Panie Marszałku! Pani Premier! Panie i Panowie Posłowie! To dla mnie ogromny zaszczyt i wyróżnienie przedstawić państwu stanowisko Klubu Parlamentarnego Prawo i Sprawiedliwość odnośnie do informacji ministra spraw zagranicznych o zadaniach polskiej polityki zagranicznej w 2016 r.
Exposé pana ministra wyraziście odzwierciedla główne kierunki myśli politycznej i strategii polityki zagranicznej naszej formacji politycznej oraz w szerszym sensie - naszego środowiska. W wielu elementach nawiązuje ona do politycznych koncepcji oraz politycznej strategii śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
Pozwolę sobie w moim wystąpieniu poruszyć jedynie zagadnienia, które naszym zdaniem wymagają podkreślenia, a szereg spraw szczegółowych zostanie poruszonych w wystąpieniach moich koleżanek i kolegów z klubu parlamentarnego. Zacznijmy zatem od tych kwestii generalnego typu, które wystąpiły w exposé.
Już w pierwszej części wystąpienia pan minister podkreślił, iż w ostatnich latach występują silne tendencje do podważania systemu stosunków międzynarodowych ukształtowanych po II wojnie światowej i po zakończeniu zimnej wojny.
Panie ministrze, zgoda, ale należy równocześnie stwierdzić w tym kontekście, że rozpad systemu jałtańskiego był celem polityki sił niepodległościowych i patriotycznych w kraju i na emigracji. Stąd za nasze główne osiągnięcie uważamy właśnie powstanie nowego układu sił, który pozwolił na zakończenie zimnej wojny. Było to wyzwolenie Polski i państw Europy Środkowo-Wschodniej spod dominacji ZSRR oraz niepodległy byt byłych sowieckich republik. Ale to ten właśnie fakt został w ostatnim okresie zakwestionowany przez władze Rosji. I właśnie to stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa i stabilności w Europie i na świecie, gdzie Rosja mimo braku postępów w gospodarce, życiu społecznym, nauce, kulturze usiłuje znowu zająć pierwszoplanową pozycję, która ma wynikać znowu z siły armat, a nie z siły rozwoju kraju.
Pragniemy, aby powstawanie odmiennych wizji projektu europejskiego, o których powiedział pan minister, a które mogą być reakcją na destrukcyjne działania sił neoimperialnego rewanżu, nie miało szans na dalszy rozwój i dokonanie podziałów w Europie, w Europie zjednoczonej przecież wspólnymi wartościami. A jakie to są wartości? Nazwijmy: to są wolne wybory, to jest demokratyczny system polityczny, to są prawa i wolności człowieka, to jest wolny rynek, to są wreszcie zasady kultury europejskiej, wartości humanizmu europejskiego.
Pan minister stwierdził przy okazji wypowiedzi o podważaniu systemu europejskiego, że Rosja uznała za możliwe używanie siły w stosunkach międzynarodowych, gdy zawodzą metody dyplomatyczne, co stanowi podważenie prawa międzynarodowego i zasad, na których oparte są bezpieczeństwo i współpraca w Europie. Tu jednak trzeba rzecz nazwać dokładniej, przypominając, że współczesna rosyjska doktryna zakłada możliwość użycia siły poza swoimi granicami, wszędzie tam, gdzie zagrożone są jej żywotne interesy i bezpieczeństwo jej obywateli. Ale podkreślmy: wedle tej doktryny to oczywiście Rosja sama uznaje, gdzie taka sytuacja występuje. Nazwijmy zatem rzecz po imieniu. Aneksja Krymu, a następnie sprowokowanie i wspieranie wojny w Donbasie nastąpiło zatem nie po wyczerpaniu metod dyplomatycznych, lecz po długotrwałych działaniach polegających na szantażu ekonomicznym i politycznym, presji i zastraszaniu Ukrainy, co doprowadziło do wystąpienia aktywnych, patriotycznych sił tego kraju w obronie swych praw i swobody wyboru drogi rozwoju państwa i społeczeństwa.
Tak więc niepodległa i demokratyczna Ukraina, sama decydująca o kształcie swojej konstytucji, stanowi obecnie główny probierz intencji Europy i Rosji, albowiem okazuje się, że mimo upływu czasu swoją aktualność zachowuje nadal i niezmiennie teza Zbigniewa Brzezińskiego, iż Rosja posiadająca zależną od siebie Ukrainę jest groźnym imperium. Natomiast wolność Ukrainy oznacza konieczność rezygnacji Rosji z imperialnych dążeń. Czyż prof. Brzeziński, doradca prezydenta Stanów Zjednoczonych, nie ujął już kilkadziesiąt lat temu w tych krótkich słowach sedna sprawy? I czyż śp. prezydent Lech Kaczyński, mówiący już w sierpniu 2008 r. o zagrożeniu neoimperializmem, nie pokazał już wtedy zagrożenia?
Ale dodajmy tu także od razu inną rzecz, niezwykle ważną w sprawie Rosji. I Brzeziński, i Giedroyc, i wielu, wielu innych wybitnych, świadomych polityki ludzi uznawało jednocześnie odejście Rosji od tendencji imperialnych za ważne, a może nawet za podstawowy warunek jej własnej demokratyzacji. Tak, demokratyzacji Rosji. Tylko z tej demokratyzacji może wyniknąć wejście na drogę dobrosąsiedzkiej, przyjaznej współpracy z krajami i narodami dawnego Związku Sowieckiego oraz z Europą Środkową i Zachodnią.
Obecna jednak polityka byłego supermocarstwa oznacza próbę powrotu do polityki stref wpływów i odebrania dawnym republikom sowieckim, a dziś przecież niepodległym krajom, możliwości zreformowania ich struktur politycznych i gospodarczych, zwalczenia wszechogarniającej korupcji stanowiącej główne zagrożenie na drodze ich transformacji systemowej.
Utrzymanie tej linii potwierdzi niestety nierealistyczność koncepcji włączenia Rosji do struktur europejskich i transatlantyckich, o czym, jak wspomniał pan minister, myślał kiedyś jeden z jego poprzedników. Ale podkreślmy też, to jest teza, o której rojono latami w stolicach zachodniej Europy, a są i takie stolice, które nadal, mimo wszystko, mimo tego, co gołym okiem widać na Wschodzie, nadal tak uważają.
Ale chcę przy tym podkreślić, że mimo wszystkich wyżej podawanych uwag popieramy oświadczenie pana ministra o branej pod uwagę możliwości współpracy w ramach Rady NATO - Rosja, ale absolutnie zgadzamy się i bardzo mocno to podkreślamy: po tym, co się stało, nie czas na ogólne tematy o współpracy. Dziś tematy winny być takie, jak zakończenie wojny hybrydowej na Ukrainie, powrót Krymu w skład Ukrainy, w ogóle zamknięcie wsparcia Rosji dla rebelii w Donbasie. A dodajmy, że przecież to są tylko tematy najnowsze, że nie należy zapominać o zmianach prawnego terytorium Gruzji, czyli Abchazji i Osetii Południowej. Dotyczy to także kwestii pozostałych zamrożonych konfliktów, zwłaszcza w Naddniestrzu.
Nie chciałabym wszakże, aby powstało mylne wrażenie, że klub Prawa i Sprawiedliwości nie popiera prób już podjętych, takich jak wizyta wiceministra w Moskwie, i zapowiedzianych w exposé prób ożywienia kontaktów z Rosją, chodzi o dalsze kontakty dyplomatyczne, zwłaszcza ewentualną wizytę w Moskwie polskiego Forum Dialogu Obywatelskiego. Pan minister nazwał to utrzymaniem kanałów kontaktu. Dobrze, niech tak to będzie nazywane. Tak, to jest zdecydowanie potrzebne. Przecież takie kontakty utrzymują wszystkie kraje demokratyczne, ze Stanami Zjednoczonymi i Wielką Brytanią włącznie. Dlaczego Polska miałaby je zupełnie wykluczyć?
Chciałabym też przy tej okazji podkreślić, że nasz klub, nasze ugrupowanie, nasz rząd w żadnej mierze nie jest niechętny Rosjanom jako takim czy narodowi rosyjskiemu. Po prostu ten rząd, jak każdy rząd niepodległej Rzeczypospolitej, winien bronić i pragnie bronić przede wszystkim interesów Polski oraz, w miarę naszych możliwości, wspierać i bronić naszych sąsiadów, pomagać im, zwłaszcza tym, którzy są napadani, szczególnie w sytuacji gdy na ich terytorium popełniane są zbrodnie wojenne, okrutne zbrodnie wojenne.
Muszę tu wspomnieć o raporcie, którego jestem autorem, o rosyjskich zbrodniach wojennych we wschodniej Ukrainie popełnionych w 2014 r. Zebrane dowody zbrodni wkrótce złożone zostaną do Międzynarodowego Trybunału Karnego w Hadze.
Tu mowa jest więc tylko i wyłącznie o niechęci Polaków do systemu imperialnego, niezależnie od tego, jak by go tłumaczono, niechęci do prześladowania innych krajów i narodów, po prostu dlatego, że my sami to przeszliśmy, po prostu dlatego, że Polska nie jest w stanie zapomnieć i nigdy nie zapomni dziedzictwa ˝Solidarności˝ i dziedzictwa słynnego posłania do narodów Europy Wschodniej uchwalonego podczas pierwszego zjazdu ˝Solidarności˝ w hali Olivia w Gdańsku we wrześniu 1981 r. I to jest sprawa, która łączy ten Sejm, choćby nie wiem, jak podzielony był we wszystkich innych możliwych sprawach.
Pan minister dużo uwagi poświęcił kwestii uchodźców i warunków, które doprowadziły do tego niebezpiecznego zjawiska obejmującego głównie Bliski Wschód i północną Afrykę, a stwarzającego poważne zagrożenie zarówno dla uboższych państw Europy Południowej, jak i bogatych krajów Europy Zachodniej i Północnej. Potwierdził także, iż nowe władze Polski będą dotrzymywać zobowiązań zaciągniętych przez poprzedni rząd w dziedzinie przyjmowania i adaptacji uchodźców, przy spełnieniu określonych warunków dotyczących kwestii bezpieczeństwa i kontroli.
Równocześnie przypominamy, iż w kontekście zagrożeń płynących zza naszej wschodniej granicy Polska już teraz ponosi znaczną odpowiedzialność za dużą liczbę imigrantów politycznych i ekonomicznych z tego kierunku, co powinno być uwzględnione przez elity polityczne Europy. Ma to oczywisty wpływ na liczbę możliwych do przyjęcia imigrantów z innych obszarów. Podkreślamy przy tym słuszność stanowiska pana ministra w kwestii dobrowolności wyboru miejsca osiedlania się przez uchodźców, co jest spełnieniem ważnego postulatu demokratycznego należącego do katalogu uznanych zasad europejskich. Przecież ci ludzie uchodzący do Europy, przynajmniej ci uciekający przed wojną i ratujący wolność i życie, szukają w Europie wolności. Jeśli tak, to dlaczego ta sama Europa chce im odbierać prawo do wolności wyboru miejsca uchodźstwa?
Akceptujemy, zgodnie ze stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych, konieczność efektywnej walki z terroryzmem jako rezultatem głębokiego kryzysu struktur państwowych i społeczno-gospodarczych w krajach islamskich. Potwierdzamy gotowość naszej współpracy z państwami tego wrażliwego regionu, szczególnie z Turcją, wraz z naszym udziałem finansowym, co już wcześniej było zgłoszone przez Prawo i Sprawiedliwość, w przezwyciężaniu kryzysu humanitarnego wywołanego przez wojnę, po to aby już tam, na miejscu, próbować zaradzić sytuacji, która jeśli nie jest obserwowana, jeśli nie ma reakcji, to potem, bez kontroli, przynosi tyle nieszczęść tysiącom ludzi.
To jest moment właściwy, aby powiedzieć, jak ważny to jest region w polityce światowej, w polityce europejskiej, wreszcie że jest to region, który także w polityce polskiego MSZ-u winien nabrać nowego, właściwego mu znaczenia. Turcja szczególnie powinna być dla naszej polityki ważnym punktem odniesienia. Nie rozwijając szerzej tego zagadnienia, należy stwierdzić jedynie, że kraj ten - tradycyjnie, historycznie Polsce przecież bliski - nabiera coraz większego znaczenia.
Szczególnie aktywnym kierunkiem naszej polityki zagranicznej pozostaje jednak niezmiennie polityka wschodnia. Popieramy stanowisko pana ministra w kwestii konieczności wzmocnienia Partnerstwa Wschodniego. Panie ministrze, być może konieczna jest nawet jakaś poważniejsza poprawa, reforma czy uzupełnienie. Kiedyś bowiem projekt ten budził pewne nadzieje w Polsce, oczywiście także i w Szwecji jako współautorze koncepcji oraz wielokrotnie ważnym i życzliwym dla Polski partnerze polityki na Wschodzie, ale zwłaszcza w sześciu zainteresowanych krajach. Niestety obserwujemy w ostatnich latach coś w rodzaju zamierania ducha tego przedsięwzięcia, a Partnerstwo Wschodnie mimo wszelkich braków i niedoskonałości jest, a może i powinno być jednym z niezwykle ważnych narzędzi polityki polskiej i ogólnie polityki europejskiej na Wschodzie. Jednak - powtarzam - po niezbędnych zmianach.
Nabiera to szczególnej wagi w kontekście kryzysu na Ukrainie, ale jest to także ważne zadanie wobec Białorusi, także wobec Mołdawii, gdzie występują ostatnio natężone bardzo niebezpieczne procesy grożące polityczną destabilizacja całego kraju. Sytuacja wewnętrzna, postawa sił zewnętrznych, sytuacja na niedalekiej Ukrainie - wszystko to stwarza dodatkowe napięcie polityczne w tym regionie i wymaga od Europy silniejszego zaangażowania w pomoc takiemu państwu jak Mołdawia. Władze tego kraju deklarują europejski wektor rozwoju i podpisały umowę stowarzyszeniową z Unią Europejską, ale jednocześnie doprowadziły do ogromnego kryzysu na tle korupcyjnym, co podważa wiarygodność całego procesu integracji europejskiej. Przy wzmacnianiu pomocy należy zatem wzmóc instrumenty kontroli nad jej efektywnością, a w sprawie obecnej sytuacji w Mołdawii wystarczy przecież uważna obserwacja poglądów, wypowiedzi, a wreszcie nawet tras podróży głównych aktorów konfliktu, aby ten konflikt zrozumieć.
Jeśli idzie o Gruzję, która również jest sygnatariuszem umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską, nastąpiło wprawdzie osłabienie tempa reform i zmieniona została polityka wobec Rosji, jednak nowa ekipa nie odstąpiła od podstawowych założeń dawnej polityki proeuropejskiej. Należy ze wszech sił pomagać Gruzji w umacnianiu społeczeństwa obywatelskiego, by uniemożliwić rozwój tendencji antydemokratycznych, korupcji i lekceważenia praw człowieka. Nie mogę nie wspomnieć tu o więźniach politycznych, o byłym premierze Gruzji Vano Merabishvilim. Jednak nie sposób też zapomnieć i nie sposób nie przypomnieć, że z Gruzją i Gruzinami wiążą nas, Polaków, wielowiekowe związki serdeczności, sojuszów i przyjaźni oraz że Gruzini z sercem przyjmowali zesłańców polskich, którzy za caratu trafili tam na zesłanie. A jeśli o tym mówimy, to należy również powiedzieć, sama byłam tego świadkiem, że władze miasta Tbilisi podjęły i podpisały decyzję o nadaniu nowej ulicy imienia marszałka Józefa Piłsudskiego. A dlaczego? Uzasadnienie było następujące: nazwę ulicy nadano jako wyraz wdzięczności narodu gruzińskiego za przyjęcie oficerów gruzińskich, uchodźców do Wojska Polskiego II Rzeczypospolitej, jako tzw. oficerów kontraktowych.
Przykład Gruzji, choć absolutnie nie możemy być tego pewni, może być atrakcyjny dla pozostałych państw Kaukazu Południowego: dla Armenii, Azerbejdżanu, które co prawda uczestniczą w Partnerstwie Wschodnim, ale nie zbliżają się do standardów zachodnich, gdyż wejście Armenii do Unii Euroazjatyckiej pod patronatem Rosji czyni niejasnym dalszy wektor jej rozwoju, co staje się ważne w kontekście zmian konstytucji i przyszłych wyborów parlamentarnych.
Popieramy stanowisko pana ministra w kwestii relacji z Unią Europejską i zagrożeń związanych z odmiennymi wizjami projektu europejskiego, koncepcjami małego Schengen itd. Obawiamy się, aby nie stały się one pretekstem do osłabienia więzi między starymi oraz nowymi członkami Unii Europejskiej i zamykania się w ramach poprzednich grup państw europejskich stanowiących już przeszłość Europy. Rozwijanie współpracy w ramach Grupy Wyszehradzkiej mającej wspólne problemy i wizje relacji w ramach struktur europejskich nie powinno w żadnej mierze prowadzić do powstawania nowych podziałów. Jest to jedynie realizacja części naszej polityki regionalnej, którą w nowych warunkach chcemy znacznie wzbogacić, także sięgając do spuścizny koncepcji bliskiej współpracy w regionie.
Polska właśnie ze względu na swe położenie geograficzne i geopolityczne w Europie Środkowej oraz na swe tradycje szczególnie jest predysponowana do tego, by odgrywać rolę przynajmniej wspierającą powstawanie i realizację takich idei współpracy regionalnej krajów między Bałtykiem, Adriatykiem i Morzem Czarnym. Co najmniej wspierającą, choć tak naprawdę, panie ministrze, Polsce dziś potrzebna jest także i tutaj polityka aktywna, wykorzystująca dawne elementy przyjaźni i sympatii, związki historyczne, a przede wszystkim interesy, wspólne interesy polityczne krajów i narodów, które czują się czasami zagrożone, a czasami po prostu opuszczone przez potęgi tego świata. Należy także dodać, że ów obszar Międzymorza to jeden z najważniejszych geopolitycznie regionów.
Chcę jeszcze raz podkreślić, że takie zdefiniowanie naszego miejsca w Europie w żadnej mierze nie oznacza osłabiania relacji z państwami Europy Zachodniej. Dlatego też przypisujemy wielkie znaczenie współpracy dwustronnej z tymi państwami. Dotyczy to szczególnie Wielkiej Brytanii i Niemiec - o czym pan minister powiedział tak dobitnie - ale także Francji, z którą łączą nas tradycyjne więzi historyczne i z którą jeszcze tak niedawno wspólnie opłakiwaliśmy ofiary zamachów terrorystycznych.
Mimo tak obszernego exposé pan premier prawdopodobnie nie był w stanie wystarczająco podkreślić wszystkich spraw, ale przecież nie mniej ważne są dla nas relacje z Włochami, Hiszpanią, Holandią, Irlandią, krajami nordyckimi, w ogóle z innymi państwami Europy Zachodniej. Z każdym z tych państw mamy istotne płaszczyzny współpracy gospodarczej, kulturalnej i chcemy zacieśniać z nimi stosunki przyjaźni, co - klub Prawa i Sprawiedliwości jest o tym absolutnie przekonany - znajdzie wyraz w dużej aktywności naszej dyplomacji, wizytach na wysokich szczeblach, podjętej współpracy i nowej aktywności.
W związku z tym szczególnie należy podkreślić, że przecież - mimo że tyle mówimy o polityce wschodniej - na Zachodzie, w świecie cywilizacji łacińskiej, w świecie demokracji i kultury europejskiej jest miejsce Polski. To wynika z naszej historii, z naszej kultury, z naszego przywiązania do Europy. To dlatego uważamy, że my także mamy prawo wypowiadać się na temat różnych aktualnych rozwiązań w ramach Unii Europejskiej. Po prostu uważamy, że jako naród europejski, jako członek Unii Europejskiej nie mamy praw mniejszych niż mają inni.
Ostatnią kwestią, którą chcę poruszyć, jest sprawa rozwoju i stanu polskiej aktywności dyplomatycznej i konsularnej. Pan minister zapowiedział poważne inicjatywy dotyczące Polaków za granicą i Polonii oraz zmiany prawne ułatwiające powrót Polaków do ojczyzny. To jest rzecz niezwykle ważna, niestety niezauważana aż do czasu, gdy w Europie wybuchł dramat migracyjny. Tak, to prawda, tysiące, a nawet dziesiątki tysięcy Polaków rozsianych na Wschodzie czekają na pomocną dłoń, którą po latach, czasami po kilku pokoleniach, wyciągnie niepodległa najjaśniejsza Rzeczpospolita.
Na koniec chciałabym jeszcze poruszyć kwestię systemu, zakresu i sprawności działania struktury zagranicznej Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Nie mam żadnej wątpliwości, że polska służba dyplomatyczna, konsularna, zwłaszcza na Wschodzie, po pierwsze, wymaga ożywienia, wsparcia, poprawy, a po drugie, wymaga nowych, młodych, kompetentnych kadr - kadr młodych, dobrze wykształconych specjalistów, kadr dobrze przygotowanych merytorycznie do służby w regionie, kadr znających miejscowe języki i ich używających, używających języków narodów i państw, w których mają pracować, a nie tylko, jak to często jest teraz, używających nadal języka rosyjskiego, czyli - przypomnijmy to jednak - ˝języka porozumienia kochających pokój narodów Związku Radzieckiego˝, oraz języka angielskiego, bo tam wcale ten język nie jest powszechnie znany. Powtórzmy: potrzebne i zupełnie nieodzowne jest odnowienie kadr dyplomatycznych i konsularnych Rzeczypospolitej Polskiej na Wschodzie.
W tym kontekście chciałabym podkreślić konieczność ściślejszej koordynacji działalności ambasad i konsulatów polskich, znowu zwłaszcza na Wschodzie. Konsulaty powinny znacznie poszerzyć zakres swoich czynności poza samym udzielaniem wiz wjazdowych. Istnieje pilna potrzeba rozszerzenia zakresu kompetencji naszych konsulatów - a to znowu oznacza kompetentne kadry - o stanowiska mające za zadanie stałą współpracę polityczną z władzami lokalnymi państw przyjmujących. W tych działaniach wsparcie musi przyjść także ze strony instytutów polskich. Oczywiście trzeba pamiętać o ich odrębnych kompetencjach i zadaniach, ale przecież niezależnie od różnic zadań to nadal są placówki państwa polskiego. Oczywiście sieć instytutów polskich na Wschodzie winna zostać znacznie rozszerzona, choćby o Lwów, a zwłaszcza o Tbilisi, ale tak naprawdę tych ważnych punktów jest więcej.
Jeśli mówimy o sieci polskich placówek dyplomatycznych, to nie sposób nie wrócić do kwestii ich zamykania w latach poprzednich rządów.
Przykładem zupełnie już dramatycznym, a może raczej groteskowym, jest los polskiej ambasady w Ułan Bator, którą po kolejnych likwidacjach będziemy, zdaje się, już po raz trzeci przywracać do życia. Cieszymy się, ale przecież od samego początku było wiadomo, że Mongolia i cały region będą miały dla Polski rosnące znaczenie. Jeśli w MSZ były wątpliwości, to wystarczyła jedna krótka ekspertyza uniwersytecka.
Panie Ministrze! To już nigdy nie może się powtórzyć. Placówki dyplomatyczne Rzeczypospolitej Polskiej nie mogą być już nigdy likwidowane
w imię bezmyślnej, a może wręcz głupio pojętej oszczędności - bo tak zazwyczaj to tłumaczono - bez dogłębnej analizy dnia dzisiejszego i strategii na przyszłość.
Polska musi być obecna i widoczna na świecie, a temu mają służyć różnego typu placówki dyplomatyczne obsadzone kompetentną kadrą. Placówki mogą być mniejsze bądź większe, ale bez ich istnienia dobrowolnie rezygnujemy z promocji Rzeczypospolitej oraz z obrony polskich interesów.
Panie Marszałku! Panie i Panowie Posłowie! Klub Prawa i Sprawiedliwości przyjmuje z zadowoleniem i akceptuje tezy exposé pana ministra Waszczykowskiego. Polska polityka zagraniczna doczekała się znowu ministra wielkiej klasy. Dziękuję.
Dziękuję.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Minister Waszczykowski określił stan przejmowanej polskiej polityki zagranicznej jako niezadowalający. To bardzo dyplomatyczne określenie. Płynąć w głównym nurcie, unikać trudnych tematów, troska o formę, nie o treść, a najważniejszy cel to promocja szefa MSZ, a potem szefa szefów, no i nie narażać się. Do tego potrzebni byli właściwi fachowcy, stąd pewnie decyzja o skorzystaniu z zasobów MON. Doświadczone kadry, których jedyną kwalifikacją było trzaskanie obcasami i czapkowanie ministrowi Sikorskiemu, mianowane na funkcje ambasadorów, generałowie w stanie spoczynku - Oslo, Ankara, Bratysława. A utrzymanie w służbie dyplomatycznej byłych agentów aparatu bezpieczeństwa PRL czemu miało służyć? Oficjalnie słyszymy o ok. 200 takich dyplomatach. Może właśnie z tego wynika rezygnacja z ochrony BOR w polskich placówkach czy likwidacja punktów szyfrowych w 59 placówkach.
Zabrakło analizy sytuacji wewnętrznej Rosji. Brak efektów Partnerstwa Wschodniego. Rezygnacja z udziału w rozmowach dotyczących Ukrainy. Brak solidarności w regionie. A jak mogło być
, jeśli na kluczowe stanowiska dotyczące obszaru byłego ZSRR kierowało się absolwentów...
Bardzo dziękuję, pani poseł.
...Moskiewskiego Państwowego Instytutu Stosunków Międzynarodowych?
