruncie rzeczy, nawet jeżeli jest wydolny finansowo, bo tutaj można przymusić w przypadku prądu, rodzi poczucie niesprawiedliwości. Podczas wysłuchania mówiło się o tym bardzo, bardzo dużo. Pomijam już to, że okazało się, że ten zaprojektowany system prawdopodobnie nie będzie mógł wejść w życie 1 stycznia. Powtarzam, dzisiaj mówię o naszej propozycji.
A więc szukając takiego rozwiązania, żeby były pieniądze, ale żeby to było jak najbardziej sprawiedliwe i żeby nie generowało żadnych kosztów, powróciliśmy do koncepcji, która już kiedyś funkcjonowała, zapisania w ustawie pewnego odpisu czy procentu wydatków budżetu państwa. W tym projekcie jest to przedstawione na poziomie minimum 0,3%. W realiach tego roku to oznaczałoby chyba 1,1 mld zł, miliard sto z kawałkiem milionów złotych. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że to nie są 2 mld zł, ale po pierwsze, to ma być minimum, po drugie, gdyby Wysoka Izba była tak uprzejma i zechciała nad tym projektem pracować, to jako przedstawiciel wnioskodawców nie będę protestowała, gdyby ktoś uznał, że to może być 0,5%. Naprawdę nie w tym jest problem.
W każdym razie nawet kwota, jaka w tej chwili wynika z tego odpisu, jest kwotą o 50% wyższą od kwoty, jaką w tej chwili media publiczne dostają, otrzymują z abonamentu. Przy jej podziale radio, zarówno centralne, jak i rozgłośnie regionalne, ma niewiele poprawiony udział tych pieniędzy publicznych w swoich finansach - w tej chwili, na dzień dzisiejszy ten udział wynosi siedemdziesiąt parę, 80%. Natomiast zdecydowanie, bardzo zdecydowanie poprawia się finansowanie telewizji. Gdyby zastosować te rozwiązania, bo my tu jednak, żeby nie było jakiejś zbyt wielkiej uznaniowości, ustawowo wprowadzamy, jaki mniej więcej procent tych środków powinien trafiać do jakiego rodzaju tych mediów, a więc gdyby proporcje tu zaproponowane się utrzymały, to telewizja - osobno duża telewizja i osobno spółki regionalne telewizji - miałaby wyłącznie ok. 700 mln zł. W tej chwili telewizja ze swoimi oddziałami ma chyba 440 mln zł. A więc to jest zasadnicza zmiana przy tych proporcjach. Takie zapisanie tego sposobu finansowania oznacza, że przy rosnącej zamożności, prospericie, wzroście PKB i wydatków oczywiście także media publiczne zyskują. Powtarzam, to są pieniądze z podatków, które już wszyscy w takiej czy w innej postaci jako pracownicy, jako pracodawcy i jako konsumenci, jako korzystający z usług zapłaciliśmy. To są pieniądze tak samo wydawane, jak wydajemy pieniądze na edukację, na obronę, na bezpieczeństwo, na infrastrukturę. Płacimy podatki. Wydajemy pieniądze. Wszyscy płacimy te podatki w takiej czy w innej postaci, tak jak mówiłam. Jeśli media publiczne są tak bardzo ważne, to równie dobrze można je tak finansować. Oczywiście gdyby to było finansowanie czysto budżetowe, to budziłoby ogromny niepokój: że to jest uznaniowe, że podoba się ta telewizja czy podobają się te programy, to rządzący raz dadzą, raz nie dadzą. Otóż rządzący nic nie dają i w gruncie rzeczy parlament co najwyżej może coś podnieść, ale na pewno nic nikomu nie jest w stanie odebrać, ponieważ te pieniądze to tylko...
Parlament i rządzący wypełniają ustawę budżetową. Parlament ją uchwala, nie zmieniając tego wskaźnika. Natomiast te pieniądze trafiają do Funduszu Mediów Publicznych, który jest instytucją paralelną - widzę koleżanki i kolegów z komisji kultury, więc będą wiedzieli, o czym mówię - do Państwowego Instytutu Sztuki Filmowej. Tam jest oczywiście zarząd, w którym są osoby desygnowane przez władzę publiczną, ministra finansów, skarbu i kultury, bo inaczej nie byłoby tego, gospodarowanie tymi pieniędzmi napotykałoby kłopoty z wykonaniem dyrektyw europejskich. To jest sam zarząd, a do tego jest dwunastoosobowa rada, która jest ciałem społecznym. Ta rada działa na sesjach, to nie jest stała praca, i rozpatruje konkretne wnioski o przydział tych środków. W skład rady wchodzą przedstawiciele organizacji twórczych, obywatelskich, to znaczy pozarządowych, i samorządowych. Podział tych pieniędzy czy przydział tych pieniędzy, tak raczej bym powiedziała, jest absolutnie dziełem ciała społecznego, oczywiście z ogromną odpowiedzialnością, ze sprawozdaniami, które rada składa i parlamentowi, i krajowej radzie. To sprawozdanie wchodzi w skład dorocznego sprawozdania krajowej rady. To jest system transparentny, przejrzysty, znów się wszystko odbywa przy otwartej kurtynie. Wiadomo, kiedy jest sesja, kiedy jest przydział, jakie były wnioski, jakie aplikacje i jak to zostało rozstrzygnięte.
Fundusz Mediów Publicznych jest nowym ciałem, przyznaję, ale wydaje mi się, że takim ciałem, które znacznie tutaj uspołecznia ten proces zarządzania mediami publicznymi, bo jednak ten, kto daje pieniądze, na pewno ma jakiś znaczący wpływ na to, jak działa instytucja, której on pieniądze daje.
Ponieważ następuje już znaczący wzrost tych środków publicznych, równocześnie proponujemy pewne wyłączenia z działalności reklamowej mediów. Te wyłączenia dotyczą takich kanałów, jak kanały dla dzieci, TVP Kultura i TVP Historia. To są trzy kanały, które nie powinny być po to, żeby zarabiać pieniądze na reklamach. Ja ciągle powtarzam, że cieszę się bardzo, bo to jest chyba jedna z nielicznych uchwał Rady Programowej telewizji publicznej, która została prawie od ręki zrealizowana, bo odkryliśmy jako Rada Programowa taką kwestię, która nas strasznie oburzyła, że kanał ABC dla dzieci dostaje sam na działalność 8 czy 9 mln zł, a w swoim planie reklamowym ma ściągnięcie z rynku 19 mln. Troszkę nas to zdenerwowało. A więc tego typu kanały chyba nie powinny powstawać dla zarabiania pieniędzy, tak że te kanały są wyłączone.
Proponujemy także w jednym z ogólnopolskich programów w dwóch interwałach czasowych, znaczy w jednym paśmie czasowym 10-16 i w drugim paśmie czasowym 16-22, po 3 godziny ciszy reklamowej. Od bardzo wielu widzów telewizji słyszymy o zmęczeniu tą lawiną reklamową. Niezależnie od tego, kto by to był i skąd przychodził, od wszystkich, że tak powiem, zarządzających telewizją i konstruujących ten program słyszymy narzekania na to, że wartościowe pozycje są w środku nocy, bo przecież one nie przynoszą wpływów reklamowych, a oni się ścigają z tymi stacjami komercyjnymi. A więc jeżeli jest coś, co na pewno nie zarobi, to jest w środku nocy albo bladym świtem, albo w ogóle nie wiadomo kiedy. Otóż w ramach tych 6 godzin dziennie w ogólnopolskim programie oczywiście pozostawiamy kierownictwu programowemu tych mediów wybór tych 3 godzin, ale to są godziny także w prime time, żeby już nie było takich narzekań, że my musimy, że tego nie możemy. To jest czas, kiedy ustawowo nie ma reklam, a wtedy mogą być bardzo wartościowe programy.
To są główne założenia tego projektu. Ja nie twierdzę, że on jest rewolucyjny, bo też nie o rewolucję nam chodziło. On po prostu poprawia obecną sytuację i otwiera możliwość dalszych działań, które mogłyby jeszcze poprawić w przyszłości kondycję tych mediów i poczucie odbiorców, że to są rzeczywiście media publiczne. Już tylko pro forma wspomnę, że oczywiście pozostawiamy ten termin ˝media publiczne˝, bo też specjalnie nie wiadomo, dlaczego miałyby być inne. Te główne założenia mają być takim szkieletem, w którym osoby odpowiedzialne, nadawca, który samodzielnie odpowiada za program - i to jest przecież zagwarantowane w ustawie - będzie mógł rzeczywiście starać się zaprezentować to, co jego zdaniem jest najlepsze.
Chcę też zwrócić uwagę na katalog z art. 21 ust. 2, przyznaję, bardzo powściągliwy, gdzie formułujemy zadania stojące przed mediami publicznymi. Jest to katalog otwarty i odwołuje się do pojęć podstawowych typu ˝społeczeństwo obywatelskie˝, ˝debata publiczna˝, ˝tożsamość narodowa˝, z których bardzo łatwo wyprowadzić konkretne i różnorodne treści programowe obejmujące całe spektrum tematyki społeczno-gospodarczej. Po drugie, szczególne miejsce wśród tych zadań przypada roli edukacyjno-kulturotwórczej mediów publicznych. Po trzecie wreszcie, nie mają to być media odtwórcze, stąd obowiązek rozwoju różnorodnych form polskiej twórczości audiowizualnej.
Ja oczywiście bardzo chętnie odpowiem na konkretne pytania w dalszej części tej debaty, nie chciałabym tu państwa zanudzić wyliczaniem artykułu po artykule i ich treści, zwłaszcza że jesteśmy, niektórzy z nas są zmęczeni poprzednim punktem, prezentowanym bardzo szczegółowo, ale chcę na zakończenie podnieść jeszcze dwie kwestie, uprzedzając ewentualne zarzuty. Po pierwsze, prawdopodobnie tak będzie - i to jest zresztą opinia Biura Analiz Sejmowych, tak się mówi - że ten projekt, ponieważ to jest forma pomocy publicznej, i to jednak jakiejś nowej pomocy publicznej, powinien podlegać notyfikacji Komisji Europejskiej. Ja z tym nie dyskutuję i my to przyznajemy w uzasadnieniu, rzecz w tym, że na razie nie ma na stole żadnego projektu, który by nie wymagał notyfikacji, co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Różnica jest taka, że można przypuszczać, iż ten projekt o wiele łatwiej uzyska notyfikację, ponieważ on pozostawia dotychczasową formę, dotyczy telewizji i radia, nie wprowadza zupełnie nowego, trzeciego podmiotu medialnego, bardzo jasno i klarownie precyzuje warunki finansowania i sposób wydawania tych pieniędzy, zarazem pokazuje ustępstwo poprzez częściowe zejście z rynku reklamowego. Unia zwraca uwagę na zachowanie warunków zdrowej konkurencji i jeżeli w ogóle zostawiamy reklamy, a równocześnie dajemy pomoc publiczną, to należy pokazać, że co prawda mamy pomoc publiczną, ale trochę tego rynku reklamowego zostawiamy. Oczywiście być może w przyszłości byłoby bardzo dobrze, gdyby dało się wyeliminować te reklamy, ale na pewno nie przy aż tak rozbudowanych mediach, bo wtedy to są rzeczywiście jakieś kolosalne pieniądze. I to może być pierwsze zastrzeżenie.
Drugie zastrzeżenie może być takie - oczywiście, ponieważ to jest projekt poselski, wcześniej nie mieliśmy możliwości dość dokładnego zbadania, że tak powiem - że jest właśnie opinia BAS o zgodności z prawem Unii Europejskiej, i tu przy kilkunastu, kilku wymienionych rozporządzeniach i dyrektywach jest zastrzeżenie do jednej kwestii, że może być niezgodna z art. 3 ust. 2 zdanie 2 dyrektywy 2002/21, ponieważ, jak to się mówi: w niedostatecznym stopniu zapewnia rozdział funkcji regulacyjnej od działalności związanej ze sprawowaniem kontroli. To dotyczy Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Chcę tylko powiedzieć, że oczywiście gdybyśmy pracowali nad tym projektem - a bardzo bym chciała, żebyśmy także nad tym projektem pracowali - to jest to kwestia absolutnie do wyjaśnienia, bo m.in. autorzy tej opinii powołują się na artykuł, w którym przydział częstotliwości następuje na mocy porozumienia Urzędu Komunikacji Elektronicznej z krajową radą. Porozumienie to jeszcze nie jest, że tak powiem, władztwo, więc można by się nad tym zastanowić, ale oczywiście gdyby się okazało, że ten zarzut się utrzymuje, to w trakcie prac należałoby się zastanowić nad takimi rozwiązaniami, które by go usunęły. Ja mówię to od razu, żeby przynajmniej z tego nie robiono nam zarzutu, bo powtarzam, dopiero gdy otrzymaliśmy ten projekt w postaci druku, zapoznaliśmy się z tą opinią.
Kończąc, wydaje nam się, że zarówno ten katalog zadań, jak i zdjęcie z mediów publicznych tego napięcia związanego z wywołanymi teraz dyskusjami, chociażby dotyczącymi tego sposobu finansowania, a także jasne i bardzo konsekwentne pozostawienie sposobu dobierania czy też wyłaniania władz, powołanie Funduszu Mediów Publicznych - te czynniki powinny nam wszystkim, tu jak jesteśmy, pomóc w znalezieniu wspólnego mianownika czy też płaszczyzny porozumienia. Chcemy mediów publicznych, ale - od tego zaczęłam - nie chcemy, żeby wszyscy się na nich znali, niektórzy tylko oglądali i słuchali, a nikt na nie nie chciał płacić. Chcemy, żeby wszyscy płacili i żeby jak najwięcej z nas znajdowało tam dla siebie treści, które nam odpowiadają.
Zwracam się z prośbą o dalsze prace nad tym projektem. To dobry czas, rozpoczynamy prace nad trzema innymi projektami i nie ma żadnych przeszkód, by do tych trzech dołączyć czwarty. Dziękuję za uwagę.
Panie Marszałku! Panie i Panowie Posłowie! Dziękuję za wszystkie uwagi, ponieważ przyznaję, że gdyby dane nam było pracować nad tym projektem, to zapewne część z nich warto by było nie tylko rozważać, ale i wprowadzić. Powiem wprost. Trochę jestem na tej sali i nie pamiętam projektu, który wychodziłby z parlamentu w takim kształcie, w jakim wchodził do tego parlamentu. Na tym polega praca, że korzysta się z różnych podpowiedzi, uwag, opinii, ekspertyz, wyliczeń. W przypadku projektu poselskiego sam projekt przygotowywany na pierwsze czytanie jest oczywiście znacznie uboższy o tego typu materiały, ponieważ jeszcze nie ma takich możliwości. W momencie gdy jest procedowany, oczywiście zarówno sejmowe, jak i klubowe agendy będą w stanie sukcesywnie przygotowywać i wyliczenia, i opinie, ekspertyzy.
Natomiast chcę się odnieść do paru przedstawionych tutaj zarzutów, uwag, więc powiem tak. Najbardziej ucieszył mnie głos pana przewodniczącego Jana Dworaka - jest jeszcze trochę kolegów z Prawa i Sprawiedliwości - ponieważ pan przewodniczący Dworak dobitnie udowodnił swoim wystąpieniem, że ani Platforma Obywatelska nie realizuje dokładnie polityki Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, ani Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji nie jest agendą Platformy Obywatelskiej. Muszę powiedzieć, że ja uważam, że to jest bardzo dobre stwierdzenie. To tak, jeśli chodzi o wymowę tego wystąpienia, natomiast gdybyśmy mieli inne doświadczenia z opłatą abonamentową... Naprawdę bardzo proszę, żeby nie obciążać Donalda Tuska winą za to, że Polacy przestali płacić, bo Polacy przestali płacić, kiedy telewizją rządziła koalicja Prawo i Sprawiedliwość - Liga Polskich Rodzin - Samoobrona. Z tej koalicji wyłaniały się kolejne zarządy, kolejni prezesi i z tym programem działy się już takie rzeczy, że Polacy wtedy po prostu stwierdzili, tak jak teraz zaczynają twierdzić, że przestają na taką telewizję płacić. Z tego, co powiedział ówczesny przewodniczący Platformy, że abonament jest przestarzałą daniną i haraczem związanym z posiadaniem odbiornika, zwłaszcza Nowoczesna powinna się cieszyć, bo to faktycznie był jakiś horror. W tej chwili możemy korzystać z mediów publicznych, nie posiadając odbiorników, posiadając telefon komórkowy, Internet, tysiąc różnych rzeczy.
Natomiast ja przyznaję, że na etapie konstruowania tego projektu... On zresztą jest pokłosiem, w tym sensie był w biurku, bardzo różnych rozwiązań Platformy Obywatelskiej, jakie były, nad którymi prace, o czym mówiła tu pani poseł Augustyn, trwały 9 miesięcy. Projekt był nieco inaczej skonstruowany, bo np. rada mediów i to, że tu jest odpis 0,3%, to jest moje doświadczenie. Tam się rozbiło, bo tam były wpisywane kwoty. Ta kwota, która miała być waloryzowana co roku, w którymś momencie okazała się kwotą nie do przejścia dla budżetu w aktualnej sytuacji budżetu państwa. Tamto doświadczenie sprawiło, że tym razem zaproponowaliśmy taką konstrukcję. Wtedy też inaczej wyglądała ta rada i to przydzielanie pieniędzy, ale wtedy było usamodzielnianie ośrodków, wtedy było wszystko to, co jak gdyby tworzy istotę tego projektu. A więc w tym sensie nie jest to coś, co napisaliśmy w ciągu jednej nocy. Oczywiście ma luki, zgadzam się. Rzeczywiście ta platforma internetowa, to znaczy trzeba by znaleźć... Tu jest miejsce, w trakcie prac jest miejsce na tego typu rozwiązania. To może taka jak gdyby najważniejsza kwestia.
Pani poseł Kruk powiedziała, że takie powiedzenie, że tu 0,3, że co najmniej, że każdą ustawę można zmienić. Każdą można zmienić, o opłacie audiowizualnej też można zmienić. Przepraszam bardzo, ale jak słyszę takie argumenty, to mi się niedobrze robi. Każdą ustawę można zmienić. Można tę opłatę podnieść o 100%, można ją znieść, można tysiąc różnych rzeczy zrobić. A więc dokładnie takim samym regułom podlega to rozwiązanie, jak i każde inne, jeśli mówimy o finansowaniu, jeżeli w ogóle jest jakieś finansowanie.
Nie mogę natomiast się zgodzić, że to, że jest odpis z budżetu określonego procentu, uzależnia media od władzy, a to, że władza mianuje od stóp do głów wszystkich, którzy tam rządzą, to nie uzależnia, albo że to jest opłata, którą także ta władza dzieli. Co z tego, że ja zapłacę składkę audiowizualną, kiedy ona idzie w ręce przewodniczącego Rady Mediów Narodowych, a tego przewodniczącego wyznacza marszałek Sejmu. To nie jest uzależnienie? W naszej radzie są zespoły twórcze i one biorą za to odpowiedzialność. Nie ma właśnie tego uzależnienia. A więc to najbardziej mnie z tych uwag dotknęło.
Sprawa, która budzi tu tyle emocji, a ja to po prostu rozumiem, bo rzeczywiście trochę inaczej chyba na to patrzę. To jest kwestia tej misji i tych zadań. Tak to jest potraktowane, tak jest zresztą zapisane, że ˝wypełnianie misji oznacza w szczególności˝, czyli jest to katalog otwarty. Ja nic na to nie poradzę. Ja mediów nie traktuję jako narzędzia propagandy, tylko traktuję jako instytucję twórczą. A jak jest instytucja twórcza, to wara ustawodawcy od zapisania każdej kropki, każdego przecinka, każdego średnika, co ten twórca ma robić. To jest katalog, który jest katalogiem otwartym odnoszącym się do pojęć, w których się mieści dokładnie wszystko. Jeżeli będziemy pracowali nad tym projektem, a bardzo by mi na tym zależało jednak, to przecież też zgodnie z techniką legislacji i regulaminem można to uzupełniać, bo to nie wychodzi poza zakres nowelizacji, prawda? A więc zamiast wieszać psy na tym projekcie - przepraszam za kolokwializm, ale godzina już się robi późnawa - może warto powiedzieć, że dobrze byłoby, gdyby jeszcze było coś tam dodane. Być może rzeczywiście dobrze by było.
Nie chciałabym, żeby to dodawanie było w tonie dyskusji podczas tzw. wysłuchania, znaczy nie było to tak zwane, we wtorek było to wysłuchanie publiczne, i żebym się dowiedziała, że ustawa jest potrzebna po to, żeby media zdekomunizować i żeby pozbyć się tych ubeków, którzy siedzą w tych nieoznakowanych pokojach. To taką mamy alternatywę. Bardzo proszę, można tylko widzieć tamtą perspektywę, a tę odrzucać. Ale, jak mówię, tu nie można... Jeżeli ona jest alternatywna, to tym bardziej ja przynajmniej uważam, że powinna się znaleźć we wspólnych pracach.
I nie jest tak, że nic nie robiliśmy, bo w sprawie mediów publicznych na tej mównicy, w takiej samej roli, stoję już po raz trzeci w tych ostatnich kadencjach. Jedną ustawę zawetował ówczesny prezydent i nie udało nam się weta odrzucić. Druga ustawa rozbiła się o 990 mln, do dzisiaj pamiętam, nie było wtedy takich możliwości budżetowych, a to miało wchodzić już, wtedy właśnie zaczynał się kryzys i była zupełnie inna sytuacja. Po drodze były projekty opracowywane w ministerstwie, eksperckie, były projekty twórców i tysiąc innych projektów. Ta propozycja nie wzięła się znikąd, z sufitu, tylko z tych propozycji, jakie były, wybiera jakieś elementy, być może w związku z tym nie w każdym miejscu są one dobrze zaakcentowane, ale jak się pracuje nad ustawą, to można to wszystko zrobić.
Bardzo dużo było pytań o ośrodki regionalne. Powiedziałam bardzo wyraźnie, w najlepszych czasach, w 2015 r., telewizja publiczna otrzymała 440 mln zł, bo mamy sprawozdanie krajowej rady, na tym się opieram. Jeżeli będzie tak, że z tego 1100 mln duża telewizja dostanie 40%, a ośrodki regionalne - 23, to będzie 700 mln. Tak więc proszę się nie obawiać, z czego one będą się utrzymywały, bo one będą miały znacznie więcej pieniędzy niż teraz. To nie są żadne dotacje, to jest jałmużna, którą centrala ośrodkom regionalnym rzuca. Trudno nazwać dotacjami jakieś... W każdym razie to usamodzielnienie ma im dać stabilizację, a dofinansowanie - poczucie siły. Powtarzam, może nie starczyć, wtedy mogą się łączyć ze spółkami radiowymi.
Czy są precyzyjne wyliczenia ekonomiczne? Nie ma precyzyjnych wyliczeń ekonomicznych, bo nikt z nas, w naszym klubie, nie pracuje ani w telewizji, ani w radiu i po prostu trudno to do końca przewidzieć. Jeśli chodzi o te ograniczenia reklamowe, to jak powiedziałam, nie interesują mnie. Jeśli chodzi o kanały dla dzieci, kultura i historia, nie interesują mnie efekty ekonomiczne, interesuje mnie to, że w tych kanałach ma nie być reklam. Po prostu w ogóle tym się w tej perspektywie... Natomiast jeśli chodzi o te ograniczenia, ten czas bezreklamowy, to ponieważ nadawca będzie miał prawo sobie wybierać te godziny, to też nie jestem w stanie przewidzieć dokładnie, ile to jest strat. Powiem, że jest tu dla nadawców publicznych rekompensata, bo z kolei uważam, że poza tym wszystkie inne reguły... znaczy nie powinno być więcej obostrzeń dla nadawcy publicznego.
Odpowiadam pani Możdżanowskiej, czy media regionalne mogą być mediami samorządowymi. Przy tamtym projekcie ustawy, gdzie także było usamodzielnienie tych ośrodków, największy opór, sprzeciw i dyskusję, ona była bardzo szeroko konsultowana wtedy w terenie, budziło to, że tymi mediami regionalnymi zawładną urzędy marszałkowskie. I ja to do dzisiaj pamiętam. To nie jest chyba... To znaczy nie należy robić projektów, którymi się ludzi uszczęśliwia na siłę. Wtedy to budziło straszny opór i musiały być takie tam bezpieczniki, żeby nie sądzono, że to wejdzie pod władzę urzędu marszałkowskiego.
To nie jest dobry pomysł, myślę, że jest tyle... Jeżeli już ktokolwiek, to środowiska twórcze i naukowe tych regionów, to te społeczności lokalne, organizacje pozarządowe, obywatelskie organizacje. Ja bym tym środowiskom dała wpływ i władzę, a urzędy marszałkowskie, proszę bardzo, one nawet mogą, tak zresztą, jak jest teraz, współfinansować czy wspierać finansowo, ale daleko od wpływu na to, kto tam rządzi i kto konstruuje program. Ja zawsze mówię prawdę i tym razem takie jest moje zdanie. Oddajmy lokalnym społecznościom, nie dawajmy lokalnym władzom. Dziękuję za uwagę.
Pani Marszałek! Panie i Panowie Posłowie! Panie Ministrze! Jest pan ministrem kultury, więc rozumiem, że dość dobrze pan wie, że o godz. 23.55 wszystkie teatry pustoszeją, światła ramp scenicznych gasną, a aktorzy nawet jak się zasiedzą w bufecie, to i tak są już dawno rozcharakteryzowani. A tutaj, w Sejmie, zresztą po raz drugi z kolei w ciągu niespełna pół roku, właściwie w ciągu pół roku, o godzinie blisko północy rozpoczynamy spektakl. Przykro powiedzieć, ale ta debata - naprawdę przykro powiedzieć - jest rzeczywiście jakimś spektaklem. Gdybym się zastanawiała nad gatunkiem, tobym powiedziała, że jest to jakaś tragifarsa, bo przecież - co tutaj wnioskodawcy musieli przyznać - dopiero co wiedzieliśmy, że będzie jakaś ogromna reforma mediów publicznych. Przedstawiono trzy projekty, wszystko miało być. I media narodowe, i ta misja trochę inna, i finansowanie. Szczęście, po prostu pełnia szczęścia. Po czym odbyło się pierwsze czytanie, powołano podkomisję. Podkomisja ciężko 2 dni pracowała, wyznaczony był trzeci dzień posiedzenia i nagle na pół godziny przed tym przyszedł SMS, że posiedzenie odwołane. Ani nikt nie powiedział ˝przepraszam, że trzeba było przyjechać˝, ani nikt nie wytłumaczył dlaczego. W ogóle cisza, diabeł ogonem przykrył. Przepraszam bardzo, Wysoki Sejmie. I okazało się, że oto w zamian dostajemy nową ustawę. A tamto? A tamto gdzieś sobie tam wisi. A dlaczego tak się stało? Bo wreszcie, niezależnie od tego, że wszyscy to mówili od pół roku, wnioskodawcy, w tym pan minister, zrozumieli, że dali tutaj przedtem do Sejmu bubel. To zresztą już się zaczęło na tej podkomisji. Okazało się, że ta trzecia ustawa wprowadzająca to legislacyjnie jest jakiś knot, wobec tego trzeba było z niej zrezygnować, miała być dzielona na dwie. Potem się okazało, że nie wiadomo kto i od kogo ma pobierać tę opłatę audiowizualną, a jak już przyszło do tej Rady Mediów Narodowych i ograniczenia kompetencji krajowej rady, to też było źle. I trzeba było jakoś z tego wyjść, nie wiem z czym, według wnioskodawców pewnie z twarzą, ale poza tym dało się zobowiązanie, że się ten naprawdę kuriozalny w europejskim świecie system, że to minister skarbu mianuje władze mediów publicznych, zakończy 30 czerwca. Trzeba było gwałtownie poszukać jakiegoś innego rozwiązania. I to inne rozwiązanie to jest właśnie ta Rada Mediów Narodowych, choć chcę powiedzieć, że nie mamy mediów narodowych, bo jeszcze zostają w ustawie o radiofonii i telewizji media publiczne. A więc nie wiem, czego to jest rada, ale powiedzmy, że tego.
Mimo że na posiedzeniu podkomisji zgodzono się, że łączenie PAP z telewizją i radiem jest bez sensu, to w tym projekcie czytam, że znów mamy połączyć. Dobrze, niech będzie. I jaką mamy tę radę? Mamy taką radę, w której... Do tej pory nie wiem, jakie jest rozgraniczenie kompetencji między tą radą a radami nadzorczymi, które ta rada notabene powołuje. To tak do końca nie jest powiedziane. Jak rozumiem, nic się nie zmieniło i w dalszym ciągu czynni politycy mogą być członkami tej rady. A więc rozumiem, że to jest piękna ustawa dla koleżanek i kolegów posłów. No i łaskawość, pan prezydent ma powołać przedstawicieli dwóch klubów opozycyjnych. Chcę tylko powiedzieć, że decyzje w Radzie Mediów Narodowych zapadają stosunkiem głosów 3:2. To ja bardzo dziękuję za taką uprzejmość i za taką łaskawość. Ten projekt ustawy z tych powodów jest nie do przyjęcia, ale i nie tylko z tych. Tak się w Sejmie Rzeczypospolitej Polskiej nie pracuje. Po prostu tak się nie pracuje. Musi być czas, muszą być opinie, muszą być zastosowane procedury.
I choćby dlatego, choć również z tych powodów merytorycznych, Klub Parlamentarny
Platforma Obywatelska, który mam zaszczyt reprezentować, składa wniosek o odrzucenie tego projektu w pierwszym czytaniu. Dziękuję za uwagę.
Panie Marszałku! Panie Ministrze! Panie i Panowie Posłowie! Prawdę powiedziawszy, ręce opadają. Trzeci raz z rzędu parlament jest ustawiany na baczność dla przeprowadzenia rzekomo jakiejś fundamentalnej reformy mediów publicznych i trzeci raz z rzędu właściwie otrzymujemy produkt, który się specjalnie do niczego nie nadaje. Pani poseł Bubula chyba sobie z tego zdaje sprawę, bo 7/8 swojego wystąpienia poświęciła omówieniu projektów, których dzisiaj nie procedujemy, tylko mówiła, jak by chciała, żeby było. A więc być może byłoby pięknie, ale praca nad tamtym zestawem ustaw została zatrzymana i też nie bardzo wiemy, do kiedy, po co i jak. Mniej więcej wiemy dlaczego, bo myśmy tu od początku mówili, jakie tam są mankamenty.
Mamy taką oto sytuację, że w grudniu zrobiliście państwo, zaproponowaliście ustawę kadrową i uchwaliliście, mając przewagę w Izbie, oddaliście media publiczne w pacht ministrowi skarbu. Nastąpiła błyskawiczna wymiana wszystkich możliwych władz od szczebla kierowniczego, skończyło się na podstawowym. Jak wiemy, w efekcie tej waszej rewelacyjnej reformy prawie 200 osób straciło pracę. Następnie był ten zestaw trzech ustaw, z których się w międzyczasie zrobiły dwie ustawy, a potem żadna. I oto mamy jakiś - przygotowywany w popłochu, jak sądzę - projekt ustawy o Radzie Mediów Narodowych. Niestety nie znamy, bo pani poseł nie omówiła, poprawek, które tutaj jej klub, autor tej ustawy proponuje, więc trudno mi się odnieść. Być może jakieś ewidentne buble z tej ustawy zostały usunięte w tych poprawkach, ale tego nie wiem, więc muszę się odnosić do tego, nad czym pracowaliśmy w komisji i co otrzymaliśmy jako produkt wyjściowy.
A więc to, że się powoła Radę Mediów Narodowych, jeszcze nie świadczy o tym, że te media się staną jakieś lepsze, bo na razie one są coraz gorsze. To każdy widzi, każdy słyszy. Widzów i słuchaczy ubywa, a niepokoju, jeżeli chodzi o kierunek, przybywa. Rada, którą państwo proponujecie, jest czysto politycznym, partyjnym ciałem. To jest tak jak w tej przypowieści o kozie. Rodzina wielodzietna przyszła do mądrego rabina i mówi, że jest bardzo ciasno. Co tu zrobić, żeby warunki się poprawiły? Rabin powiedział: kupcie sobie kozę. No więc kupiono kozę, a potem było jeszcze ciaśniej. Przychodzi po radę, a ten mówi: wyprowadź kozę. I państwo taką właśnie kozę nam tutaj daliście, bo jak daliście media w pacht ministrowi skarbu, to rzeczywiście było zarządzanie bezpośrednio przez rząd, a jak teraz dajecie je swoim funkcjonariuszom politycznym, bo tak wynika z tej ustawy, to mówicie, że to jest odpartyjnienie. Przepraszam bardzo, ale w trakcie prac komisji zostały zgłoszone wnioski mniejszości i de facto od ich uznania należałoby chyba uzależniać poparcie dla tej ustawy.
Jeśli chodzi o mój klub, w imieniu którego właśnie występuję, to chcę powiedzieć, że jeżeli do kategorii osób, które nie mogą zasiadać w Radzie Mediów Narodowych, nie zostaną zaliczone osoby pełniące mandat posła lub senatora, to oczywiście w żadnym przypadku nie poprzemy waszej ustawy, bo to już będzie ewidentnie skok polityczny, partyjny na te media. Podobnie, skoro już tak bardzo jesteście państwo dumni, że wprowadzacie jakiś pluralizm, to bardzo proszę: jest wniosek mniejszości, który jakby sankcjonuje ten pluralizm, co do tego, że decyzje podejmuje się większością 2/3, tak jak jest w krajowej radzie, która także jest pięcioosobowa i gdzie decyzje podejmuje się większością 2/3. A więc trzeba się jakoś poukładać. Jeżeli państwo chcecie wybrać tutaj trzech swoich kolegów czy trzy koleżanki, zostawiając panu prezydentowi wybór spośród czterech kandydatów, i jakichś dwóch rzekomo opozycyjnych, a decyzje zapadają stosunkiem głosów 3:2, to naprawdę, proszę państwa, nie wiem, czy znajdzie się klub opozycyjny, który na tę zabawę i na firmowanie tego waszego skoku, kolejnego skoku na media, się zgodzi.
Reasumując: czekamy - ciekawa jestem poprawek - na efekt końcowy, czekamy na potraktowanie wniosków mniejszości, a dalej to państwo zrobicie, jak zrobicie.
Mam nadzieję, że przestaniecie się już z nami i ze społeczeństwem bawić reformą mediów publicznych. Dziękuję bardzo.
Pani Marszałek! Panie i Panowie Posłowie! Ja być może nawet nie będę się siliła, żeby przebijać te zachwyty i to dobre zdanie o Josephie Conradzie-Korzeniowskim, bo bezsprzecznie zasługuje na to wszystko, co tu zostało powiedziane. Była już tu mowa o tym, że komisja dość jednogłośnie, tzn. nie dość jednogłośnie, tylko jednogłośnie, zaakceptowała tę kandydaturę i także mój klub, który mam zaszczyt reprezentować, klub Platforma Obywatelska, będzie za nią głosował. To rzeczywiście jest postać warta dostrzeżenia i warta przypomnienia, jeżeli ktokolwiek by zapomniał.
Pozwolę sobie jednak przy okazji zwrócić uwagę na dwie kwestie, które mnie osobiście trochę zdziwiły i - przyznaję - także w pracach komisji umknęły mojej uwadze. Otóż rok Josepha Conrada-Korzeniowskiego został ogłoszony przez UNESCO w roku 2007. Polska bardzo aktywnie włączyła się do obchodów, mimo że to była skala międzynarodowa. Wszystkie polskie obchody odbywały się pod patronatem prezydenta Lecha Kaczyńskiego i naprawdę w tym czasie bardzo wiele zrobiliśmy, by przypomnieć tę postać i jej twórczość, rzeczywiście znakomitą. Prawdę powiedziawszy, ministerstwo kultury, bo to ministerstwo kultury było inicjatorem tej propozycji, mogłoby na to zwrócić uwagę. Być może, z uwagi na to, że musimy wybierać tylko pięciu patronów, okazałoby się, że mamy jakiegoś innego, który jest równie tego wart.
I powiem tak, nie chcę tu ciągnąć tego wątku, ale ponieważ od dłuższego czasu zajmujemy się tutaj, w tym Sejmie, tymi patronatami i było znacznie trudniej, bo Sejm miał tylko trzy kandydatury, to wydaje mi się, że do tej pory udawało się jakoś tak doprowadzić do takiej zgody i konsensusu. I chyba po raz pierwszy w tym roku tak się zdarzyło, że ze zgłoszonych kandydatur cztery w ogóle nie były rozpatrywane. Mnie to, powiem, bardzo boli, ponieważ mimo kłopotów i trudności staraliśmy się wcześniej, żeby tak się nigdy nie zdarzyło. I mówię, ja nie deprecjonuję postaci Josepha Conrada-Korzeniowskiego, bo oczywiście będziemy głosowali za, ale nawet nie chcę już mówić o Mikołajczyku ani o reformacji, ale chcę powiedzieć, że wśród tych czterech kandydatur, które w ogóle nie były przedstawiane, był także twórca esperanto Ludwik Zamenhof, być może warto taką postać przypomnieć Polsce i światu. Ale z mojego punktu widzenia był także człowiek kultury - Erwin Axer.
I prawdę powiedziawszy, gdybyśmy rozpatrywali wszystkie kandydatury, to nie wiem, czy Axer wygrałby w moim głosowaniu z Josephem Conradem-Korzeniowskim, ale być może z innymi kandydaturami także. A więc bardzo proszę, by więcej tego błędu nie popełniać. Dziękuję za uwagę.
Panie Marszałku! Panie i Panowie Posłowie! Ja mam pytanie do wnioskodawców. Cóż to za patent, że odpolitycznienie Rady Mediów Narodowych polega na wyborze do tejże rady czynnych polityków? Jednak bardzo chciałabym wiedzieć, dlaczego ten zaszczyt ma spotkać posłów i senatorów, poza tym członków partii w ogóle. Będę wdzięczna za odpowiedź.
Panie Marszałku! Panie i Panowie Posłowie! Znów mam pytanie do wnioskodawców. Po co państwo wybieracie czy proponujecie dwa miejsca w 5-osobowej radzie dla przedstawicieli zgłaszanych przez kluby opozycyjne, jeżeli wszystkie decyzje chcecie podejmować stosunkiem głosów 3:2? Czy naprawdę myślicie, że tu się znajdą dwie paprotki? Dziękuję.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Na podstawie art. 184 ust. 1 wnoszę o zarządzenie przerwy i rozstrzygnięcie przez Konwent Seniorów, czy możliwe jest głosowanie nad poprawkami, jakie zostały wprowadzone do druku 506. Głosowanie nad tymi poprawkami jest ewidentnym złamaniem regulaminu, podobnie zresztą jak samo zgłoszenie tych poprawek było ewidentnym złamaniem regulaminu przez pana posła Suskiego. Procedura zgłaszania tego typu uchwał jest opisana w regulaminie. Wiadomo, do kiedy można zgłaszać propozycje i do kiedy komisja może przedstawić Wysokiej Izbie pięć kandydatur. Dzisiaj podczas drugiego czytania zmieniono uchwałę, zmieniono jednego z patronów roku 2017. Ja nie wypowiadam się o postaci. Chodzi mi tylko o to, że wydaje się, że są jakieś granice przyzwoitości w tej Izbie. Dziękuję.
Proszę państwa, pani poseł, wyjaśnienie jest następujące. Poprawkę zgłosił klub.
Przepraszam bardzo, poprawkę zgłaszał Ryszard Terlecki, przewodniczący Klubu Parlamentarnego Prawo i Sprawiedliwość. Dla mnie to znaczy, że zgłaszał klub.
Przepraszam bardzo. Mam tutaj na piśmie tę poprawkę, dlatego też o tym, czy poprawka zostanie przyjęta, czy nie, nie decyduje komisja, tylko decyduje Sejm.
Przepraszam państwa bardzo, jest zgłoszona poprawka i ona ma numer...
Proszę państwa, ona ma numer druku... poprawka zgłoszona w czasie drugiego czytania w dniu 22 czerwca 2016 r. do druków nr 360 i 506. Czy to wyjaśnienie pani wystarczy?
Panie Marszałku! Jest w regulaminie tryb zgłaszania kandydatur na patronów określonego roku. Ten tryb mówi, do kiedy można tych kandydatów zgłaszać. Był zgłoszony Adam Chmielowski. Komisja rozpatrywała kandydaturę Adama Chmielowskiego. Przyjęła to. Mamy mieć pięciu patronów. Nie można tego typu poprawką, która nie jest poprawką stylistyczną, tylko wprowadza jeszcze jednego patrona, złamać regulaminu.
Bardzo proszę, żebyśmy jednak tutaj kierowali się przynajmniej logiką. Dziękuję.
Panie Marszałku! Panie i Panowie Posłowie! Pan prof. Jędrzej Skrzypczak, którego Klub Parlamentarny Platforma Obywatelska rekomenduje, naszym zdaniem jest wręcz modelowym kandydatem do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Obecnie kierownik Zakładu Systemów Prasowych i Prawa Prasowego na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, absolwent tegoż uniwersytetu, wychowanek prof. Jacka Sobczaka, postaci, autorytetu w świecie medioznawców i naukowców zajmujących się mediami audiowizualnymi.
Dwudziestoletnia kariera naukowa i zawodowa pana prof. Skrzypczaka toczy się właśnie wokół problematyki mediów, ewentualnie prawa prasowego i prawa autorskiego, poczynając od pracy magisterskiej pt. ˝Dozwolony użytek z chronionych utworów˝, poprzez doktorat ˝Ochrona programów radiowo-telewizyjnych˝, do bardzo cenionego i nagrodzonego opracowania monograficznego ˝Polityka medialna w okresie konwersji cyfrowej radiofonii i telewizji˝. Jest uznanym już ekspertem zarówno polskich instytucji i organizacji zajmujących się mediami, jak i światowych. Jego rozliczne kontakty w Londynie, we Florencji, w Stanach Zjednoczonych pozwalają mu śledzić na bieżąco rozwój polityki audiowizualnej, medialnej w świecie. Jego liczne ekspertyzy i udział w pracach, także legislacyjnych, na terenie Polski dają mu pełen obraz zarówno działalności Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, jak i tego, co się dzieje w polskim prawie medialnym po 1989 r. Myślę, że trzeba przyznać, że nie każdego w wieku 45 lat stać na taką karierę naukową i taki dorobek, zwłaszcza że w międzyczasie pan prof. Skrzypczak zdał egzamin sędziowski i zdobył uprawnienia radcy prawnego, łącząc naukowe doświadczenie i teorię z czystą praktyką.
W pełnym przekonaniu, że jest osobą doskonale przygotowaną do pełnienia funkcji członka Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, rekomenduję Wysokiej Izbie, wszystkim tu obecnym posłom
, wybór pana prof. Skrzypczaka. A argumentem być może dodatkowym będzie to, że podczas posiedzenia Komisji Kultury i Środków Przekazu, kiedy komisja opiniowała sześcioro kandydatów, pan Jędrzej Skrzypczak został pozytywnie zaopiniowany jako trzeci, poza dwoma kandydatami Prawa i Sprawiedliwości. Mam nadzieję, że fachowość i bezstronność, i doświadczenie pana profesora przemówią do Wysokiej Izby. Dziękuję za uwagę.
Panie Marszałku! Panie i Panowie Posłowie! Mimo podejmowanych prób jak na razie kompetencje Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji zostały uszczuplone minimalnie. W dalszym ciągu jest to organ konstytucyjny o bardzo wielkim znaczeniu i odpowiedzialności. A więc jest bardzo ważne, kto z rekomendacji Sejmu, a także, jak pamiętamy, Senatu i prezydenta, ale tu jesteśmy w Sejmie, w tej radzie się znajdzie. Muszę przyznać, że nie po raz pierwszy uczestniczyłam w tego typu procedurze, przysłuchiwałam się czy też brałam udział w tego typu procedurze i po raz pierwszy, jeśli sobie dobrze przypominam, w Komisji Kultury i Środków Przekazu opiniującej kandydatów...
Jakby pani przewodnicząca komisji - mówię o komisji - słuchała, tobym była wdzięczna.
Po raz pierwszy w tej komisji kandydatom nie zadawano żadnych pytań. Było to dość dziwne. Oczywiście można by to tłumaczyć tym, że byli tak znakomici, że nie było jakichś wątpliwości, ale przypominam, że nie wszyscy zostali zaopiniowani pozytywnie. Tak myślę, że nie zadawaliśmy tych pytań, ponieważ de facto o wyborze na tej sali z reguły decyduje arytmetyka, a nie merytoryczne wartości. Obym się pomyliła, bardzo bym chciała, by tak się stało.
I jeszcze jedna uwaga. Nie chcę specjalnie absorbować państwa uwagi, zwłaszcza że, jak widzę, klub Prawa i Sprawiedliwości nie jest zainteresowany tym, co mówi przedstawiciel klubu opozycyjnego, ale jeszcze taka uwaga. Otóż do największych zdaniem Prawa i Sprawiedliwości zbrodni obecnego ciągle jeszcze przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji Jana Dworaka należało to, że swego czasu był szeregowym członkiem Platformy Obywatelskiej. A teraz państwo zgłaszacie kandydatury osób, w których kompetencje nie należy wątpić, niemniej pani Elżbieta Więcławska-Sauk była posłem i senatorem Prawa i Sprawiedliwości, a pan Witold Kołodziejski poza tym, że świetnie zna się na mediach, był z ramienia Prawa i Sprawiedliwości radnym Warszawy, radnym sejmiku, a w tej chwili jest wiceministrem, sekretarzem stanu w Ministerstwie Cyfryzacji z ramienia Prawa i Sprawiedliwości.
Jak widać, afiliacje partyjne, nawet takie, których nie ma, przeszkadzają u innych, a u siebie traktuje się je jako zasługi. Dziękuję bardzo za uwagę.
Panie Marszałku! Pani Premier! Panie i Panowie Posłowie! Nie ma dość absurdalnej plotki, dość obłędnej teorii i dość ponurego żartu, który nie miałby szans zmaterializować się w tej Izbie w postaci podjętych przez rząd Prawa i Sprawiedliwości działań bądź projektów ustaw zgłaszanych przez klub Prawa i Sprawiedliwości. Pojawiła się ustawa o Radzie Mediów Narodowych, a kiedy Prawo i Sprawiedliwość wycofało się z ustawy o mediach narodowych i o finansowaniu tych mediów, to został kadłubek, który miał zapewnić wpływ kadrowy w celu obsadzenia tych mediów. W kuluarach natychmiast pojawiła się plotka, że tę ustawę pan minister Czabański pisze dla siebie. Wydawało się to mało prawdopodobne, aczkolwiek rzeczywiście w żaden sposób nie dało się klubu Prawo i Sprawiedliwość namówić, żeby zrezygnował z nadzwyczajnego przywileju dotyczącego tego, iż w tej radzie mogą zasiadać czynni politycy, parlamentarzyści. Nie ma takiego obyczaju. Muszę powiedzieć, że kiedy pani poseł Bubula jako przedstawiciel wnioskodawców w komisji tłumaczyła mi, że przecież w rządzie są też parlamentarzyści, to pomyślałam, że jest niedobrze, bo rząd jest zawsze emanacją większości parlamentarnej - to jest naturalne - natomiast media publiczne były emanacją partii rządzącej - tak było, ale się w 1989 r. skończyło.
Ale jak się okazuje, ta niby-plotka, niby-obłędna teoria, ten niby-żart, bardzo ponury, stały się faktem i oto mamy...
...skład zaproponowany przez klub Prawo i Sprawiedliwość. Pan minister Czabański już nie jest ministrem - wiem, zrzekł się - pani przewodnicząca komisji Kruk odpowiedziała, że nie będzie rezygnowała z przewodnictwa komisji, i pani poseł Lichocka...
Szczerze powiem, że rozumiem, choć się dziwię, bo wiadomo, że kto ma media, ten traci władzę, więc ja bym takiego samobója sobie nie strzelała, ale państwo chcecie. To bardzo dobrze.
Na zakończenie mam tylko jedno pytanie: Gdzie państwa poczucie przyzwoitości, gdzie państwa honor i gdzie państwa odpowiedzialność za Polskę?
Dziękuję.
Pani Marszałek! Panie i Panowie Posłowie! Mam pytanie do przedstawiciela wnioskodawców ustawy ˝Stop aborcji˝. Chciałabym, żeby pani pokazała mi w obecnie obowiązującej ustawie jakiś artykuł, który kogokolwiek w jakiejkolwiek sytuacji zmusza do przeprowadzenia aborcji bądź mu to nakazuje. Jeśli pani taki artykuł znajdzie, to zrozumiem, że pani miała rację, proponując taki zapis, ale wiem, że pani takiego artykułu nie znajdzie.
Mam więc kolejne pytanie: Kto pani dał moralne prawo odwoływania się do sumienia polskich kobiet za pomocą kary więzienia? Kto pani dał moralne prawo gardzić ludźmi, gardzić kobietami, a przymykać oczy na gwałcicieli, na tych, którzy z usuwania ciąży, z aborcji czerpią zyski w podziemiu ginekologicznym bądź zagranicznych klinikach?
A do pani Barbary Nowackiej mam tylko takie pytanie: Czy naprawdę można by oczekiwać inicjatywy, która byłaby czymś więcej niż
deklaracją wojny?
Bardzo dziękuję, pani poseł.
Bo przecież pani wie, że ta ustawa na pewno...
...nie ujrzy światła dziennego. Dziękuję.
Panie Marszałku! Panie i Panowie Posłowie! Panie Ministrze! Ja muszę sprostować wypowiedź mojego młodszego kolegi, który powiedział, że pan minister Macierewicz kłamie od 6 lat. Proszę państwa, minister Macierewicz kłamie od 25 lat.
Sam tutaj przywołał swoje ogromne doświadczenie, że jest od roku 1991... Proszę państwa, niestety mam to nieszczęście, że jestem razem z panem ministrem i słucham wszystkich jego kłamstw.
A więc to, co się dzieje w tej chwili, nie powinno mnie specjalnie zaskakiwać. Najpierw znalazł agentów, oskarżył prof. Chrzanowskiego, marszałka Sejmu, potem tak uzdrowił służby wojskowe, że je zlikwidował, potem rozproszył sztuczną mgłę i zrobił ze dwie bomby, i wysadził samolot w powietrze...
...a teraz wysadza w powietrze...
A tak by było dobrze, gdyby panowie zamilkli, zwłaszcza ty, kolego były, to by było bardzo dobrze.
Kochany, ty się jeszcze wtedy nawet nie...
Co ja w 1968 r. pisałam? Że przyjdzie tu taki Zaremba i na nieszczęście polskiego parlamentu będzie tu siedział.
Wracając do tematu caracali. Tu te wszystkie tematy były, pytania były zadane, ale ja ciągle nie wiem i mam nadzieję...
...że pan minister mi na to odpowie, ile kosztują helikoptery z Mielca i na jakiej podstawie twierdzicie, że miało nie być 6 tys. miejsc pracy, jeśli...
Dziękuję bardzo, pani poseł.
Muszę skończyć zdanie, panie marszałku.
Nie, pani poseł, dziękuję bardzo.
Głos ma pan poseł Leszek Ruszczyk, Platforma Obywatelska.
Szanowni państwo, czy chcą państwo, żebym zakończył debatę?
Prosiłem o pilnowanie czasu. Przekroczyliśmy już bardzo czas.
Wchodziła pani niepotrzebnie w dyskusję z salą. Przekroczyliśmy bardzo czas. Prosiłem o pilnowanie czasu.
Szanowni państwo, idźmy dalej.
Pan poseł Leszek Ruszczyk, Platforma Obywatelska.
Pan poseł Leszek Ruszczyk, Platforma Obywatelska.
Bardzo proszę.
Panie marszałku...
Pani poseł, przedłuża pani niepotrzebnie debatę.
Chce pani, żeby wszyscy zabrali głos, czy nie?
Ja chcę skończyć zdanie.
Dziękuję, panie marszałku.
Panie Marszałku! Rzeczywiście tak się składa, że jestem w tej Izbie 25 lat, bywałam i w koalicji, i w opozycji, i tak się składa, że przez te 25 lat poznałam wszystkich marszałków, wicemarszałków i wszystkie ugrupowania, widziałam wszystkie bitwy czy potyczki polityczne, jakie toczyły się w tej Izbie. Jeszcze nikt nigdy, niezależnie od tego, skąd przychodził, jakie miał o sobie dobre mniemanie, nie zarzucił mi, że wysługiwałam się Sowietom. Pan dopuścił do takiego sformułowania, nie pozwolił mi natychmiast zabrać głosu. Z tego powodu prawdopodobnie będę musiała spotkać się z panem ministrem Macierewiczem w sądzie.
Ale jest jeszcze coś, co odnosi się wyłącznie do pana marszałka i wcześniejszego zachowania. Nie bardzo mogłam zrozumieć, po co panu posłowi Zarembie sięganie do roku 1968 i artykułu, który ukazał się podpisany moim nazwiskiem, która to sprawa była 100 razy wyjaśniona, wytłumaczona i stosownie, zgodnie z przyzwoitością, jaką staram się kierować w życiu, zakończona. Nie mogłam zrozumieć, po co pan poseł Zaremba, człowiek, który bardzo dobrze mnie zna, kiedyś mój kolega z Unii Demokratycznej, i który zna mój życiorys, tak jak i pan minister Macierewicz zna mój życiorys, bo pierwszy raz spotkaliśmy się w sali jadalnej na plebanii kościoła Jezuitów, gdzie zaprosiłam go w stanie wojennym na spotkanie, a on był tam gościem i razem jedliśmy obiad...
Dobrze, pani poseł. Dziękuję bardzo.
A więc...
Mam olbrzymią prośbę do posłów Platformy Obywatelskiej, żeby nie nadużywali mojej cierpliwości, ani nie nadużywali regulaminu, dlatego że to są wystąpienia w trybie nieregulaminowym.
Panie marszałku, to są... Ale pan, panie marszałku...
To są wystąpienia w trybie nieregulaminowym, dlatego bardzo proszę...
Pan, panie marszałku, do tego doprowadził, bo pan pozwolił panu posłowi...
Pani poseł, może pani wystąpić w trybie oświadczenia dzisiaj na koniec dnia. Zachęcam do tego.
Dziękuję, pani bardzo.
Pani poseł, dziękuję już.
Dziękuję bardzo.
