Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Klub Parlamentarny Prawo i Sprawiedliwość popiera oczywiście projekt uchwały ustanawiającej rok 2016 Rokiem Henryka Sienkiewicza.
˝W pustyni i w puszczy˝, ˝Latarnik˝, ˝Krzyżacy˝, ˝Ogniem i mieczem˝, ˝Potop˝, ˝Pan Wołodyjowski˝, ˝Bez dogmatu˝, ˝Quo vadis˝, ˝Rodzina Połanieckich˝ - tak, my wszyscy z niego, możemy to powtórzyć za Stanisławem Catem-Mackiewiczem. Powiedzieć tak pewnie może każdy z nas, z tego pokolenia, które znajduje się tutaj, na sali plenarnej, ale pokoleniu naszych dzieci pewnie to zdanie już nie przyjdzie do głowy i wymienienie powyższych tytułów sprawi też kłopot.
Przedstawiając stanowisko klubu Prawa i Sprawiedliwości w sprawie tej uchwały, powinnam mówić, trawestując Gombrowicza: Henryk Sienkiewicz wielkim pisarzem był. Ale wiemy dobrze, że w ciągu ostatnich 26 lat obowiązywało zupełnie coś innego, zdanie, że Sienkiewicz był pisarzem, którego należy zdegradować z panteonu polskich twórców. Najlepsze zdania, jakie o nim mówiono, tak, też były z Gombrowicza - że to pierwszorzędny pisarz drugorzędny. Wymazywano kolejne pozycje z lektur szkolnych. Dziś uczniowie szkoły podstawowej mogą poznać tylko ˝W pustyni i w puszczy˝, w gimnazjum jedną wybraną powieść historyczną - albo ˝Quo vadis˝, albo ˝Krzyżaków˝, albo ˝Potop˝, w liceum jest tylko ˝Potop˝. Nic więcej.
Głoszono, i czyni się to dalej, że Sienkiewicz to pisarz fatalny, propagujący szowinizm, zabobon i ciemnogród. Wpisywało się to oczywiście w pedagogikę wstydu i było niestety bardzo skuteczne. W sferze ˝oświeconej˝ wypadało zatem mówić, że Sienkiewicza się nie czyta. Jan Klata, gdy realizował w Starym Teatrze przedstawienie ˝Trylogia˝, zwierzał się w jednym z wywiadów, że musiał bronić dzieł Sienkiewicza przed aktorami młodego pokolenia, którzy twierdzili, że to miazmat, który trzeba wykorzenić z naszej tradycji. Tylko na jotę zmieniło się to w ostatnich latach. Gdy prezydent Bronisław Komorowski zaproponował narodowe czytanie ˝Trylogii˝, i jest to jedna z naprawdę niewielu spraw, za które warto docenić prezydenturę Bronisława Komorowskiego, rozległ się niezawodny głos ˝Gazety Wyborczej˝: Sienkiewicz to klasyk polskiej ciemnoty i nieuctwa - mogliśmy tam przeczytać - piekielna mieszanka, jad zatruwający życie publiczne i zbiorową wyobraźnię. Słuchać hadko, jak by powiedział Longin Podbipięta.
Ale to przynosi efekty. Pokolenie wychowane w III RP Sienkiewicza prawie nie zna, został zerwany albo przynajmniej poważnie nadwątlony międzypokoleniowy kod kulturowy, który pozwalał Polakom mówić Sienkiewiczem, w lot rozumieć się wspólnocie. Oczywiście wiadomo czemu. Przeciwników Sienkiewicza drażni jego utożsamianie chrześcijaństwa z polskością oraz przypominanie wielkości polskiego narodu.
Ale nie tylko to.
Ja przepraszam, troszeczkę nadużyję...
To cnoty rycerskie zamiast cwaniactwa, honor zamiast obłudy i cynizmu, poświęcenie dla ojczyzny zamiast prywaty. W III RP, w której głośne były dwa hasła, że pierwszy milion należy ukraść i generalnie śmierć frajerom, to było obce i groźne.
Sienkiewicz z nas wszystkich, bez względu na pochodzenie, czyni szlachtę, naród rycerski. A proszę mi powiedzieć, czy łatwiej rządzi się narodem rycerskim, czy pańszczyźnianym.
W tych dniach minęła 110. rocznica odebrania przez Henryka Sienkiewicza Nagrody Nobla, ale mija też 110 lat od innej jego aktywności, jednego z jego wielu dzieł dla ojczyzny. Sienkiewicz był współtwórcą Polskiej Macierzy Szkolnej. Na jego wezwanie opublikowane w prasie i kolportowane na pocztówkach w niespełna w rok Polska Macierz Szkolna w 1905 r. zgromadziła 100 tys. członków. Zdobyto fundusze pozwalające stworzyć blisko 150 szkół, ponad 300 ochronek dla dzieci, ponad 500 bibliotek
Proszę zmierzać do końca, pani poseł.
Co wtedy napisał? To jest już ostatni cytat z Sienkiewicza: ˝Zrozumiał cały naród, że gdyby Macierz zdołała objąć te obszerne dziedziny, które zamierza zagarnąć, gdyby stanąwszy na silnej podstawie mogła i potrafiła spełnić podjęte zadania, to w ciągu lat kilkunastu wyrosłyby oświecone, moralne i szlachetne pokolenia, zlane w jeden wielki, oświecony, moralny, szlachetny i patriotyczny naród. A wówczas bez względu na wszelkie burze zewnętrzne, moglibyśmy spokojnie patrzyć w przyszłość. Na takim gmachu z większą niż na każdym innym słusznością można położyć napis: 'Naród sobie'˝.
Uczyńmy rok 2016 Rokiem Henryka Sienkiewicza. Narodowi. Sobie. Bardzo dziękuję.
Pani Marszałek! Wysoka Izbo! Chciałam zadać pytanie: Czy przypominają sobie państwo, jak wyrzucani byli dziennikarze i twórcy z mediów publicznych, z Polskiej Agencji Prasowej po tym, jak rządy nad nimi objęła koalicja PO-PSL-SLD? Ja przypomnę kilka nazwisk. Bronisław Wildstein, Rafał Ziemkiewicz, Jacek Karnowski...
...Krzysztof Skowroński, Marek Pyza, Anita Gargas, Katarzyna Hejke, Tomasz Sakiewicz, Jacek Sobala, Michał Karnowski, Anna Sarzyńska, Witold Gadowski, Mariusz Pilis, Agata Ławniczak, Jolanta Hajdasz, Wanda Zwinogrodzka, Artur Dmochowski, Piotr Skwieciński, Maciej Świrski, Krzysztof Karwowski, Marcin Wikło, Bartłomiej Wróblewski. Minuty nie starczy, żeby wymienić wszystkich. Wyrzuciliście wszystkich, którzy nie byli wam powolni, wszystkich, którzy byli krytyczni wobec tej koalicji.
Został jeden Jan Pospieszalski. Tych, do których nie mieliście pełnego zaufania, wyrzuciliście do firmy leasingowej. To jest wasz szacunek do wolności słowa - dziennikarze w leasingu.
Pod waszymi, pod waszymi rządami...
...pod rządami również pani, pani Pomaska...
...wyleciałam z telewizji publicznej rządzonej przez pani kumpli z partii.
Przyszli prosto z ministerstwa kultury. Mam wymieniać nazwiska?
Bardzo proszę o spokój.
Wstydu nie macie. Nic nie wiecie o wolności słowa. Pod waszymi rządami powstał drugi obieg niezależnej informacji, niezależnych portali i niezależnych filmów dokumentalnych, które były zakazane...
...w telewizji publicznej. Wstydu nie macie. Nie było takiej ekipy...
Pani poseł, proszę kończyć.
...po 1989 r., która tak uderzyła w wolność słowa w Polsce.
Dziękuję.
Teraz zagarnięte przez was media publiczne chcemy...
Pani poseł, proszę kończyć.
...oddać Polakom, odebrać partyjnym nominatom PO, PSL, SLD.
Pani poseł, przekroczyła pani czas...
Dziękuję.
Pani Marszałek! Pani Sekretarz! Wysoki Sejmie! 3 tygodnie temu z okazji Międzynarodowego Dnia Języka Polskiego w Pałacu Prezydenckim odbyła się uroczystość wręczenia medalu Zasłużony dla Polszczyzny.
Prezydent Andrzej Duda uhonorował tą nagrodą prof. Jerzego Bartmińskiego. Pan profesor, odbierając nagrodę, powiedział ważną rzecz: Polszczyzna jest dziś w potrzebie. Zwrócił uwagę, że poza wulgaryzacją i zalewem zapożyczeń jest też trzecie, najpoważniejsze zagrożenie: mowa nienawiści, hejt, który jest łączony z praktyką kłamstw i insynuacji.
Zgodnie z ustawą o języku polskim co 2 lata Rada Języka Polskiego przedstawia Sejmowi i Senatowi Rzeczypospolitej Polskiej sprawozdanie o stanie ochrony języka polskiego. W pierwszych dwóch sprawozdaniach, przed 10 laty, rada zawarła omówienie stanu ochrony języka polskiego w różnych dziedzinach życia. Zostały one opublikowane w książce ˝Polszczyzna publiczna początku XXI wieku˝ wydanej w roku 2007. Potem od tego typu analizy rada postanowiła odejść. Nie wydało się celowe analizowanie w obecnym sprawozdaniu tych samych dziedzin publicznej aktywności językowej, których stan ochrony został oceniony 2, 3 czy 4 lata temu. Zmiany w języku, nawet przy obecnym, niezwykle intensywnym jego rozwoju, nie następują bowiem aż tak szybko, by w okresie kilku lat można było zaobserwować wyraźne i znaczące różnice - czytamy na stronach rady.
W trzecim sprawozdaniu przedmiotem obserwacji stanu języka były więc podręczniki szkolne, po czym rada trzymała się tego założenia dalej. W kolejnym była to analiza języka biznesowego, podręczników szkolnych do kształcenia zawodowego oraz kultura języka w szkolnictwie wyższym. Wyniki analizy oczywiście nie były budujące. Okazywało się zazwyczaj, że język polski nie jest traktowany tak, jak to powinno wynikać z jego roli w życiu społecznym we współczesnej Polsce. Najwięcej uwag krytycznych budził stosunek do polszczyzny w środowisku biznesowym. Język nie jest postrzegany przez twórców tekstów z tego zakresu, a także przez decydentów biznesowych jako wartość sama w sobie, wartość, którą należy kultywować, lecz co najwyżej jako wartość instrumentalna, narzędzie przekazywania określonych treści - czytaliśmy w tamtym sprawozdaniu.
Teraz mamy kolejne, za lata 2012-2013. W tym przedstawionym jeszcze w poprzedniej kadencji sprawozdaniu rada przedstawiła analizę instrukcji obsługi sprzętu AGD, sprzętu elektronicznego, umów bankowych, ubezpieczeniowych i edukacyjnych, a także telekomunikacyjnych i deweloperskich oraz ulotek dołączanych do leków i parafarmaceutyków, nie zapominając także o tekstach na opakowaniach kosmetyków. Ta bardzo staranna analiza wydaje się jednak, blisko 10 lat po analizie polszczyzny w przestrzeni publicznej, dalece niewystarczająca, by móc mówić o obecnym stanie polszczyzny, by zauważyć to, co w tych latach w języku, zwłaszcza w języku debaty publicznej, przekazu medialnego, również codziennych rozmów Polaków, się wydarzyło.
Rok 2012 to, przypomnę, czas przemysłu pogardy w rozkwicie. Hejt, o którym mówił kilkanaście dni temu prof. Jerzy Bartmiński, królował w debacie. Samo słowo ˝hejt˝ właśnie wkraczało do powszechnego użytku. Gowin zachowuje się jak katolicka ciota, Tusk popuścił politycznie, pijacki wypad Lecha Kaczyńskiego - takie zwroty nie tak dawnego polityka Platformy Obywatelskiej Janusza Palikota, wypowiadane właśnie w 2012 r., są faktycznie mniej przyjemne do analizy niż ulotki dołączane do leków. Albo przypomnijmy sobie luty 2012 r. Stefan Niesiołowski, jeden z najbardziej znanych i cytowanych polityków Platformy Obywatelskiej, tak mówił np. o Janie Tomaszewskim: To prostak i ćwok największego kalibru. Ewa Stankiewicz, gdy w maju 2012 r. przedstawiła się i zadała pytanie Stefanowi Niesiołowskiemu, usłyszała taką odpowiedź: To jest pani od tego filmu ˝Solidarni˝, od tego PiS-owskiego paskudztwa? Po czym polityk Platformy Obywatelskiej próbował zasłonić obiektyw kamery i rzucił parokrotnie: Won stąd. Zgadzam się z wyborem rady. Dużo milej jest zajmować się instrukcją obsługi pralki. Tam przynajmniej prostactwa i chamstwa na poziomie czysto językowym nie ma.
Oczywiście nie chodzi o to, aby Rada Języka Polskiego zajmowała się polityką lub skupiała się wyłącznie na języku debaty publicznej, jednak zjawisko warto zauważyć. Po tym, jakie operacje językowe zastosowano w debacie publicznej przeciw śp. Lechowi Kaczyńskiemu w latach 2005-2010, a także po fali agresji i wykluczenia wobec jego brata Jarosława Kaczyńskiego i innych rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej, po nieznajdującej dotąd precedensu pogardzie wobec zmarłych w tej tragedii, słyszanej już w samej warstwie językowej wielu publicznych, a także prywatnych, implikowanych przez ów publiczny hejt rozmów zwykłych Polaków, jak można nie zauważyć tego zjawiska? A przecież jest ono już opisywane. Przypomnę tylko głośną książkę Stanisława Kmiecika ˝Przemysł pogardy. Niszczenie wizerunku prezydenta Lecha Kaczyńskiego w latach 2005-2010 oraz po jego śmierci˝ oraz kolejną ˝Przemysł pogardy 2˝, opisującą te same zabiegi, także w płaszczyźnie czysto językowej, skierowane przeciw Jarosławowi Kaczyńskiemu. Ów przemysł pogardy, przemoc zawarta w samym języku, to dojmujące zjawisko ostatniej dekady. Niezauważenie go, gdy zajmuje się stanem polszczyzny, może przypominać podobną metodę, choć przy zachowaniu wszelkich proporcji, do tej opisanej niegdyś przez Jarosława Marka Rymkiewicza, a stosującej się do taktyki ˝Tygodnika Ilustrowanego˝ z 1863 r. W głośnym wystąpieniu pt. ˝Nie ma Polski, nie ma Rosji, nie było powstania˝ Jarosław Marek Rymkiewicz stwierdził tak: Nie można powiedzieć, aby redaktorzy ˝Tygodnika Ilustrowanego˝ podawali jakieś nieprawdziwe wiadomości. Wydaje mi się, że zazwyczaj pisali prawdę, a może nawet zawsze pisali prawdę, ale widać też od razu, że pisząc prawdę, zarazem potwornie, wprost haniebnie kłamali.
Ja oczywiście nie twierdzę, że eksperci Rady Języka Polskiego zasługują na tak ostrą ocenę. Nie, z całą pewnością nie zasługują. Warto jednak spytać, czy naprawdę instrukcje obsługi tosterów są najważniejszym problemem współczesnej polszczyzny, choćby tylko po roku 2012. Czy warto udawać, że rzeczywistość nie istnieje? Zwłaszcza że oprócz wprowadzania języka pogardy, języka przemocy do debaty publicznej mieliśmy inne polityczne zabiegi na języku, wprowadzające takie potworki jak słowa ˝marszałkini˝ albo ˝ministra˝.
Tak, to były lata 2012-2013, proszę państwa. Chciałoby się powiedzieć: Rado, gdzie byłaś? Rado, gdzie jesteś?
No dobrze, przestaję krytykować. Nie chciałabym, żeby to zostało potraktowane jako frontalna krytyka Rady Języka Polskiego. Tutaj mamy do czynienia też z bardzo ważną pracą, ponieważ język, który jest dedykowany - mówiąc też z błędem językowym, tak bardzo powszechnym w tej chwili - do nas jako do konsumentów, jest także bardzo ważny i ta analiza pod nadzorem pani prof. Haliny Zgółkowej jest wykonana bardzo starannie.
Tylko analizując teksty skierowane do nas jako do konsumentów, wołając o dbałość polszczyzny tych tekstów, nie możemy chyba mówić, że jest to główna sprawa ochrony języka polskiego w latach 2012-2013. Mam nadzieję, że w przyszłości, prócz właśnie wielkości czcionki, układu tekstu, zawiłości zdań, niezręczności językowych wynikających z niedbałego tłumaczenia w ulotkach i instrukcjach obsługi sprzętu AGD, Rada Języka Polskiego zajmie się także tym, co w ostatniej dekadzie zdarzyło się w polszczyźnie bardzo groźnego. Dziękuję bardzo.
Klub Prawa i Sprawiedliwości oczywiście zagłosuje za przyjęciem sprawozdania.
Pani Marszałek! Panie Premierze! Panie Ministrze! Wysoki Sejmie! Przedstawione projekty ustaw medialnych to szansa na najpoważniejszą reformę mediów publicznych po 1989 r. To nie tylko możliwość wyrwania mediów publicznych z rąk partyjnych nominatów
, bo to od biedy można przeprowadzić bez tak głębokiej zmiany.
Reforma ta to szansa na wyzwolenie mediów publicznych ze sposobu myślenia, który dotąd paraliżował ich rozwój, przekonania, że Telewizja Polska i Polskie Radio to narzędzia sprawowania władzy, że to instytucje, które mają służyć interesom konkretnych partii, że to także instytucje, które mają służyć interesom różnych lobby. Otóż ta reforma ma szansę ten stan rzeczy zmienić. Na telewizji publicznej nie będą mogli już żerować ani politycy, ani różne grupy interesów.
Ta zmiana, dobra zmiana medialna, odda media publiczne Polakom.
Za kilkanaście minut na tej sali padnie mnóstwo strasznych słów, że to zamach na wolność, wojna z demokracją, wprowadzanie autorytaryzmu, mnóstwo różnych głupstw. Będziemy świadkami wielkiego popisu hipokryzji. To będzie głos polityków, którzy dopóki rządzili, robili wszystko, by ograniczyć wolność słowa, wolność krytykowania ich władzy. Ich nominaci w Telewizji Polskiej i Polskim Radiu, przypomnę, że rządziła koalicja PO-PSL-SLD, karnie wykonywali zadania propagandowe władzy i jeśli jakiś dziennikarz czy publicysta tego nie robił, wylatywał. Prócz programu Jana Pospieszalskiego nie było w tym względzie wyjątków.
Ten mechanizm bezwzględnego posłuszeństwa wobec rządzącej ekipy świetnie opisał Jacek Rakowiecki, rzecznik Telewizji Polskiej z czasów, gdy rządziła nią Platforma i PSL. W wywiadzie pod zresztą świetnym tytułem ˝Nie byliśmy kłamcami, byliśmy idiotami˝ Rakowiecki wyznaje: ˝Krytyka PO była w naszym środowisku niedopuszczalna. Jeśli ktoś to robił, był wrogiem - i nieważne, czy była to krytyka merytoryczna, czy nie˝. Takie to były czasy, jeszcze kilka miesięcy temu.
Zresztą nie trzeba szukać informacji na temat charakteru ekipy, która do niedawna rządziła, a która teraz, tu, za chwilę będzie krzyczeć o wolności słowa. Mamy newsy z ostatnich dni. Właśnie ujawniono taśmy z rozmów polityka PO, posła i rzecznika rządu Donalda Tuska Pawła Grasia, z których wynika, że partia ta czyniła intensywne i niestety skuteczne zabiegi, nie wyłączając z tych zabiegów kanclerz Niemiec Angeli Merkel, by wymienić redaktora naczelnego największego dziennika w Polsce. Panowie z Platformy doszli do wniosku, że nie podoba im się krytyka PO i samego Donalda Tuska. Naczelny został wymieniony. To zresztą niejedyny przykład - wcześniej ten sam polityk, rzecznik rządu, przy śmietniku na warszawskim osiedlu ustalał wymianę redaktora naczelnego innej z gazet. Już kiedyś z tej mównicy to zabrzmiało: Nic nie wiecie o wolności słowa. Wstydu nie macie.
Ten projekt zmian w mediach publicznych idzie kompletnie w poprzek takiego sposobu myślenia, jaki prezentowali dotąd rządzący. Nie chodzi o zmianę obsady kierownictwa, nie chodzi o przekierowanie propagandy. Musimy odbudować status mediów publicznych, ale też odbudować debatę, mówimy bowiem o telewizji i radiu jako o dobru wspólnym, które ma służyć wszystkim Polakom, ma służyć wspólnocie. Stąd też zmiana już w samym określaniu tych mediów. Nie media publiczne, boście je państwo, to określenie, skompromitowali. Można powiedzieć za Janem Krzysztofem Kelusem: ˝bo ktoś splugawił słowa
odżyją może kiedyś, nabiorą nowych znaczeń˝. Tworzymy zatem media narodowe. Po raz pierwszy w historii mediów publicznych staną się one całkowicie niezależne od rządu w sensie personalnym i finansowym. Nie przewiduje się przy formowaniu władz mediów, ale też wyznaczaniu kwot, jakimi będą finansowane, żadnej roli dla rządu i jego ministrów. Media narodowe będą podporządkowane Radzie Mediów Narodowych. W radzie będzie zagwarantowane miejsce dla przedstawiciela opozycji. Jej głos w sprawie mediów będzie więc słyszalny, jej przedstawiciel będzie miał wgląd w każdy aspekt funkcjonowania tych mediów. Ale powstaną też społeczne rady programowe mediów narodowych. Dziś w radach programowych zasiadają politycy - a jakże, w wybranej pod rządami Platformy Obywatelskiej radzie programowej szefową jest pani poseł z Platformy.
Inny sposób myślenia tym ludziom w ogóle nie przychodził do głowy.
Otóż zgodnie z naszym projektem w radach programowych mają zasiadać nie politycy, ale przedstawiciele widzów i słuchaczy
także organizacji twórczych, społecznych i związków zawodowych. Społeczne rady programowe będą miały też realny wpływ na to, co dzieje się na antenie - będą oceniały realizację misji i będą mogły występować z wnioskami personalnymi. Będą też rozliczać sposób wydawania pieniędzy w mediach narodowych.
Powtarzam: ten projekt oddaje media publiczne Polakom. Do tej pory układ III RP, postkomunistyczny establishment usiłował kontrolować to, co dzieje się w głównym nurcie medialnym. Po wejściu w życie tej ustawy nieodwołalnie straci na to monopol. To szansa na normalną debatę, pluralizm. Nie będzie cenzury takiej jak ta, która zabroniła dziennikarzom Telewizji Polskiej transmitować przesłuchania lub nawet zrobić relacji z przesłuchania prezydenta Bronisława Komorowskiego przed sądem w sprawie jego relacji z WSI. To po prostu nie będzie możliwe. Gdy będą działy się rzeczy ważne dla Polaków, dla ich historii, tożsamości i teraźniejszości, nie będą one ignorowane. Tak jak nie zignorowano pogrzebu płk. Zygmunta Szendzielarza ˝Łupaszki˝, wielkiego polskiego bohatera, na którego pogrzeb przyszło kilkadziesiąt tysięcy Polaków - TVP była jedyną stacją, która transmitowała to ważne wydarzenie. Tak jak nowe władze Telewizji Polskiej nie zignorowały możliwości uzyskania praw do transmisji meczów naszej piłkarskiej reprezentacji w kolejnych europejskich i światowych rozgrywkach.
Tak, media narodowe będą służyć Polakom i będą pod ich kontrolą. Klub Prawa i Sprawiedliwości popiera skierowanie projektów ustaw do dalszych prac w komisji.
Panie Marszałku! Pani Premier! Przywołam pojęcie z natury rzeczy, z prawa wiecznego wypowiedziane, że ojczyzna jest to zbiorowy obowiązek.
To oczywiście Norwid. Cyprian Kamil Norwid.
W wydaniu rządów Platformy Obywatelskiej i PSL-u ojczyzna to wielkie zbiorowe żerowisko. W sieci symbolem tego stylu rządów jest złoty mercedes. Nazywają was dzisiaj na Twitterze partią złotego melona.
Chciałabym sprostować - były nie tylko mercedesy, były też i bety.
Szefowa PGNiG związana z politykami...
...PSL-u i Platformy Obywatelskiej miała do dyspozycji dwuletnie mercedesy klasy E, ale nie podobały jej się z jakiegoś powodu i zażądała beemki o wartości 457 tys. zł. Oczywiście dostała. Wiedzą państwo, jaki był komunikat prasowy tej państwowej publicznej spółki?
Bardzo dziękuję, pani poseł.
Użytkowany wcześniej samochód służbowy w warunkach pogodowych...
Pani poseł, bardzo dziękuję,
...zimowych nie pozwalał na bezpieczeństwo.
Wstydu nie macie.
Pani Marszałek! Wysoki Sejmie! W przyszłym roku, jak już tutaj padło na tej sali, mija 160 lat od urodzin Józefa Konrada Korzeniowskiego, znanego w świecie jako Joseph Conrad, jednego z największych pisarzy piszących w języku angielskim. Autor ˝Lorda Jima˝, ˝Tajfunu˝, ˝Nostromo˝ czytany jest jako pisarz marynistyczny, ale też jako twórca, który znakomicie przewidział problemy moralne XX w. To on w ˝Jądrze ciemności˝ opisał w istocie faszyzm, a w ˝Tajnym agencie˝ skalę i tępą przemoc terroryzmu. W każdej jego powieści czy opowiadaniu w centrum rozważań jest postawa etyczna - honor, wierność zasadom lub upadek wynikający z ich niedochowania. Jego nazwisko zna, także dzięki adaptacjom filmowym, cały zachodni świat.
˝Czasami, gdy w portowym jakim barze siedzę,
Przez wszystkie przypomnienia i przygód mych wiedzę,
Przez barwy kobiet - przez nie jako przez sztachety
Majaczy morza kolor, zapach i sekrety -
Przez wszystkie w słońcu znane wyspy i zatoki,
Wszystkie łąki Albionu, mgły, maszty, obłoki,
Wspominam dnie - gdy ojciec gryzł z żalu paznokcie
Do Żytomierza tęskniąc w śnieżystej Wołogdzie˝.
Iwaszkiewicz miał rację. To był w istocie najważniejszy rys tego pisarza. Wyrastał z powstania styczniowego. Joseph Conrad to syn Apollo Korzeniowskiego i Eweliny z Bobrowskich, zaangażowanych w przygotowania do powstania styczniowego, zesłanych do Wołogdy na Syberię, gdzie mały Konrad, 4-letni, pojechał oczywiście z nimi.
Pierwszy znany powszechnie rękopis Konrada to tekst napisany ręką kilkuletniego chłopca na odwrocie zdjęcia zrobionego mu na zesłaniu: ˝Kochanej Babuni, która mi pomogła biednemu tatkowi ciastka do więzienia posyłać, wnuczek, Polak-katolik i szlachcic Konrad˝. Cóż innego mógł napisać syn takich rodziców, niezłomnych w walce o polskość, i siostrzeniec Stefana Bobrowskiego, pierwszego przywódcy rządu narodowego w czasie powstania styczniowego?
Mama zmarła na zesłaniu, ojciec zwolniony z zesłania już śmiertelnie chory wkrótce później. Moskiewska barbarzyńska przemoc zniszczyła świat polskiej patriotycznej inteligencji z mocą i konsekwencją. Młodziutki, nastoletni Korzeniowski wyjeżdża. Grozi mu jako poddanemu rosyjskiemu wcielenie na wiele lat do wojska. Zostaje marynarzem, pływa najpierw na statkach francuskich, potem angielskich. Po 20 latach przygód osiada w Anglii, zostaje pisarzem.
Krytycy zachwycają się jego konstrukcją zdań, budową fabuły. On sam mówi tak: ˝Angielscy krytycy - wszak istotnie jestem pisarzem angielskim - mówiąc o mnie, zawsze dodają, iż jest we mnie coś niezrozumiałego, niepojętego, nieuchwytnego. Wy jedni to nieuchwytne uchwycić możecie, niepojęte pojąć. To jest polskość˝ - mówił w wywiadzie udzielonym Marianowi Dąbrowskiemu dla ˝Tygodnika Ilustrowanego˝ w 1914 r.
Jeszcze minutkę, przepraszam.
Minutę to nie, pani poseł.
To pisarz wyrosły z pokolenia powstania styczniowego, jak Sienkiewicz, Rodziewiczówna czy Żeromski. Mówi nam: to, co nieuchwytne, uchwycić możecie wy jedni. Oto zadanie, jak słusznie zauważył jeden z najwybitniejszych znawców życia i twórczości Korzeniowskiego prof. Stefan Zabierowski, które postawił nam pisarz: głębszego, bo przez pryzmat polskości, odczytania jego twórczości. Opowiedzmy więc o Józefie Konradzie Korzeniowskim, o Josephie Conradzie, spadkobiercy...
Proszę kończyć, pani poseł.
...naszej tradycji rycerskiej, której wartości zaniósł światu.
Klub Prawa i Sprawiedliwości popiera uchwałę w sprawie ustanowienia roku 2017 Rokiem Josepha Conrada.
Panie Marszałku! Pani Premier! Wysoki Sejmie! Ja chciałam przedmiot tej naszej debaty troszeczkę też sprowadzić do takiego praktycznego wymiaru ewentualnego wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, jeśli chodzi o interesy Polaków na Wyspach. I chciałam zapytać o polskich studentów. W Wielkiej Brytanii studiuje spora grupa Polaków. Nic dziwnego, Wielka Brytania to jest to państwo w Europie, które ma chyba najwięcej uczelni mieszczących się w samej czołówce rankingu uczelni na świecie. I dobrze by było, żeby te prawa, które w tej chwili mają, czyli takie same opłaty za studia jak dla obywateli Wielkiej Brytanii, jakoś mogły zostać zachowane. I chciałabym się zapytać, czy istnieje taka możliwość, żebyśmy w rozmowach dwustronnych z Londynem uzyskali zapewnienie, że te same prawa dla tych studentów, którzy w tej chwili studiują, jak i tych, którzy będą chcieli podjąć studia w najbliższych latach, zostaną utrzymane.
Dziękuję bardzo.
