Dziękuję państwu.
Szanowny Panie Marszałku! Szanowni Posłowie! Jedną z największych wartości jest demokracja, czyli rządy większości, ale z poszanowaniem praw mniejszości. Gwarantem tego jest konstytucja, a gwarantem przestrzegania konstytucji w stanowieniu prawa jest Trybunał Konstytucyjny - konstrukcja Trybunału Konstytucyjnego jest pomyślana tak, żeby żadna z opcji politycznych nie miała zagwarantowanej w nim większości i nie mogła stanowić prawa niezgodnego z jej zasadami. Polacy mają mieć prawo do poczucia bezpieczeństwa, że ich prawa i wolności demokratyczne nie są zagrożone.
Czy państwo mają pewność, że warto w imię chwilowych, partyjnych interesów podkopywać ten fundament? Czy nie mają państwo poczucia wstydu, demontując demokrację i przesuwając już nie tylko granice dobrego obyczaju, jak w przypadku Komisji do Spraw Służb Specjalnych czy ułaskawienia Mariusza Kamińskiego, ale też granice prawa, niszcząc kolejne instytucje państwowe? Czy chociaż przez chwilę ugrupowanie, które w swojej nazwie ma prawo i sprawiedliwość, nie zawahało się, czy warto niszczyć dobry porządek prawny tylko dlatego, że ma większość, która może to zrobić? Co będzie następne? Skok na media publiczne, na samorządy?
Czy zamiast pakietu demokratycznego czekają nas pozory demokracji?
Dlaczego PiS chce zniszczyć ostatecznie Trybunał Konstytucyjny?
Naprawdę nie jest żadnym usprawiedliwieniem to, że Platforma poprzednio już zaczęła psuć Trybunał Konstytucyjny.
A teraz pytanie: Kto teraz wiarygodnie oceni, na ile stanowione przez PiS prawo jest zgodne z konstytucją, jeżeli tak podkopiecie podstawy Trybunału Konstytucyjnego?
Szanowni Państwo! Wiedząc, że Trybunał Konstytucyjny orzeknie niezgodność z prawem ustawy przyjętej na poprzednim posiedzeniu, chcą państwo zawłaszczyć Trybunał Konstytucyjny w drodze uchwał, które nie mają żadnej wartości prawnej, ale stawiają Polaków przed faktem dokonanym. Sędziowie Trybunału Konstytucyjnego powinni zacząć swoją pracę w listopadzie. Nie zaczęli tylko dlatego, że prezydent Duda nie odebrał od nich ślubowania, stosując prawo weta, którego nie ma w polskiej konstytucji. Nie ma prezydent prawa weta w stosunku do sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Gdzie w polskiej konstytucji jest prawo weta dla prezydenta? Co by się stało, gdyby marszałek Sejmu nie zwołał Zgromadzenia Narodowego i nie odebrał ślubowania od prezydenta Dudy? Czy nie postawilibyście go przed Trybunałem Stanu?
Czy uniemożliwienie pracy sędziom Trybunału Konstytucyjnego nie jest złamaniem ich immunitetu, ich prawa nieodwoływalności? Łamią państwo konstytucję, nie mając żadnego wstydu
, robią to w nocy po to, żeby Polacy tego nie widzieli.
Dzień dobry państwu.
Ostatnie zapowiedzi pani minister dotyczące zmiany wieku obowiązkowej edukacji spowodowały szeroki niepokój zarówno wśród nauczycieli, jak i rodziców, szczególnie rodziców młodszych dzieci. Dlatego chciałabym zadać pytanie dotyczące głównie sposobu organizacji tego przejścia.
Po pierwsze, obecnie jest zasada, że dla wszystkich czterolatków musi być miejsce w przedszkolach gminnych. Chciałam się dowiedzieć, czy po realizacji, po cofnięciu do zerówek przedszkolnych dzieci 6-letnich będzie w dalszym ciągu obowiązek zapewnienia opieki przedszkolnej dla wszystkich czterolatków.
Po drugie, jeżeli w czasie roku szkolnego rodzice będą mogli odesłać dziecko z I klasy do przedszkola, to skąd się wezmą dla takich dzieci miejsca w tych przedszkolach? Czy wiemy już w tej chwili, ile w dużych miastach zabraknie miejsc dla trzylatków, jeżeli sześciolatki wrócą do klas przedszkolnych?
Następne pytanie. Ponieważ wiadomo, że w tym roku tylko 21% dzieci 6-letnich nie poszło do I klasy, chciałam się zapytać, co będzie, jeżeli w gminie nie będzie wystarczająco dużo dzieci do utworzenia chociażby jednaj klasy I? Czy te dzieci będą dowożone do innej gminy przez cały okres edukacji, czyli do VI klasy? Będzie się to wiązać zarówno z dojazdami, jak i niewygodą rodziców.
Następna rzecz. Mówi się o zmianie w przedszkolach podstawy programowej, żeby obejmowała czytanie. Czy mamy jakiekolwiek podręczniki do takiej podstawy programowej i czy do 1 września ministerstwo zdąży wprowadzić takie podręczniki? Co będzie, jeżeli w jednej klasie znajdą się - jak je uczyć, ponieważ będzie mało tych klas - prawdopodobnie dzieci 6-letnie i 7-letnie po zerówce oraz dzieci 7-letnie powtarzające klasę, które rodzice mogą cofnąć do pierwszej klasy. Jak wyobrażamy sobie organizację pracy w takiej klasie?
Ostatnie pytanie, nie będziemy praktycznie mieć klas pierwszych w przyszłym roku, bo mówię
, 1/5 dzieci nie poszła, w związku z tym co się stanie z nauczycielami, którzy pracowali w tych szkołach, i jak odtworzymy tę bazę nauczycieli, kiedy dla nich tak naprawdę nie będzie pracy przez najbliższe trzy lata, ponieważ jak nauczyciel zaczyna w pierwszej, to kontynuuje przez trzy kolejne lata pracę z tą klasą.
Ja może zadam pytanie już z ławy. Po pierwsze właśnie, jeśli chodzi o tę podstawę programową, to interesuje mnie ona zarówno dla tych sześciolatków, czyli dla zerówek, jak i dla tych klas pierwszych, które mamy w tej chwili. Chodzi o podstawę programową, podręczniki dla sześciolatków, natomiast mają się z nich uczyć siedmiolatki. W związku z tym chodzi o ten problem, o to, że siedmiolatki będą się uczyć z podstawy przygotowanej dla sześciolatków.
Była też kwestia związana z tym, że w różnych terenach Polski różnie rozkładała się ta liczba dzieci idących do klas pierwszych w wieku lat sześciu. Są więc takie gminy, gdzie naprawdę to jest kilka procent dzieci, np. 10%, które nie poszły. I o takie dzieci się pytałam. Co będzie, jeżeli nie będzie żadnej klasy w danej gminie, czy dziecko będzie dowożone? To było właśnie treścią mojego pytania.
I pytałam się też o miejsca w przedszkolach dla dzieci 3-letnich, co jest według mnie bardzo ważne, bo ważne jest, żeby rodzice mieli zapewnioną opiekę nad tymi najmłodszymi dziećmi. A wydaje się, że te starsze dzieci po prostu wypchną te młodsze z przedszkoli.
Tak, nie uzyskałam w ogóle odpowiedzi dotyczącej nauczycieli, to znaczy kwestii tego odtworzenia, ponieważ jeżeli nauczyciel nie dostanie teraz pierwszej klasy, to realnie rzecz biorąc, on nie dostanie jej również przez najbliższe trzy lata.
Druga sprawa, pani minister wyraźnie deklarowała, że chodzi o zachowanie dzieci w warunkach przedszkolnych w przedszkolach, czyli w atmosferze dużo dla nich lepszej, oswojonej itd. Tu pani mówi o oddziałach przedszkolnych w szkołach, co właściwie niewiele by się różniło od nauki sześciolatków w szkołach. Tak więc ja nie rozumiem, tu jest jakaś sprzeczność między tym, co deklaruje pani minister, a pani zapowiada.
Szanowny Panie Marszałku! Szanowni Posłowie! Przy tak przyspieszonym trybie powoływania sędziów Trybunału Konstytucyjnego istnieje spore ryzyko pomyłki lub błędnej oceny przydatności kandydata. Nie mieliśmy możliwości na Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka ocenić, czy są to ludzie nieskazitelnego charakteru i wyróżniającej się wiedzy prawniczej. Pierwszy raz uniemożliwiono zadanie jakichkolwiek pytań kandydatom.
Czy w przypadku, gdyby okazało się, że osoba wskazana jako kandydat na sędziego trybunału, a następnie wybrana na to stanowisko, nie spełnia wymagań dotyczących pełnienia swojej funkcji, przewiduje się możliwość skorzystania z trybu uchwał takich jak podjęte 25 listopada 2015 r.? Chodzi o uchwały w sprawie stwierdzenia braku mocy prawnej uchwał w sprawie wyboru sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Można przyjąć, że taki przyspieszony tryb procedowania oznacza wadę prawną w procedowaniu. Nasze procedowanie przypomina sądy 24-godzinne
, a nie obrady Sejmu.
I powiem szczerze, że mam wątpliwości co do...
...tego nieskazitelnego charakteru, jeśli kandydat zdecydował się na udział w takiej hucpie. Dziękuję.
Panie Marszałku! Panie i Panowie Posłowie! Nigdy w Polsce nie było ograniczenia i braku wyboru, jeżeli ktoś chciał pracować dłużej na emeryturze. Mimo to większość Polaków idzie na emeryturę w dniu nabycia praw emerytalnych. To najczęściej nie pracownik, ale pracodawca decyduje o momencie, w którym pracownik idzie na emeryturę. Wynika to z faktu, że taki pracownik często jest droższy, czasem mniej sprawny, czasem po prostu można znaleźć młodego za najniższą krajową. Jeżeli będzie potrzebna redukcja zatrudnienia, na przykład w związku z tym, że nie będziemy mieli jednego rocznika sześciolatków, siedmiolatków w szkole podstawowej, to w pierwszej kolejności pracę, po wejściu tej ustawy, stracą nauczycielki 60+, dlatego że one nie będą miały w tym momencie wieku ochronnego. Wiek ochronny to cztery lata przed 60. rokiem życia i kończy się on w momencie nabycia praw do emerytury. Przypomnijmy, emerytura zależy od dwóch czynników. Jednym z tych czynników jest ilość zebranych przez nas składek, które są związane z naszym czasem pracy. Drugim czynnikiem jest tzw. czynnik aktuarialny. Czynnik aktuarialny to jest przewidywany czas życia na emeryturze. Kobiety żyją dłużej, w związku z tym więcej czasu spędzają na emeryturze, więc ich emerytury są niższe również ze względu na ten czynnik aktuarialny. Oznacza to, że 40% obecnych czterdziestolatek lub kobiet młodszych będzie miało tę emeryturę w wysokości 1/5 średniej krajowej. Oznacza to kwotę
, która nie wystarcza na przeżycie. Moje pytanie: Co zamierza uczynić prezydent, by zapobiec wzrostowi ubóstwa wśród przyszłych emerytów? Czy przewidujemy na to jakieś specjalne środki z pomocy społecznej?
Szanowni Państwo! Jeżeli patrzymy na tę ustawę, to trudno się oprzeć wrażeniu, że ona abstrahuje od pojęcia wolności i równości na rynku. Mamy sytuację, w której są równi i równiejsi. Granica 4 mld zł nałożona jako graniczna, jeśli chodzi o aktywa, powyżej której płaci się ten podatek, jednoznacznie wskazuje, że podatkiem tym ma być objęta większość banków, również polskie banki, nie tylko zagraniczne, jak się mówi, ale nie będzie objęta większość SKOK-ów, tylko, jak wiemy, jeden SKOK zostanie nim objęty. Rodzi się pytanie, dlaczego zadecydowano o tej granicy i czy nie wygląda to na działanie na rzecz jednego podmiotu, jednego typu podmiotów na rynku, jakimi są SKOK-i.
Pamiętajmy, że w wyniku tych działań niektóre polskie banki, jak np. Getin, który ma dużą część aktywów, ucierpią, w wyniku czego, można powiedzieć, polski sektor bankowy będzie słabszy niż był dotychczas. W związku z tym rodzą się dwa pytania. Pierwsze pytanie: Czym kierowali się projektodawcy, decydując o granicy 2 mld zł?
4 mld zł. Czy decydowały warunki obiektywne, czy jednak nachylenie trochę pola w kierunku SKOK-ów? I drugie pytanie: Czy nie warto w sytuacji, w której osłabiamy sektor bankowy, pomyśleć o tym, żeby te środki kierować na fundusz stabilizacyjny, który umożliwi nam w przyszłości reagowanie na takie sytuacje jak obecnie z frankowiczami i umożliwi nam ratowanie polskiego sektora bankowego przed sytuacją grecką, i czy warto na pewno tak ryzykować, że nasze banki będą w coraz to gorszej sytuacji finansowej?
Szanowni Państwo! Posłowie! Panie Marszałku! Po raz kolejny proponuje się nam procedowanie w trybie przyspieszonym. Po raz kolejny nie mogliśmy się doczekać na opinię Krajowej Rady Sądowniczej, która ma w ustawie o Krajowej Radzie Sądowniczej zapis o możliwości opiniowania tego typu ustaw. Opinie Sądu Najwyższego otrzymaliśmy dzisiaj, już w czasie posiedzenia Sejmu. Brak opinii tak ważnych gremiów oznacza, że państwo tak naprawdę nie liczą się z niczyimi opiniami prawnymi. Dlaczego uzurpują sobie państwo prawo do wszechwiedzy i braku jakichkolwiek konsultacji prawnych już na etapie tworzenia projektów? Czy za wszystkie opinie prawne ma nam wystarczyć uzasadnienie, że celem projektu jest dopasowanie rozwiązań prawnych do zamierzeń programowych większości parlamentarnej? Idąc tym tropem, wszystko dopasujemy niedługo do potrzeb większości parlamentarnej.
Proszę przeczytać sobie to w uzasadnieniu.
Czy o to chodzi przy stanowieniu prawa? Czy prawo ustrojowo tworzy się na potrzeby konkretnego ugrupowania? Bo mnie się wydawało, że zawsze tworzy się je dla nas, dla przyszłych pokoleń.
A przy okazji, proszę państwa, proponujemy Przemyśl, Suwałki. To ja sobie pozwolę na małą prywatę. Uważam, że świetną propozycją jest Łódź. Przynajmniej mamy autostradę, w związku z czym jest szansa, że członkowie parlamentu dojeżdżający na posiedzenia Trybunału Konstytucyjnego - bo przypominam państwu, że bardzo często są oni uczestnikami Trybunału Konstytucyjnego - dojadą trochę szybciej niż do Przemyśla.
Panie Posłanki! Panowie Posłowie! Wprowadzając do tej ustawy brak vacatio legis, mieli państwo, to nie ulega żadnej wątpliwości, jeden zamiar - ten, żeby Trybunał Konstytucyjny nie mógł sprawdzić zgodności tej ustawy z konstytucją. Wydaje się jednak, że mogli państwo zaproponować lepsze rozwiązanie.
Chciałam zapytać, dlaczego państwo nie zaproponowali, żeby ta ustawa weszła w życie z początkiem grudnia, czyli miesiąc temu.
Chciałam zauważyć, że takie rozwiązanie byłoby bardzo dobre, ponieważ rozwiązałoby dwa państwa problemy: nierealizowane orzeczenia z 3 i 9 grudnia. W związku z tym chciałam się dowiedzieć, co kierowało państwem, gdy decydowaliście o tym, że mamy zerowy, a nie minus 1 miesiąc czas wejścia ustawy w życie.
Pani Minister! Panie i Panowie Posłowie! Trudno mi się oprzeć wrażeniu, że ten projekt, podobnie jak wiele innych, jest projektem pisanym na kolanie, pisanym znowu przez grupę posłów, pisanym po to, żeby przyspieszyć pewne rzeczy, które przyspieszane być nie powinny. Uważam, że edukacja jest jednym z takich działów, o których trzeba rozmawiać spokojnie, ponieważ rodzą one bardzo długofalowe skutki. Dlatego źle się stało, że ten projekt, który liczy 35 stron, już na etapie pierwszego czytania musiał być wyposażony w 14 stron poprawek przygotowanych przez wnioskodawców. Świadczy to jak najgorzej o jego jakości.
Również niepokojący jest fakt, że to jest kolejny projekt, który obył się bez konsultacji społecznych. Proszę państwa, opinie, które dotarły do nas, są jak najgorsze. Zarówno stanowisko Związku Powiatów Polskich, jak i opinia napisana w postaci listu otwartego do pani minister Zalewskiej Komitetu Nauk Pedagogicznych Polskiej Akademii Nauk pokazują, że nie jest to dobry kierunek zmian, ten który proponuje ta ustawa.
Pokazują, że cofamy się zamiast iść do przodu. Jeżeli państwo traktują jedną grupę rodziców, jaką są rodzice reprezentowani przez fundację ˝Ratuj maluchy˝, jako reprezentatywną dla całego społeczeństwa, to niedobrze. Pamiętajmy, że nasi wyborcy to nie są wszyscy obywatele w tym kraju. Pamiętajmy, że w tym społeczeństwie są różne opinie i że warto słuchać opinii różnych środowisk.
Chciałam zauważyć, że brak szacunku dla opinii np. gremiów naukowych jest charakterystyczny dla państwa ugrupowania, o czym najlepiej świadczy to, jak potraktowali państwo wszystkie opinie prawne dotyczące Trybunału Konstytucyjnego.
PiS uwielbia też podkreślać kwestię lekceważenia dla inicjatyw społecznych. Natomiast tak samo dokładnie państwo potraktowali społeczeństwo, odrzucając wniosek o wysłuchanie publiczne. Odrzucenie wniosku o wysłuchanie publiczne nie jest niczym innym, jak tylko lekceważeniem opinii społeczeństwa.
Teraz o wadach merytorycznych projektu. Po pierwsze, chciałam powiedzieć, że z radością przyjęłam przedstawioną tutaj przez reprezentanta PiS informację, że wpłynie poprawka dotycząca zrównania sytuacji rodziców uczniów, którzy mają sześć lat...
...w przyszłym roku, że wszyscy oni, jeżeli wcześniej korzystali z opieki przedszkolnej, nie będą musieli zasięgać opinii pedagogiczno-psychologicznej. Jest to bardzo ważna zmiana, dlatego że to było właśnie zaprzeczeniem tego, co moglibyśmy nazwać wyborem rodziców. W związku z tym cieszę się i dziękuję za tę zmianę. W tej sytuacji mogę wycofać jedną z poprawek mniejszości, którą zaproponowaliśmy.
Natomiast, co uważam za jawne błędy tej ustawy. Pierwszy to ten, że dzieci 5-letnie przestają być objęte obowiązkową edukacją. Dotychczas jednym z największych plusów poprzedniej zmiany było to, że dzieci 5-letnie też wchodziły już do systemu edukacyjnego. Przypomnę państwu, że wszystkie badania światowe wskazują, że im wcześniej dziecko trafi do systemu edukacyjnego, tym większe czyni postępy i tym lepiej znajduje się w przyszłości zarówno na rynku edukacyjnym, jak i na rynku pracy.
Tak, tak jest. Natomiast te badania, o których pan mówił...
Natomiast te badania, o których pan mówił - o porównywaniu sześcio- i siedmiolatków - nie mają sensu. Warto porównywać sześciolatki uczestniczące w edukacji przedszkolnej z tymi sześciolatkami, które korzystają z edukacji szkolnej.
To porównanie ma sens, a ono pokazuje wyraźnie, że te sześciolatki, które korzystają z edukacji szkolnej, uzyskują dużo lepsze wyniki. A jeżeli się odnosimy do Finlandii, to trzeba zobaczyć, jak wygląda u nich etap edukacji przedszkolnej...
...jak dużo dzieci uczestniczy w niej i jakie postępy czynią już na tym etapie.
Dodatkowym błędem tej ustawy jest pośpiech, w jakim ona jest wprowadzana, to, że nie mamy badań dotyczących tego, jak wiele trzylatków nie znajdzie opieki przedszkolnej, jak wielu rodziców będzie musiało korzystać z prywatnej opieki przedszkolnej zamiast korzystać z publicznych przedszkoli. W większych miastach - Wrocławiu, Warszawie - już w tym roku był z tym problem, w przyszłym roku, kiedy wrócą sześciolatki do przedszkoli, będzie on tylko narastał.
Zmianą, która jest negowana przez wszystkich, jest wprowadzenie zasady, że dzieci siedmioletnie, których rodzice o to wystąpią do 31 marca, będą mogły zostać na drugi rok w pierwszej klasie. Ta zmiana nie broni się, nikt nie broni tej zmiany. Wszyscy psychologowie, wszyscy pedagodzy uważają, że to jest zarówno...
...bardzo zły sygnał dla tych dzieci, oznaczający pierwszą porażkę szkolną, jak i kłopot organizacyjny dla szkoły, która nie za bardzo wie, co ma z takimi dziećmi robić od 1 kwietnia do 31 czerwca.
Poprzednia koalicja popełniła przy posyłaniu sześciolatków do szkół mnóstwo błędów. Przede wszystkim nie przekonała opinii społecznej. To jest największy błąd, który popełniła. Następnym błędem było wprowadzanie tego w postaci posłania półtora rocznika dzieci w dwóch kolejnych latach, przez co zabrakło miejsc w świetlicach, bardzo często klasy są przeładowane, ale przynajmniej szkoły...
Tak więc mamy pracę na dwie zmiany.
Pani poseł, skończył się czas.
Ale zamiast burzyć, warto rozmawiać o tym, jak poprawić, jak zrobić polską szkołę lepszą. Zacietrzewienie i chęć zmiany...
Pani poseł, skończył się pani czas.
... dla zmiany nie jest niczym dobrym. Nigdy działanie w ramach populizmu i zapewniania swoich wyborców o realizacji celów nie będzie najlepszą, dobrą zmianą dla Polski.
Proszę o...
Dlatego my jesteśmy przeciwni tej zmianie.
Lubnauer - to się czyta, jak się pisze, dokładnie.
Przepraszam.
Szanowni Państwo! Chciałam zadać pytanie jakby niezwiązane z wcześniejszym moim wystąpieniem, ale też związane z tą reformą. Chciałam spytać o program darmowych podręczników. Jak wiemy, to kosztowało kilkaset milionów złotych z budżetu państwa i różnie można oceniać te podręczniki...
...aczkolwiek jest dzisiaj raport NIK, właśnie dzisiaj wpłynął, który stawia dość wysokie oceny tym podręcznikom. Nauczyciele pozytywnie oceniają sposób pracy z nimi. Właściwie poza I klasą, gdzie są duże uwagi do matematycznej części, podręczniki są ocenione pozytywnie. Jeszcze nie wiadomo co prawda, jak wygląda podręcznik do III klasy, ale on też powstanie, bo musi, ze względu na to, że za moment będziemy mieli trzecioklasistów od 1 września w szkole. To jest kilkaset milionów złotych. Chciałam spytać: Co z tym programem? Bo rozumiem, że ta zmiana niesie ze sobą konieczność zmiany programów i zmiany, co za tym idzie, podręczników szkolnych. Tych podręczników jeszcze nie ma. W najbliższym roku po prostu uczniowie będą pracować w oparciu o te podręczniki, które są, ale co w kolejnych latach?
Ile to będzie nas kosztowało?
Szanowni Państwo! Nigdy działanie w ramach populizmu i realizowania pustych obietnic wyborczych nie było dobrym pomysłem. Proponowana przez państwa reforma nie jest dobrą zmianą dla Polski. Ma na celu pokazanie, że państwo szybko, chociaż niekoniecznie dobrze, realizują program zapowiedziany w wyborach. Jest to realizacja kosztem przyszłości polskich dzieci. Czy nie rozważali państwo możliwości odłożenia tej dobrej zmiany o rok, rozłożenia w tym celu, żeby wprowadzić nowe programy, nowe podręczniki, przygotować przedszkola do znalezienia miejsca dla dzieci 3-letnich? Czy nie zastanawiali się państwo, że warto przeprowadzić szeroką debatę publiczną na temat tego, jak powinna w przyszłości wyglądać polska edukacja? Czy nie warto czasami wstrzymać się w tym biegu i zrobić tylko jeden ruch - dać wybór rodzicom dzieci 6-letnich, żeby nie musieli, jeżeli tego nie chcą, wysłać dzieci do szkoły?
Szanowni Panie i Panowie Posłowie! Vacatio legis to czas przewidziany na zapoznanie się i dostosowanie się do nowych ustaw. Standardowym, przyjętym w ramach ustawy czasem vacatio legis jest 14 dni. Tutaj chciałam wyjaśnić, że w ważnych dla interesu państwa sytuacjach można ten czas vacatio legis skrócić do zera dni.
Natomiast chciałam wyjaśnić jedną rzecz. Mimo że PiS tak myśli, to nie jest tak, że państwo to my, czyli to nie PiS jest całym państwem. Głosowało na państwa 5,7 mln Polaków, ale to nie są wszyscy Polacy.
W związku z tym chciałam się spytać: W czyim interesie poza PiS-em przebierającym nogami, żeby się jak najszybciej dostać do władzy w mediach publicznych, jest to, żeby czas vacatio legis, żeby czas vacatio legis w przypadku tej ustawy wynosił zero dni?
Panie i Panowie Posłowie! Ta ustawa jest tak zła, że tak naprawdę powinniśmy tu spędzić cały miesiąc, mówiąc, co w niej jest nieprawidłowego, ale chciałam się spytać tylko o jedną rzecz. W ustawie jest napisane, że w sytuacjach, w których jest to istotne dla bezpieczeństwa państwa i jego prawidłowego funkcjonowania, prokurator, i to nie prokurator prowadzący sprawę, ale każdy prokurator nadrzędny, ma prawo informować, przekazywać informację ze śledztwa nie tylko organom władzy publicznej, ale też w szczególnie uzasadnionych wypadkach innym osobom. Jakie inne osoby mają państwo na myśli? Czy tymi innymi osobami mają być dziennikarze, którzy mają piętnować pewne zachowania, np. u opozycji, u przeciwników politycznych? Czy tymi innymi osobami mają być przedstawiciele partii rządzącej w osobie pana prezesa? Kto ma prawo informować o rzeczach, które się dzieją w prokuraturze, tylko dla swojego interesu partyjnego?
Proszę państwa, przypomnę jeszcze raz. Interes państwowy niekoniecznie musi oznaczać
interes partii PiS.
Panie i Panowie Posłowie! Tak naprawdę jestem zainteresowana głównie tą częścią budżetu, która dotyczy edukacji. Interesują mnie dwie rzeczy. Po pierwsze, już w komisji zadawaliśmy pytanie dotyczące jakichkolwiek symulacji dotyczących kosztów wprowadzenia reformy dotyczącej sześciolatków i siedmiolatków. Dokładnie chodzi o to, że wraz z tą reformą oczywiście zmniejszy się obciążenie dla samorządów wynikające z przyjęcia siedmiolatków do pierwszych klas, ale równocześnie zwiększy się obciążenie wynikające z faktu, że zabraknie miejsc w przedszkolach dla dzieci 3-letnich. W budżecie przewidziana jest kwota w rezerwie celowej na zwiększenie dostępności przedszkoli. Jednak kwota ta, 1670 mln, jest w tym roku taka sama jak w roku ubiegłym. W jednej z poprawek, w poprawce, którą złożyłam, przewidziane jest zwiększenie tej kwoty. Chciałam się spytać, czy nie widzą państwo potrzeby zwiększenia tej kwoty ze względu na możliwość zapewnienia miejsc dla dzieci 3-letnich np. w przedszkolach prywatnych. To jest jedna kwestia.
Druga kwestia dotyczy tego, że w budżecie nie ma nigdzie przewidzianych środków na stworzenie nowych podręczników, tego tzw. programu bezpłatnych podręczników, bo przypomnę państwu, że te podręczniki, które mamy, uwzględniają w pierwszej klasie dzieci 6-letnie, nie 7-letnie. W związku z tym w momencie, w którym obowiązkowa edukacja w klasie pierwszej obejmie dzieci 7-letnie, trzeba będzie stworzyć nowy program bezpłatnych podręczników. Czy gdziekolwiek w budżecie jest miejsce na takie środki, które moglibyśmy wydać na ten cel?
Panie i Panowie Posłowie! Moglibyśmy sfinansować 25 tys. pracowni biologicznych, chemicznych, przyrodniczych, fizycznych w szkołach co roku. Oznacza to 100 tys. pracowni w ciągu 4 lat. Moglibyśmy sfinansować dla ponad 500 tys. dzieci corocznie obiady w szkole przez cały rok szkolny. Myślę, że państwo wiele mówią o tym, o trosce, o niedojadających dzieciach w polskich rodzinach. Również w Parlamencie Europejskim stawała ta sprawa. Wierzę, że jest to dla państwa ważna sprawa. Moglibyśmy sfinansować wszystkim dzieciom dwie dodatkowe godziny języka angielskiego, tak żeby wyrównać szanse tych dzieci, których rodziców stać na te dwie dodatkowe godziny, i tych, których na nie nie stać. Ale możemy też spojrzeć rodzicom w oczy - a wiem, że dla państwa rozmowa z Polakami jest bardzo ważna - i powiedzieć: nie będzie tych obiadów w szkole, nie będzie pracowni i nie będzie dwóch dodatkowych lekcji języka angielskiego. Wydamy je na lekcje religii, tak jak robiliśmy to dotychczas. Bo co roku przeznaczamy na lekcje religii 1350 mln zł. Dla pełnej jasności: nieobowiązkowe lekcje religii w polskich szkołach odbywające się po lekcjach to dobry pomysł i warto to rozwiązanie zachować. Jest to rozwiązanie przyjazne dla rodziców i dla dzieci. Nie muszą wtedy chodzić do kościoła, do salek parafialnych, rodzice nie muszą ich prowadzać. Rodzice są bardzo w dzisiejszych czasach zapracowani, dlatego ważne jest dla nich to proste rozwiązanie.
Ale mamy wybór: albo pracownie biologiczne, chemiczne, dodatkowe lekcje języków, albo finansowanie obiadów dla dzieci, albo zamiast tego - finansowanie z budżetu dwóch lekcji religii tygodniowo w każdej klasie. Za chwilę zdecydują państwo, czego bardziej potrzebują polskie dzieci i jak rozumiecie nowoczesną edukację.
Wierzę, że zarówno dla państwa, jak i dla nas ten wybór jest oczywisty. Dlatego Nowoczesna jest przeciwna finansowaniu lekcji religii z budżetu państwa.
Pani minister, nie mówiłabym z takim lekceważeniem o 1350 mln, dlatego że to są całkiem duże pieniądze. Przypomnę państwu, że jeszcze dzisiaj rano mieli państwo problem z 200 mln, czyli znacznie mniejszą kwotą, na program 500+. Rozumiem, że to blokuje między innymi uruchomienie go już w I kwartale, mimo że inne ustawy udało się przepchnąć dużo szybciej.
Natomiast przypomnę państwu, że rząd nie ma swoich pieniędzy, ma pieniądze publiczne i powinien pochylać się z troską nad ich wydatkowaniem. Zauważmy również, że może nie ma w tej chwili kłopotu z obiadami dla dzieci, chociaż zauważyłam, że o tym mówiła wiele pani premier Szydło w Parlamencie Europejskim, zwracając uwagę, jak dzieci polskie głodują, ale niewątpliwie w polskich szkołach brakuje pracowni chemicznych, biologicznych i fizycznych.
Nie zauważyłam w budżecie państwa na przyszły rok żadnych pieniędzy przeznaczonych na ten cel. W związku z tym, jak widać, nie ma wolnych pieniędzy, które moglibyśmy przeznaczyć na takie działania.
Panie i Panowie Posłowie! Kiedy patrzymy na tę ustawę, to nie mamy żadnych wątpliwości, że chodzi o wychowanie sobie wiernych, poddanych, dyspozycyjnych prokuratorów. Służy temu wiele działań, m.in. system nagród, ale również szybkich awansów.
Jeżeli spojrzymy na to historycznie, to widać, że te działania były już w 2007 r. testowane. W 2007 r. udało się wprowadzić taką szybką drogę awansu, która skończyła się tym, że w ostatnich tygodniach urzędowania Zbigniewa Ziobry zostało mianowanych w szybkim trybie 15 prokuratorów, awansowanych 15 prokuratorów, m.in. prokuratorzy rozstrzygający w sprawach bardzo wątpliwych, jak kwestia mafii paliwowej, która wiemy, czym się skończyła, prokurator dostał szybki awans, także prokurator, który aresztował kobietę w zaawansowanej ciąży i nie dopuścił do jej aresztu rzecznika praw obywatelskich. Czy możemy oczekiwać, że po przyjęciu tej ustawy wrócą czasy z 2005 r. i 2007 r., te metody...
...a może nawet będą takie same
skutki, jakie przyniosła tamta zmiana?
Panie i Panowie Posłowie! Moja poprawka dotyczy zwiększenia o 350 mln zł - z kwoty 1670 mln do kwoty ponad 2 mld zł - środków na zapewnienie opieki przedszkolnej, na zwiększenie dostępu do opieki przedszkolnej. Ze względu na reformę, obowiązkowe przejście 7-latków do szkoły, prawdopodobnie będzie w tym roku problem z dostępnością przedszkoli dla dzieci 3-letnich. Ten problem prawdopodobnie ma charakter przejściowy ze względu na to, że w przyszłych latach mamy niż i prawdopodobnie nie będzie już takiego problemu. Jednak w tym roku warto by zapewnić miejsca chociażby w przedszkolach prywatnych.
Dlatego chciałabym zadać pytanie: Czy nie warto zastanowić się nad tym, czy można w jakiś sposób zapewnić rodzicom miejsca w przedszkolach również dla dzieci 3-letnich? Zwrócę uwagę, że często ministerstwo mówi o tym, że mamy w Polsce 50 tys. wolnych miejsc w przedszkolach.
Tylko że trudno zaproponować dziecku z Łodzi wizytę w przedszkolu w Olsztynie.
Szanowni Państwo! W imieniu dwóch klubów, jednego poselskiego i jednego parlamentarnego, Nowoczesnej oraz PSL-u, mam zaszczyt zaprezentować pana prof. Stanisława Gomułkę jako kandydata do Rady Polityki Pieniężnej. Pan Stanisław Gomułka jest osobą szeroko znaną, w związku z tym pozwolę sobie dość skrótowo przedstawić jego sylwetkę.
Pan prof. Gomułka ukończył fizykę na Uniwersytecie Warszawskim w 1962 r., ale już 4 lata później obronił doktorat z ekonomii u prof. Michała Kaleckiego. W 1970 r. rozpoczął pracę w London School of Economics, gdzie wykładał do 2005 r. W tym czasie był też konsultantem Międzynarodowego Funduszu Walutowego, Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju, Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Komisji Europejskiej, a także wykładowcą na wielu uczelniach akademickich - w Danii, Holandii i Stanach Zjednoczonych. We wrześniu 1989 r. wrócił do Polski, by doradzać nowemu rządowi w przeprowadzeniu tzw. transformacji ustrojowej i gospodarczej. W latach 1989-1995 był także oficjalnym polskim negocjatorem z Międzynarodowym Funduszem Walutowym w sprawie wszystkich programów makroekonomicznych. Do 2002 r. doradzał kolejnym ministrom finansów oraz szefowej Narodowego Banku Polskiego. Profesor Stanisław Gomułka od 2002 r. pełnił funkcję głównego ekonomisty polskiej Grupy PZU, a obecnie jest głównym ekonomistą Business Centre Club. Większość jego badań naukowych i działalności dydaktycznej obejmuje dziedziny wzrostu gospodarczego, makroekonomii, ekonomii okresu ustrojowej transformacji i porównawczych systemów ekonomicznych. Na uznanie zasługuje również aktywność prof. Gomułki na polu organizacyjnym. Był członkiem wielu organizacji i towarzystw naukowych. Zasiadał m.in. w Radzie Naukowej Instytutu Spraw Publicznych, Radzie Integracji Europejskiej przy Prezesie Rady Ministrów, Radzie Naukowej CASE oraz Radzie Naukowej Instytutu Nauk Ekonomicznych Polskiej Akademii Nauk. Niewątpliwie jest to świetna kandydatura do Rady Polityki Pieniężnej.
Panie i Panowie Posłowie! Nie na darmo już pan Wilk cytował XIX-wiecznego polityka Tocqueville’a, który powiedział, że demokracja przetrwa do czasu, kiedy politycy zorientują się, że można kupować społeczeństwo...
...za publiczne pieniądze.
Czym jest program 500+, który proponuje Prawo i Sprawiedliwość? Jest niczym innym, jak kupowaniem głosów, swoich głosów w wyborach za publiczne pieniądze...
...za pieniądze z budżetu państwa. Tylko tak można traktować ten projekt.
Nie dziwi więc postawa Platformy Obywatelskiej, która nieodpowiedzialnie chce kupić jeszcze więcej głosów za jeszcze większe pieniądze.
Szybko się uczą, ścigają się w tej nieodpowiedzialności za państwo i za budżet.
Projekt 500+ jest projektem, który jest nieprzyzwoity.
Jest w nim szereg rozwiązań, które są po prostu nieprzyzwoite.
Prawo i Sprawiedliwość w swoim projekcie odbiera prawo...
...do 500 zł na dziecko samotnej matce, która ma 801 zł dochodu na osobę, w momencie, w którym - państwo powinni to wiedzieć - minimum socjalne w Polsce w przypadku rodziny 1+1 to jest od 860 zł do 938 zł na osobę, zależy to od wieku dziecka.
Od 860 do 938, w zależności od wieku dziecka.
Tak być nie może.
W projekcie, który ma wymiar czysto socjalny, nie można pominąć najsłabszych.
Równocześnie każdy z państwa, każdy poseł, który jest tu obecny na sali, jeżeli tylko ma dwójkę niepełnoletnich dzieci, otrzyma 500 zł na dziecko. Państwo, którzy są ludźmi o bardzo przyzwoitych dochodach. Czy to jest przyzwoite?
Gdy słyszę panią rzecznik Prawa i Sprawiedliwości, która proponuje samotnej kobiecie zarabiającej 801 zł na osobę, żeby wyszła za mąż i urodziła kolejne dzieci...
...to stwierdzam, że taka propozycja jest po prostu nieprzyzwoita. Inaczej jej nie można potraktować.
Nowoczesna proponuje zwiększyć liczbę jedynaków otrzymujących 500 zł. Wprowadźmy zasadę złotówka za złotówkę, tak żeby kobieta z dzieckiem, mająca po 820 zł na osobę, mogła dostać 480 zł na dziecko.
Nowoczesna złoży w komisji taką propozycję. Pamiętajmy, że pierwsze dziecko to też dziecko. To też jest inwestycja w przyszłość Polski, a państwo dużo mówili o tym, że program ma na celu inwestowanie w dzieci, inwestowanie w przyszłość.
Równocześnie PiS mówi do najlepiej zarabiających: nie bierzcie tych pieniędzy, to niemoralne. Jest coś nieprzyzwoitego w z jednej strony dawaniu pieniędzy, a z drugiej strony mówieniu, że niemoralne jest, jeżeli je weźmiecie...
...dlatego że każdy rodzic jest odpowiedzialny za swoje dziecko i jeżeli nawet on jest dobrze sytuowany, to jego obowiązkiem jest wzięcie tych pieniędzy i np. założenie lokaty, założenie lokaty na pierwsze mieszkanie, a może pierwszy samochód. Nawet jeżeli on nie potrzebuje ich na utrzymanie, na dzisiejsze utrzymanie, to powinien je zachować na przyszłość dla tego dziecka.
Tylko czy to jest coś przyzwoitego, żebyśmy nie dali pieniędzy na rodzinę, w której dochód to jest 801 zł na osobę, ale dali na rodzinę, która będzie zarabiać 20 tys. i zachowa te pieniądze na samochód dla dziecka? Nie będzie na książki, na jedzenie, ale będzie na zbytki.
Dlatego jeśli PiS boi się, jeżeli boicie się państwo wprowadzić próg dochodowy, to my zaproponujemy go za państwa. Złożymy w komisji poprawkę wprowadzającą próg dochodowy.
Uważamy, że rodziny, które mają powyżej...
...2500 zł na głowę w rodzinie, nie powinny tych pieniędzy dostawać, bo to jest nieprzyzwoite. Proponujemy, żeby 1/5 najzamożniejszych Polaków po prostu tych pieniędzy nie dostawała.
Ten projekt jest niczym innym, jak kupowaniem głosów wyborców za publiczne pieniądze.
Najgorsze jest to, że to jest kupowanie głosów za publiczne pieniądze, których nie ma w budżecie, nie ma w budżecie państwa na przyszłe lata.
W tym roku sfinansujecie te 17 mld zł - niższy koszt - w połowie z deficytu w budżecie państwa, a w połowie z zysków ze sprzedaży częstotliwości LTE. Ale przypomnę państwu, to jest dochód na jeden rok. W przyszłym roku tego dochodu już nie będzie. W przyszłym roku na ten projekt potrzebujecie 23 mld zł.
Skąd je weźmiecie? Musicie sięgnąć do kieszeni Polaków, żeby te pieniądze uzyskać. Chcecie je zabrać każdemu Polakowi, który ma konto w banku, który ma kredyt. Każdy z nich dopłaci do programu 500+ wyższymi kosztami kredytu. Osoba, która będzie miała kredyt w wysokości 300 tys. zł, 1,5 tys. zapłaci za to, żebyście wy mogli kupić głosy wyborców. Chcecie zabrać małym sklepikarzom, małym sklepikarzom, którzy są w dużych sieciach franczyzowych. Każdy z nich zapłaci wysoki podatek handlowy. Chcecie zabrać przedsiębiorcom, którym obiecywaliście obniżkę CIT do 15%. Teraz zapomnijmy o obniżce CIT, ponieważ muszą być pieniądze na projekt 500+. Prawdopodobnie nie uda wam się obniżyć VAT-u, choć obiecywaliście obniżkę z 23% do 22%. Obawiam się, że będziecie chcieli zabrać nam jeszcze więcej i - podobnie jak na Węgrzech Orbána - może się okazać, że VAT dojdzie do 27%. Wszystko po to, żeby kupić głosy wyborcze.
Ten projekt nie jest sukcesem, jak próbuje go sprzedawać rząd i pani premier.
Sukcesem byłoby, gdybyście spowodowali rozwój gospodarczy kraju, gdybyśmy w wyniku tego mieli większe dochody do budżetu państwa i większe dochody miała każda polska rodzina.
Sukcesem byłoby, gdyby się państwu udało najpierw uszczelnić VAT, czego nie udało się zrobić waszym poprzednikom. Wtedy, po zwiększeniu wpływów do budżetu państwa mogliby państwo wydawać te pieniądze na taki projekt jak 500+. To byłby sukces. Nie jest sukcesem wydawanie publicznych pieniędzy, których się nie zarobiło.
Ten projekt jest drogim, nieefektywnym projektem socjalnym, który jest nieprzyzwoity i niesprawiedliwy. Jest czystym populizmem, którego Nowoczesna poprzeć nie może. Dlatego Nowoczesna wnioskuje o odrzucenie tego projektu w pierwszym czytaniu.
Wnioskujemy o odrzucenie projektu w pierwszym czytaniu.
Jeżeli jednak projekt trafi do komisji, to zgłosimy nasze poprawki, które lekko racjonalizują ten projekt, ponieważ to jest projekt niesprawiedliwy, nieprzyzwoity i nieefektywny.
Pani Minister! Chciałam sprostować pewne nieścisłości. Po pierwsze, to państwo wnioskują do najbogatszych, żeby nie brali tych pieniędzy. Próg dochodowy, który zaproponowaliśmy, dla rodzin z dwójką lub większą liczbą dzieci, 2,5 tys., jest wynikiem państwa propozycji, żeby te rodziny nie brały tych pieniędzy...
...bo to jest niemoralne. Mówimy o rodzinach, które mają na osobę 2,5 tys. zł.
I teraz druga rzecz. Uważamy, tak jak pani minister powiedziała, jeśli chodzi o rodziny z jednym dzieckiem, że jest coś nieuczciwego, jeżeli one się wykażą pewną aktywnością i okaże się, że kobieta, która zarabiała 1600 zł, przekroczy próg, bo zarobi 1700 zł. Czyli nie dostanie ani grosza. Czyli akurat takie rodziny my demotywujemy do jakiegokolwiek działania, dlatego że nie ma zasady złotówka za złotówkę, która powinna się pojawić w tej ustawie.
Pani poseł, to nie jest sprostowanie, tylko polemika.
Natomiast chciałam jeszcze sprecyzować...
Dziękuję, pani poseł.
...jedną rzecz. Jesteśmy zdecydowanie za odrzuceniem tej ustawy w pierwszym czytaniu.
Panie i Panowie Posłowie! Czytając informację, przecierałam oczy ze zdumienia. Pani minister przesłała do Sejmu dokument pokazujący, że szkoły i nauczyciele są przygotowani do przyjmowania sześciolatków, a dzieci w tym wieku są przygotowane do nauki w szkole. Dzisiaj większość sześciolatków uczy się w szkołach, rodzice nie korzystali masowo z możliwości opóźnienia w kontekście wieku szkolnego. Przypomnę, że tylko dwadzieścia parę procent dzieci uzyskało odroczenie, chociaż tak naprawdę każdy rodzic, który się o to postarał, mógł dostać to odroczenie. Jedyne uzasadnienie podwyższenia wieku obowiązku szkolnego, które znalazłam w tym dokumencie, znajdowało się w liście przewodnim. Mogliśmy tam przeczytać: ˝Podwyższenie wieku odbyło się wbrew woli większości rodziców.˝ No to warto zapytać...
...na podstawie jakich badań ministerstwa ministerstwo twierdzi, że zainteresowani rodzice dzieci w wieku szkolnym i przedszkolnym są przeciwni obniżeniu wieku obowiązku szkolnego. Takich badań nie było.
Edukacja jest zbyt poważną kwestią, żeby pozostawiać ją w rękach osób kierujących się głównie, mam wrażenie, resentymentem, a nie wiedzą. Cenę dzisiejszych błędów zapłacimy za kilkanaście, a może nawet kilkadziesiąt lat, bo w sumie dzisiejsze sześciolatki jeszcze trochę pożyją.
Chciałabym się skupić jednak na najbardziej niepokojącym z mojego punktu widzenia wniosku pochodzącym z tego raportu. Z informacji dość jasno wynika, że reforma - pójście sześciolatków do szkół i obowiązkowa opieka przedszkolna nad pięciolatkami - znacząco zwiększyła procent dzieci korzystających z opieki przedszkolnej, z prawie 63% w 2009 r. do 80% w 2015 r. Dla trzylatków oznaczało to wzrost z 48% do 64%, a w przypadku pięciolatków osiągnięto nawet 94% uprzedszkolnienia. Czy teraz ta tendencja się nie odwróci? Co się stanie 1 września w kwestii opieki przedszkolnej? Gminy nie rozmnożą miejsc w przedszkolach i będą miały do wyboru dwa rozwiązania. Pierwsze - stworzyć miejsca dla sześciolatków w oddziałach przedszkolnych w szkołach.
Czyli dzieci będą się uczyły w tych samych miejscach, w których uczą się obecne sześciolatki, tylko z programu przeznaczonego obecnie dla pięciolatków. A więc będziemy mieli sytuację, w której sześciolatki będą uczyć się w tych samych warunkach, ale z materiału przeznaczonego dla pięciolatków, czyli będą się cofać w rozwoju. To jest pierwsze rozwiązanie. Drugie - mogą sześciolatki wrócić do przedszkoli. Ale co to będzie wtedy oznaczało? To, że przedszkola nie przyjmą trzylatków. W wielu przypadkach gminy nie będą miały miejsc dla trzylatków, a może się zdarzyć, że będą miały kłopoty ze znalezieniem miejsc dla czterolatków, mimo że mają obowiązek przyjęcia czterolatków do przedszkola. Co gmina może zrobić w tej sytuacji? Może nie reklamować przedszkoli, może wręcz zniechęcać do nich rodziców, żeby problem jakoś rozwiązać. Oznacza to mniejsze uprzedszkolnienie wśród dzieci. Gdyby się tak stało, cenę zapłaciłyby dzieci z rodzin będących w gorszej sytuacji społecznej i ekonomicznej. Wczesne rozpoczynanie edukacji przedszkolnej jest w ich przypadku najlepszą receptą na wyrównanie szans edukacyjnych i odniesienie sukcesu w życiu. Potwierdzają to liczne badania oparte o wieloletnie śledzenie losów dzieci uczęszczających do przedszkoli.
Powiedzmy szczerze: nie jest najważniejszą sprawą to, jak nazwiemy miejsce, w którym sześciolatki uczą się czytania i pisania - czy to będzie przedszkole, czy szkoła. Najważniejsze jest to, ile trzy-, cztero- i pięciolatków będzie mogło korzystać z opieki i edukacji przedszkolnej. I dlatego chętnie bym się zapoznała z informacją, ale dla poszczególnych miast, o tym, co będzie z dziećmi 3-letnimi we wszystkich miastach, co się stanie, jeżeli one nie znajdą miejsca w swoich przedszkolach. Co się stanie z opieką nad nimi i co się stanie z ich rodzicami, którzy będą mieli kłopot z powrotem do pracy? Jeżeli z powodów politycznych musimy zmienić nazwę miejsca, w którym uczą się sześciolatki, to róbmy to z głową. Żeby uniknąć przepełnienia przedszkoli, wystarczyło zmianę, czyli powrót do wieku 7 lat odnośnie do pójścia do szkoły, przeprowadzić w ratach, a więc rozłożyć to na najbliższe 2-3 lata. Zresztą podobnie można było poprzednią reformę rozłożyć w czasie - zamiast 2 lat, 4 lata, czyli puścić w każdym roku 1,25 rocznika dzieci do szkoły. W tym czasie, po pierwsze, gminy miałyby szansę dostosować się i wybudować dodatkowe miejsca przedszkolne, po drugie, następuje niż, więc prawdopodobnie odłożenie tej reformy nawet o 2 lata dawałoby szansę na rozwiązanie problemu trzylatków, dla których nie będzie miejsc w przedszkolach. W przeciwnym razie, i tak już się stało, za nasze zaślepienie zapłacą dzieci. To także nasze dzieci, wnuki - każdy z nas ma w rodzinie dzieci w wieku przedszkolnym. I naprawdę warto byłoby poczekać z tą reformą do czasu poznania wyników tego raportu, a nie kierować się tylko opinią zwolenników akcji ˝Ratuj maluchy˝, bo jednak mimo wszystko to nie są wszyscy rodzice dzieci, oni reprezentują tylko część społeczeństwa i nie są też ekspertami. Oni tylko krzyczeli głośniej niż reszta rodziców, która jest zadowolona z opieki nad sześciolatkami w szkołach i która była zadowolona, że ich 3-letnie dzieci mogły chodzić do przedszkola.
Wysłuchali państwo głównie tych, co krzyczeli najgłośniej, niekoniecznie tych, co mieli rację.
Panie i Panowie Posłowie! Pani minister zarzuca Nowoczesnej, że chce zrobić z programu niesocjalnego socjalny. Po pierwsze, wbrew temu, że państwo chcą zaklinać rzeczywistość, to jest program socjalny.
Po drugie, państwo mówią, że bariera 2500 jest złą barierą. Ale jednocześnie co państwo robią? Apelują do moralności ludzi zamożnych, że powinni zrezygnować z tych pieniędzy.
Proszę państwa, państwo się boją rozwiązań, które my państwu proponujemy. Państwo się boją otwartym tekstem powiedzieć, że powinna być ta bariera. My państwu proponujemy, żeby taką barierę wprowadzić. Natomiast jest niemoralne i niezgodne z prawem, żeby rodzic zrezygnował z tych pieniędzy, jeżeli ma do nich prawo, bo to nie są jego pieniądze, to są pieniądze jego dziecka. W związku z tym, jeżeli nie ma tej bariery, to nie jest moralny państwa apel, żeby oni zrezygnowali z tych pieniędzy. To jest po prostu nieprzyzwoite.
Panie i Panowie Posłowie! Pani Premier! Zabawię się trochę w matematykę, co nie jest w moim przypadku dziwne.
Mamy dwie rodziny. Pierwsza - matka z dzieckiem, dochód 1599 zł, czyli poniżej 800 zł na osobę. Po otrzymaniu 500 zł jej dochód wzrośnie do 2099 zł. Druga rodzina - matka z dzieckiem, dochód 1602 zł, czyli 801 zł na osobę. Ona nie otrzyma 500 zł, jej dochód w dalszym ciągu będzie wynosił 1602 zł. Wynik: 3 zł dochodu przełoży się na różnicę 497 zł. W skali roku jest to różnica 5964 zł, prawie 6 tys. zł. Oznacza to, że gdyby ona zechciała zachować się rozsądnie, to powinna na kilka ostatnich miesięcy roku zrezygnować z pracy, ponieważ jej się to po prostu zwyczajnie opłaca. Co proponujecie drugiej z kobiet - wyjście za mąż, urodzenie kolejnego dziecka
, a może prośbę do pracodawcy, żeby obniżył jej pensję? Każde z tych rozwiązań jest po prostu nieprzyzwoite.
Zadałam pytanie panu wnioskodawcy z mojego klubu Nowoczesnej o to, czy nie ma poczucia, że bardzo wiele ugrupowań mówi wiele o przejrzystości ich finansów i chciałoby się tym pochwalić. Natomiast chciałam się dowiedzieć, czy ma pan dane dotyczące tego, jak wiele ugrupowań oddało swoje wyliczenia dotyczące wydatków i dochodów zewnętrznym podmiotom, np. takim jak Watchdog. Jak wiele z nich było poproszonych i odpowiedziało pozytywnie na ten apel, tak żeby wykazać, na co rzeczywiście wydają swoje środki? To jest pierwsze pytanie.
Po drugie, czy mógłby mi pan wyjaśnić, z jakich to przyczyn tak długo partie polityczne uważały, że należy wprowadzić limit wydatków na ekspertów, czyli na dobre stanowienie prawa, natomiast pozwalały na wydawanie ogromnych kwot, bo, przypomnę, to 7 mln w ostatniej kampanii w przypadku Prawa i Sprawiedliwości, na spoty telewizyjne, bez żadnych ograniczeń? Jaka mogła być motywacja, patrząc od strony dobra społecznego, takich działań?
Panie i Panowie Posłowie! Jak to mówią: kto bogatemu zabroni. Mamy sytuację, w której mamy ciszę wyborczą, a mimo to chciałam zadać pytanie: Czy ktokolwiek w obecnych ustaleniach prawnych zabroni pani premier przecinać wstęgę na nowo otwartym moście, całej telewizji, szczególnie publicznej, pokazać ten fakt, panu ministrowi otworzyć nowo otwarty stadion? Kto zabroni muzykowi zrobić koncert - oczywiście takiemu, który startuje, który jest kandydatem do Sejmu? Cisza wyborcza jest przepisem martwym nie tylko ze względu na Internet. Jest przepisem martwym ze względu na to, że jest pewna grupa osób uprzywilejowanych, która mimo ciszy wyborczej może być obecna w mediach. Są to przede wszystkim politycy partii rządzącej. To oni w tym dniu są pokazywani przez cały dzień, a szczególnie w dzisiejszych czasach i w dzisiejszej sytuacji, jeśli chodzi o media publiczne, przez cały dzień będą pokazywani - co oni robią, jak pani premier je śniadanie, jak
pan minister je obiad, co robi każdy z kandydatów do parlamentu, który pełni funkcje rządowe. Dlatego cisza wyborcza jest przeżytkiem.
Panie i Panowie Posłowie! Najpierw odwołam się do wypowiedzi pana posła. Oczywiście akurat te trzy ustawy znalazły się w porządku dzisiejszych obrad, ale chciałam powiedzieć, że leżą również w Sejmie nasze ustawy dotyczące Trybunału Konstytucyjnego, finansów publicznych i zbilansowanego budżetu, także dotyczące waszego pomysłu co do CIT - 15% - i zwiększenia kwoty amortyzacji. Proponuję, żeby państwo dopuścili je pod obrady, wtedy będziemy rozważać również bardzo ważne problemy. Natomiast jeśli chodzi o pytania, chciałabym spytać o dwie rzeczy. Po pierwsze, czy to prawda, że są takie duże firmy, w których jest nawet kilkadziesiąt związków zawodowych? Po drugie, czy to prawda, że są firmy, w których uzwiązkowienie przekracza 100%, ponieważ są związkowcy, którzy należą do więcej niż jednego związku zawodowego? I co to oznacza dla pracodawcy?
Coś nie to nazwisko...
Panie i Panowie Posłowie! Czy to prawda, zwracam się do projektodawcy...
...czy to prawda, że projekt Nowoczesnej przeszedł pozytywnie opinię Biura Analiz Sejmowych i Biura Legislacyjnego Sejmu? To jest pierwsze pytanie.
Drugie pytanie. Czy to prawda, że w ramach wyroku z 2 czerwca 2015 r. na temat ustawy o związkach zawodowych Trybunał Konstytucyjny zobowiązał rząd do jak najszybszego podjęcia prac nad nową ustawą o związkach zawodowych w celu uzupełnienia braków dotyczących możliwości zrzeszania się osób, które nie są pracownikami etatowymi?
I chciałam jeszcze spytać: Jakie są główne założenia proponowanej przez Nowoczesną zmiany?
Panie i Panowie Posłowie! Karta Nauczyciela jest dokumentem, który jest, delikatnie mówiąc, dokumentem mocno anachronicznym. Przypomnę, że powstała w 1982 r., czyli ma już 34 lata, jeśli dobrze liczę. Jest dokumentem, który już wielokrotnie powinien ulec zmianom, jeśli nie likwidacji. Jest dokumentem, który ma chronić nauczycieli, a paradoksalnie bardzo często stał się przyczyną zwolnień nauczycieli, szczególnie jeśli chodzi o mniejsze miejscowości, gdzie ze względu na Kartę Nauczyciela i minimalizowanie kosztów bardziej się opłacało zlikwidować placówkę gminną i stworzyć na jej miejsce placówkę prowadzoną przez różnego rodzaju stowarzyszenia.
W związku z tym mamy do czynienia z dokumentem, nad którym warto było pracować od wielu, wielu lat. Tutaj, powiem szczerze, mam duże pretensje do Platformy Obywatelskiej, która, jak uważam, zmarnowała te 8 lat. W ciągu tych 8 lat co prawda zaczęła rozmowę o Karcie Nauczyciela, ale nigdy nie zdołała jej ostatecznie zrealizować. Karta Nauczyciela powinna podlegać wielu modyfikacjom, chociażby w kwestii pensum, które według mnie powinno być zróżnicowane w zależności od przedmiotu czy poziomu szkoły. To oczywiście jest szeroka dyskusja, która powinna się rozstrzygnąć. Natomiast faktem jest, że obecnie mamy sytuację, w której mamy nauczycieli różnych przedmiotów obciążonych w różny sposób pracą domową. Natomiast oni wszyscy mają to samo 18-godzinne pensum.
Platformy Obywatelskiej, oczywiście razem z PSL, nie było stać na taki odważny ruch, żeby zmienić coś w Karcie Nauczyciela, natomiast zrobiła coś, co nazwałabym protezą. Dla mnie te 2 godziny, tzw. godziny karciane, były niczym innym tylko pewną protezą rozwiązań. Nie poruszono np. kwestii urlopów na poratowanie zdrowia, natomiast w przypadku szkolnictwa wyższego dokonano już pewnych zmian, które miały na celu racjonalizację tego typu rozwiązania. Przypomnę, że tam zmieniono okres, po którym należy się urlop na poratowanie zdrowia, jak również lekarza, który może decydować o tym, czy nauczyciel powinien dostać ten urlop czy nie. W przypadku Karty Nauczyciela nie posunięto się do żadnych działań, które mogłyby w jakikolwiek sposób ją zmodyfikować.
Propozycja Prawa i Sprawiedliwości jest według mnie krokiem w dobrym kierunku. Jest krokiem, który po pierwsze, likwiduje pewną fikcję, czyli powoduje, że te godziny, które czasami były dobrze wykorzystywane, rzeczywiście na zajęcia pozalekcyjne potrzebne uczniom, choć bardzo często były też wykorzystywane, bo musiały, zostaną zlikwidowane. Równocześnie propozycja ta jest zgodna z kierunkiem, w którym chciałaby działać Nowoczesna, czyli daje większą swobodę i elastyczność dyrektorowi szkoły. Uważamy, że dyrektor szkoły powinien w większym stopniu kierować szkołą, a nie tylko na bieżąco nią zarządzać. Tak więc powinien w większym stopniu decydować, jakich zajęć uczniowie potrzebują, a jakich nie potrzebują. Powinien w większym stopniu motywować nauczycieli do tego, żeby ci pracowali z uczniami, niekoniecznie w zakresie tych 2 godzin, które były w ramach godzin karcianych.
Oczywiście musimy jednak powiedzieć, że widzimy również pewne zagrożenia wynikające z likwidacji godzin karcianych. Tym zagrożeniem jest przede wszystkim to, że możemy się spodziewać, że różni dyrektorzy i różne samorządy będą różnie interpretować zapisy, które są teraz wprowadzane w Karcie Nauczyciela. Może się zdarzyć, że jeżeli dyrektor nie jest odpowiednio energiczny albo nie jest dobrym zarządzającym, nie będzie potrafił zmotywować swoich nauczycieli do tego, żeby w ramach swojego etatu pracowali z uczniami również poza 18 godzinami, które są przewidziane w ramach pensum. Takie zagrożenie istnieje.
Dlatego uważamy, że z jednej strony należy poprzeć tę zmianę, ale z drugiej strony bardzo ważne jest, żeby wprowadzić też ewaluację skutków tej zmiany, która zostanie dzisiaj wprowadzona. Oznacza to, że w perspektywie zapewne jakiegoś roku powinniśmy sprawdzić, w jaki sposób ta zmiana przełożyła się na ofertę zajęć pozalekcyjnych dla uczniów. Bo nie mamy żadnych wątpliwości, że oprócz podstawowej nauki w szkole jednym z większych zadań szkoły, wartością szkoły jest rozwijanie pasji, uzdolnień dzieci, jak również pomaganie tym dzieciom, które po prostu sobie najzwyczajniej w świecie w szkole nie radzą. I to jest zadanie nauczycieli, które było również realizowane w ramach tych godzin karcianych. Dlatego z jednej strony uważamy, że powinniśmy poprzeć tę zmianę, ale z drugiej strony będziemy oczekiwali od ministerstwa, żeby za rok przedstawiło nam wyniki tej zmiany, czy nie zmniejszyła ona zakresu oferty dla uczniów w polskich szkołach. Będę proponować klubowi Nowoczesnej
poparcie ustawy o Karcie Nauczyciela.
Panie i Panowie Posłowie! Tutaj, na mównicę, tak naprawdę przywiodło mnie zdziwienie, zdziwienie, jak można w tak krótkim czasie - bo przypomnę, że Prawo i Sprawiedliwość rządzi zaledwie kilka miesięcy, od 12 listopada - z kraju, który był liderem demokracji, z którego wszyscy byliśmy dumni jako z kraju, który bardzo szybko został członkiem NATO, Unii Europejskiej - ja sama brałam udział nie tylko w referendum, ale także w zachęcaniu Polaków do wejścia do Unii Europejskiej...
...stać się krajem, który niedługo będzie postrzegany jako kraj izolowany, niedemokratyczny. Przypomnę państwu, że opinia Komisji Weneckiej... Wstydem jest samo to, że musiała się ona w ogóle zająć Polską, to, że musieliśmy poddać ocenie zmiany, które okazały się niedemokratyczne.
Mamy jednoznaczną opinię Komisji Weneckiej, która mówi, że w Polsce zostały złamane zasady demokracji i wolności obywatelskie, że mamy sytuację, w której podważono coś, co jest podstawą każdego ustroju demokratycznego, czyli trójpodział władzy, że bojkotuje się władzę sądowniczą, jaką jest Trybunał Konstytucyjny. Mamy sytuację, w której nie respektuje się wyroków Trybunału Konstytucyjnego. Przypomnę wyrok z 3 grudnia, chociaż zresztą akurat tamten państwo opublikowali. Mamy taką sytuację, że mimo to, iż jest odpowiedni zapis w konstytucji, nie ma opublikowanego kolejnego wyroku Trybunału Konstytucyjnego. Mamy taką sytuację, w której jesteśmy pierwszym krajem, który został poddany sprawdzaniu wiarygodności, praworządności przez Komisję Europejską. Mamy kraj, do którego senatorowie Stanów Zjednoczonych piszą listy, bo są zaniepokojeni tym, że przestajemy respektować zasady kraju demokratycznego, bo następuje w Polsce erozja demokracji. Czyli mamy kraj, który z kraju, który był liderem demokracji, z którego mogliśmy zawsze być dumni, staje się krajem, który zaczyna być wyrzutkiem demokratycznego świata. Jak państwo mogli w tak krótkim czasie doprowadzić do takiej sytuacji?
Dlaczego Komisja Wenecka musiała w ogóle zajmować się Polską?
Panie i Panowie Posłowie! Nikt nie ma wątpliwości, że tzw. godziny karciane były niczym innym niż tylko pewną protezą zmiany Karty Nauczyciela, do której nie doszło w ostatnich latach. Natomiast nikt nie ma również wątpliwości, że w ramach tych godzin karcianych odbywało się wiele zajęć, które były ważne dla dzieci i młodzieży i które warto by było zachować. Oczywiście obecny zapis nie uniemożliwia organizowania takich zajęć, wymaga tylko większej aktywności od dyrekcji szkół. Jednak być może nie wszyscy dyrektorzy będą wystarczająco aktywni i nie wszystkie samorządy będą na nich naciskać.
Dlatego chciałam zadać tylko jedno pytanie: Czy ministerstwo edukacji zobowiązuje się, że w ciągu najbliższego roku będzie monitorować sytuację, jeśli chodzi o zajęcia pozalekcyjne organizowane w szkołach, i sprawdzi, czy likwidacja godzin karcianych nie wpłynęła na zmniejszenie oferty edukacyjnej dla młodzieży, czy w dalszym ciągu odbywają się te zajęcia, tylko w sposób bardziej racjonalny?
Panie i Panowie Posłowie! Pani Marszałek! Chciałabym odnieść się do naszej prośby związanej z informacją w sprawach bieżących, informacją dotyczącą reformy oświaty, a także planów ministerstwa dotyczących zmian w oświacie.
Przyjęta 29 grudnia ustawa o zmianie ustawy o systemie oświaty oraz niektórych innych ustaw była rewolucją zmieniającą w głównej mierze wiek obowiązku szkolnego dla dzieci. Przesunięcie tego wieku z 6 do 7 lat spowodowało zmiany, których efekty będziemy odczuwać jeszcze bardzo długo. Było to trochę jak skok na główkę do wody bez sprawdzenia, jaka jest głębokość tej wody. Przypomnę, że w całej naszej dyskusji było dość dużo odniesień do tego, że brakuje symulacji, brakuje informacji dotyczących rzeczywistych możliwości samorządów w zakresie zapewnienia opieki nad 3-letnimi dziećmi. Brakuje, tak naprawdę, informacji dotyczącej tego, jakie skutki dla nauczycieli będzie miała ta zmiana. Dlatego chcielibyśmy zadać szereg pytań.
Pierwsze pytanie: Jak wygląda obecnie, kiedy już mamy sytuację, w której doszło do zapisu dzieci do przedszkoli i szkół, sytuacja trzylatków w obrębie całego kraju? Przypomnijmy, że oczywiście w bardzo wielu dużych miastach nie będzie problemu z dziećmi 3-letnimi, aczkolwiek nie wszędzie. Na przykład w Łodzi, moim rodzinnym mieście, będzie problem z dziećmi 3-letnimi, nie wszystkie znajdą miejsca w przedszkolach, ale są tereny w Polsce, np. na Śląsku, gdzie tak naprawdę ta sytuacja jest, można powiedzieć, wręcz tragiczna. W związku z tym co ministerstwo robi w tym celu, żeby zapewnić tym dzieciom miejsce w przedszkolach? Jak to wygląda w całej Polsce? Powiem od razu, że zapewnienia ministerstwa, że jest 50 tys. wolnych miejsc w przedszkolach na terenie kraju, absolutnie mnie nie satysfakcjonują, dlatego że dziecko, które nie ma w miejsca w przedszkolu w Łodzi, ciężko przenieść do Olsztyna.
Następna kwestia to jest kwestia nauczycieli. Jestem obecnie po spotkaniu, po dużym spotkaniu z nauczycielami z Łodzi. Oni wszyscy są bardzo zaniepokojeni swoim losem. Szczególnie nauczyciele nauczania początkowego, którzy w tym roku oddają klasy III, żyją w bardzo dużej niepewności. I wbrew temu, o czym zapewniało ministerstwo, nie dostali żadnych propozycji związanych z przejściem do przedszkoli, szczególnie że tak naprawdę główną blokadą w kwestii uruchomienia dodatkowych grup przedszkolnych nie jest brak nauczycieli, tylko brak miejsca, czyli brak fizycznej możliwości otworzenia dodatkowych oddziałów przedszkolnych.
Kolejna rzecz, która nas niepokoi, to jest kwestia programów i podręczników szkolnych. Przypomnijmy, że w tym roku edukację w klasach I rozpoczną w głównej mierze siedmiolatki i część sześciolatków, natomiast dzieci 6-letnie z powrotem będą w przedszkolach. I w tym momencie warto by było, żeby dzieci 6-letnie uczyły się w tych przedszkolach już z podstawy programowej przeznaczonej dla dzieci 6-letnich, a nie 5-letnich. I teraz jest pytanie, czy już powstały programy dla dzieci 6-letnich w oddziałach przedszkolnych, jak również czy będą im zapewnione odpowiednie podręczniki.
Kolejna rzecz to jest kwestia tych gmin, w których w ogóle brakuje dzieci. Czy ministerstwo ma już jakieś dane dotyczące tego, jak będą uruchamiane oddziały szkolne w gminach, w których zabraknie dzieci na utworzenie chociażby jednego oddziału szkolnego? Co zrobią rodzice, którzy będą musieli wysyłać dziecko do szkoły w sąsiedniej gminie nawet przez cały okres edukacji w szkole podstawowej? Bo przypomnę, że jeżeli nie zostanie utworzona w tej chwili klasa I, to nie będzie również klas II, III, IV itd.
Następna kwestia to jest kwestia finansowa dotycząca samorządów. Tu mam na myśli nie ten rok, bo w tym roku jeszcze, jak wiemy, subwencja jest w oparciu o dane zeszłoroczne, i one będą dość wysokie, natomiast oczywiście można mieć niepokój, co będzie się działo w latach przyszłych.
Kolejną rzeczą jest kwestia planów ministerstwa związanych ze zmianami edukacyjnymi. Nauczyciele mówią dość jednoznacznie. Oni mają takie odczucia: chaos, bałagan, poczucie zagrożenia. Tak naprawdę szczególnie nauczyciele szkół podstawowych nie wiedzą absolutnie, co ich czeka. Zmiana proponowana w wielu tekstach i również w wywiadach z panią minister Zalewską mówiąca o czterech kołach, czyli układzie 4+4+4+4, oznacza tak naprawdę zwolnienia bardzo wielu nauczycieli nauczania wczesno-, właściwie nie wczesnoszkolnego, tylko nauczania przedmiotowego w szkole podstawowej, jak również w ogóle reformę samorządów. Nie mamy w tej chwili żadnych informacji co do tego, jak to ma wyglądać. Nauczyciele słusznie są zaniepokojeni. Również przebieg konsultacji... Pozwoliłam sobie wczoraj odwiedzić, być na jednych z tych konsultacji. Byłam wczoraj na konsultacjach w Łodzi dotyczących bezpieczeństwa. W żaden sposób nie mogą wskazywać, w jakim kierunku te zmiany mają iść, dlatego że nie ma żadnych materiałów, na bazie których te konsultacje by się odbywały.
Te wszystkie sprawy są dla nas niepokojące. Oczekujemy od ministerstwa opinii i informacji we wszystkich tych sprawach.
Panie i Panowie Posłowie! Pani Marszałek! Pozwoliłam sobie jeszcze dodatkowo zgłosić się do pytania, ponieważ nauczyciele zobowiązali mnie do zadania jednego pytania.
Od wielu lat nauczyciele nie otrzymują podwyżek, równocześnie ze względu na tę zmianę, która jest proponowana, wiemy, że od roku 2017 wydatki na subwencje dla samorządów będą niższe ze względu na to, że jeden rocznik będzie co najmniej niekompletny. Chciałabym się spytać w imieniu nauczycieli: Czy w związku z tym mogą liczyć na to, że w 2017 r. te środki zostaną przeznaczone na podwyżki dla nauczycieli, czy planują państwo takie działanie?
Równocześnie chciałam powiedzieć, że w żaden sposób, myślę, nie uspokoiła nas pani ani nie rozwiała wątpliwości zarówno nauczycieli, jak i moich. Większość pani odpowiedzi to są dokładnie te same odpowiedzi, które słyszeliśmy w momencie, w którym ta reforma miała być wdrażana, czyli 29 grudnia. Przypomnę, że mamy już połowę kwietnia, wydaje się, że jest to taki czas, w którym tak naprawdę, korzystając z różnych danych, można by wykonać symulację, której wtedy nie otrzymaliśmy, dotyczącą tego, jak wygląda sytuacja w poszczególnych gminach, ilu nauczycieli naprawdę straci pracę, dlatego że po prostu gminy nie mają możliwości uruchomienia kolejnej grupy przedszkolnej, w związku z tym nie zostaną przesunięci do tej grupy przedszkolnej, i ile dzieci nie znajdzie miejsc w szkołach. W dalszym ciągu twierdzę, że powiedzenie, że mamy o 50 tys. miejsc za dużo w skali całego kraju w momencie, kiedy przedszkole to jest coś, co powinno być tuż obok, a nie w innej miejscowości, nawet w innej dzielnicy, a co dopiero w innym województwie, po prostu w żaden sposób nie może nas satysfakcjonować.
To co się dzieje na Górnym Śląsku, ilość miejscowości, w których brakuje rzeczywiście tych miejsc, jest zatrważająca. Dodatkowo przypomnę, że w mniejszych miejscowościach rzadko kiedy tworzą się oddziały w przedszkolach prywatnych. To jest charakterystyczne dla dużych miast, nie dla małych miejscowości, gdzie naprawdę brakuje miejsc dla dzieci 3-letnich.
Panie i Panowie Posłowie! Pani Marszałek! Pani Minister! Przede wszystkim oczywiście chciałam podziękować zarówno wszystkim pytającym, którzy zechcieli tyle czasu poświęcić na tę debatę, jak i oczywiście pani minister za pierwsze odpowiedzi, ale chciałam również odnieść się i do pytań, i do odpowiedzi, jak również wyrazić jednak swoje dalsze wątpliwości.
Po pierwsze, w dalszym ciągu mam takie poczucie niepewności, również po tej pierwszej części tej debaty, niepewności, która towarzyszy dzieciom, która towarzyszy rodzicom, która towarzyszy nauczycielom. Dzieci tak naprawdę nie wiedzą, w jakiej formie będą się uczyć w następnych latach, rodzice nie wiedzą, gdzie ich dzieci pójdą do szkoły, i trudno jest im cokolwiek planować, rodzice dzieci 3-letnich nie mają pewności, czy w ogóle ich dzieci znajdą miejsce w przedszkolach.
Mamy również sytuację nauczycieli. Ta grupa jest chyba najbardziej zaniepokojona, dlatego że zmiany nie tylko tegoroczne, związane ze zmianą wieku, ale również zmiany planowane na przyszłość, czyli zmiany związane z organizacją, z ustrojem szkolnym, mogą ich bardzo niepokoić. Szczególnie zmiana szkół podstawowych z 6-letnich na 4-letnie być może przy przedłużeniu nauczania integracyjnego oznacza, że tak naprawdę wszyscy nauczyciele przedmiotowi z klas podstawowych mogą w przyszłości szukać pracy. Przedłużenie edukacji gimnazjalnej i edukacji w liceum tak naprawdę niewiele pomaga, dlatego że pamiętajmy, że w sytuacji niżu w pierwszej kolejności te szkoły zapewniają godziny oczywiście swoim dotychczasowym nauczycielom, a nie nauczycielom przejmowanym z innych rodzajów szkół.
Natomiast ja bym się chciała odnieść do kwestii konsultacji, które są obecnie prowadzone przez Ministerstwo Edukacji Narodowej. Miałam okazję być na jednych z tych konsultacji, na konsultacjach poświęconych bezpieczeństwu. Miały one miejsce w tym tygodniu w Łodzi, w związku z czym wybrałam się na nie. Okazało się, że tak naprawdę trudno nazwać je w ogóle konsultacjami. Sytuację, w której nie mamy dotychczas żadnych projektów, żadnych pomysłów na to, jak ma wyglądać kwestia np. zapewnienia bezpieczeństwa w szkołach, a konsultacje polegają na wygłaszaniu własnych opinii - tam akurat było dwóch dyrektorów szkół i jeden przedstawiciel samorządu - trudno nazwać w ogóle konsultacjami. Osoby będące na sali oczywiście mogły wypowiedzieć się w kwestii tego, co sądzą na temat bezpieczeństwa, ale ani nie miało to jakiegoś spójnego charakteru, ani nie było żadnych materiałów, na których by się pracowało. Miało się głębokie poczucie, że chodzi o stworzenie pozoru, że te konsultacje w ogóle się odbywają.
Jeżeli jeszcze dodatkowo zwrócimy uwagę na tematy tych konsultacji, czyli bezpieczeństwo, finansowanie, kształcenie zawodowe i szkolnictwo specjalne, to dość jasno będzie widać, że w żaden sposób te debaty nie mogą doprowadzić do jakiegoś spójnego poglądu społeczeństwa, osób zainteresowanych tematem, jak powinien i jak ma wyglądać ustrój szkolny.
Jeżeli zwrócimy uwagę na to, jakie odbywają się panele, to te panele to podstawa programowa, wychowanie przedszkolne, kształcenie ogólne, zawodowe, rola rodziców, egzaminy zewnętrzne, doskonalenie zawodowe, wychowawcza rola szkoły i miejsce historii w szkole.
A więc pierwsza uwaga. Pani minister odniosła się do tego, że posłowie nie biorą udziału w tych panelach. Prosiłam panią minister o to, żeby udostępnić nam to i zaprosić nas na te panele, żebyśmy wtedy, kiedy możemy i chcemy, wzięli w nich udział. Do dzisiaj nie doczekałam się tego zaproszenia. Rozumiem, że pani poseł z Platformy Obywatelskiej udało się wziąć udział w jakimś panelu, ale powiem szczerze, że w pewnym stopniu jestem zawiedziona, że jednak nie zwróciła się pani w pierwszej kolejności do wszystkich członków komisji edukacji, w szczególności prezydium komisji edukacji, żeby wzięli udział w tych panelach.
Następna kwestia. Samorządy narzekają, że tak naprawdę nie konsultuje się tego z nimi. Oprócz tych debat, które w mniejszym stopniu są poświęcone temu, co by ich interesowało, tak naprawdę nikt nie konsultuje z nimi zmian w ustroju szkolnym.
Natomiast jeśli chodzi o zmianę wieku szkolnego, to przypomnę, że nie było żadnych konsultacji, dlatego że cała zmiana idei polegała na odniesieniu się do programu ˝Ratuj maluchy˝, czyli do głośnego krzyku państwa Elbanowskich, którzy zostali wysłuchani, natomiast nie zostali wysłuchani wszyscy ci rodzice, którzy bardzo pozytywnie oceniają udział ich dzieci w edukacji od wieku 6 lat. Nie zostały wysłuchane samorządy, nie zostali wysłuchani przede wszystkim eksperci edukacyjni, których nikt nie pytał o zdanie.
Tak że, jeżeli miałabym ocenić zarówno to, co obecnie dzieje się w kwestii edukacji, jak również plany ministerstwa dotyczące tego, co chcą zrobić lub nie, bo tak naprawdę nie wiemy, jakie są plany na najbliższe lata, oceniałabym je w dalszym ciągu słowami: chaos, bałagan i zagrożenie, zagrożenie, które jest obecne w myśleniu wszystkich rodziców, nauczycieli i dzieci. Naprawdę wielokrotne powtarzanie kłamstwa o dobrej zmianie nie czyni tego kłamstwa faktem.
Panie Marszałku! Panie i Panowie Posłowie! Nowoczesna jest zwolennikiem audytów na początek rządów. Ale Rada Ministrów przedstawiła nam dzisiaj tzw. audyt rządów PO-PSL. Dlaczego mówię ˝tak zwany˝? Z dwóch powodów. Po pierwsze, dlatego że prawdziwy audyt już miał miejsce. 25 października obywatele powiedzieli, że odrzucają sprawozdanie koalicji za 8 lat rządów, 37,5% głosujących powiedziało, że to wy powinniście rządzić. I tak się stało. Czy zatem chcecie powiedzieć, że jest potrzebny jakiś dodatkowy audyt poza głosem suwerena, na który bardzo lubicie się powoływać, że suweren pomylił się w swojej ocenie i należałoby spytać go o zdanie po raz kolejny?
Audytem rządów PO-PSL było też powstanie Nowoczesnej. Nowoczesna wielokrotnie krytykowała rządy PO-PSL, krytykowała za OFE, za błędy, za liczne zaniechania. Mamy inną niż koalicja PO-PSL wizję sprawowania władzy, inne standardy i inny sposób patrzenia na Polskę. Ale jednocześnie, po drugie, widzimy, że przedstawiany dokument niewiele ma wspólnego z audytem. Audyt to powinna być rzetelna i niezależna ocena organizacji, która ma określić standardy, które są przestrzegane, a które nie są przestrzegane. Jego funkcją jest przede wszystkim ocena zarządzających, ale również rekomendacje zmian w funkcjonowaniu instytucji.
Audyt to powinno być podsumowanie stanu państwa po latach rządów poprzedniej koalicji, powinien on przekazywać wiedzę o tym, co się udało, a co nie wyszło poprzednikom i gdzie teraz znajduje się nasz kraj. To, co my dostaliśmy, to nie audyt...
...to co najwyżej donos. Audyt poza wszystkim powinien mieć jednak formę pisemną, nie powinien być audiobookiem, tylko powinien mieć formę pisemnego raportu.
Donos oczywiście może mieścić i często mieści pewne prawdziwe informacje. Zakładanie natomiast, że obraz w nim przedstawiony jest pełny i wyczerpujący i całkowicie przeprawdziwy, jest przejawem skrajnej naiwności. Żeby odsiać to, co jest prawdziwe, a co nie, należałoby teraz przeprowadzić audyt audytu. Powiedzmy uczciwie, przez pół roku pracowaliście, żeby powiedzieć, że wasi poprzednicy źle rządzili. Dodatkowo prezes, którego nie ma tu, na sali...
...wyraźnie zaznaczył, że ten audyt jest skrótowy i niepełny - po 6 miesiącach pracy. Czyżby kolejne 3,5 roku miało być przeznaczone na kontynuację tej pracy zamiast sprawowania rządów? Jaka jest zatem intencja przedstawienia nam tego dokumentu, właściwie braku dokumentu? Jaka może być intencja zrobienia tego dokładnie dzisiaj? Czy chcecie państwo odwrócić uwagę od nieudolności i psucia państwa?
Co przyniosło nam te 6 miesięcy? Obniżkę oceny wiarygodności Polski na arenie międzynarodowej...
...ryzyko kolejnej obniżki ratingów, kryzys konstytucyjny, ograniczenie praw obywateli ustawami o Policji czy prokuraturze, zamach na media i służbę cywilną...
...miażdżącą opinię Komisji Weneckiej na temat stanu praworządności w Polsce, procedurę kontroli praworządności w Komisji Europejskiej, zawłaszczanie stanowisk w spółkach Skarbu Państwa na zdecydowanie większą skalę niż nawet PO i PSL...
...gigantyczny deficyt budżetowy państwa na ten rok. Muszę was jednak zmartwić. Nie wygląda na to, żeby udało się wam ukryć przed Polakami psucie państwa.
Państwa audyt to tylko całodzienny, populistyczny show, stworzony ad hoc z politycznych pobudek tuż po wielkim, udanym marszu opozycji i tuż przed dniem ratingu firmy Moody’s, w którym, jak rozumiem, obawiacie się, że okaże się, iż mamy obniżoną ocenę.
W imieniu Nowoczesnej apelujemy: nie marnujmy czasu...
...zajmijmy się tym, jak rozwiązywać problemy Polaków...
...a nie na kogo należy zrzucić winę.
Na koniec chcę wam powiedzieć jeszcze jedną rzecz: władza nie jest wieczna.
Może nie myślicie o tym dzisiaj, ale kiedyś będziecie musieli ją oddać.
Przedstawiając taki dokument, kusicie waszych następców, aby potraktowali was tak samo albo gorzej.
A już po pół roku widać, że będą mieli z czego was rozliczyć.
Panie i Panowie Posłowie! Pani Marszałek! Oczywiście program 500+ jest programem, który odpowiada na pewne zapotrzebowanie, jakim są problemy demograficzne kraju, ale jest to jeden z najdroższych i najmniej efektywnych programów, jakie można było stworzyć. Dlatego chciałabym się spytać o jedną podstawową rzecz: Co ze źródłami finansowania?
Jak wiemy, w tym roku ten program będzie kosztował 17 mld zł. Wiemy, że nawet w tym roku być może nie będzie pewnych dochodów, które były przewidziane na pokrycie kosztów tego programu. Wiemy, że być może z LTE będzie mniej niż przewidziane 9 mld. Wiadomo już, że podatek bankowy przyniesie mniejsze dochody, niż było to przewidziane. Również jeśli chodzi o podatek handlowy, ponieważ go najzwyczajniej w świecie jeszcze nie ma ani nie ma ustawy, w związku z tym można przewidzieć, że dochody, które miały z tego pochodzić, będą niższe, niż były przewidywane.
Natomiast ja się chciałam spytać, co z przyszłym rokiem. Jak państwo przewidują finansowanie tego projektu na przyszły rok? Przypomnę, że przyszły rok to są 24 mld zł. Nie będzie żadnych dochodów z LTE, nie wiemy, czy będzie podatek handlowy, czy nie, ze względu na to, że w dalszym ciągu nie ma projektu ani ustawy uchwalonej. Jeśli chodzi o podatek bankowy, wiemy już, że banki robią wszystko, żeby go nie płacić, w związku z tym raczej przesuwają np. aktywa w postaci pożyczek na zewnątrz, niż zostawiają je w kraju.
Dlatego chciałam się spytać, jak państwo przewidują możliwość sfinansowania tego projektu w przyszłym i w kolejnym roku. Czy nie odbędzie się to kosztem coraz większego deficytu budżetowego?
Proszę o odpowiedź na piśmie.
Panie i Panowie Posłowie! Panie Marszałku! Na mocy regulaminu Sejmu, art. 184 ust. 3 pkt 1, proszę o przerwę i zwołanie Konwentu Seniorów...
...w celu uzupełnienia porządku dzisiejszych obrad o informację ministra zdrowia w sprawie sytuacji na Podkarpaciu w kwestii możliwości realizacji przez kobiety prawa do terminacji ciąży na mocy ustawy o planowaniu rodziny.
Dochodzą do nas medialne doniesienia, że obecnie na Podkarpaciu nie ma już żadnego szpitala
, w którym kobiety mogą w sposób legalny dokonać terminacji ciąży.
Chcielibyśmy się dowiedzieć, co państwo polskie ma zamiar zrobić w tym celu
, żeby zapewnić kobietom możliwość realizacji ich praw wynikających z ustawy. Prosimy w związku z tym Konwent Seniorów o uzupełnienie porządku obrad. Zwróćmy uwagę, że państwo polskie odpowiada za możliwość realizacji praw obywatelskich swoich obywateli.
Prawo wynikające z ustawy o planowaniu rodziny jest również prawem niezbywalnym kobiet. Nie można dopuścić do sytuacji, w której w którymś z województw to prawo nie jest realizowane. Dlatego w imieniu Nowoczesnej proszę o przerwę i zwołanie Konwentu Seniorów w celu uzupełnienia porządku obrad o tę informację.
Nikt nie kwestionuje prawa lekarzy do klauzuli sumienia. Natomiast kwestionujemy tamto, bo państwo powinno stać na straży praw obywatelskich i to państwo zgodnie z ustawą ma zapewnić dostęp kobiet do możliwości dokonania terminacji ciąży, zgodnie z ustawą o planowaniu rodziny.
Oczekujemy w związku z tym od państwa, żeby zapewniło również kobietom z Podkarpacia tę możliwość.
Panie i Panowie Posłowie! Pani Marszałek! W uzasadnieniu projektu ustawy o zmianie ustawy o instytutach badawczych można przeczytać, że celem głównym jest wzmocnienie nadzoru sprawowanego przez właściwych ministrów nad instytutami badawczymi. Autorzy projektu wyszli z założenia, że kompetencje właściwego ministra są niewystarczające i wymagają rozszerzenia. Słuszne jest podjęcie dyskusji nad zmianami dotyczącymi funkcjonowania instytutów badawczych, ale projektowane w projekcie zmiany są niekorzystne. Projekt wskazuje na brak zaufania do środowiska naukowego tych instytutów. Projekt daje ogromną władzę ministrowi i umożliwia szybką wymianę dyrektorów wybranych instytutów. Proponowane zmiany umożliwią w każdym instytucie szybką wymianę dyrektora i wicedyrektorów na osoby wskazane przez ministra, wzmacniają jego reprezentantów w komisji konkursowej i stworzą możliwość mianowania na tymczasowego dyrektora osobę niewyłonioną w konkursie, nawet jeśli nie posiada wymaganych w ramach konkursu kwalifikacji.
Projekt ustawy wpisuje się w całościową politykę kadrową prowadzoną przez Prawo i Sprawiedliwość. Polega ona na wierze, że większa kontrola państwowa i urzędnicza spowoduje lepsze funkcjonowanie jednostki. Ewentualne wprowadzenie zaproponowanych zmian doprowadzi do ograniczenia twórczej i kreatywnej działalności instytutów, które będą wykonywać polecenia urzędników niemających specjalistycznej wiedzy. Należy zauważyć, że na podstawie przepisów przywołanej ustawy minister nadzorujący ma obecnie prawo do kontroli w instytutach badawczych, a w razie niezastosowania się do zaleceń pokontrolnych ma prawo odwołania dyrektora instytutu. Nie ma natomiast kompetencji co do uchylania uchwał rady naukowej instytutu. Wprowadzenie takiej możliwości jest niezgodne z zasadą wolności badań naukowych.
Klub Nowoczesna chce złożyć na ręce marszałka poprawki do wymienionego projektu ustawy. Uważamy, że szereg rzeczy wymaga zmiany, aczkolwiek jesteśmy w ogóle przeciwni tej ustawie jako całości. Poprawki są tylko na wypadek, gdyby jednak ta ustawa miała zacząć obowiązywać. Przede wszystkim chcemy uchylić przepis dający możliwość odwołania dyrektora w przypadku zmiany zakresu działalności instytutu. Chcemy, żeby skreślić ustęp, że minister nie powołuje dyrektora w przypadku, gdy konkurs został przeprowadzony z naruszeniem prawa lub kandydat nie spełnia wymogów formalnych. Usunięte zostaną punkty mówiące o niespełnianiu kryteriów konkursowych przez kandydatów zaprezentowanych przez komisję konkursową. Przyjęcie proponowanych przez państwo zmian doprowadziłoby do tego, że minister swobodnie decydowałby o tym, kto będzie dyrektorem, nie biorąc pod uwagę żadnych rekomendacji komisji konkursowej.
Dodatkowo uważamy, że np. proponowana zmiana w art. 27 polegająca na tym, aby minister nadzorujący powoływał i odwoływał zastępców dyrektora, jest uprawnieniem zbyt daleko idącym, ponieważ to uprawnienie tak naprawdę odbiera dyrektorowi swobodę wyboru osób na najbliższych współpracowników. Nie było dotychczas takich zapisów w innych tego typu ustawach. Następnie nie ma też uzasadnienia, aby przewodniczący rady naukowej był wybierany tylko spośród kandydatów powołanych przez ministra nadzorującego. Nie ma żadnych przesłanek, aby bronić tego zapisu. Jest to kolejne ograniczenie swobody naukowej i uprawnień wynikających z funkcjonowania instytutu jako jednostki badawczej. Tak samo jesteśmy przeciwni temu, żeby minister mógł uchylać uchwały w drodze decyzji administracyjnej.
Podsumowując, klub Nowoczesna sprzeciwia się ingerencji urzędniczej proponowanej przez PiS w obszarze działalności naukowej. Zawsze będziemy bronić swobody wykonywania zawodu, bo na tym opiera się podstawowe zaufanie do naszych rodaków. To od ich uczciwości, przedsiębiorczości, kreatywności, pracowitości, a równocześnie pewnej swobody naukowej oczekujemy wyników w postaci dobrego funkcjonowania instytutów, a nie od silnych uprawnień kontrolnych ze strony ministerstwa. Ministerstwo powinno w większym stopniu korzystać z tych uprawnień, które ma już obecnie, zamiast wprowadzać zasady, których - trudno się oprzeć wrażeniu - jedynym celem jest ręczne sterowanie możliwościami obsadzania kadr instytutów badawczych.
W związku z tym, po pierwsze, składam poprawki, po drugie, zasadniczo Nowoczesna jest przeciwna w ogóle ustawie o instytutach badawczych.
Panie i Panowie Posłowie! Pani Marszałek! Sama idea stworzenia jednego systemu antyplagiatowego, który byłby na zasadzie open source dostępny dla wszystkich podmiotów, zarówno szkół publicznych, jak i niepublicznych, nie jest złą ideą, aczkolwiek oczywiście to rozwiązanie ma pewne wady.
Pierwszą zasadniczą wadą jest to, że tak naprawdę ingeruje już w istniejący rynek, na którym funkcjonują podmioty prywatne. Czyli w pewnym stopniu tym podmiotom prywatnym zabieramy szansę funkcjonowania w momencie, w którym one już zainwestowały jakieś swoje środki w to, żeby takie programy stworzyć.
Po drugie, niewątpliwie sam zapis w ustawie dotyczący tego, że miałyby być to instytuty badawcze, nie jest dobrym rozwiązaniem i w imieniu Nowoczesnej złożyłam poprawkę do tego zapisu, który mówi, że ministerstwo powinno złożyć zamówienie u jakiegoś pewnego podmiotu zewnętrznego, przy czym mógłby to być zarówno instytut badawczy jako inna uczelnia, jak i inny podmiot, który jest w stanie wykonać tego typu system.
Pozostaje jeszcze kwestia dostosowania regulaminów uczelni, jak również dość istotna kwestia tego, że być może takim systemem antyplagiatowym powinny zostać objęte nie tylko prace dyplomowe, ale także szerszy zakres różnego rodzaju prac naukowych, z którymi mamy do czynienia na uczelniach. Zwróćmy uwagę, że nie tylko prace dyplomowe, ale także prace doktorskie albo prace naukowe są często niestety elementem plagiatu. Zdarza się to nawet w przypadku dużych wydawnictw o charakterze książkowym. W związku z tym uczelnia, żeby mogła odpowiadać za swoich pracowników i za to, by nie dochodziło do plagiatów, powinna móc z takiego systemu korzystać, a nawet powinien być wprowadzony wymóg, żeby korzystała w znacznie szerszym zakresie niż tylko w odniesieniu do prac dyplomowych.
Natomiast zasadniczym punktem jest to, że uważamy, iż ograniczenie tego zamówienia tylko do instytutów badawczych jest niczym nieuzasadnione. Poprawka została w tej chwili zgłoszona. Zasadniczo można by się zastanowić, ponieważ w uzasadnieniu trochę tego zabrakło, wiemy, jakie będą koszty tego nowego projektu, natomiast troszeczkę zabrakło kosztów zbiorczych, ile w tej chwili kosztuje obsługa systemów antyplagiatowych we wszystkich uczelniach w kraju, czyli porównać koszty obecne do kosztów przyszłych. Wiemy, że to miałoby kosztować około 14 mln, wiemy, że jest kwestia dofinansowania ze strony Unii Europejskiej, ale nie znamy obecnych kosztów i nie możemy tych dwóch liczb w żaden sposób porównać. No i, jak mówię, jest kwestia tego, że jest pewien rynek, na którym funkcjonują już podmioty, i ta ustawa tak naprawdę pozbawia je szansy funkcjonowania na dotychczasowych zasadach.
Tak że, powiem szczerze, z szeregiem wątpliwości i z uwzględnieniem poprawki musimy podjąć decyzję, co robimy z tą ustawą. Dziękuję.
Panie i Panowie Posłowie! Pani Marszałek! Od decyzji o odwołaniu imprezy masowej przysługuje odwołanie do właściwego sądu okręgowego. Ustawa jednak nie przewiduje terminu, w którym ma nastąpić to odwołanie, miałoby być rozpatrzone to odwołanie. Nietrudno sobie wyobrazić sytuację, w której następuje odwołanie do sądu, natomiast mamy sytuację, że to rozpatrzenie, biorąc jeszcze pod uwagę sprawność sądów, przebiega tak długo, że tak naprawdę nadchodzi termin tej imprezy. W związku z tym tak naprawdę można w ten sposób zablokować każdą imprezę masową.
Czy zgodnie z ustawą nie powinien być określony termin, który wskazywałby, że odwołanie ma być rozpatrzone przed datą rozpoczęcia planowanej imprezy? Zasugerowałabym nawet, że powinno być to jakiś czas przed datą planowanej imprezy, a nie w przeddzień.
Panie i Panowie Posłowie! Panie Marszałku! Trudno zrozumieć, dlaczego mamy się ograniczyć do jednego podmiotu, czyli do instytutu badawczego. W żaden sposób nie jest uzasadnione, dlaczego zarówno te podmioty, które obecnie pracują na tym rynku i dostarczają podobne oprogramowania antyplagiatowe, jak i inne uniwersytety, inne instytuty, inne podmioty nie mogą zgłaszać się w drodze otwartego przetargu do przygotowania takiego projektu. Zwróćmy uwagę, że koszt takiego projektu jest liczony nawet na 14 mln zł. Z jednej strony odbieramy szansę na funkcjonowanie na tym rynku wszystkim podmiotom prywatnym, a z drugiej strony uniemożliwiamy im wystartowanie w otwartym przetargu. Nieuzasadnione jest również to, dlaczego innym placówkom naukowym uniemożliwiamy wzięcie udziału w przetargu na tego typu oprogramowanie.
Dlatego zwróciliśmy się z podobną poprawką jak Platforma Obywatelska i zdecydowaliśmy się poprzeć poprawkę Platformy Obywatelskiej.
Z czego wynika rezygnacja z możliwości przystąpienia do otwartego przetargu
dla wszystkich podmiotów, a nie tylko dla instytutów badawczych?
Panie i Panowie Posłowie! Panie Marszałku! O problemie, jaki jest z tą ustawą, już mówiłam przed chwilą. Głównym problemem jest to, że trudno jest uzasadnić, dlaczego obecny rynek w momencie, w którym nie ma w tej ustawie dokładnych wyliczeń dotyczących tego, jakie obecnie koszty systemów antyplagiatowych ponoszą wszystkie, poszczególne uczelnie... Znamy w tej chwili tylko koszt, wiemy, ile by to wynosiło z punktu widzenia budżetu, ze środkami z Unii Europejskiej, gdybyśmy mieli jeden program antyplagiatowy. Trudno jest zrozumieć, dlaczego w związku z tym decydujemy się na jeden system, w dodatku na system, który może przygotować tylko instytut badawczy.
Dlatego, po pierwsze, chcielibyśmy ponownie spytać: Dlaczego tylko instytut badawczy może przygotować ten projekt antyplagiatowy? Po drugie: Dlaczego nie ma uzasadnień dotyczących obecnych kosztów po stronie wszystkich uczelni? Również dlatego będziemy głosować przeciwko tej ustawie.
Panie i Panowie Posłowie! Panie Marszałku! Czym jest tak naprawdę uchwała w obronie suwerenności Rzeczypospolitej i jej obywateli? Czy nie jest przypadkiem sposobem wypowiedzenia wojny Unii Europejskiej? Czy nie jest to pierwszy krok do wyprowadzenia Polski z Unii Europejskiej przez Prawo i Sprawiedliwość? Dlaczego używacie słowa ˝suwerenność˝, chociaż tak naprawdę macie na myśli izolację, izolację Polski na arenie międzynarodowej?
Dlaczego zafałszowujecie rzeczywistość, wmawiając Polakom, że Komisja Europejska krytykuje Polskę. Komisja Europejska krytykuje tylko niepraworządne rządy Prawa i Sprawiedliwości...
...i jej przedstawicieli. Przestańcie oszukiwać Polaków! Przestańcie używać nieprawidłowo słów, takich jak patriotyzm czy praworządność. Cofnijcie się w tej destrukcji praworządności w Polsce. Kiedy stoi się nad przepaścią, zawsze lepiej zrobić krok w tył.
Panie i Panowie Posłowie! Panie Marszałku! Podsłuchy nawet bez następczej zgody sądu, swobodny dostęp ABW do danych wrażliwych, strzał snajperski, cudzoziemcy traktowani jak potencjalni terroryści. Mamy ustawę, która niewątpliwie ogranicza wolności obywatelskie, ale niekoniecznie musi zapewnić nam jakiekolwiek bezpieczeństwo.
Dlaczego tak wątpliwa i kontrowersyjna ustawa, budząca tyle wątpliwości w społeczeństwie, a potrzebna głównie na szczyt NATO oraz na Światowe Dni Młodzieży, nie może mieć charakteru czasowego? Czy nie warto by było przyjąć po tych wydarzeniach nowej, dopracowanej ustawy, która zostałaby stworzona na bazie konsultacji, na bazie wysłuchań publicznych, na bazie szerokiego porozumienia ze społeczeństwem? Czy naprawdę warto ograniczać wolności obywatelskie za cenę bardzo iluzjory... iluzorycznego bezpieczeństwa?
Panie i Panowie Posłowie! Pani Marszałek! Ta ustawa zawiera szereg zapisów dotyczących różnej problematyki. Podeszłam do niej w dość otwarty sposób, ona rzeczywiście jest ustawą, która była konsultowana na etapie prac w ministerstwie, natomiast faktycznie dość późno wpłynęła do Sejmu i dość późno można było się do niej przygotować - w tym znaczeniu tylko, że trzeba było to zrobić, zanim trafiła do Sejmu. Z tego punktu widzenia ważne też jest to, że warto, żeby potem trafiła do komisji i była przepracowana na poziomie komisji edukacji.
Jeśli chodzi o zapisy, które ona zawiera, składa się ona z kilku elementów. Skoncentruję się na trzech spośród nich. Pierwszy, wywołujący dotychczas najwięcej emocji, to kwestia egzaminu szóstoklasistów. Jeśli chodzi o rezygnację ze sprawdzianu szóstoklasistów w ostatnim roku szkoły podstawowej, to oczywiście ma to, jak większość problemów, zarówno dobre, jak i złe strony.
Jakie pozytywne skutki by to przyniosło? Niewątpliwie oszczędności - oszczędności ze względów budżetowych. Po drugie, odejście od pewnej testomanii, uczenia się pod sprawdzian, zdjęcie z dzieci stresu, jak również utrudnienie segregacji już na poziomie gimnazjum. Dotychczas bardzo często, niestety, ten test szóstoklasisty służył pewnej segregacji uczniów już na poziomie gimnazjum.
Ale równocześnie nie można pominąć zalet sprawdzianu szóstoklasisty. Po pierwsze, był on motywacją dla nauczycieli i dyrekcji szkół. Bardzo często - nauczyciele to podkreślają - traktowali to jak jakieś podsumowanie ich osiągnięć związanych z daną klasą, z danym uczniem. Po drugie, pozwalał nauczycielom na doskonalenie się na podstawie wyników ich uczniów i patrzenie, jakie elementy powinny być poprawione, a jakie funkcjonują dobrze. Po trzecie umożliwiał powstanie EWD dla szkół ponadpodstawowych, czyli szkół gimnazjalnych.
Była możliwość oceny również pracy gimnazjum i ocena pracy gimnazjum mogła pomóc, np. jeśli chodzi o pomoc tym gimnazjom, które gorzej sobie radziły i wymagały tej pomocy, lub docenienie tych gimnazjów, które radziły sobie najlepiej. Jeżelibym pomyślała o tym, jak ten test szóstoklasisty czy sprawdzian szóstoklasisty powinien wyglądać, to być może on powinien po prostu zmienić swoją formułę. Po pierwsze, niewątpliwie błędem było, że ten test był dość wcześnie. On był na przełomie marca i kwietnia, w tym roku był bodajże 5 kwietnia, w związku z tym bardzo często w wielu szkołach praktycznie nauka odbywała się do sprawdzianu szóstoklasisty, a potem już doczekiwano końca roku. To jest pierwsza wada. Prawdopodobnie ten test powinien być znacznie później, gdzieś około czerwca. Oznaczałoby to oczywiście, że jego wyniki nie byłyby w danym roku szkolnym. Ale tak naprawdę te wyniki do niczego nie są potrzebne. Tak naprawdę one są właśnie potrzebne do edukacyjnej wartości dodanej i do tego typu pomiarów. W związku z tym wyniki spokojnie mogłyby być w następnym roku szkolnym i pozwalać właśnie na badanie np. edukacyjnej wartości dodanej. Dodatkowo oczywiście ten sprawdzian w tym momencie byłby dużo mniejszym stresem dla uczniów, z bardzo prostego powodu - ponieważ wiadomo byłoby, że nie zależy od niego np. dostanie się do gimnazjum, a wielu uczniów, nawet tych, dla których to nie ma takiego znaczenia, jeśli chodzi o dostanie się do gimnazjum, stresowało się z tego powodu, że podejrzewało, że może mieć. No i przede wszystkim powinna się trochę zmienić formuła - jak najbardziej odejście od formuły typowo testowej na rzecz badania pewnych umiejętności w sposób jak najmniej testowy. To jest kwestia sprawdzianu szóstoklasisty. Jest to według mnie kwestia do dyskusji, kwestia, której warto by było poświęcić pewien czas, dlatego że to nie jest dla mnie aż tak oczywiste.
Natomiast jeśli chodzi o rozwiązania związane z maturami i z możliwością odwoływania się uczniów od matur, możliwością fotografowania swoich prac, powstania Kolegium Arbitrażu Egzaminacyjnego, to nie mam żadnych uwag. Uważam, że to jest rozwiązanie bardzo dobre. Uważam, że źle było, że egzamin, od którego często zależy przyszłe życie maturzystów, jest kwestią ich marzeń to, że się dostają np. na medycynę, bo najczęściej tego kierunku dotyczyły te odwołania...
To, że nie mogły się dzieci odwołać w tak dużym stopniu, jak mogłyby, jeżeli ta ustawa wejdzie w życie, było błędem. Możemy się odwołać w bardzo wielu kwestiach, dotyczących spraw administracyjnych, spraw nas dotyczących. Natomiast jeśli chodzi o tak ważną rzecz jak matura, dotychczas tak naprawdę odwołania miały charakter bardzo uznaniowy i tak naprawdę były bardzo ograniczone. Na przykład niemożność zrobienia zdjęcia - ja w ogóle nigdy nie mogłam zrozumieć, czemu miało służyć to utrudnienie. Chociaż równocześnie trzeba zdać sobie sprawę z jednej rzeczy. Nauczyciele praktycy bardzo często mówią o tym, że oni się trochę bali takiego rozwiązania, z jednego bardzo prostego powodu - z tego powodu, że rodziło to ryzyko, że tak naprawdę wiele matur jest lekko naciąganych. I teraz jeżeli egzaminator wie, że będzie kontrolowany w taki sposób, przez tego typu odwołania, to prawdopodobnie może się okazać, że większa grupa młodzieży nie osiągnie tych 30%, nie zda egzaminu. O tym, że egzaminy były naciągane, najlepiej świadczy fakt, że jeżeli spojrzymy na krzywą osiągnięć maturalnych, to nie wiadomo dlaczego zaburza ona znacząco krzywą Gaussa i mamy nagły skok w okolicy 30%.
Natomiast jeśli chodzi o ostatnią część, związaną z dotacjami, powiem szczerze, że ta część jest napisana w sposób dość skomplikowany, rzeczywiście taki bardzo problematyczny. Mamy mnóstwo definicji, mnóstwo nowych określeń. Często np. jest nowe pojęcie najbliższej gminy, która ma się posługiwać jakimiś narzędziami informatycznymi, których tak naprawdę jeszcze nie ma, to ma w przyszłości powstać. Budzi też pewne wątpliwości np. takie pojęcie jak podstawowa kwota dotacji w przypadku przedszkoli, kiedy one nie posługują się dotacjami, jest mechanizm, pewne mechanizmy wyglądają na dość skomplikowane. Także budzi pewne wątpliwości to, jak to się odbije na finansach zarówno samorządów, jak i placówek prywatnych. Również budzi wątpliwości kwestia związana np. z placówkami tzw. złotówkowymi, czyli kwestia placówek, które świadczą usługi jakby placówek publicznych, a są niepubliczne, w sytuacji, w której są wykupowane w nich miejsca, ponieważ np. nie są to decyzje o charakterze terminowym.
Tak że ogólnie rzecz biorąc, uważam, że jest to ustawa, która powinna pójść do pewnego przepracowania, szczególnie w komisji ekonomiki edukacji czy oświaty w Sejmie, dlatego że te rzeczy być może powinny być doprecyzowane albo pewne rzeczy powinny zostać lepiej wyjaśnione.
Panie i Panowie Posłanki! Panie Marszałku! Zamach PiS-u na Trybunał Konstytucyjny może zakończyć tylko publikacja wyroku Trybunału Konstytucyjnego i przyjęcie ślubowania prawidłowo wybranych sędziów przez prezydenta.
Przechodzę do pytania. W ustawie PiS-u w art. 25 ust. 1 pkt 1 lit. f czytamy, że Trybunał Konstytucyjny orzeka w pełnym składzie w sprawach o szczególnej zawiłości i czyni tak z inicjatywy prezesa Trybunału Konstytucyjnego, ale także na wniosek prezydenta lub prokuratora generalnego. Czy nie jest to wpływ w prosty sposób władzy wykonawczej na władzę sądowniczą? Dodatkowo zauważmy jeszcze jedną rzecz: jeżeli dodamy do tego art. 29 ust. 5, który mówi, że prokurator generalny uczestniczy w obradach Trybunału Konstytucyjnego, jeśli odbywają się one w pełnym składzie, to mamy sytuację, w której prokurator generalny, najpierw określając, że sprawa jest sprawą o szczególnej zawiłości, a potem nie przychodząc na rozprawę, może zablokować Trybunał Konstytucyjny. Rozumiem, że to już jest ostateczny pomysł Prawa i Sprawiedliwości na zablokowanie Trybunału Konstytucyjnego, w tym na zablokowanie możliwości orzekania o niekonstytucyjnych ustawach proponowanych przez Prawo i Sprawiedliwość.
Chciałam jeszcze doprecyzować. Panie marszałku, pani Kamila Gasiuk-Pihowicz, która mówiła o odrzuceniu ustaw, zwróciła się z wnioskiem o odrzucenie w pierwszym czytaniu
projektów ustaw Prawa i Sprawiedliwości i PSL-u. Zwracamy się z takim wnioskiem.
Panie i Panowie Posłowie! Panie Marszałku! Projekt ustawy o zmianie ustawy o systemie oświaty obejmuje kilka elementów, natomiast ja chciałabym się skoncentrować na trzech. Pierwszy element to jest kwestia egzaminów dla szóstoklasistów. Wiele mówi się w projekcie i uzasadnieniu o wadach tego systemu. Mówi się o stresie dzieci, mówi się o kosztach.
Natomiast ja chciałabym zwrócić uwagę na dwa aspekty, które mówią o pozytywnym znaczeniu testu szóstoklasisty. Po pierwsze, test szóstoklasisty jest jednym z podstawowych elementów tzw. systemu edukacyjnej wartości dodanej. Ten sfinansowany w dużym stopniu ze środków Unii Europejskiej system powinien funkcjonować, zgodnie z wszelkimi umowami, przynajmniej do roku 2020. W momencie, w którym wyrzucamy tak naprawdę jego zasadniczą część, czyli egzamin szóstoklasisty, praktycznie uniemożliwiamy realną ocenę szkoły gimnazjalnej. Co prawda mowa jest o zorganizowaniu częściowych egzaminów na poziomie gimnazjum - ale wewnętrznych, dla części młodzieży - jednak można mieć wątpliwości, czy taki rodzaj testu zastąpi test szóstoklasisty.
Oczywiście test szóstoklasisty powinien ulec zmianie. Jego zasadniczą wadą był termin, zbyt wczesny, praktycznie zabierający 2 godziny pracy szkoły, 2 miesiące pracy szkoły, dlatego że potem, już po egzaminie bardzo często nic się w szkole nie działo. To stres dla młodzieży, dla dzieci, które myślały, że od tego testu w dużym stopniu zależy ich rekrutacja do szkoły gimnazjalnej. Czasami zresztą zależała, a nie powinna, ponieważ to jest zbyt wczesny etap, jeżeli chodzi o segregację. Jest to również kwestia tego, że tak naprawdę to powinien być przede wszystkim egzamin dla szkoły, a nie dla uczniów. To powinien być egzamin, który daje konkretną wiedzę nauczycielom i który daje możliwość oceny placówek przez nadzór pedagogiczny, przez jednostki samorządu terytorialnego. Dlatego uważamy, że rezygnacja z tego testu szóstoklasisty jest błędem, który dodatkowo może nas kosztować, jeżeli chodzi o zwrot środków do Unii Europejskiej.
Druga kwestia to jest kwestia egzaminów maturalnych. Tutaj zmiana jest na dobre ze względu na to, że rzeczywiście dajemy realną szansę młodzieży odwołania się od wyniku egzaminu, możliwość przejrzenia pracy, możliwość zrobienia zdjęcia. Dotychczas brakowało tego typu rozwiązań. Tak naprawdę często ta sama komisja potrafiła z jednej strony obniżyć, podnieść w przypadku jednego zadania punkty i obniżyć w przypadku drugiego. Ostatnio próbowano przeciwdziałać temu, ale mimo wszystko te rozwiązania były niewystarczające. Nierówne zasady traktowania w różnych komisjach. To wszystko było do uporządkowania. Rzeczywiście ta ustawa to porządkuje. Również w pewnym stopniu ustawa porządkuje kwestię subwencji dla placówek, dla niepublicznych placówek oświatowych, ale tak naprawdę o jej skutkach będziemy mogli mówić dopiero za jakiś czas, dlatego że są jednak wątpliwości, czy w pewnych momentach nie okaże się, że ktoś za te zmiany zapłaci: szkoła albo samorząd. Tam są pewne rzeczy, które są niedoprecyzowane i które wzbudzają szereg wątpliwości. Ale tak naprawdę na ocenę będziemy mogli sobie pozwolić mniej więcej po roku jej funkcjonowania.
Natomiast jest w tej ustawie coś, co nie pozwala nam w żaden sposób jej poprzeć: fakt, że w trybie pozakonstytucyjnym, niezgodnym z regulaminem Sejmu, w czasie obrad komisji zgłoszono poprawki, które wykraczają poza zakres tej ustawy. Nie dość, że wykraczają poza zakres tej ustawy, to dodatkowo znacząco ograniczają uprawnienia samorządów do wpływania np. na wybór dyrektorów szkół, a także wymagają, żeby wszystkie arkusze organizacji pracy szkoły były opiniowane przez kuratora. Te zmiany są typowym objawem pragnienia Prawa i Sprawiedliwości, żeby centralizować wszystko, co da się scentralizować, w szczególności żeby pozbawiać samorządy kolejnych uprawnień. Można przyjąć, że to jest pewna polityka, że to jest pewna decyzja o charakterze politycznym, ale nawet przy decyzji o charakterze politycznym tego typu zmiany należy przeprowadzać na etapie projektowania ustawy, w którym ona jest konsultowana, kiedy samorządy mogą się ustosunkować do tych zmian. Ta ustawa, przypomnę, powstała bodajże w marcu i przez kilka miesięcy leżała w ministerstwie. Jest zupełnie niezrozumiałe, dlaczego tego typu zmian nie pozwolono zaopiniować samorządom, dlaczego dorzucono je w trybie niekonstytucyjnym. Tak samo zupełnie oburzająca jest uwaga pana marszałka Terleckiego, który odniósł się do tego, prowadząc posiedzenie komisji, że oczywiście te zmiany mógłby odrzucić Trybunał Konstytucyjny jako przeprowadzone w trybie niekonstytucyjnym, jednak musiałby funkcjonować. To najlepiej świadczy o podejściu państwa do stanowionego prawa. Ze względu na chociażby te poprawki Nowoczesna na pewno będzie głosować przeciwko tej ustawie.
Panie i Panowie Posłowie! Panie Marszałku! Jak już wspomniałam, jeden z głównych elementów tego projektu to kwestia likwidacji egzaminu szóstoklasisty, które to działanie tak naprawdę rozmontowuje cały program edukacyjnej wartości dodanej. Chciałam spytać, jak w tej sytuacji będzie wyglądać kwestia programu europejskiego, który był finansowany dość wysoką kwotą ponad kilkuset milionów złotych. Unia Europejska może zwrócić się do nas o jej zwrot ze względu na to, że efekty i trwałość projektu przewidziane są do roku 2020. Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że te egzaminy, takie wybiórcze, niezewnętrzne, które będą przeprowadzane na początku gimnazjum, mogą nie zostać uznane za w pełni obiektywne - ponieważ dążeniem gimnazjum, które będzie wiedziało, że na ich podstawie może być oceniane w ramach EWD, może być dążenie do obniżania poziomu wyników - może to zostać uznane przez Unię Europejską za działanie niewystarczające.
Czy państwo dokonywali jakichś analiz dotyczących tego, czy wobec likwidacji testu szóstoklasisty nie będziemy musieli zwracać pieniędzy Unii Europejskiej? Jakie to byłyby kwoty? Jak te kwoty mają się do przewidywanych oszczędności wynikających z braku testu szóstoklasisty?
Panie i Panowie Posłowie! Panie Marszałku! Chciałam wyjaśnić kilka rzeczy.
Oczywiście doceniam wychowawczą rolę szkoły i nie mam żadnych wątpliwości, że wychowawcza rola szkoły, oprócz edukacyjnej, jest bardzo ważna. Równocześnie uważam jednak, że EWD jest ważnym narzędziem, które pozwala nie tylko oceniać, ale i zmieniać szkołę. Jeżeli jest dobrze stosowane, to nadzór pedagogiczny, jak również nadzór samorządowy ma szansę realnie pomóc tym szkołom, które tej pomocy wymagają, które nie tylko nie podnoszą poziomu uczniów, ale nawet go obniżają, i realnie doceniać tych, którym to się udaje. Oczywiście środowisko rodziców ma podstawowy albo przynajmniej zasadniczy wpływ, natomiast rolą m.in. edukacji jest zmniejszanie tego wpływu, czyli wyrównywanie szans - czyli pozwalanie tym, którzy nie mieli szczęścia urodzić się w odpowiednich rodzinach, na uzyskiwanie jak najlepszych wyników. I tutaj też może pomóc EWD.
Dlatego zadałam bardzo konkretne pytanie.
Zadałam pytanie o to, z jakimi kosztami w razie czego należałoby się liczyć, gdybyśmy zwracali te środki, w stosunku do tego, ile zaoszczędzimy na nieorganizowaniu tego testu...
Dziękuję, pani poseł.
...gdyż z tego, co słyszałam, to jest ok. 660 mln zł. To jest spora kwota.
Dobrze, poproszę.
Panie i Panowie Posłowie! Panie Marszałku! Prawo i Sprawiedliwość przygotowało projekt, nad którym moglibyśmy dyskutować. Zawiera on zapis dotyczący likwidacji testu szóstoklasisty, zawiera dobre rozwiązania dotyczące możliwości odwoływania się od wyników matur, zawiera również rozwiązania dotyczące subwencji docelowej dla szkół niepublicznych. To jest projekt, nad którym można by było dyskutować.
Ale równocześnie na posiedzeniu komisji dorzuca się w ostatniej chwili rozwiązania w trybie pozakonstytucyjnym, dorzuca się rozwiązania, które uderzają w samorząd, i dorzuca się je, wiedząc o tym, że tryb, w którym się to robi, jest niekonstytucyjny. Na uwagi przedstawicieli komisji pan Terlecki odpowiada w ten sposób: To jest problem, który rozstrzygnie Trybunał Konstytucyjny, jeśli będzie potrzeba, kiedy zacznie pracować.
Proszę państwa, czyli mówią państwo wprost, że po to państwo zablokowali Trybunał Konstytucyjny, żeby m.in. w takich przypadkach nie mógł orzekać. W sytuacji, w której do ustawy, o której można by było dyskutować, dorzucają państwo w jawny sposób niekonstytucyjnie zapisy, nie można takiej ustawy przyjąć. Dlatego będziemy za odrzuceniem jej w całości.
Panie i Panowie Posłowie! Panie Marszałku! Wprowadzone przez Platformę Obywatelską poprawki miały na celu uratować resztki systemu EWD, ponieważ miały wprowadzić w 10% wybranych szkół egzamin dla szóstoklasisty. Jednak uważamy, że to rozwiązanie tak naprawdę niczego nie rozwiązuje. Uważamy, że egzamin szóstoklasisty, po pierwsze, powinien zostać, powinien zmienić tylko formułę, żeby w większym stopniu stać się egzaminem dla szkoły, a w mniejszym stopniu dla ucznia, któremu towarzyszy stres.
Natomiast z drugiej strony nie uzyskałam odpowiedzi, i w dalszym ciągu jej nie mam, czy, w jakim stopniu i w jakiej kwocie zagraża to naszemu budżetowi, że będziemy musieli zwracać pieniądze z Unii Europejskiej, które zostały przeznaczone na wprowadzenie systemu EWD. Z tego, co wiem, jest to spora kwota, mowa jest nawet o ponad 600 mln zł, i w momencie, w którym mamy czas trwałości projektu do 2020 r., natomiast likwidując test szóstoklasisty, tak naprawdę wysadzamy cały projekt EWD w powietrze, możemy się liczyć z tym, że Polska będzie musiała te środki oddawać. Egzamin szóstoklasisty może nie jest idealny, rzeczywiście w dotychczasowej formule powodował, że szkoły zaczynały już wakacje, mimo że był dopiero kwiecień, ale był systemem dobrej oceny szkoły. Chciałabym spytać ponownie, dlaczego państwo nie udzielają nam odpowiedzi, jakie to może przynieść skutki finansowe i jakie kwoty będziemy musieli zwracać Unii Europejskiej.
Panie i Panowie Posłowie! Panie Marszałku! W pierwszej części mówiłam już o trybie wprowadzania poprawek, o których teraz mówimy, że należy je wykreślić. Mówiłam o tym, że był to tryb pozakonstytucyjny ze względu na to, że wykraczały one poza zakres ustawy. Ale teraz chciałam zwrócić uwagę na ich charakter. One mają typowy charakter centralistyczny. Po raz kolejny Prawo i Sprawiedliwość pokazuje, że uważa, że o wszystkim powinien decydować rząd, w tym wypadku rząd przy pomocy kuratorów. Po zmianach, które zostały wprowadzone na początku kadencji i które spowodowały, że jeżeli samorząd chce zlikwidować jakąkolwiek szkołę, to musi być zgoda kuratora, teraz mamy kolejne zmiany, które ubezwłasnowolniają samorząd. Tym razem chodzi o wybór dyrektorów szkół. Obecnie większy nacisk jest na to, żeby to samorządy, które prowadzą placówki, mogły decydować o dyrektorach szkół. W tej chwili to w głównej mierze mają decydować kuratorzy. Ale jest tam też zapis dotyczący tego, że wszystkie np. arkusze organizacyjne placówek publicznych również muszą być zatwierdzane przez kuratorów. Państwu władza centralna jest bliższa niż władza samorządowa. Dlaczego państwo nie dosyć, że wprowadzają takie zmiany, to wprowadzają je bez konsultacji z samorządem, nie na etapie projektowania ustawy, tylko dopiero w formie poprawek, tak jakby państwo bali się powiedzieć samorządom, że zabierają im kolejne uprawnienia? Dlaczego państwo ograniczają władzę samorządów?
Panie i Panowie Posłowie! Pani Minister! Panie Marszałku! Kiedy zobaczyłam tę ustawę, to liczyłam na bardzo merytoryczną, spokojną dyskusję na temat tego, jak powinna w przyszłości wyglądać oświata. Należało rozważyć, czy test szóstoklasisty to dobre czy złe rozwiązanie. Tak naprawdę jego brak wywraca system EWD, ponieważ system EWD wymaga tego, żebyśmy mieli egzaminy na wejście i na wyjście. W tej chwili mamy
taki egzamin dla liceum. Mamy egzamin na wejście - czyli egzamin gimnazjalny i na wyjście - czyli maturę, natomiast nie mamy już takiego egzaminu dla gimnazjum. W tej sytuacji oczywiście można stosować protezy w postaci testów kompetencyjnych przeprowadzanych przez gimnazja, ale one nie zapewnią tego samego poziomu, nie zapewnią zewnętrzności oceny i nie zapewnią rzeczywistego funkcjonowania systemu EWD, systemu, który ma jednak swoją wartość.
Natomiast są tam też rozwiązania dobre, rozwiązania dobre dla maturzystów, rozwiązania być może dobre dla samorządów, to się okaże w dalszej perspektywie, dotyczące subwencji. Mimo wszystko potrafiliście te wszystkie rzeczy, dobre lub złe, ale które pozwalały na merytoryczną dyskusję, zepsuć sposobem procedowania. Ta ustawa powstała w marcu, przez kilka miesięcy leżała w ministerstwie i mogła podlegać konsultacjom. Do ustawy w pierwotnej wersji mieliście opinie samorządów, a mimo to w trybie niekonstytucyjnym dorzuciliście poprawki, które ją zmieniały. Zmieniały ją w odniesieniu do samorządów. I do tych poprawek już nie mieliście opinii. A jak się pojawiła opinia, to była negatywna.
Dlaczego nie pozwoliliście na merytoryczną dyskusję, dorzucając zapisy, które były całkowicie niezgodne z konstytucją? A przynajmniej ich tryb.
Panie i Panowie Posłowie! Panie Marszałku! Posłowie Prawa i Sprawiedliwości, prezentując swoją ustawę o Trybunale Konstytucyjnym, często wskazywali, że jest to tak naprawdę ustawa, przedstawienie ustawy z 1997 r., która służyła Polsce przez 20 lat. W związku z tym mam takie pytania: Gdzie w ustawie z 1997 r. znajdziemy takie zapisy jak np. prawo decydowania przez prokuratora generalnego i prezydenta o tym, czy trybunał orzeka w pełnym składzie, czy nie orzeka? Gdzie znajdziemy kwestię rozpatrywania spraw w kolejności wpływu? Gdzie w tej ustawie było blokowanie wyroku przez czterech sędziów? A może ja przegapiłam gdzieś w ustawie z 1997 r. zasadę, że wyroki zapadają większością 2/3? Tych wszystkich zapisów w tej ustawie nie było. W związku z tym powoływanie się na ustawę z 1997 r. jest czystym populizmem w państwa wykonaniu. Państwo tę ustawę zbudowali tak, żeby do ustawy z 1997 r. wpisać wszystkie możliwe mechanizmy blokujące, żeby
ostatecznie zablokować Trybunał Konstytucyjny.
Panie i Panowie Posłowie! Mówimy o regulaminie Sejmu, ale jakie znaczenie ma regulamin Sejmu, jeżeli państwo mają za nic prawo? Państwo chcą złamać praworządny system w Polsce, niszcząc Trybunał Konstytucyjny.
Po co zajmować się regulaminem, jeżeli niszczymy konstytucję i trójpodział władzy? Jaki cel ma zajmowanie się regulaminem, jeżeli państwo mają prawo za nic, jeżeli pan marszałek nie poddaje pod głosowanie wniosków posłów na Sejm? Po co zajmować się regulaminem, jeżeli dla państwa prawo nie ma żadnego znaczenia, a konstytucja jest śmieciem? Dla państwa Trybunał Konstytucyjny jest tylko przeszkodą w prowadzeniu niepraworządnych rządów. Dla państwa nie ma znaczenia żadne prawo, które jest zapisane w konstytucji. Państwo nie szanują praworządności, nie szanują trójpodziału władzy.
Jakie w tej sytuacji znaczenie ma regulamin Sejmu?
Pani poseł, pani zadaje pytania, ale nie na temat. Bardzo proszę...
Dla państwa jedynym celem jest to, żeby Trybunał Konstytucyjny nie mógł orzec w sprawie żadnej ustawy niekonstytucyjnej...
...którą państwo podejmą przez najbliższe 3 lata.
Dlatego...
Panie i Panowie Posłowie! Panie Marszałku! Nikt nie ma wątpliwości, że Polacy zarabiają mało, szczególnie ci, którzy mają najniższą krajową.
Równocześnie jednak zwróćmy uwagę: jeżeli chcemy poprawić los Polaków, to poszukajmy jednak pieniędzy po naszej stronie, a nie po stronie przedsiębiorców. Jeżeli uważają państwo, że dochody Polaków są zbyt niskie, to może w pierwszej kolejności należałoby popracować nad kwotą wolną od opodatkowania. Przypomnę, że jest wyrok Trybunału Konstytucyjnego, który dość jasno mówi, że kwota wolna powinna zostać podniesiona. Państwo podnieśli najniższą krajową powyżej nawet oczekiwań związków zawodowych. Państwo w ten sposób znaleźli pieniądze w kieszeniach małych przedsiębiorców, często takich przedsiębiorców, którzy ledwo wiążą koniec z końcem. Państwo znaleźli 105 zł tam dla pracownika, ale ponad 75 zł u pracodawcy - pieniądze, które zasilą budżet państwa i będą na realizację waszych obietnic wyborczych. Mam pytanie: Dlaczego państwo nie skoncentrowali się na podniesieniu
kwoty wolnej, a szukają pieniędzy w kieszeniach przedsiębiorców?
Panie i Panowie Posłowie! Proszę państwa, mówimy tutaj wiele o losie polskich pracowników, ale pomyślmy o tym, że pracodawca to też człowiek. To często człowiek, który ledwo wiąże koniec z końcem, często osoba, która zatrudnia naprawdę jedną, dwie osoby i naprawdę nie ma już na czym zaoszczędzić. O nich też trzeba pomyśleć. Pomyślmy również o tym...
...że Polska to nie jest tylko Warszawa, gdzie kwota 12 zł za godzinę nie budzi żadnych wątpliwości, czy 13 zł, jak już podniesiono. Polska to również małe miejscowości na ścianie wschodniej, gdzie tego typu wysokość minimalnej krajowej oznacza, że bardzo wiele osób przesuniemy do szarej strefy. Trzeba pomyśleć zarówno o tych osobach, które w tej chwili na skutek państwa rozwiązania trafią do szarej strefy, jak i o małych przedsiębiorcach, którzy na skutek tej zmiany mogą zbankrutować lub mogą być zmuszani do podejmowania decyzji niezgodnych z prawem.
Proszę państwa, każda decyzja to nie jest tak, że te pieniądze są znikąd.
Jeżeli państwo uważają, że ludzie powinni
zarabiać więcej, to wystarczyło zdecydować się na obniżenie tego, co jest po stronie państwa...
...obciążeń dla przedsiębiorcy, obciążeń dla pracownika np. przez podniesienie kwoty wolnej. Dlaczego państwo...
...tam nie poszukali oszczędności...
...dla pracowników, tylko poszukują ich w kieszeni przedsiębiorców?
Panie i Panowie Posłowie! Panie Marszałku! Wiele środowisk mówi o konieczności odpolitycznienia Trybunału Konstytucyjnego.
Stąd poprawka Nowoczesnej mówiąca o tym, żeby kandydatów do Trybunału Konstytucyjnego mogły zgłaszać przede wszystkim środowiska prawnicze, żeby mogły zgłaszać Zgromadzenie Ogólne Sędziów Sądu Najwyższego, Naczelny Sąd Administracyjny, Krajowa Rada Sądownictwa, samorządy adwokackie i radcowskie. Równocześnie niedobrze jest, jeżeli czynni politycy stają się sędziami Trybunału Konstytucyjnego. Stąd wniosek Nowoczesnej, żeby była 4-letnia karencja, żeby osoba, która ledwo co siedziała w ławach sejmowych, nie mogła iść do Trybunału Konstytucyjnego. Temu również ma służyć propozycja, żeby sędziów wybierać 2/3 głosów. Dlaczego państwo nie chcą przyjąć rozwiązań, które pozwolą na odpolitycznienie Trybunału Konstytucyjnego?
Panie i Panowie Posłowie! Panie Marszałku! Wprowadzacie do ustawy o Trybunale Konstytucyjnym pojęcie istotnego zagadnienia prawnego. Takiego pojęcia nie ma ani w konstytucji, ani w innych zapisach dotyczących Trybunału Konstytucyjnego. Zawsze kiedy naruszana jest konstytucja, to - przynajmniej według Nowoczesnej - mamy do czynienia z istotną sprawą prawną, istotnym zagadnieniem prawnym. Chyba że PiS sądzi inaczej. Muszę przyznać, że ostatnie działania PiS-u potwierdzają te moje podejrzenia. Dlaczego zawężają państwo zakres kognicji Trybunału Konstytucyjnego? Dlaczego ograniczacie państwo Polakom prawa człowieka? Dlaczego ograniczacie zasady demokracji?
A tak przy okazji chciałam podziękować panu marszałkowi, bo tak naprawdę jedyne pytanie, na które uzyskaliśmy odpowiedź, to jest to pytanie, które zadałam jako pierwsza. Tak, bo macie inne zdanie, wam na nieupolitycznianiu Trybunału Konstytucyjnego nie zależy. Dziękuję za szczerość.
Panie i Panowie Posłowie! Panie Marszałku! PiS wprowadził do ustawy o Trybunale Konstytucyjnym 14-dniowe vacatio legis. Nikt nie ma wątpliwości, że 14 dni to za mało, żeby uznać konstytucyjność lub niekonstytucyjność ustawy o Trybunale Konstytucyjnym. Natomiast nikt również nie ma wątpliwości, czemu służy tak zbudowana ustawa przyjmowana w tak nagłym trybie. Chodzi o dwa cele - dwa cele, które chciało osiągnąć PiS. Po pierwsze, chciało przyjąć ustawę, która skutecznie uniemożliwi uznanie za niekonstytucyjną jakiejkolwiek ustawy w czasie tej kadencji Sejmu przyjętej przez Prawo i Sprawiedliwość. Ale jest również drugi cel. Drugim celem było oszukanie partnerów z NATO, żeby zasłużyć na dłuższy uścisk dłoni między Barackiem Obamą a Andrzejem Dudą, a może nawet na zdjęcie pani premier Beaty Szydło z Barackiem Obamą. Ten cel przyświeca państwu, którzy się mienią suwerenami i którzy mienią się ludźmi, którzy walczą o suwerenną Polskę.
Dlaczego państwo ostatecznie mordują Trybunał Konstytucyjny?
Panie i Panowie Posłowie! Panie Marszałku! Państwo już zdołali nas przyzwyczaić do pewnego tempa pracy, do tego, że projekty wpływają nagle, zaskakująco szybko i zaskakująco szybko są procedowane. Mimo wszystko chyba nie pamiętam projektu, który miałby być od początku do końca uchwalony w tak szybkim tempie jak ten projekt, który zaproponowali państwo nam teraz. Jeszcze wczoraj tego projektu nie było na stronie, była jego zapowiedź. Dowiadywaliśmy się już z mediów, że jest projekt dotyczący podwyżek, ale wbrew pozorom go nie było. Mimo że pojawiały się informacje o druku, nie można go było ściągnąć ze strony. Pojawił się dzisiaj rano. W ogóle można mieć wątpliwości, czy to było w regulaminowym trybie, bo chyba do godz. 21 w przededniu powinien się ten projekt znaleźć, ale na to już spuszczamy zasłonę milczenia. Mam wrażenie, że to szybkie tempo i ten sposób procedowania wynika z jakiegoś wstydu, jaki państwo mają w stosunku do tego projektu.
Zwróćmy uwagę, czego dotyczy ten projekt. Ten projekt dotyczy jednego: przyznania sobie większych pieniędzy. Mamy sytuacje, w których rzeczywiście można by przyjąć, że specjaliści powinni być dobrze opłacani, ale po pierwsze, mamy rząd, w którym trudno znaleźć specjalistów. Jeżeli spojrzymy na to, że wiceministrem jest człowiek w wieku 31 lat, nawet bez odpowiedniego wykształcenia, jeżeli spojrzymy na to, że głównym zadaniem wiceministrów, jeżeli to obserwujemy, jest pobyt w mediach, to mam duże wątpliwości, czy należy im aż tak dobrze płacić. Dodatkowo mamy wyjątkowo duży ten rząd, dużo mamy ministrów i wiceministrów - 118, rekordowo. Wielka Brytania, która jest krajem większym od Polski, ma ich 44, my mamy 118. Mam wrażenie, że gdyby się dało jeszcze więcej, to być może znalazłyby się miejsca dla wszystkich tutaj siedzących na sali posłów, ale rozumiem, że państwo już co prawda pobili rekord, ale nie chcieliby go aż tak pobić.
W związku z tym, po pierwsze, jest coś niemoralnego w tym, żeby przyznawać sobie podwyżki w momencie, w którym mamy rekordowo duży rząd - 118 ministrów, wiceministrów, łącznie z premierem. Po drugie, zarobki polskich polityków nie odbiegają, jeżeli policzymy w stosunku do średniej krajowej, od zarobków innych polityków w innych krajach. Być może jak przeliczą państwo na euro i porównają do innych, zamożnych krajów, to okaże się, że zarabiamy stosunkowo mało. Ale jeżeli porównamy do średniej krajowej, czyli do zarobków Polaków, to już to nie wypada tak słabo, okazuje się, że zarabiamy dokładnie tak samo jak mniej więcej politycy z innych krajów europejskich.
Kolejna kwestia. Żyjemy na kredyt. Pan wicepremier Morawski nawet przyznał, że żyjemy na kredyt, że program 500+ jest niczym innym tylko kredytem w postaci deficytu, w postaci sprzedaży obligacji, to wszystko są formy kredytu. A równocześnie przyznajemy sobie podwyżki.
Morawiecki.
Znowu okazuje się, że mamy coś, co jest w stosunku do możliwości tego państwa niemoralne.
Kolejna kwestia. Jest tam jeden zapis, który można by było poprzeć. Można było stworzyć ustawę, która dotyczy tego jednego: pensji dla pierwszej damy czyli dla żony - lub, jeżeli byłaby to kobieta, dla męża - głowy państwa. Tak, uważam, że biorąc pod uwagę, że musi ona pełnić funkcje reprezentacyjne dla Polski, i biorąc pod uwagę, że nie może w tym czasie pracować, powinna prawdopodobnie otrzymywać pensję i w przyszłości z tego powinna wynikać jakaś jej emerytura. Również byłe pierwsze damy mogą otrzymywać uposażenie. To rozwiązanie wydaje się zgodne z zasadami sprawiedliwości społecznej. Natomiast to, że mają dostać również podwyżkę posłowie, w momencie, w którym tak naprawdę nasze uposażenia są dość godziwe, i w momencie, w którym tak naprawdę mamy sytuację, w której rzeczywiście żyjemy na kredyt, jest znowu czymś nieprzyzwoitym. Szczególnie że, ja mam takie wrażenie, motywacja jest jedna, ale dość poważna - główną motywacją jest to, że państwo czują, że państwa posłowie powoli uciekają do spółek Skarbu Państwa. Rozumiem, że jak jeden, drugi, trzeci uciekł, jak się okazało, że w komisji finansów na przewodniczącego już trzeba łapać człowieka, to państwo doszli do wniosku, że najwyższy czas podnieść uposażenia poselskie...
...bo wszyscy państwu pouciekają. Ja widzę tylko ten jeden motyw.
Proszę państwa, jako Nowoczesna zdecydowanie jesteśmy przeciwni temu projektowi, bo jesteśmy przeciwni temu, żeby w sytuacji, w której nasze działania jako polityków są niezbyt akceptowane społecznie, jeszcze podnosić nam uposażenie. Zróbmy najpierw coś dobrego, a szczególnie państwo zróbcie coś dobrego dla państwa, przestańcie to państwo psuć. W tym momencie być może nawet społeczeństwo dojdzie do wniosku, że powinniście więcej zarabiać.
Panie i Panowie Posłowie! Panie Marszałku! Państwo często w swojej retoryce posługują się takim argumentem, że ten wiek, do którego chcą państwo obniżyć wiek emerytalny, 60 i 65 lat, jest wiekiem, w którym nikt nie zmusza nikogo do pójścia na emeryturę, dlatego że każdy ma wybór, może pracować dłużej. Natomiast ja chciałam zwrócić uwagę na to, czy są jakieś badania dotyczące tego, jak jednak dużo osób idzie na emeryturę w dokładnie takim wieku, w jakim nabiera praw emerytalnych, i z czego to wynika. Najczęściej nie wynika to z ich dobrej woli, tylko wynika to z faktu, że jeżeli nabywają prawa emerytalne, to najzwyczajniej w świecie pracodawca się ich pozbywa. Mamy w tej chwili rynek jednak pracodawcy, nie pracownika. Pracownik w wieku lat 60 często jest troszeczkę mniej wydajny, czasem jest droższy, dlatego że ma wysługę lat, ma różne dodatki, które wynikają z jego wieku.
Czasami częściej choruje. W związku z tym sytuacja, w której obniżamy wiek do 60 lat, może oznaczać, że on w sposób przymusowy jest wysyłany na emeryturę w wieku lat 60. Najlepszy przykład: za moment będziemy mieli reformę edukacji. Ta reforma edukacji, realnie rzecz biorąc, oznacza likwidację gimnazjów. Będziemy mieli mnóstwo kobiet pracujących jako nauczyciele, które w pierwszej kolejności, jeżeli tylko skończyły 60 lat, zostaną wysłane na emeryturę.
Obecnie te kobiety, które idą na emeryturę, mają w świetle przepisów poprzedniej ustawy 61 z czymś tam, 61 lat i kilka miesięcy. Oznacza to, że przed osiągnięciem tego wieku są przez 4 lata chronione przez prawo, są w okresie ochronnym. Jeżeli wprowadzimy tę ustawę, to będzie to oznaczało, że kobieta, która będzie miała 60 lat, natychmiast zostanie pozbawiona tego parasola ochronnego, jakim są te 4 lata ochrony przed uzyskaniem wieku emerytalnego. Co powiedzą państwo tym kobietom, które dotychczas mogły pracować do 61. roku i kilku miesięcy, a w przyszłych latach do 62. roku i kolejnych miesięcy? W jaki sposób mają one utrzymać pracę, jeżeli państwo pozbawią je tego parasola ochronnego, jakim są 4 lata ochrony przed nabyciem praw emerytalnych? To będzie oznaczało dla nich tak naprawdę...
Panie i Panowie Posłowie! Panie Marszałku! Poprawka zaproponowana przez Senat, czyli skreślenie lit. c w art. 1 w pkt 3 ustawy o zmianie ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym oraz niektórych innych ustaw oznacza tyle, że uczelnie będą mogły prowadzić studia podyplomowe jedynie w zakresie swojego obszaru kształcenia.
Proszę państwa, po pierwsze, ta poprawka oczywiście w pewnym stopniu uderza w autonomię uczelni, chociaż z drugiej strony rozumiemy pewne motywacje Senatu, który chciał, żeby była większa kontrola nad tym, czy zakres studiów podyplomowych jest zgodny np. z wykształceniem specjalistów w danej dziedzinie, którzy pracują na danej uczelni.
Natomiast zwróćmy uwagę na dwie rzeczy. Po pierwsze, na to, że studia podyplomowe kierowane są do ludzi dorosłych, najczęściej absolwentów już jakiegoś pierwszego rodzaju studiów, ludzi, którzy z pełną świadomością mogą zapoznać się zarówno z tym, co proponuje dana uczelnia, jakie kierunki prowadzi, jak i z tym, kto kształcić będzie na tych studiach podyplomowych. W związku z tym jakiekolwiek próby ograniczania tego uderzają w autonomię, w konkurencję, ale przede wszystkim uniemożliwiają tworzenie studiów podyplomowych, które np. wykorzystywałyby umiejętności praktyczne zaproszonych wykładowców, a tak naprawdę utrudniałyby również tworzenie studiów podyplomowych interdyscyplinarnych. Mamy czasy, kiedy właśnie takie interdyscyplinarne studia są tak naprawdę przyszłością. Bardzo często trzeba łączyć wiedzę, trzeba łączyć umiejętności z bardzo wielu dziedzin. W tym momencie ograniczenie się do studiów podyplomowych tylko zgodnych z kierunkami, w przypadku których uczelnia ma np. prawo dyplomowania, wydaje się działaniem wbrew temu racjonalnemu pójściu w kierunku interdyscyplinarności.
Dlatego oczywiście Nowoczesna jest przeciwna temu rozwiązaniu. Uważamy, że ważne jest, żeby zarówno można było tworzyć studia podyplomowe z wykorzystaniem praktyków, jak i studia interdyscyplinarne. Bardzo ważne jest też zachowanie autonomii uczelni Mamy na rynku już coraz większą konkurencję zarówno wśród szkół prywatnych, jak i państwowych, szczególnie z powodu niżu, i tak naprawdę to rynek zdecyduje, które studia podyplomowe będą się cieszyć, a które się nie będą cieszyć powodzeniem.
Dlatego klub Nowoczesnej zagłosuje przeciwko poprawce Senatu. A jednocześnie muszę przyznać, że to jedna z takich ustaw, które akurat idą w dobrym kierunku, i że te działania deregulacyjne ministerstwa zmierzają w takim kierunku, w jakim powinniśmy iść w wielu sprawach.
Panie Marszałku! Panie Rzeczniku Praw Obywatelskich! Wysoka Izbo! Takie instytucje jak Trybunał Konstytucyjny, sądy czy rzecznik praw obywatelskich są podstawą funkcjonowania państwa prawa i ostoją przestrzegania praw obywatelskich zapisanych w konstytucji. Po ataku na Trybunał Konstytucyjny, po niegasnącej serii prób obniżania autorytetu najpierw sędziów Trybunału Konstytucyjnego, a teraz również całego środowiska sędziowskiego nadszedł czas na ataki części prawicy, szczególnie prawicy zebranej wokół Ordo Iuris, ale również niektórych posłów PiS, jak również, słyszę, od Kukiza, na rzecznika praw obywatelskich.
Każdy z nas chce żyć w kraju, gdzie się respektuje prawo i szanuje godność każdego człowieka, gdzie każdy obywatel wie, że są instytucje, które będą bronić jego praw, takich jak własność, wolność osobista, wolność sumienia i religii, prawo do sprawiedliwości czy dostępu do lekarza czy edukacji. Tych wszystkich praw broni m.in. instytucja rzecznika praw obywatelskich.
W 2015 r. do dnia 9 września 2015 r. obowiązki rzecznika wykonywała pani Irena Lipowicz, a od tego dnia, a więc od dnia złożenia ślubowania przed Sejmem, do dziś funkcję rzecznika pełni pan dr Adam Bodnar.
Rzecznicy praw obywatelskich realizują swoje podstawowe obowiązki, jakimi są obrona słabszych przed silniejszymi, mniejszości przed większością czy obywateli przed przekraczającą zasady prawa władzą. Ludzie atakujący rzecznika praw obywatelskich, mam wrażenie, często nie rozumieją idei rzecznika praw i krytykują go często właśnie dokładnie za wypełnianie jego obowiązków. Dodatkowo zaskakuje mnie, szczerze mówiąc, obsesja niektórych posłów Prawa i Sprawiedliwości, jak również Kukiza na punkcie środowiska LGBT. To naprawdę nie są jedyne zadania rzecznika praw obywatelskich.
Zwróćmy uwagę, że obecny rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar jest pierwszym rzecznikiem zaproponowanym przez organizacje pozarządowe, człowiekiem, który w pełni rozumie zadania, jakie stoją przed rzecznikiem praw obywatelskich. Nie jest też osobą związaną z żadną siłą polityczną.
Adam Bodnar w pełni wypełnia rotę ślubowania, przypomnijmy: dochowuje wierności Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej, dotrzymuje zobowiązania, że będzie strzec wolności i praw człowieka i obywatela, kierując się przepisami prawa oraz zasadami współżycia społecznego i sprawiedliwości, obowiązki wypełnia bezstronnie, z najwyższą sumiennością i starannością.
Świadczy o tym liczba podjętych interwencji, ale również aktywność Adama Bodnara w kontaktach z ludźmi, niespotykana dotychczas u rzecznika praw obywatelskich, ilość wyjazdów, spotkań. Znacząca też była liczba zgłoszeń wniosków o zbadanie konstytucyjności ustaw do TK. Świadczy to niestety o dużej aktywności rządzących w łamaniu konstytucji i praw obywatelskich. Ważna jest też działalność edukacyjna rzecznika praw obywatelskich.
Podsumowując, w 2015 r. do obu rzeczników - mam na myśli rzecznika praw obywatelskich i rzecznika praw dziecka - skierowano ogółem 57 627 wniosków, w tym 27 376 wniosków w sprawach nowych. Poza tym biuro rzecznika przyjęło 5656 osób, jak również w ramach rozmów telefonicznych 38 074 osoby. W przypadku wielu tych wniosków była to często dla obywateli ostatnia szansa na pozytywne rozwiązanie, na skuteczną obronę ich praw. Rzecznik praw obywatelskich był dla nich ostatnią deską ratunku.
W 2015 r. z własnej inicjatywy rzecznik podjął 506 spraw. 144 wystąpienia rzecznika dotyczyły potrzeby podjęcia inicjatywy prawodawczej w celu usunięcia owych różnych sygnalizowanych naruszeń.
Korzystając z samodzielnej zdolności wnioskowej, rzecznik skierował 21 wniosków do Trybunału Konstytucyjnego, przystąpił do 12 postępowań wszczętych skargą konstytucyjną, a także pięciu postępowań wszczętych pytaniem prawnym sądu oraz czterech postępowań wszczętych w wyniku wniosku innych podmiotów.
W związku z ujawnieniem rozbieżności w orzecznictwie sądów powszechnych rzecznik w 2015 r. skierował cztery pytania do rozstrzygnięcia przez Sąd Najwyższy, jak również inne sądy, np. sąd administracyjny.
Rzecznik wykonuje również zadania dotyczące realizacji zasad równego traktowania, powierzone mu na podstawie przepisów ustawy z 3 grudnia 2010 r. o wdrożeniu niektórych przepisów Unii Europejskiej w zakresie równego traktowania. W ramach tych zadań wydano raporty i analizy, takie jak: ˝Dostępność lekcji religii wyznań mniejszościowych i lekcji etyki w ramach edukacji szkolnej˝, ˝Dostępność edukacji akademickiej dla osób z niepełnosprawnościami˝, ˝Godzenie ról rodzinnych i zawodowych. Równe traktowanie rodziców na rynku pracy˝.
Rzecznik powołał zastępczynię do spraw równego traktowania i w strukturze organizacyjnej biura wyodrębniony został Zespół do spraw Równego Traktowania. Ponadto w biurze rzecznika kontynuują prace komisje ekspertów zajmujące się realizacją zasady równego traktowania: komisja do spraw osób starszych, komisja do spraw migrantów, komisja do spraw osób z niepełnosprawnościami oraz komisja do spraw przeciwdziałania bezdomności, powołana w 2015 r.
Adam Bodnar ponadto uruchomił program spotkań regionalnych - jeździ po Polsce, by spotkać się z obywatelami i pomóc im rozwiązywać ich problemy. Od listopada 2015 r. odbył ponad 30 wizyt.
Tematyka jego interwencji była bardzo zróżnicowana i nie jest możliwe wymienienie całego spektrum zagadnień, którymi się zajmował. Między innymi pomógł człowiekowi potrąconemu przez samochód, który nie uzyskiwał renty powypadkowej, interweniował w sprawie aktów szowinizmu, interweniował w sprawie płacy minimalnej, a największa liczba spraw, którymi zajmował się rzecznik praw obywatelskich, dotyczyła praw osób niepełnosprawnych oraz problematyki organizacji pozarządowych.
Angażował się on również w ochronę osób dyskryminowanych i odrzuconych - seniorów, bezdomnych, inwalidów, osób o nietradycyjnych orientacjach seksualnych czy wyznawców islamu. Walczył o obronę osób bezdomnych.
Po objęciu funkcji rzecznika praw przez Adama Bodnara w biurze została powołana też jednostka organizacyjna - Centrum Projektów Społecznych - odpowiadająca za współpracę z organizacjami obywatelskimi. W ramach tej współpracy organizowane są konsultacje regionalne w poszczególnych województwach - spotkania rzecznika i pracowników biura z organizacjami i liderami społecznymi.
Nie jest moim celem streszczenie 740 stron sprawozdania za 2015 r., ale warto zauważyć, że dr Adam Bodnar jest bardzo aktywnym rzecznikiem praw obywatelskich, a jednocześnie jest rzecznikiem praw obywatelskich bliskim obywatelowi, a przedstawiana nam informacja o działalności rzecznika praw obywatelskich za 2015 r. oraz o stanie przestrzegania wolności i praw człowieka i obywatela te cechy wykazuje.
Muszę powiedzieć, że rzadko dotychczas rzecznik praw obywatelskich tak często spotykał się z ludźmi, spotykał się z ludźmi w terenie i jeździł po całej Polsce. Mimo tych oczywistych dowodów wypełniania w pełni ślubowania przez rzecznika praw obywatelskich, przez dra Adama Bodnara, widzimy u części prawicy pokusę atakowania rzecznika, nie rzetelną krytykę, na którą zawsze każdy może być narażony, ale właśnie ataki.
Nowoczesna jednoznacznie jest temu przeciwna i będzie zawsze przeciwstawiać się atakowi na wszelkie niezależne instytucje państwa prawa, podobnie jak wszystkim zamachom na Trybunał Konstytucyjny czy na władzę sądowniczą.
Dziękujemy, panie rzeczniku, za ten rok pracy i liczymy na dalszą aktywność do końca kadencji, a przypomnijmy, że kadencja rzecznika praw obywatelskich kończy się dopiero za 3 lata. Dziękuję.
Panie i Panowie Posłowie! Panie Marszałku! Chciałabym się dowiedzieć, czy kiedykolwiek zostaną nam przedstawione jakiekolwiek badania, na które powołuje się pani minister.
Bo ja mam wrażenie, że wy robiliście wszystko tylko z pobudek czysto ideologicznych i populistycznych, tylko na podstawie tego, że 60% społeczeństwa nie lubi gimnazjów. Dlaczego pani niezgodnie z prawdą mówi, że egzaminy PISA nie sprawdzają umiejętności? Czy kiedykolwiek pani widziała jakikolwiek egzamin PISA? Czy wie pani, że w testach PISA z matematyki, jeśli chodzi o Unię Europejską, Polska zrobiła największy skok, że jeśli chodzi o matematykę, od 2003 r. przesunęliśmy się z 14. na 4. miejsce? Jesteśmy prawie ex aequo z Finlandią.
Z przedmiotów przyrodniczych i z czytania ze zrozumieniem również jesteśmy praktycznie wszędzie w pierwszej piątce. Jesteśmy trzeci na przykład z umiejętności czytania ze zrozumieniem.
Podjęli państwo decyzję z przyczyn populistycznych. Mówią państwo bardzo dużo o słowach: pokora i odpowiedzialność. Właśnie tych pojęć w tej reformie brakuje całkowicie.
Nie zadbaliście w tej reformie w jakikolwiek sposób o jakość. Tylko z pobudek sondażowych zdecydowaliście się na reformę, która niszczy polską edukację.
Pani Minister! Przede wszystkim nie podoba mi się odnoszenie się w ten sposób, że nie czytaliśmy testów. W odróżnieniu od pani czytałam same testy PISA i czytałam całe opracowanie związane z nimi. Tak, czytam regularnie rzeczy, które są związane z edukacją. Pani nie chciała nawet poczekać do 2015 r., do wyników z 2015 r., które się pojawią pod koniec 2016 r.
Natomiast, po pierwsze, proszę o niepouczanie posłów Nowoczesnej, oni naprawdę wiedzą, jakie chcą zadać pytania. Nie jest rolą nikogo decydowanie za nich, jakie pytanie postanowili zadać.
Kwestia podstawy programowej. Trudno dyskutować o czymś, czego nie ma. Państwo nie przygotowali dla nas jeszcze żadnych podstaw programowych, które moglibyśmy omówić, ponieważ w tej chwili one powstają na kolanie.
Matura. Kwestia matury i kwestia tego, jak wypada matura z matematyki. Rzeczywiście matura z matematyki wypada słabo i nad tym trzeba popracować. Rzeczywiście błędem jest, że egzamin gimnazjalisty jest kwietniu, w związku z tym przez 4 miesiące ten uczeń praktycznie z matematyką nie ma nic wspólnego, jak startuje w liceum. Nauczyciele matematyki stwierdzają, że mają wrażenie, że mają do czynienia z wtórnym analfabetyzmem u uczniów na początku liceum. Tak, zgadzam się, że ostatnia reforma programowa w liceum była nieudana i ograniczenie liceum do 2 lat okazało się błędem, ale to należało zmieniać. Natomiast wy odwracacie coś, co stwierdzono, że się sprawdza. Jedyne badania międzynarodowe, które mamy, które pozwalają nam porównać, jaki zrobiliśmy skok, to są właśnie badania PISA. To są badania bardzo szerokie, bo one nie tylko ujmują wiedzę z czytania ze zrozumieniem, z matematyki i z przedmiotów przyrodniczych, ale również np. badają to, o czym wspominał tutaj jeden z państwa posłów, szczęście dzieci w szkole, czyli to, że jesteśmy na 59. miejscu na 65. I to też jest prawda. Tam zrobiliśmy niesamowity skok i to zrobiliśmy ten skok dołem...
...czyli zrobiliśmy tymi najsłabszymi. Mamy zdecydowanie mniej dzieci tych najsłabszych.
Nie uzyskaliśmy odpowiedzi na mnóstwo pytań. W dalszym ciągu nie wiem, jak to będzie z dwoma licencjatami. W dalszym ciągu nie wiem, co będzie z tą kontynuacją języka i co z dziećmi
, które wybiorą inne liceum. W dalszym ciągu nie wiem, dlaczego nie ma przyrody na teście dla VIII klas. W dalszym ciągu nie wiemy tak naprawdę, czemu ma służyć ta reforma.
Panie i Panowie Posłowie! Pytanie do projektodawców projektu ˝Stop aborcji˝. Dzieckiem poczętym jest człowiek od chwili połączenia żeńskiej i męskiej komórki rozrodczej. Kto powoduje nieumyślną śmierć dziecka poczętego, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3. Lekarz nie popełnia przestępstwa, tylko gdy podejmuje działanie konieczne do uchylenia bezpośredniego zagrożenia życia matki. To są wszystko zapisy z tej ustawy. Czy dobrze rozumiem, że te trzy zapisy oznaczają realnie: likwidację in vitro, likwidację badań prenatalnych, likwidację leczenia kobiety chorej na raka, jeśli w tym stadium choroby nie zagraża jej bezpośrednio śmierć, a leczenie zagraża poronieniem? To zagrożenie, że lekarz dwa razy się zastanowi, zanim zastosuje jakiekolwiek leczenie u kobiety w ciąży, co może zaskutkować pogorszeniem się stanu jej zdrowia lub w ostateczności śmiercią.
Ta ustawa to piekło nie tylko kobiet, ale całych rodzin. Ta ustawa to ideologiczna pułapka na kobiety, które już nie mają prawa do decydowania o swoim ciele, a teraz mogą stracić nawet prawo do walki o zdrowie swoje i swojego nienarodzonego dziecka. Czy naprawdę nie lepiej postawić na edukację i antykoncepcję, na rozum, nie ideologię?
Panie i Panowie Posłowie! Pani Marszałek! Tutaj z tej mównicy padło takie pytanie: Kto państwu dał prawo decydować o życiu innych ludzi? Ja bym chciała to pytanie powtórzyć. Ja bym chciała się odnieść szczególnie do jednego przypadku, który według mnie ustawa proponowana przez tych kilkanaście osób, które się pod nią podpisały, szczególnie krzywdzi. Mówię o kobietach, które są chore na raka. W sytuacji, w której wiedzą już o swojej chorobie i wiedzą o tym, że będą musiały być poddane chemioterapii, decydują się wspólnie z partnerem na procedurę zamrożenia zarodków, dlatego że po wyleczeniu mają szansę na macierzyństwo. Państwo tę szansę chcecie im odebrać, zresztą podobnie chcecie odebrać tę szansę wszystkim tym rodzinom, których nie będzie w tej sytuacji stać na jakikolwiek zabieg in vitro. Ustawa tak zmienia zasady in vitro - tak naprawdę powoduje, że jest ona mało skuteczna - tak podraża koszt procedury, że realnie rzecz biorąc, mało która polska rodzina będzie miała szansę w wyniku tej procedury mieć dziecko. Państwo już zabrali wielu Polakom szansę na dziecko, zabierając finansowanie. Teraz ten projekt ma im zabrać w ogóle szansę, nadzieję na dziecko.
Proszę państwa, najwyższy czas, żeby o procedurach medycznych nie decydowała ideologia, bo to nie ideologia, ale nauka, wiedza, postęp powinny decydować o tym, w jaki sposób pomóc ludziom być szczęśliwymi, a rodzicielstwo to jest szczęście wielu ludzi.
Panie i Panowie Posłowie! Panie Marszałku! Kolejny raz PiS pod światłym kierownictwem posła Piotrowicza podejmuje próbę zamachu na trybunał. I powiem tak: może wygracie z Polakami tę odsłonę wojny o trybunał, może nawet uda wam się przejąć kontrolę nad trybunałem, wykorzystując narzędzia, jakimi są pogarda dla prawa, konstytucji połączona z większością sejmową. Ale cytując Orwella: Lepsze jest działanie od bierności. W grze, jaką prowadzimy, nie możemy odnieść zwycięstwa, ale niektóre przegrane są mimo wszystko lepsze od innych.
Nowoczesna nie podda się i będziemy dalej walczyć o przywrócenie Polakom prawa do sprawiedliwości. Nawet jeśli przegramy kolejną bitwę, to zwyciężymy w wojnie. Ta przegrana w walce o demokrację jest lepsza od waszej tymczasowej wygranej.
Dlatego pytam: Dlaczego, wiedząc, że propozycje, które składacie, są niezgodne z konstytucją, zasadami praworządności
, znając treść poprzednich rozstrzygnięć trybunału, po raz kolejny podejmujecie tę próbę? Jak patrzycie codziennie w lustro?
Panie i Panowie Posłowie! Pani Marszałek! Kiedy przeglądam budżet na 2017 r. w pozycji: Oświata, to dochodzę do wniosku, że jednak minister Zalewska wycofała się z reformy oświaty, dlatego że tam gdzie mamy różnice między tym i kolejnym rokiem, mowa jest o zmianie wieku pójścia dzieci do szkoły na 7 lat, o kwestii subwencji przedszkolnej, o kwestii doskonalenia nauczycieli czy o kwestii przeniesienia kilku szkół pod ministerstwo rolnictwa, natomiast nic nie ma o zwrocie dla samorządów kosztów reformy oświaty. Oczywiście biorąc pod uwagę to, że również w samej ustawie nie ma informacji o skutkach tej reformy, o kosztach dla jednostek samorządu terytorialnego, to specjalnie nie dziwi to, co jest w budżecie.
Natomiast, proszę państwa, chciałam spytać: Biorąc pod uwagę to, że subwencja ledwo wystarcza na pokrycie kosztów bieżących edukacji w gminach i powiatach, z czego państwo chcą, żeby samorządy pokryły
koszty reformy edukacji?
Panie i Panowie Posłowie! Pani Marszałek! Minister Macierewicz, jak również całe PiS, bardzo dużo lubi mówić o lobbystach, o lobbystach Airbusa. Ja tutaj stoję jako lobbystka swojego miasta, czyli Łodzi, i chciałam spytać, dlaczego we wszystkich wypowiedziach pani premier, pana ministra jest mowa o polskich pracownikach w Mielcu lub Świdniku, natomiast nie mówi się nic o łodzianach. Nie mówi się o tym, że rezygnacja z tego kontraktu to jest tak naprawdę zabranie pewnej szansy, zabranie szansy na dobrze płatne miejsca pracy, zabranie szansy na nowoczesną technologię w Łodzi, zabranie szansy na rozwój naukowy we współpracy z Politechniką Łódzką, zabranie szansy na to, żeby był nowy kierunek studiów. To wszystko również zostało przekreślone tą decyzją.
Natomiast mnie bardziej niepokoi co innego. Chciałam spytać, jak to jest możliwe, że przetarg, który toczył się kilka lat, przetarg, który jest wymogiem, żeby można było mieć pewność, że wszystko jest przejrzyście, kończy się w pewnym momencie i każda następna decyzja zapada tylko w ramach arbitralnych decyzji pana ministra. Nie rozumiem, jakie mamy mieć przesłanki, żeby uwierzyć, że nikt nie miał innych interesów, że nie zadziałały jakieś indywidualne decyzje, preferencje, że zadziałał interes państwa.
Chciałam spytać ponadto, biorąc pod uwagę, że prawdopodobnie nie będziemy mieli tych helikopterów w 2017 r. w takiej ilości, jaką mielibyśmy w ramach przetargu na caracale, dlaczego pan minister chce zostawić Polskę bezbronną i dlaczego utrwala tę bezbronność, i dlaczego sabotuje dozbrojenie polskiej armii.
Bo ja naprawdę mam wrażenie, że państwo nerwowo szukają pieniędzy w budżecie na inne cele. Dlaczego czynicie Polskę bezbronną? Dziękuję bardzo.
