Panie Marszałku! Panie Ministrze! 1 stycznia 2016 r. weszła w życie uchwalona z inicjatywy PSL ustawa z 24 lipca 2015 r. o zmianie ustawy o świadczeniach rodzinnych oraz niektórych innych ustaw. Ustawa ma na celu zagwarantowanie bezpieczeństwa finansowego rodzicom pozostającym poza systemem ZUS, w tym też rolnikom. Ustawa gwarantuje rodzicom, którym z różnych względów nie przysługuje prawo do urlopów macierzyńskich, wypłatę 1 tys. zł zasiłku rodzinnego miesięcznie w pierwszym roku od urodzenia dziecka. Jeżeli chodzi o finansowanie, w przypadku rolników 40% wysokości świadczenia akurat pokrywa fundusz składkowy, czyli są to pieniądze stricte rolników. Nowe przepisy, które weszły w życie z dniem 1 stycznia 2016 r., nie dają podstaw prawnych do wystąpienia do KRUS o wypłatę zasiłku dla ojca dziecka na podstawie starych przepisów, które obowiązywały do 31 grudnia 2015 r., w przypadku gdy dziecko urodziło się jeszcze w 2015 r., a w zasadzie w końcówce 2015 r. I, panie ministrze, pozwolę sobie podać przykład. Rolnik - mężczyzna, mówimy tutaj o ojcach podlegających ubezpieczeniu społecznemu rolników z mocy ustawy, którego małżonek nie podlega ubezpieczeniu społecznemu rolników, bo np. pracuje i podlega ZUS lub prowadzi działalność gospodarczą i podlega ZUS, któremu w 2015 r. urodziło się dziecko, ale nie zdążył z jakichś względów czy powodów złożyć wniosku o zasiłek do KRUS na mocy ustawy obowiązującej do 31 grudnia np. może to dotyczyć dzieci urodzonych w ostatnich dniach grudnia
, braku aktu urodzenia dziecka czy zdarzeń losowych, choroby itd. W związku z tym oznacza to, że ustawa 1 stycznia nie daje już takiej możliwości i ten rolnik, ojciec utracił te prawa. Pytanie do pana ministra: Czy w związku z powyższym resort nie przewiduje wprowadzenia jakichś przepisów przejściowych? Wprowadzona nowa ustawa nie dawała takich możliwości.
Pani Marszałek! Wysoka Izbo!
Oj, sekundę, bo mi się zacięło.
Od wielu lat obserwuję postępującą degradację obiektów zabytkowych na terenie gminy Izbica, województwo lubelskie. Problem dotyczy obiektów zabytkowych w miejscowościach Dworzyska, Orłów Murowany, Stryjów. Niejednokrotnie również występowałam do odpowiednich służb, zwracając uwagę na powyższy problem. Obiekty te są własnością prywatnych inwestorów, tak się składa, że w większości niepolskich. Zostały sprzedane na ich nieszczęście bardzo niekorzystnie przez samorząd gminy. Władze samorządowe, wyzbywając się tegoż majątku jak przysłowiowej kuli u nogi, zapomniały o przesłaniu, jakie pozostawił ówczesny właściciel hrabia Kajetan Kicki, który umierając w 1878 r., zapisał całość jako dar dla społeczeństwa towarzystwu osad rolnych dla założenia z dochodów tych dóbr licznych inwestycji, mających na celu oświatę, kulturę oraz dokształcanie społeczności zamieszkałej zarówno w samych dobrach, jak i w okolicach. Zapis ten dotyczy majątków w Orłowie Murowanym i Sobieszynie. Był niewątpliwie dużym wydarzeniem i odbił się głośnym echem w całym wówczas królestwie. Należy tutaj dodać fakt, że działo to się w czasach nasilonej rusyfikacji i germanizacji przez państwa zaborcze. Obiekty zabytkowe to dobra narodowe, to dziedzictwo naszej polskiej historii i kultury. Zachowanie tak dobroczynne to dowód wielkiego szacunku, społecznej wrażliwości i odpowiedzialności, to wreszcie wyjątek w zachowaniu polskiego ziemiaństwa.
Z przykrością patrzę, jak ten piękny obiekt, pozostawiony sam sobie, niszczeje. Stan prawny - własność prywatna nie pozwala na społeczne zaangażowanie się w powyższe. W związku z wieloletnią współpracą z konserwatorem zabytków w Lublinie pragnę zwrócić uwagę na potrzebę objęcia kuratelą obiektów zabytkowych w tak szczególnych przypadkach oraz pilną potrzebę zmian ustawodawczych, włącznie z odpowiedzialnością karną i konfiskatą mienia.
Wydając to oświadczenie z mównicy sejmowej, pragnę oddać wielki honor i wdzięczność człowiekowi, który będąc wielkim i bogatym, żył w symbiozie ze zwykłymi ludźmi polskiej wsi, a kiedy przyszła chwila ostateczna, oddał im wszystko, co miał. Dziękuję uprzejmie.
Pani Marszałek! Wysoka Izbo! Kierownictwo ministerstwa rolnictwa w rządzie pani premier Beaty Szydło zastało bardzo trudną sytuację dotyczącą wprowadzenia nowego programu IACS+, który miał obsługiwać płatności dokonywane przez Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Nowy system informatyczny w ARiMR nie działa i nazywając rzeczy po imieniu, jest informatycznym bublem. Przyczyny takiej sytuacji niewątpliwie wynikają z niedostatecznego nadzoru nad zamówieniami publicznymi i nieprawidłowości wykonania systemu przez wykonawcę, a także z niedotrzymania umów i przyjętych zamówień. Dotychczas każdego roku wypłata płatności obszarowych i rolnośrodowiskowych była na dzień 1 grudnia zrealizowana w 80%, a w skali biur powiatowych 80% gospodarstw rolnych miało wydane decyzje administracyjne z przyznaną płatnością.
Z korespondencji pomiędzy ministrem rolnictwa a poprzednim kierownictwem agencji wynika, iż wykonanie systemu pozwalającego na pełne obsłużenie płatności obszarowych potrwa do 21 kwietnia 2016 r. Data ta jest datą prognozowaną, zatem zdarzyć się może tak, że rolnicy pełne dopłaty będą mogli dostać dopiero w maju lub czerwcu. Przewidywany harmonogram wypłat co prawda mieści się w dopuszczalnym prawnie terminie, jednak tempo ich realizacji nie może zadowalać. Wiosną ubiegłego roku rolnicy złożyli 1,3 mln wniosków. Większość z nich dostała z ARiMR tylko zaliczki, które zostały de facto naliczone ręcznie, poza systemem, dlatego właśnie te środki zasiliły ich konta.
Po ciężkim roku 2015 spowodowanym klęską suszy rolnicy są w bardzo trudnej sytuacji finansowej. Większość z nich nie dostała żadnego wsparcia w ramach pomocy suszowej, a wielu z nich do bankructwa doprowadzić mogą załamania na rynkach trzody i mleka. Dotacje obszarowe zawsze pozwalały na zakupy nawozów, materiału siewnego, paliwa, środków ochrony roślin. Ta trudna sytuacja może spowodować radykalizację nastrojów w środowisku, zupełnie niepotrzebnych w obecnej i tak trudnej sytuacji politycznej w kraju.
Rolnicy to grupa zawodowa, która w komunistycznej Polsce obroniła własność prywatną i narodową tradycję i zasługuje na pełne społeczne zrozumienie. Polityka poszczególnych państw Unii Europejskiej sprowadza się do ochrony swoich producentów rolnych przed konkurencją z wewnątrz Unii, pomimo że istnieje coś takiego jak wspólna polityka rolna. Jestem przekonana, zresztą jak większość naszego społeczeństwa, że z naszego kraju planuje się urządzić opłacalny rynek zbytu. Mimo to polski rolnik jest w stanie podjąć i wygrać tę konkurencję poprzez swoje rynkowe priorytety. Musi jednak otrzymać wsparcie i mieć zrozumienie ze strony swojego rządu i społeczeństwa.
Wnoszę jednocześnie w tym ogłoszeniu do pana ministra rolnictwa o objęcie rewizją wszystkich aktów prawnych, rozporządzeń, zarządzeń i wytycznych obowiązujących w resorcie celem usprawnienia i uproszczenia systemowych rozwiązań dla beneficjentów. Wierzę, że resort kierowany przez pana ministra Krzysztofa Jurgiela, wspierany przez panią premier Beatę Szydło, uporządkuje wszystkie nieprawidłowości, zaniedbania poprzedników oraz skutecznie poprowadzi politykę zrównoważonego rozwoju obszarów wiejskich. Dziękuję uprzejmie.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Narodowy Dzień Pamięci ˝Żołnierzy Wyklętych˝ jest okazją do przypomnienia sylwetek często wybitnych postaci z okresu okupacji hitlerowskiej i lat stalinizmu w Polsce. Jedną z nich był Stanisław Sokołowski, członek kadry polskich olimpijczyków na olimpiadę w 1940 r., oficer w kampanii wrześniowej 1939 r., dowódca oddziałów partyzanckich ZWZ, AK i Batalionów Chłopskich, zamordowany przez funkcjonariuszy Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa w Krasnymstawie i enkawudzistów w 1945 r.
Stanisław Sokołowski, legendarny ˝Rolnik˝, przyjaciel Janusza Kusocińskiego, człowiek wielkiego serca i wielkiej odwagi, ofiara politycznego terroru, trwa w naszej świadomości jako wzór sportowca, żołnierza i partyzanta, jako ucieleśnienie idei wolności. Wzorował się na Kusocińskim i dobiegł do swojej ostatniej mety podobnie jak Kusy, mając 32 lata.
Stanisław Sokołowski urodził się w 1913 r. w Rejowcu w niezamożnej rodzinie. Jego ojciec był ślusarzem. Trudna sytuacja materialna, niekiedy wręcz ubóstwo, z którym dzielnie się zmagał, zwłaszcza w okresie dzieciństwa, gimnazjum czy studiów na warszawskim AWF. Między innymi udzielał korepetycji, wykonywał drobne prace w domach zamożnych kolegów gimnazjalistów, a w wakacje pracował u kowala, niekiedy macocha wypędzała go z domu.
We wrześniu 1939 r. ppor. Stanisław Sokołowski walczy z agresorem niemieckim w obronie przyczółka mostowego pod Puławami. 15 września walczy z hitlerowcami w obronie Lublina. 18-19 września bierze udział w ostatniej bitwie 9. Pułku Piechoty Legionów pod Krasnymstawem. Nie poszedł do niewoli. Przedostał się do Niemienic z bronią i sztabowymi mapami. Właściwie od razu przystąpił do konspiracji niepodległościowej. Już w 1940 r. organizował podziemne struktury Związku Walki Zbrojnej, następnie Armii Krajowej na ziemi krasnostawskiej. Jego zaangażowanie docenili przełożeni. Otrzymał awans na porucznika. 1 maja 1943 r. zostaje już kapitanem, potem majorem w AK. Działalność konspiracyjną przerywa jego aresztowanie. ˝Rolnik˝ trafia do obozu zagłady na Majdanku w 1942 r., tam zostaje przydzielony do grupy budowlanej, skąd udaje mu się zbiec. Wraca do podziemia.
Sokołowski to nie tylko żołnierz, ale także nauczyciel, wychowawca społeczności wiejskiej. To, co wówczas robił w swoim środowisku w okresie terroru hitlerowskiego, jest czynem nie mniej heroicznym od walki zbrojnej. W podkrasnostawskich Niemienicach organizuje zawody sportowe dla wiejskich dzieci: mecze piłki siatkowej i nożnej. We wsi Olesin prowadzi kursy samochodowe dla partyzantów na sprzęcie zdobytym na hitlerowcach, bo oddział mjra ˝Rolnika˝ posiadał na stanie ok. 30 zdobytych samochodów: ciężarówki, półciężarówki i osobowe. Sport był dla Sokołowskiego chyba swoistą odskocznią od koszmaru okupacji. Prawie codziennie biegał po 5 km, a w przydomowym sadzie postawił dwie skocznie: do skoku wzwyż i do skoku o tyczce.
O walce zbrojnej podkomendnych mjra ˝Rolnika˝ zarówno w AK, jak i w BCh powszechnie wiadomo, zwłaszcza mieszkańcom ziemi krasnostawskiej. Trzeba jednak powiedzieć o bezkrwawej akcji uwolnienia 249 więźniów z więzienia w Krasnymstawie w nocy z 19 na 20 września 1943 r.
Właściwie zaraz po wkroczeniu wojsk sowieckich latem 1944 r. i instalacji ich służb bezpieczeństwa powiat krasnostawski został brutalnie spacyfikowany: ok. 160 osób zostało wywiezionych do sowieckich łagrów, a wiele osób skrytobójczo zamordowano lub osadzono w obozach i więzieniach, np. w pohitlerowskim obozie zagłady na Majdanku czy na zamku w Lublinie.
W wyniku zdrady 10 listopada dom ˝Rolnika˝ w Kolonii Wielobycz został okrążony przez enkawudzistów. Podczas próby aresztowania w obronie własnego życia i kolegów Sokołowski odebrał broń enkawudziście i zastrzelił wówczas czterech funkcjonariuszy.
Panie Marszałku! Szanowni Państwo! Tymi oto słowami chciałam uczcić pamięć mjra Sokołowskiego, który w nocy z 23 na 24 listopada 1945 r. został zamordowany przez 30 funkcjonariuszy NKWD. Pojmany z własnego domu i postrzelony czołgał się jeszcze, próbował dobiec do lasu, czołgał się przez kartoflisko, niemniej jednak enkawudziści dopadli go i strzałem w tył głowy zamordowali. Cześć jego pamięci!
Dziękuję uprzejmie.
Pani Marszałek! Panie i Panowie Posłowie! Szanowni Państwo! Dzisiejsze oświadczenie poselskie pragnę wygłosić w imieniu swoim i w imieniu mojego kolegi, pana posła Krzysztofa Głuchowskiego. Do wygłoszenia tego oświadczenia zmobilizował nas fakt przedstawienia Wysokiej Izbie rządowego projektu ustawy o wstrzymaniu sprzedaży nieruchomości Zasobu Własności Rolnej Skarbu Państwa oraz o zmianie niektórych ustaw, druk nr 293, który według posłów PSL, PO i Nowoczesnej nie zasłużył, o dziwo, na dalsze procedowanie w drugim i trzecim czytaniu, w tym w komisji rolnictwa.
W naszym też imieniu pragnę z tego miejsca przypomnieć, że rok temu, 19 lutego, Niezależny Samorządny Związek Zawodowy Rolników Indywidualnych ˝Solidarność˝ po latach walki naszych kolegów z województwa zachodniopomorskiego o wstrzymanie sprzedaży polskiej ziemi w ręce cudzoziemców zdecydował się na protest pod urzędem Rady Ministrów w Warszawie. W tzw. zielonym miasteczku trwaliśmy 129 dni i nocy na mrozie i w chłodzie, dopominając się o zmianę przepisów ustawowych w omawianym zakresie. Tam też organizowaliśmy Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych 1 marca, tam spędzaliśmy Niedzielę Palmową i Święta Wielkanocne. To tam prezentowaliśmy mieszkańcom Warszawy zdrową polską żywność, tam obchodziliśmy też kolejną rocznicę rejestracji Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego Rolników Indywidualnych ˝Solidarność˝. Tam przez te wszystkie 129 dni czekaliśmy na konstruktywne rozmowy z rządem, które odbyły się dopiero po pierwszej turze wyborów na urząd prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, kiedy to urzędująca głowa państwa przegrała z kandydatem PiS-u, a obecnie prezydentem Polski Andrzejem Dudą.
Nie pamiętamy z tych ciężkich dla nas dni dobrej woli ze strony władz koalicyjnego rządu PO-PSL. W kwestii, o którą toczyliśmy spór z rządem, uzyskaliśmy zrozumienie w odniesieniu do kilku ustawowych zapisów. Uznając, że lepsze to niż nic, postanowiliśmy zawiesić nasz protest.
W tym momencie pragnę podkreślić, że uchwalona przez Sejm ustawa z dnia 5 sierpnia 2015 r. nie znalazła uznania wśród związkowców rolniczej ˝Solidarności˝. Nadzieją były nadchodzące wybory i zmiana władzy. Dzisiaj, kiedy powyższe stało się faktem, a rząd PiS pochylił się nad złożonością problemów, regulując to w przepisach, które w jak najlepszy sposób ochronią polską ziemię przed wykupem przez kapitał zagraniczny, przy czym jednocześnie te dobre zapisy ułatwią polskim rolnikom dostęp do ziemi z Zasobu Własności Rolnej Skarbu Państwa, dochodzi do kolejnego skandalu i politycznego, medialnego przekłamania faktów. Zwracam się z tego miejsca, z sejmowej mównicy o merytoryczną debatę nad projektem w komisji rolnictwa i w dalszym procedowaniu.
Na koniec pragnę serdecznie podziękować wszystkim tym z państwa, którzy rok temu wspólnie z działaczami rolniczej ˝Solidarności˝ i rolnikami z terenu całej Polski zdecydowali się na walkę o polską ziemię, biorąc udział w naszym proteście. Dziękuję koledze Zbyszkowi Obrockiemu, Edziowi Kosmalowi, Jerzemu Chróścikowskiemu, Andrzejowi Śnieguli, Gabrielowi Janowskiemu i tym wszystkim z państwa, którzy swoją determinacją pokazali skalę problemu. Dziękuję również władzom i działaczom ˝Solidarności˝ pracowniczej. Gorąco dziękuję wszystkim mieszkańcom Warszawy, którzy nas serdecznie i szczerze rozumieli i wspierali. Zawsze będziemy o was pamiętać. Dziękuję Polonii amerykańskiej z Bostonu za podpisy popierające naszą akcję. Gorąco dziękuję panu prezydentowi Rzeczypospolitej Polskiej Andrzejowi Dudzie za obecność i wsparcie, panu premierowi Jarosławowi Kaczyńskiemu, księdzu dyrektorowi Tadeuszowi Rydzykowi, księdzu Jerzemu Gardzie za wspólnotowe wsparcie i nieustającą modlitwę.
Jestem przekonana, że te wszystkie działania rozpoczynające debatę nad tak ważnym procesem legislacyjnym znajdą uznanie w środowiskach rolniczych, w tym polskich rolników, a polski parlament uchwali dobrą dla państwa
ustawę. Dziękuję uprzejmie.
Panie Marszałku! Panie i Panowie Posłowie! Rządowy projekt ustawy o wstrzymaniu sprzedaży nieruchomości Zasobu Własności Rolnej Skarbu Państwa wydał się tak groźny dla PSL-u, że w dniu wczorajszym wymienieni zorganizowali protest przeciwko temu projektowi. Prawo do protestu dla obywateli i poszczególnych grup zawodowych jest w państwie prawa uznawane i nie w tym problem. Osobiście jednak nasuwa mi się pewna refleksja historyczna, którą w tym momencie chciałabym przywołać.
Otóż tak się składa, że PSL w państwie polskim władzę sprawuje niemalże przez cały okres po transformacji ustrojowej, a więc po roku 1989. To kolejne rządy z udziałem PSL-u prywatyzowały nasz kraj, począwszy od rządu Waldemara Pawlaka, po zresztą nocnej zmianie, kiedy panowie wspólnie z Donaldem Tuskiem się policzyli i obalili rząd pana premiera Jana Olszewskiego, następnie poprzez koalicję SLD-PSL, no i wreszcie 8 lat rządów Platformy Obywatelskiej i PSL.
Proces prywatyzacyjny rozpoczęto od prywatyzacji polskich banków. Sektor bankowy przejął obcy kapitał. Obcy kapitał dominował również w sektorze prywatyzacji branży ubezpieczeniowej. Najbardziej wymowną ilustracją prywatyzacyjnego szaleństwa była wyprzedaż akcji, papierów własnościowych, następnie przyszła kolej na sektory: sektor górniczy i energetyczny, sektor hutniczy, sektor stoczniowy, sektor farmaceutyczny, telekomunikację, a nawet, szanowni państwo, uzdrowiska. Jako pierwsze sprywatyzowane było uzdrowisko w moim województwie lubelskim, Nałęczów, którego prawa własnościowe przejęła firma holenderska. Następny był sektor chemiczny, sektor spożywczy, w tym branża rolno-spożywcza. No i właśnie tutaj pod młotek poszły cukrownie, zakłady tłuszczowe, zakłady tytoniowe, branża spirytusowa. W sumie za rządów PO-PSL został pobity rekord wyprzedaży polskiego majątku, przy czym dodać należy, że dochody ze sprzedaży były w znacznym stopniu zaniżane w stosunku do wartości sprzedawanych składników majątkowych. Nie muszę w tym miejscu dowodzić, ile na tym straciliśmy jako państwo i naród. Nikt z rządzących za powyższy stan prawdy nie poniósł żadnych osobistych konsekwencji.
Dzisiaj, kiedy obecny rząd PiS po wygranych wyborach przystąpił do naprawy państwa, opozycja z mety przystąpiła do totalnej krytyki wszystkich i wszystkiego. Obecnie, stojąc przed datą 1 maja uwalniającą handel polską ziemią dla obywateli Unii Europejskiej, polski rząd opracował ustawowe zapisy zabezpieczające ochronę tej ziemi. Jako parlamentarzyści z wszystkich klubów jesteśmy za to również odpowiedzialni.
Dlatego trudno jest mi zrozumieć szczególnie postawę klubu PSL odpowiedzialnego przecież przez lata za politykę rolną państwa. Trudno zrozumieć to tym bardziej w zestawieniu faktów wyprzedaży ziemi na tzw. słupy, która w konsekwencji trafiała do zasobów spółek zagranicznych. Postawa PSL sprowadza się do sławetnych słów: Polacy, nic się nie stało. Natomiast stać się może po uchwaleniu rządowego projektu procedowanej ustawy, bo już mamy zapowiedzi zarówno PO, jak i PSL zaskarżenia powyższego do trybunału. Obiektywizm w każdym calu, pogratulować. Dziękuję uprzejmie.
Pani Marszałek! Wysoka Izbo! Z tego miejsca pragnę przybliżyć wagę problemu dotyczącego strat krajobrazowych i gospodarczych obszaru Polski należącego do sieci europejskiego systemu ochrony przyrody Natura 2000, jako że krajobraz nigdy nie jest terenem anonimowym. Krajobraz posiada swoją historię, pamięć, ciągłość, jest najważniejszym elementem otoczenia i oddziałuje na nas najsilniej, dlatego powinien w pierwszej kolejności podlegać ochronie.
Odnoszę się do tego na przykładzie krajobrazu dorzecza wielu polskich rzek, w tym również obszarów województwa lubelskiego. Zarówno Natura 2000 jako europejska sieć systemu ochrony przyrody budowana od 1992 r., do której jako Polska dołączyliśmy z chwilą naszej akcesji w 2004 r., jak i polityka rolna, a raczej jej konsekwencje spowodowane brakiem odpowiednich negocjacji na szczycie w Kopenhadze ze strony ówczesnego rządu koalicyjnego SLD i PSL, doprowadziły do obecnego stanu polskich terenów obszarowych łąk i pastwisk. Konsekwencje te to smutna rzeczywistość rozległych łanów uschłych traw, tworzących - obrazowo rzecz ujmując - busz widmo. I choć ochrona obszaru w ramach sieci nie wyklucza jego gospodarczego wykorzystania, to każde przedsięwzięcie, które może w istotny sposób oddziaływać na poszczególne elementy sieci, musi podlegać ocenie oddziaływania jego skutków na ochronę obiektu.
Najważniejsze jest tu bowiem zachowanie obszarów ochronnych w sieci Natura 2000, tj. obszarów specjalnej ochrony ptaków i obszarów specjalnej ochrony siedlisk. Stąd dziwi, choć nie powinien, fakt wchodzenia stad dzików do sfer podmiejskich. Problem populacji dzików to w naszym kraju problem bardzo poważny i niezwykle kosztowny zarówno dla rolników, generujący ogromne szkody w ich uprawach, jak i ze względu na konsekwencje stwierdzonej choroby ASF oraz zakazów i restrykcji z tego wynikających. Dodatkowe obciążenia dotkną sferę wydatków publicznych, niezwykle potrzebne są środki na wypłatę odszkodowań zgodnie z procedowaną nowelizacją ustawy Prawo łowieckie.
Oprócz tych ważnych aspektów ekonomicznych ważnym elementem jest wciąż element krajobrazu, urokliwych, polskich miejsc oraz brak perspektyw realizacji przedsięwzięć na wskazanym obszarze przez jednostki samorządowe naszego kraju. Wiele z nich zainwestowało bowiem w dokumentacje zadaniowo-techniczne, projekty kosztorysowe i zezwolenia, które utraciły swoją moc z chwilą nadania wyższych racji zachowaniu chronionych obszarów.
Istotnym problemem jest system rozwiązań prawno-administracyjnych, który wybrała Polska. Opracowanie samych planów ochronnych w Polsce to suma ok. 60 mld euro. Rocznie jej utrzymanie to wydatek dochodzący nawet do 400 mld euro. To dziwi, bo efektów ludzkim okiem nie można dostrzec. Zdawać by się mogło nieprawdopodobne, a jednak żyjemy w realu.
Pani Marszałek! Panie i Panowie Posłowie! Szanowni Państwo! W każdym człowieku trzeba umieć dostrzec jego wrażliwość i pracę na rzecz wartości. Dzisiaj chcę opowiedzieć o chłopaku z gitarą, który zasłużył sobie na najlepsze wspomnienia, o Krzysztofie Klenczonie, bo o nim mowa. W tym roku 7 kwietnia minęła 35. rocznica od jego tragicznej śmierci.
Krzysztof Antoni Klenczon urodził się 14 stycznia 1942 r. w Pułtusku. Był wybitnym polskim kompozytorem, wokalistą i gitarzystą muzyki rockowej, założycielem i współzałożycielem takich zespołów jak Niebiesko-Czarni, Pięciolinie, Czerwone Gitary, Trzy Korony. Jednak najlepsze jego lata muzyczne, jak sam wyznał, przypadają na pracę z zespołem Czerwone Gitary. Czerwone Gitary jako formalna grupa została założona 3 stycznia 1965 r. w gdańskiej kawiarni Cristal między godz. 11 a godz. 14.30. Zespół ten śmiało można nazwać mianem zjawiska muzycznego. ˝Matura˝, ˝Anna Maria˝, ˝Kwiaty we włosach˝, ˝Jesień˝, ˝Wróćmy na jeziora˝, ˝Historia jednej znajomości˝, ˝Biały krzyż˝ to utwory, które na trwałe wpisały się w zbiorowej świadomości Polaków i do dzisiaj są rozpoznawalne przez miliony słuchaczy.
˝Biały krzyż˝ to piosenka, która narodziła się z rodzinnej historii Klenczonów. Ojciec Krzysztofa, Czesław, był partyzantem AK, żołnierzem wyklętym, który po wyroku skazującym w 1946 r. przez 10 lat ukrywał się pod zmienionym nazwiskiem. Do Szczytna powraca dopiero po tzw. odwilży politycznej. To na podstawie rozmów ojca z synem w 1968 r. powstaje ˝Biały krzyż˝. Utwór ten na festiwalu w Opolu w 1969 r. zdobywa główną nagrodę ministra kultury. Rok później, w 1970 r., Krzysztof Klenczon odchodzi z Czerwonych Gitar i tworzy nowy zespół Trzy Korony oraz takie utwory, jak ˝10 w skali Beauforta˝, ˝Nie przejdziemy do historii˝, ˝Bierz życie, jakie jest˝. W 1972 r. w Sali Kongresowej w Warszawie daje swój ostatni koncert przed wyjazdem z rodziną do Stanów Zjednoczonych. Jest to dla niego bardzo trudny moment. Zaryzykuję stwierdzenie, że Krzysztof Klenczon nigdy nie odnalazł się w Ameryce. Bardzo tęskni za Polską, to tam pisze kilka utworów świadczących o jego słowiańskiej duszy i tęsknocie za ojczyzną, takich jak ˝Latawce z moich stron˝, ˝Wiśniowy sad˝, ˝Muzyka z tamtej strony dnia˝, ˝Dom˝. 26 lutego 1981 r. Krzysztof Klenczon w klubie Mirford w Chicago gra koncert charytatywny, z którego dochód w części ma być przeznaczony na leczenie polskich dzieci. To był ostatni jego występ. W drodze powrotnej ulega wypadkowi, trafia do szpitala, gdzie po 40 dniach przegrywa walkę o życie, mając zaledwie 39 lat. W lipcu jego prochy powracają do Polski, by spocząć na cmentarzu w Szczytnie. Żegnają go tłumy, ludzie obsiadają dachy i drzewa, w mieście zamiera ruch kołowy. Jego pogrzeb stał się manifestacją miłości do pięknej twórczości i osobowości, hołdem tysięcy fanów, którzy żegnali go na zawsze.
Krzysztof Klenczon żyje w swoich utworach i w naszej pamięci. W Warszawie jedna z ulic nosi jego imię. W Szczytnie co roku organizowane są koncerty i festiwale jego muzyki. W Gdyni 11 października 1993 r. powstało stowarzyszenie muzyczne jego pamięci pod nazwą ˝Christopher˝ i pod kierownictwem Wiesława Wilczkowiaka.
Krzysztof Klenczon, ˝Niuniek˝, bo tak go nazywali koledzy z branży, to wybitny artysta muzyki rockowej bogatych lat 60. i 70. ubiegłego stulecia. Wszystko zawdzięczał swojemu talentowi i ciężkiej pracy samouka. Jego muzyka zawsze niosła się tam, gdzie woda i las. Dziś niesie się z obłoków na ziemię.
Bo życie kochał jak szalony,
Razem z gitarą szedł przez park.
Świtem słowiki szczęścia gonił,
Nad białym krzyżem schylił kark.
Panie Marszałku! Panie i Panowie Posłowie! Szanowni Państwo! Wygłoszenie tego oświadczenia jestem winna ludziom cudem ocalonym spod siekier i wideł ukraińskich nacjonalistów zgrupowanych w Ukraińskiej Powstańczej Armii i SS Galizien, którzy bestialsko i bezlitośnie mordowali Polaków, począwszy od dziecka w kołysce, do starca nad grobem. Mimo upływu tak wielu lat ich pamięć wciąż niesie tamte krwawe dni i czerwone noce rozświetlone pożogą ludzkich ciał, domostw, zagród i kościołów. To ta pamięć niosła milczącą krzywdę przez te wszystkie lata.
Co może czuć upokorzony człowiek? Więcej, jak z tak wielkim obciążeniem może żyć rozłączony pokrzywdzony naród? Jak wreszcie nazwać tamtą zbrodnię - morderstwem czy ludobójstwem? Jak nazwać nabijanie dzieci na sztachety, wrzucanie żywych do studni czy przybijanie języczka gwoździem do stołu, czy wydłubywanie oczu? Mord to czy ludobójstwo? Jak zakwalifikować obcinanie siekierą lub kosą głów mężczyznom w zbiorowych aktach zbrodni czy nadziewanie kobiet na widły? Jak to nazwać? Jak nazwiesz to ty, szanowny parlamentarzysto? Wkrótce będziemy nad tym procedowali.
Środowiska Kresowian mają do nas jedną prośbę, tę, o której śnili latami pamięcią o swoich bliskich. Dzisiaj czekają na dzień, w którym Polska nazwie po imieniu prawdę historyczną, ustanawiając dzień 11 lipca Narodowym Dniem Pamięci Ofiar Ludobójstwa Kresowian.
Czy to tak wiele? Czy naprawdę musimy się o to licytować? Czy ofiara ich krwi to wciąż za mało, by prawda była wolna od takich czy innych uwarunkowań politycznych?
Popatrz na tamtą kresową wieś, wołyński las, ziemię słoną od potu pokoleń i krwi i ostatni oddech z pieśnią na ich ustach: ˝Nie rzucim ziemi, skąd nasz ród˝. Może przez twój i mój głos ich rana zabliźni się nieco, oczy nabiorą trochę blasku? To przecież tak niewiele, a jednocześnie dla środowisk wołyńskich sierot to najważniejsze moralne zadośćuczynienie. O inne nie proszą. Honor i narodowa duma to jest to, co w ich duszy gra. Dziękuję uprzejmie.
Dziękuję uprzejmie.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Szanowni Państwo! Z zadowoleniem odnoszę się do faktu rozpoczynających się w resorcie rolnictwa konsultacji społecznych dotyczących rządowego projektu ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu ułatwienia sprzedaży żywności przez rolników, w tym stworzenia zainteresowanym korzystnych warunków do rozwoju produkcji i sprzedaży detalicznej żywności wyprodukowanej z ich własnych upraw, z chowu lub hodowli bez udziału pośredników. Całe lata jako środowisko rolnicze walczyliśmy o legalność sprzedaży produktów wytwarzanych bezpośrednio przez rolników, które, choć zdrowe, do niedawna prawnie zakazane, były produktem nielegalnym. Na całe szczęście to się zmieni. Idąc za znakami czasu, wyzwaniem obecnych społeczeństw jest produkcja zdrowej żywności, nakierowanej na wysokie wskaźniki jakościowe, bez dodatków chemicznych i różnego rodzaju konserwantów.
Dzisiaj już każdy wie, że te wszystkie ulepszacze stosowane w produkcji żywności mają negatywny wpływ na zdrowie człowieka, co skutkuje wzrostem zachorowań na wiele chorób cywilizacyjnych, takich jak nowotwory, cukrzyca, alergie i inne. Samo życie! A przecież Jan Kochanowski już dawno przestrzegał: ˝Szlachetne zdrowie,/ Nikt się nie dowie,/ Jako smakujesz,/ Aż się zepsujesz˝. Myślę, że jesteśmy na tzw. zakręcie. Wypada więc wprost podpowiedzieć, wskazać problem, szukać prostych rozwiązań. Pozwólmy zatem dać swobodę masarzom, piekarzom, rolnikom, a wszystko - jestem całkowicie przekonana - pójdzie w dobrym kierunku. Przecież całe lata jedliśmy swojską kiełbasę, piliśmy niepasteryzowane mleko, kwaśną śmietanę, jedliśmy sodowe placki pieczone na kuchennej blasze, raczyliśmy się różnego rodzaju sokami, syropami, nalewkami. I co? Na pewno byliśmy zdrowsi. A śmiem zaryzykować, że również szczęśliwsi.
Obecna żywność dostarczana nam przez różnego rodzaju koncerny, które udają, że wędzą, że fermentują, że warzą, zarabiając przy tym krocie, nic nie jest warta. Obawiam się, że świat posunął się zbyt daleko. Zdają sobie z tego sprawę społeczeństwa wszystkich krajów świata, opowiadając się w 80% za zmianą żywności z korporacyjnej na ekologiczną.
Zupełnie niedawno zapoznałam się z opiniami konsumenckimi mieszkańców państw Europy Zachodniej, którzy przedstawiają zbieżne opinie na ten temat, mając świadomość powagi omawianego zagadnienia. Jednym z takich przykładów jest opinia pana Chrisa Kordzińskiego, syna polskiego rolnika, zesłańcy Sybiru, wypowiedziana, jak wyznał, w geście wdzięczności do ojca i jego pracy, cytuję: Ci drobni rolnicy w przyszłości będą naszym zbawieniem, gdy się obudzimy i zrozumiemy, że korporacje kontrolują rządy na całym świecie. To oni, drobni rolnicy, dostarczają najlepszej jakości produkty rolne.
Jestem przekonana, że to jest ten właśnie moment.
Na koniec, szanowni państwo, tym wszystkim producentom korporacyjnej żywności, którzy lubują się w różnego rodzaju chemicznych ulepszaczach, piaskowych babkach z torebki, barszczykach bez buraków, wyrobów wędlinopodobnych, tzw. wędlin z dużą dolewką wody, a kto wie, może i czegoś gorszego, parówek z cielęciny z 2-procentową zawartością mięsa i całą masą wypełniaczy, chciałoby się powiedzieć: smacznego! Chciałoby się, ale przecież wiem - myślę, że państwo również - że oni takiej żywności nie konsumują. Ot i cały biznes. Dziękuję uprzejmie.
Panie Ministrze! Serdecznie dziękuję w imieniu swoim i w imieniu kolegi Krzysztofa Głuchowskiego za te wyjaśnienia. Chcemy tutaj rzeczywiście uznać prace resortu na tym trudnym rynku mleczarskim, ale nie tylko, i wiemy, że resort pana ministra Jurgiela robi naprawdę wiele, żeby tę sytuację w miarę możliwości odwrócić.
Chciałabym zadać dodatkowe pytanie, ono wynika z pytania mojego poprzednika, ale pewnie dałoby nam... rozwiałoby pewne wątpliwości dotyczące tego, czy do Polski jednak trafia surowe mleko z zagranicy. Pytanie dotyczy tego, czy bilansuje nam się na naszym rynku ilość mleka wyprodukowanego przez rolników, skupionego przez polskie podmioty, z ilością produktów już po przetworzeniu.
I jeszcze jedno, panie ministrze, pytanie, ono rzeczywiście wynika również z tej trudnej sytuacji.
Czy udałoby się, a jeżeli tak, to w jaki sposób, wpłynąć na zablokowanie importu artykułów mleczarskich po cenach dumpingowych? Dziękuję uprzejmie.
Panie Marszałku! Szanowni Państwo! Panie i Panowie Posłowie! Zgodnie z powiedzeniem, którego autorem jest Benjamin Franklin, w życiu pewne są dwie rzeczy, w tym jedną z nich są...
...podatki. Podatki funkcjonowały już od czasów starożytnych, a w dobie obecnej dotyczą naprawdę każdego. Duża część naszego dochodu przeznaczana jest właśnie na podatki. Oprócz opodatkowanych dochodów płacimy je wszędzie: w sklepie, w teatrze, w autobusie. Zgodnie z Ordynacją podatkową są przymusowymi, bezzwrotnymi, publicznoprawnymi, wynikającymi z ustaw nieodpłatnymi świadczeniami pieniężnymi.
A jeśli rzecz o podatkach, to pragnę oświadczyć, że z wielką nadzieją przyjęłam zapowiedź pani premier dotyczącą uszczelnienia systemu podatkowego oraz wzmożonej kontroli wszelkiej patologii z tym związanej. Na wstępie chcę dodać, że nie chodzi tutaj bynajmniej o kontrolę małych czy średnich polskich przedsiębiorstw, bo te podatki płacą, ale o wielkich korporacyjnych graczy rynkowych.
Za tymi oto słowami kryją się faktyczne pieniądze, które niestety szerokim strumieniem wypływają z Polski do tzw. rajów podatkowych. Jak wykazały zeszłoroczne raporty wielu ośrodków badawczych uprawnionych do takich analiz, jako państwo ciągle tracimy na wyprowadzaniu przez firmy dochodów za granicę. Dotyczy to w głównej mierze wpływów z podatku CIT. I choć ostrożne szacunki wskazują na straty budżetowe w wysokości ok. 10-12 mld zł rocznie, to wskaźnik ten jest niedoszacowany przez trudność w pozyskaniu konkretnych dowodów podyktowanych faktem drenażu kapitału w większości półlegalnymi sposobami.
Przykładów tego procederu jest naprawdę wiele i nie sposób w tak krótkim oświadczeniu odnieść się do wszystkich zależności. Bezsporny jest fakt, że Polska jest w ścisłej czołówce państw, z których operujące zagraniczne korporacje wysyłają środki finansowe na poczet podatków do innych państw Unii Europejskiej, w tym w dużej większości do Niemiec.
Prawdą jest też, że gros tych podmiotów ma transgraniczny charakter, przez co nie są jak inne małe zakłady i przedsiębiorstwa przypisywane do kraju, w którym właśnie mają swoją siedzibę. Mogą więc wybierać kraj, w którym jest stworzony najkorzystniejszy dla nich wskaźnik podatku dochodowego. I to właśnie jest zasadniczym projektem przyszłej zmiany. Niniejszym wskazuję na wagę problemu, z którym należy się w sposób należyty zmierzyć, ważąc analitycznie i ekonomicznie najkorzystniejsze rozwiązania, również te zmierzające do tego, by przedsiębiorcom właśnie w Polsce opłaciło się prowadzić działalność gospodarczą i płacić podatki.
W stopniu zasadniczym jest to działanie dla rządu. Mam nadzieję, że wkrótce nadejdą optymalne rozwiązania w tym zakresie. Zasada powinna być prosta: tam gdzie się produkuje, sprzedaje towar i usługi, powinno się płacić podatki. Zawsze i bez wyjątku, koniec kropka. Może wtedy nie musielibyśmy jako państwo obciążać obywateli mniejszymi lub większymi podatkami od wszystkiego.
Osobną kwestią jest potrzeba uproszczenia rozwiązań podatkowych oraz obniżenia podatków dla rodzinnych polskich firm. Nie musimy się wzajemnie przekonywać, że to właśnie takie rozwiązanie da pozytywnego kopa, w najlepszym tego słowa znaczeniu, polskiej gospodarce. Polacy, mówiąc słowami naszej pani premier, to dumny naród. Polska jest państwem, które zasługuje na wszelki szacunek za swoją historię i za to, co dało światu. Od siebie dodam tylko, że Polacy mają wiele determinacji, potencjału i dobrych pomysłów, by żyć i pracować w swoim kraju, i żyć wśród swoich najbliższych. Należy im tylko w tym pomóc. Dziękuję uprzejmie, panie marszałku.
Panie Ministrze! Bardzo dziękuję za tę odpowiedź. Rzeczywiście tak jest. Lata zaniedbań same mówią za siebie i to jest ten stan, który mamy na dzień dzisiejszy. Odpowiedź pana ministra jest bardzo satysfakcjonująca, jak myślę, nie tylko nas, posłanki z tego regionu, ale i środowisko pracowników. Cel jest bardzo szczytny. Myślę, że jest tu celowość, decyzja jest bardzo dobra.
Mam tylko takie dodatkowe pytanie. Panie ministrze, z zadowoleniem przyjmujemy również fakt, że te miejsca pracy zostaną utrzymane. Czy przewiduje pan jednak rozwój tej firmy, tak by można było uzyskać dodatkowe miejsca pracy? Dziękuję uprzejmie.
Szanowna Pani Marszałek! Panie i Panowie Posłowie! Szanowni Państwo! Powyższe oświadczenie składam w imieniu swoim oraz mojego kolegi klubowego posła Krzysztofa Głuchowskiego.
Właśnie dzisiaj stoimy przed bardzo ważnym dla nas historycznym faktem 35. rocznicy rejestracji Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego Rolników Indywidualnych ˝Solidarność˝. Wówczas, w majowy dzień, taki jak ten dzisiejszy, 12 maja 1981 r. Sąd Wojewódzki w Warszawie rozpatrywał wniosek o rejestrację NSZZRI ˝Solidarność˝. Powyższe poprzedzone było przyjęciem przez Sejm ustaw umożliwiających zalegalizowanie działalności związkowej, ale zanim to się stało, polscy rolnicy stoczyli ciężki bój o niezależne prawa i przywileje dla swojego stanu. Bez związków zawodowych polscy rolnicy nie mogli w pełni brać udziału w życiu społecznym, gdyż taka działalność była z mocy prawa nielegalna. W ogóle idea solidarności jako całość należy do polskiego dziedzictwa i jest dobrem wspólnym, które zostało okupione pracą, cierpieniem, aresztowaniami, a nawet utratą życia przez wielu ludzi. Nie powinno być zatem wątpliwości, że wysiłek tych wszystkich, którzy przyczynili się do rejestracji związku, a następnie jego działalności przez okres tych 35 lat należy odpowiednio uhonorować.
Oprócz walki środowisk rolniczych o powyższe docenić należy rolę osób wybitnych, które przyczyniły się bezpośrednio do tego sukcesu. Taką osobą był ksiądz prymas Stefan Wyszyński. To jego determinacja w rozmowach z ówczesną władzą zaowocowała tym sukcesem. Po rejestracji ˝Solidarności˝ robotniczej w styczniu 1981 r. ksiądz prymas tak argumentował: Nie może być wybranej i uprzywilejowanej kategorii pracowników w naszej ojczyźnie. Jeśli zgodziliście się na samorządność robotniczą, to musicie się zgodzić na samorządność rolniczą. I musieli.
Dzisiaj, z tego miejsca, jako działacze rolniczej ˝Solidarności˝ chylimy nisko czoła przed każdym aktem wyciągnięcia pomocnej dłoni i właściwego zrozumienia wspólnego dobra. Jestem przed poważnym dylematem, jak ocenić w kilku słowach ciężką pracę tysięcy naszych związkowców i ich rodzin. Na pewno jest to miłość do Boga i ojczyzny, miłość do matki ziemi, miłość do dziedzictwa i przyszłości Polski i Polaków.
Szanowni państwo, w dniu dzisiejszym Senat Rzeczypospolitej Polskiej w przyjętej przez siebie uchwale uczcił 35. rocznicę rejestracji NSZZRI ˝Solidarność˝. W jednej z sentencji tej uchwały czytamy: Senat RP, doceniając wagę i znaczenie istnienia w Polsce niezależnych rolniczych związków zawodowych, wyraża swoje głębokie uznanie i podziękowanie założycielom, członkom i władzom NSZZRI ˝Solidarność˝ i wszystkim tym, którzy przyczynili się do jego powstania i zarejestrowania, a także tym, którzy wspierali związek i jego członków. To piękny gest. Z tego więc miejsca dziękuję wszystkim paniom i panom senatorom oraz wnioskodawcy, naszemu przewodniczącemu senatorowi Jerzemu Chróścikowskiemu.
Osobiście serdecznie dziękuję naszym koleżankom i kolegom związkowcom, pragnąc przy tym dodać, że ich praca to piękny przykład typowej pracy społecznej. Kochani związkowcy, przez te wszystkie lata walczyliście o najwyższe wartości narodowe, duchowe, ekonomiczne. Bez waszej walki - bo tak to trzeba dzisiaj nazwać - nie osiągnęlibyśmy tego wszystkiego. Zapewne pamiętacie blokady holdingów cukrowych i pracę proceduralną na rzecz utworzenia polskiego koncernu cukrowego. Było bardzo trudno, ale pozwolę sobie wspomnieć tylko niektóre osiągnięcia. To my wspólnie z pracownikami cukrowni nie pozwoliliśmy sprzedać tych zakładów w ręce obcego kapitału. Cieszymy się, że polska ziemia, o którą tak dzielnie walczyliśmy w zielonym miasteczku przez 120 dni i nocy, została ustawowo zabezpieczona. Należy tutaj uznać pracę ministerstwa rolnictwa i przyjęte rozwiązania rządowe. Dodać należy, że każda większa lub mniejsza nasza akcja na przestrzeni tych 35 lat rozwiązująca ważne problemy zawsze bardzo cieszyła.
Czasami tylko niektórzy o tym zapominali, ale cóż, to jest jedno z naszych związkowych ryzyk, które, jak to się mówi, mamy jak w banku. Mimo to nie zaszczyty, nie kariery są dla was najważniejsze, choć wiem, że wielu z was bardzo by się przydało w służbie publicznej.
Bardzo proszę kończyć, pani poseł.
A więc pozwólcie, że z tego miejsca złożę słowa podziękowania. Dziękuję wam za wasze wielkie serce i za zaangażowanie, za waszą determinację w walce o lepszą perspektywę dla polskiej wsi, za wasz czas, za dzielenie się tym czasem w naszej przestrzeni publicznej i za hojność, z której słyniecie, bo nikt nigdy nie wypłacił wam żadnej delegacji, nie zwrócił żadnych kosztów podróży i to jest wasza jakże ważna wartość dodana do tej związkowej instytucji. Dziękuję również wszystkim sympatykom i zaprzyjaźnionym środowiskom. Dziękuję ˝Solidarności˝ robotniczej i mediom, tym, którzy z nami współpracowali. Wreszcie serdecznie dziękuję wam, nasi kochani pracownicy biurowi, młodzi energetyczni ludzie...
Pani poseł, proszę kończyć, bo już o minutę przekroczyła pani czas.
...którzy jesteście oddani tej sprawie. Bez was nie ruszylibyśmy z miejsca. Dziękuję.
Dziękuję uprzejmie.
Panie Marszałku! Panie i Panowie Posłowie! Szanowni Państwo! Dzisiaj na ten króciutki moment powrócę do historii. Wszak historia nie jest tylko czasem przeszłym, ona realizuje się w życiu narodów i w żadnym razie nie można oderwać jej od współczesności. Stanowi swoistą wartość dziejów niesioną przez kolejne pokolenia ku następnym. Dzisiejsza bardzo smutna opowieść to obraz kruchości ludzkiego istnienia, w tym przypadku zależny od najeźdźcy, jakim byli niemieccy i sowieccy okupanci w czasie II wojny światowej.
Tragizm tych wydarzeń dokonał się 28 lutego, 10 i 20 maja 1942 r., a ciężar doświadczeń moje rodzinnej ziemi odcisnął się na trwale w pamięci i sumieniach ludzi, niosąc przeżycia i obraz wielkiej krzywdy dokonanej na naszym narodzie.
W tym roku przypada kolejna, 74. rocznica pacyfikacji wsi w powiecie krasnostawskim i zamojskim. Pacyfikacja ta była zorganizowaną akcją zbroją na ludności cywilnej, która miała na celu zastraszenie i zniechęcenie do walki konspiracyjnej w ruchu oporu. Główny szef gestapo na tym terenie Kurt Engels i jego zastępca Ludwig Klemm właśnie w lutym i w maju 1942 r. postanowili rozprawić się z ludnością zamieszkującą wsie Orłów Drewniany, Kryniczki, Wiszenki, Anielpol, angażując w to znaczne siły żandarmerii niemieckiej i ukraińskie oddziały w służbie niemieckiej, tzw. granatową policję.
Akcję rozpoczęto od podpalania wsi, nie pozwalając niczego ratować. W ogniu ginął więc cały dobytek. Do osób poruszających się przy płomieniach czy przy płonących zabudowaniach strzelano z rozstawionych posterunków. W rzędach śmierci wybierano i rozstrzeliwano niewinną ludność cywilną, nie szczędząc starców i dzieci. 9-letnia Marysia Hawrylak z Wiszenek zginęła z zabawką w ręku. Młodym chłopcom rozkazywano kopać dół na wspólną mogiłę, po czym potraktowano ich salwą kul. Mieszkańcy naszych wsi ginęli również całymi rodzinami na terenie swoich gospodarstw. Tak zginęła zastrzelona Anastazja Wodyk i jej dwóch synów Janek i Tadzio. Innym młodym chłopcom wiązano paskami dłonie i goniono do oczekującego transportu, by następnie wywieźć ich do obozu na Majdanek. Wielu z nich nigdy nie powróciło.
Zbrodnia ta byłą niewątpliwie karą za współpracę z partyzantką z pobliskich lasów. Kurt Engels i Ludwig Klemm w swoim okrucieństwie byli tak przewrotni, że urządzali sobie z masowych egzekucji tylu ludzkich istnień, jak sami określili, dobrą zabawę. Już wtedy w swojej depeszy do Londynu 3 czerwca 1942 r. delegat rządu na kraj Cyryl Ratajski informował o masowych egzekucjach ludności cywilnej we wspomnianych powiatach, wymieniając trzy wsie: Orłów, Kryniczki, Wiszenki.
Zamojszczyzna to oprócz pacyfikacji też masowe wysiedlenia. Pierwsze próby wysiedlenia miały miejsce już 6 listopada 1941 r. W tym dniu zupełnie niespodziewanie wysiedlono Polaków ze wsi Huszczka Mała i Huszczka Duża. Dano mieszkańcom 20 minut na spakowanie bagażu. Masowa główna fala wysiedleń rozpoczęła się od Skierbieszowa 28 lutego 1942 r. i trwała do marca 1943 r. Pomiędzy 3 a 8 grudnia 1942 r. wysiedlona została wieś Wirkowice w mojej gminie Izbica. W wymienionym okresie wysiedlono 117 wsi. Łącznie w ramach akcji wysiedlono przeszło 40 tys. osób. Wszystkie akcje wysiedleńcze odbywały się w sposób niezwykle brutalny i były politycznie zamierzonym ruchem dla zasiedlenia ˝swoimi˝. Osoby silne i zdrowe kierowano wówczas do Rzeszy, słabe do obozu w Oświęcimiu.
Tragiczny los nie ominął najmłodszych - dzieci Zamojszczyzny. Dzieci siłą odrywano od rodzin i umieszczano w barakach ogrodzonych kolczastym drutem. O widywaniu z rodzicami nie było mowy. Niejednokrotnie pragnienie widzenia się z dziećmi przypłacono śmiercią. Podczas okupacji wywieziono przeszło 30 tys. dzieci do Rzeszy. Przedstawiony w tych kilku zdaniach tragiczny obraz tak wielkiego cierpienia należy nieść pamięcią na zawsze.
Nie sposób również w tym oświadczeniu nie odnieść się do obecnych zagrożeń wynikających z sytuacji społeczno-politycznej Europy i świata. Jako naród tak doświadczony wciąż mamy prawo o tym mówić. Dzisiaj zastanawia fakt, czy świat jest w stanie zrozumieć wymiar tamtego cierpienia, jakiego doznali Polacy, i czy jest w stanie to cierpienie w odpowiedni sposób docenić, właśnie dzisiaj, w czasach globalizacji i integracji. Czy dla świata wciąż jesteśmy
tylko tymi, których można stawiać do pionu posłuszeństwa? Myślę, że nikt, komu życie na szczęście oszczędziło podobnych narodowych doświadczeń, nie jest w stanie tak naprawdę do końca tego zrozumieć, a jeśli nawet, to poprosimy o uszanowanie naszej historii i naszego głosu. Dziękuję uprzejmie.
Szanowny Panie Marszałku! Wysoka Izbo! W dniu 15 maja 2016 r. w Warszawie NSZZRI ˝Solidarność˝ obchodził swoją 35. rocznicę rejestracji. Uroczystości swoim patronatem objął pan prezydent RP Andrzej Duda. Wielu działaczy zostało wyróżnionych za swoją pracę związkową odznaczeniami państwowymi, resortowymi i związkowymi.
W uroczystościach udział wzięli również marszałkowie Sejmu i Senatu, posłowie i senatorowie, wiceminister rolnictwa i rozwoju wsi oraz inni zaproszeni goście. Celebrę rocznicowej mszy św. odprawił Jego Ekscelencja ks. bp Józef Zawitkowski. Z terenu całego kraju przybyły liczne delegacje związkowe.
Z przykrością muszę stwierdzić, że krajowe media, oprócz telewizji ˝Trwam˝, nie podały żadnej informacji na ten temat, mimo że na uroczystościach można było dostrzec jedną stację telewizyjną. Fakt ten jest wysoce niesprawiedliwy, bo to związkowcy z NSZZRI ˝Solidarność˝ przez te wszystkie lata swoim zaangażowaniem przyczyniali się do rozwoju demokracji i poprawy warunków życia na polskiej wsi. Widocznie kierownictwo telewizji publicznej tego poglądu nie podziela, skoro tak ważny społecznie temat został przemilczany, sami zaś rolnicy zrzeszeni w swoim związku nie zostali docenieni w oczach narodowych mediów.
Pani Marszałek! Wysoka Izbo! Szanowni Państwo! Dzisiejsze oświadczenie poselskie jest jednym wielkim apelem do ministra kultury i dziedzictwa narodowego o ratunek dla zabytków na terenie gminy Izbica w powiecie krasnostawskim. O ratunek w sensie dosłownym - chodzi o remont zniszczonych obiektów - jak również ratunek w kwestii wprowadzenia zdecydowanych przepisów ustawowych, które w jasny i zdecydowany sposób uporządkują kwestie związane z odpowiednim nadzorem konserwatorskim nad zabytkami.
Szanowni Państwo! W dniu 15 czerwca tego roku z mojej inicjatywy oraz inicjatywy mieszkańców Orłowa i okolic odbyło się spotkanie merytoryczne z wojewodą lubelskim, nadzorem konserwatorskim i przedstawicielami samorządów powiatu, gminy Izbica i miasta Krasnystaw. Na spotkaniu przedstawiliśmy problem postępującej degradacji obiektów zabytkowych w miejscowościach Orłów Murowany i Stryjów, próbując wypracować strategię działania wobec zaistniałych faktów. Słowa wypowiedziane przez wojewódzkiego konserwatora zabytków w Lublinie Dariusza Kopciowskiego, cytuję: nigdy nie widziałem zabytku zniszczonego tak bardzo w tak krótkim czasie, należy przyjąć jako pilną potrzebę ratowania zabytku.
Nasz związek z pałacem w Orłowie stanowi przykład pięknej postawy ówczesnego właściciela dóbr ziemskich Orłowa i Sobieszyna hrabiego Kajetana Kickiego, który, umierając 21 czerwca 1878 r., zapisem swojego testamentu ofiarował te dobra jako dar na szlachetne cele społeczne Towarzystwu Osad Rolnych. Do II wojny światowej towarzystwo jako osoba prawna zarządzało majątkiem we właściwy sposób. Po wojnie na mocy dekretu PKWN majątek znacjonalizowano, zespół pałacowo-parkowy w Orłowie przeszedł na własność Skarbu Państwa.
W pałacu głównym prowadzona była szkoła, w oficynach - ośrodek zdrowia i poczta. Zespół ten zachował więc charakter publiczny zgodny z zapisem testatora. W latach 90. majątek na mocy komunalizacji przeprowadzonej przez wojewodę zamojskiego przeszedł na własność gminy w Izbicy. W roku 2006 został nieszczęśliwie sprzedany przez samorząd gminy włoskiej spółce Giordani, którą jednoosobowo zarządza Daniel Richard Polanczyk, człowiek z angielskim paszportem, polskimi korzeniami, zamieszkały na stałe we Włoszech, który na Lubelszczyznę miał przywieźć ofertę somalijskiego rządu. Miał, ale do dnia dzisiejszego jedynie zapewnił budynkom pustostan i ich postępującą degradację. Już od dłuższego czasu ogłasza, że te dobra są na sprzedaż, jednak wyznaczona cena stanowi podwójną wartość tej, za jaką je zakupił. Jaki interes zrobiła na tej transakcji gmina? Raczej żaden. Tym samym historia życia hrabiego, wielkiego filantropa, i jego majątku jest jak wyjęta ze starej szuflady piękna i smutna baśń, która wydarzyła się naprawdę, wpisując ślad w nasze narodowe dziedzictwo. A dziedzictwo narodowe to dorobek poprzednich pokoleń, to zasób rzeczy materialnych i niematerialnych, to wreszcie zasób wartości duchowych i obyczajowych. Obiekt, o którym mówię, jest nie tylko dziedzictwem narodowym w sensie materialnym, jest dziedzictwem narodowym w sensie zachowania i postawy człowieka, który stanowił wyjątek, jeśli chodzi o zachowanie polskiego ziemiaństwa, gdyż wszystkie zgromadzone dobra przekazał na cele społeczne. Jest więc tą wartością, o którą w sposób szczególny powinno się dbać, chroniąc również przed upływem czasu.
O tę wartość dzisiaj walczymy jako społeczeństwo w szczególny sposób związane z tym zabytkowym, cudownym miejscem. Nasz apel jest jedną z form walki, poszukiwania dobrego gospodarza, jest też apelem do rządu RP o opracowanie narodowego programu ochrony zabytków zabezpieczonego odpowiednim prawodawstwem oraz programem odpowiedzialnego finansowania.
Jako państwo polskie musimy podjąć ten wysiłek dla dobra społecznego, jest to obowiązek wobec przeszłych i przyszłych pokoleń, w przeciwnym razie stracimy wiele takich pałacyków i innych dóbr kultury, stając się tym samym ludźmi nieodpowiedzialnymi względem historii.
Z tego miejsca pragnę podziękować wszystkim osobom, które w sposób bezinteresowny inspirują nas do działań na rzecz ratowania tego zabytku. Inspiracją samą w sobie jest historia tego miejsca, motywacja i postawa Kajetana hrabiego Kickiego. Może właśnie w ten sposób znajdziemy potencjalnego inwestora dla tego zespołu pałacowo-parkowego. Głęboko wierzę, że przy pomocy wielu z państwa oraz resortu kultury i dziedzictwa narodowego to przedsięwzięcie znajdzie swój pozytywny wynik, a my wkrótce z wielką satysfakcją powiemy jak w tej bajce: a potem żyli długo i szczęśliwie
- czego z całego serca temu miejscu życzę. Dziękuję uprzejmie.
Dziękuję bardzo.
Panie Marszałku! Panie i Panowie Posłowie! Szanowni Państwo! Droga Młodzieży! Ostatnimi czasy, idąc drogą pewnych ważnych społecznie zadań, które zostały jasno określone, a które skupiają się na próbie ratowania zabytkowych obiektów na terenie gminy Izbica w powiecie krasnostawskim i pięknych bajkowych miejsc, takich z duszą, spotkałam na wspólnej drodze wielu wspaniałych młodych ludzi. Tworząc zgrany zespół, stanowią oni dla siebie wzajemną inspirację do odkrywania prawdy o człowieku, który będąc wielkim i bogatym, w chwili ostatecznej oddał wszystko, co miał, na cele społeczne, zawierając to skrzętnie w zapisie swojego testamentu nazwanego później testamentem marzyciela. I choć wielu nim zaskoczył, a szczególnie swoją rodzinę, to jak o nim napisał sam Henryk Sienkiewicz ˝Daj Boże Polsce więcej takich filantropów˝.
Mowa jest o Kajetanie Kickim, właścicielu dóbr Orłów, Sobieszyn, Bizocin i Rzyczki, a Rzyczki to Galicja, obecnie Ukraina. Uczestniczyłam w tym wydarzeniu i mogę powiedzieć za autorem znanego przeboju: ˝połączył nas zwyczajny dzień˝, wspólna historia i wspomnienia, które chcemy zachować na zawsze. I w pogoni za nimi, za tymi wspomnieniami w dniu 3 lipca odwiedziliśmy Sobieszyn, drugą część składową majątku hrabiego Kajetana Kickiego. To właśnie w Sobieszynie w krypcie grobowej złożyliśmy sakiewkę z grudką jego ukochanej orłowskiej ziemi. I tam poznaliśmy kolejne wspaniałe osoby, tak ciepłe, że mieliśmy wrażenie, że znamy się od zawsze. Są jak papierek lakmusowy, czuli na piękno i społeczne więzi, i z błyskiem w oku niosą opowieść w przestrzeń publiczną o tamtych nocach i dniach. Mówię o państwu Marii i Michale Sokołowskich, nauczycielach Zespołu Szkół Zawodowych im. Kajetana hrabiego Kickiego w Sobieszynie, którym to z tego miejsca pragnę serdecznie podziękować za ogrom społecznej pracy historycznej na rzecz pamięci, miejsca, czasu i człowieka. Równie gorąco za to wielkie dzieło dziękuję dyrekcji szkoły, nauczycielom, pracownikom technicznym, uczniom, tym obecnym i absolwentom, księdzu proboszczowi i wszystkim sobieszynianom zgromadzonym w swoich, jak by to powiedział nasz hrabia, organizacyjach. My, orłowiacy, cieszymy się, że Sobieszyn ma szczęście do dobrych ludzi.
Dziękuję też wam, kochana młodzieży z Orłowa i okolic. Zadziwiacie mnie swoją dojrzałością i miłością do przeszłości i przyszłości - czasami to od was można się wiele nauczyć. Wierzę, że dobrze się przysłużycie regionowi i ojczyźnie. Dziękuję również wszystkim za kontakt w naszej sprawie na Facebooku, za motywację, polubienia, udostępnienia, bo dzięki tym łączom nawet z najdalszych zakątków świata możemy być razem.
A na koniec powiem, jak bardzo jest żal tego, co samo sobie pomóc nie potrafi - żal narodowego dobra, kulturowego dziedzictwa. Dlatego raz jeszcze pozwolę sobie tą drogą, z sejmowej mównicy, zaapelować do ludzi dobrej woli, by swoim życzliwym przekazem o tej ważnej dla nas inicjatywie w poszukiwaniu dobrego gospodarza dla zabytku zarażali innych. Może w końcu się uda? Apeluję również, jak zawsze, do resortu kultury i dziedzictwa narodowego o inicjatywę zmian ustawowych i należytą ocenę i konsekwencje względem tych osób i okoliczności, które przyczyniają się do niszczenia pracy i zasług wielu polskich pokoleń. Przykładem właściwej refleksji niech będzie dla państwa nasz materiał filmowy, do którego obejrzenia gorąco państwa zachęcam i zapraszam: strona internetowa YouTube, tytuł ˝Zranione serce hrabiego˝ oraz już wkrótce ˝Sakiewka miłości˝. Dziękuję uprzejmie.
Dziękuję uprzejmie.
Panie Marszałku! Panie Ministrze! Pytanie dotyczy realizacji dopłat bezpośrednich dla rolników za 2015 r. Według informacji agencji wnioski o przyznanie płatności bezpośrednich za 2015 r. złożyło wiosną 2014 r. 1350 tys. beneficjentów. Trudności z systemem Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa zastane w resorcie po przejęciu władzy jesienią 2015 r. spowodowały znaczne opóźnienia w realizacji tychże wypłat. Rząd, wychodząc naprzeciw tym problemom społecznym, zaproponował nawet rolnikom bezprocentowe kredyty na odtwarzanie wiosną produkcji rolniczej. Do 13 czerwca 2016 r., jak podają źródła agencji, agencja wypłaciła 13 700 mln zł tytułem wypłat, co stanowi 95,1% planowanej do wypłaty kwoty płatności. Pomimo wspomnianych trudności z systemem dopłat prezes agencji deklarował zakończenie wypłat w pierwotnym terminie, tzn. do 30 czerwca. Tymczasem unijny komisarz do spraw rolnictwa Phil Hogan wydłużył termin zakończenia realizacji dopłat bezpośrednich za 2015 r. z 30 czerwca do 15 października 2016 r., uzasadniając to trudnościami, jakie mają niektóre kraje członkowskie Unii Europejskiej w pierwszym roku stosowania zreformowanego systemu wsparcia. Wobec powyższego kieruję pytanie do pana ministra właśnie o te terminy i o 100-procentową realizację wypłat płatności obszarowych za 2015 r. Dziękuję uprzejmie.
Dziękuję bardzo.
Pani Marszałek! Wysoka Izbo! W imieniu Klubu Parlamentarnego Prawo i Sprawiedliwość przedstawiam Wysokiej Izbie stanowisko wobec rządowego projektu ustawy o zasobach genetycznych i podziale korzyści z ich wykorzystania, druk sejmowy nr 644.
Projekt, skierowany do Sejmu jako projekt rządowy 20 czerwca, został poprzedzony konsultacjami społecznymi ze 123 podmiotami. Cel omawianego projektu to dostosowanie do prawodawstwa unijnego. Proponowana ustawa dotyczy rozporządzenia Unii Europejskiej nr 511/2014 w sprawie protokołu z Nagoi dotyczącego dostępu do zasobów genetycznych oraz uczciwego podziału korzyści wynikających z wykorzystania tych zasobów. Protokół ma zastosowanie do wszystkich zasobów genetycznych, z wyjątkiem zasobów genetyki ludzkiej. Zasoby genetyczne, które są przedmiotem naszego procedowania, są szczególnie ważne w produkcji żywności, leśnictwie, przemyśle farmaceutycznym czy kosmetycznym, odgrywają również istotną rolę w odbudowie zdegradowanych ekosystemów i ochronie zagrożonych gatunków.
Projekt wprowadza regulacje zapewniające nadzór kontrolny w Polsce nad zasobami genetycznymi pozyskiwanymi z państw, które mają prawnie uregulowany dostęp do tych zasobów zgodnie ze wspomnianym protokołem z Nagoi. Polska powyższy dokument podpisała w 2011 r. bez jego ratyfikacji. Proponowany projekt ustawy zapewni więc przyjęcie odpowiednich regulacji krajowych. W projekcie ustawy zostały właściwie określone zadania organów administracji publicznej dotyczące wykonania rozporządzenia nr 511, a także zasady i tryb określające prawidłowe wykorzystanie zasobów genetycznych. W projekcie w sposób czytelny zostały wskazane zasady odpowiedzialności za naruszenie przepisów rozporządzenia nr 511/2014. Zgodnie z tymi zapisami odpowiedzialny za wdrożenie konwencji jest minister środowiska i to on będzie pełnił funkcję organu krajowego. Zadania kontroli użytkowników zasobów genetycznych powierzono w tym projekcie organowi Inspekcji Ochrony Środowiska, a w poszczególnych artykułach ustawy szczegółowo rozpisano i wymieniono te kompetencje, jak i określono nadzór organów im przypisanych.
Z oceny i analizy odbytych spotkań ze stroną społeczną oraz wielu wykonanych ekspertyz w aspekcie protokołu z Nagoi wynika, że potencjalne koszty przewyższają korzyści z organizacji omawianego systemu regulacji. W związku z powyższym słusznie uznano, iż legislacja krajowa powinna zostać ograniczona do minimum związanego z zapewnieniem możliwości stosowania przepisów rozporządzenia nr 511. Dlatego też zasadne jest to, że w projekcie ograniczono się do stworzenia niezbędnego systemu kontroli użytkowania w Polsce zasobów pozyskiwanych z innych krajów Unii.
Na podstawie przytoczonych Wysokiej Izbie argumentów oraz w związku z koniecznością wprowadzenia regulacji prawodawstwa do unijnego rozporządzenia wnoszę o pozytywną rekomendację i skierowanie projektu procedowanej ustawy do dalszych prac parlamentarnych. Dziękuję uprzejmie.
Panie Marszałku! Szanowna Izbo! Powtarzając za moim kolegą klubowym, szeroka dyskusja dotycząca samorządu rolniczego, jakim są izby, bezspornie jest potrzebna, natomiast nie kryję, że zabrakło mi w tym projekcie zmian dotyczących merytoryki, tj. rozpisania działalności zadaniowo-kompetencyjnej izb, jak i odpowiedzialności wynikającej z tych zadań. Bo jeśli mamy już zmieniać prawo i jako rolnicy finansować ten samorząd, to należy stworzyć dobry projekt, który połączy solidnie oczekiwania środowiskowe, finansowanie i realia programowo-kompetencyjne. Pytanie do wnioskodawcy: Czy państwo uważacie tak na serio, że kwestie merytoryczne, które wyartykułowałam, są w starej ustawie dobrze zabezpieczone, skoro nie wprowadzacie zmian w tym zakresie? Dziękuję.
Dziękuję uprzejmie.
Pani Marszałek! Panie i Panowie Posłowie! Szanowni Państwo! Halinka miała zaledwie 9 miesięcy, kiedy w lipcu 1943 r. jej rodzinna wieś Wola Ostrowiecka zaatakowana przez sotnie UPA przestała istnieć. Z jej licznej rodziny zginęli prawie wszyscy: ojciec, brat ojca z żoną i dziećmi, dziadkowie ze strony ojca, dziadzio ze strony mamy, dwie młodsze siostry mamy. Zostali oni zamordowani na oczach 11-letniego brata malutkiej Halinki przy użyciu takich narzędzi jak siekiery, młotki, maczugi, widły, kosy, pały. Pozostały po nich majątek zrabowano, a budynki spalono. W tym tragicznym dniu obie z mamą wybrały się w odwiedziny do chorej babci i takim to cudem ocalały.
Do dzisiaj na miejscu Woli Ostrowieckiej rozciągają się kołchozowe pola. Tam wówczas tętniło życie mieszkańców Kresów Wschodnich II Rzeczypospolitej. Tatuś Halinki prowadził hodowlę koni dla ułanów z polskiego wojska. One też odeszły wraz z jego duszą. Czasem można tutaj znaleźć przy odrobinie szczęścia pordzewiałe końskie podkowy. Traumatyczna historia Halinki to jeden przypadek, a było ich przecież dziesiątki tysięcy.
Często ktoś z nas żyje wśród sierot Wołynia, świadków wołyńskiej rzezi, którzy nie mogą niestety doczekać się swojego historycznego zadośćuczynienia.
A my, co z nami? Ile jeszcze w ramach poprawności politycznej przeprowadzimy kłótni i różnego rodzaju sporów? Ile jeszcze w naszych polskich rzekach upłynie wody, by trafić w oczko czasu, że może to teraz? Pamiętajmy: poprawność polityczna zabija. Ażeby być szanowani w skali globalnej, musimy najpierw zacząć szanować sami siebie i własny naród. Środowiska wołyńskie i kresowe to przecież polski naród.
Czy spamiętasz Panie Świata
Męczenników tych z Wołynia,
umierali z myślą o Tej,
która nigdy nie zaginie.
Polska o nich zapomniała,
rozpłynęła się w oddali.
Czasem drżąca ręka starca
świeczkę jeszcze tu zapali.
Porastają chwastem zgliszcza,
groby toną w bujnej trawie.
Jutro już nie będzie komu
świeczki za Nich tu postawić.
Co z tym zrobimy, my?
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Przedstawiam Wysokiej Izbie stanowisko Klubu Parlamentarnego Prawo i Sprawiedliwość wobec sprawozdania komisji o rządowym projekcie ustawy o dostępie do zasobów genetycznych i podziale korzyści z ich wykorzystania, druki nr 644 i 721.
Stanowisko klubu to pozytywna opinia o omawianym projekcie. Zdaję sobie sprawę, szanowny panie marszałku, że wiele omawianych argumentów musiałoby być powtarzanych, ograniczę się zatem do pewnych jak gdyby określeń. Projekt został skierowany do Sejmu 20 czerwca. Jest on projektem rządowym. Celem jest tu dostosowanie prawa do prawodawstwa unijnego. Projekt dotyczy rozporządzenia Unii Europejskiej nr 511/2014 w sprawie omawianego protokołu z Nagoi opisującego prawo dostępu do zasobów genetycznych oraz uczciwego podziału korzyści wynikających z wykorzystania tych zasobów.
Na pewno są tu poruszane ważne problemy, co będzie miało zastosowanie w produkcji żywności, przemyśle farmaceutycznym, kosmetycznym, lecznictwie, rolnictwie oraz ochronie zagrożonych gatunków. W projekcie zostały właściwie określone zadania organów administracji publicznej. Jak wspomniałam wcześniej, opisane również zostały kompetencje i odpowiedzialność za naruszenie przepisów dyrektywy nr 511.
Pierwsze czytanie miało miejsce w Sejmie 6 lipca. Następnie Komisje: Zdrowia oraz Rolnictwa i Rozwoju Wsi rozpatrywały projekt 7 lipca i rekomendowały do dalszych prac w ramach komisji ochrony środowiska. Komisja ochrony środowiska pozytywnie zaopiniowała projekt. W związku z tym bez uwag wnoszę o uchwalenie procedowanej ustawy w trzecim czytaniu. Dziękuję uprzejmie.
Dziękuję uprzejmie.
Panie Marszałku! Panie i Panowie Posłowie! Szanowni Państwo! Do wygłoszenia tego oświadczenia zostałam zmotywowana występem polskiego dziecięcego zespołu Grodzieńskie Słowiki z Grodna, który koncertował 30 czerwca w sali widowiskowej kransnostawskiego stowarzyszenia ˝Magnum Bonum˝ w Krasnymstawie i jest związany z naszym stowarzyszeniem szeroką współpracą.
Zespół powstał w 1990 r. jednocześnie z pierwszymi polskimi organizacjami na Białorusi i jest niekwestionowanym ambasadorem polskości tam, na byłych polskich kresach. Założycielami i dyrygentami zespołu są Alicja i Andrzej Binertowie, pedagodzy grodzieńskiej szkoły muzycznej.
Zespół składa się z chóru czterogłosowego oraz grupy instrumentalnej: skrzypce, wiolonczela i fortepian. Wszystkie dzieci są uczniami szkoły muzycznej. W repertuarze zespołu są liczne pieśni polskie o tematyce patriotycznej, wojennej i religijnej.
Zespół wykonuje również utwory muzyki klasycznej, Chopina, Moniuszki, Schuberta, Haydna, Beethovena, oraz pieśni w językach różnych mniejszości narodowych tradycyjnie obecnych na Grodzieńszczyźnie. Wszystkie aranżacje utworów są autorstwa Andrzeja Binerta, kierownika artystycznego zespołu do 2014 r. Po jego śmierci kierownictwo przejęła jego żona Alicja i to ona niesie nas w obecnej formie przez te pagórki leśne i łąki zielone nadniemeńskiej krainy. W ciągu 12 lat swojej działalności zespół owocnie współpracuje z polskimi organizacjami na Białorusi, biorąc aktywny udział we wszystkich najważniejszych uroczystościach kulturalnych Konsulatu Generalnego RP w Grodnie, Polskiej Macierzy Szkolnej, a także uczestniczy w licznych uroczystościach kościelnych. W 1997 r. zespół organizował szereg koncertów charytatywnych, czym mnie bardzo ujął, na rzecz powodzian w Polsce.
Szanowni państwo, Grodzieńskie Słowiki mają na swoim koncie wiele koncertów przed publicznością z Białorusi, Polski, Niemiec, Wielkiej Brytanii. Dorobiły się też wielu sukcesów. Zaliczyć do nich trzeba nagrody na polonijnych festiwalach w Lublinie, Mrągowie, Dobrodzieniu, Koszalinie. W 1995 r. ministerstwo kultury Republiki Białorusi przyznało Grodzieńskim Słowikom honorowy tytuł wzorowego zespołu muzycznego. Liczne nagrody i wyróżnienia mają również państwo Binertowie, twórcy zespołu. Pani Alicja została odznaczona m.in. Medalem Komisji Edukacji Narodowej Rzeczypospolitej Polskiej oraz nagrodą australijskiej Fundacji Popierania Niezależnej Kultury Polskiej Polcul. Jest również członkiem Międzynarodowej Kapituły Orderu Uśmiechu. Pracując z dziećmi polskiego pochodzenia w zespole Grodzieńskie Słowiki oraz w Klubie Polskich Tradycji Narodowych, Alicja Binert prowadzi działalność oświatową i edukacyjną w dziedzinie popularyzacji polskiej mowy i kultury. Ta praca ma na celu, jak sama mówi, wykształcenie u dzieci i młodzieży poczucia tożsamości narodowej, zainteresowania i szacunku do mowy ojczystej i narodowych tradycji. Zaszczytem dla nich jest to, że większość byłych uczestników zespołu studiuje na wyższych uczelniach w Warszawie, Lublinie, Krakowie, Mińsku, a nawet w Stanach Zjednoczonych.
Z tego miejsca serdecznie dziękuję i gratuluję zespołowi tak pięknego dorobku artystycznego oraz zaangażowania dla dobra naszej ojczyzny. Kierownik zespołu, pani Alicja, skromna, ale zdecydowana, zawsze pogodna, oprócz pasma sukcesów ma też swoje smutki i smuteczki związane, jak to inni określają, z jej niepokornym charakterem. Dla nas jest wielka. A dzieci? Każdy, kto spojrzy w ich oczy, już wie, że jest w lepszym świecie wartości. Dziękuję uprzejmie.
Panie Marszałku! Panie i Panowie Posłowie! Szanowni Państwo! W rozwidleniu dwóch malowniczych wąwozów, w lesie zwanym Baraniec pomiędzy Kraśniczynem a Skierbieszowem, na pograniczu powiatów krasnostawskiego i zamojskiego, znajduje się miejsce poświęcone pamięci kard. Stefana Wyszyńskiego. Schodząc tym wąwozem w dół wśród leśnego strumyka, dojdziemy do przepięknej kapliczki upamiętniającej pobyt ukrywającego się przed Niemcami od listopada 1941 r. do czerwca 1942 r. w klasztorze w Żułowie ks. kard. Stefana Wyszyńskiego.
Kapliczka została wybudowana z potrzeby serca i pamięci przez Fundację Dom Trzeciego Tysiąclecia w Zamościu. Jej głównym inicjatorem był ks. prałat Zbigniew Ciżmiński, a projektantem architekt Maria Gmyz. Poświęcenia kapliczki dokonał JE ks. bp Wacław Depo 8 czerwca 2010 r., ordynariusz Diecezji zamojsko-lubaczowskiej. Kapliczką opiekują się siostry franciszkanki z zakładu dla ociemniałych kobiet w Żułowie.
To właśnie w tym leśnym miejscu w tajemnicy przed Niemcami ks. Stefan Wyszyński modlił się i medytował, udzielał sakramentów pokuty partyzantom Armii Krajowej rejonu Skierbieszów. Często w wąwozach lasu Baraniec odprawiał msze święte i błogosławił znakiem krzyża wyruszających na akcje rozpoznawcze i bojowe. Tutaj nad bezpieczeństwem miejscowej ludności czuwał wraz ze swoim oddziałem ppor. Józef Śmiech ps. Ciąg.
Ks. Stefan Wyszyński, jako kapelan AK ps. Radwan, pełnił również posługę kapłańską dla okolicznej ludności, przejmując obowiązki aresztowanego przez Niemców ks. Mariana Markowicza w parafii Surhów. W wolnych chwilach pomagał siostrom franciszkankom w pracach gospodarskich, np. przy wykopkach ziemniaków czy buraków, wycince drzewa na opał. Z tego okresu znany jest jeszcze jeden fakt. Ks. Stefan, modląc się samotnie na wiejskich bezdrożach w okolicy Żułowa, usłyszał krzyk dochodzący z pobliskiej chaty. Przez uchylone drzwi ujrzał leżącą w barłogu brzemienną kobietę. Była bliska rozwiązania. Na zorganizowanie jakiejkolwiek pomocy było już za późno. Zakłopotany kapłan, który pierwszy raz w życiu znalazł się w takiej sytuacji, musiał być położną i pielęgniarką. Nigdy nie wyobrażał sobie, jak wyznał później, że dane mu będzie przeżyć tak realnie tajemnicę nawiedzenia.
Gdyby wówczas, w latach 1941-1942, ktoś z uczestników tamtych wydarzeń przeżywanych wspólnie z ks. Stefanem Wyszyńskim powiedział: Oto stoi przed wami przyszły kardynał - prymas Polski, serdeczny przyjaciel papieża Polaka, duchowny, którego będzie zazdrościł nam cały świat, błogosławiony i polski święty, trudno byłoby w to uwierzyć! A jednak.
Ślad świętej stopy ks. Stefana Wyszyńskiego w Surhowie i Żułowie jest świadectwem historycznych wydarzeń na naszym terenie z udziałem działaczy AK, naszych dziadów, ojców, mężów, braci, sąsiadów czy znajomych. A las? Las to pamięta!
Dziękuję uprzejmie.
Szanowny Panie Marszałku! Wysoka Izbo! W dniu wczorajszym, 3 października, Niezależny Samorządny Związek Zawodowy Rolników Indywidualnych ˝Solidarność˝ w podjętej przez siebie uchwale wyraził swój sprzeciw wobec ewentualnego podpisania i ratyfikacji przez Polskę kompleksowej umowy gospodarczo-handlowej między Unią Europejską a Kanadą - CETA. Podpisanie ww. umowy stanowi realne zagrożenie dla żywotności polskich gospodarstw rodzinnych i polskiego rolnictwa oraz wpłynie niekorzystnie na bezpieczeństwo żywnościowe polskiego społeczeństwa. W uchwale tej prezydium rady krajowej rolniczej ˝Solidarności˝ apeluje do rządu Rzeczypospolitej Polskiej i polskiego parlamentu o odrzucenie kompleksowej umowy gospodarczo-handlowej między Unią Europejską a Kanadą - CETA.
Jednocześnie w tym oświadczeniu pragnę wskazać na odpowiedzialność polityczną i okres negocjacji w tej sprawie - sierpień 2014 r. W grudniu 2015 r. Komisja Europejska podała do wiadomości publicznej swój mandat do negocjacji, a 23 września tego roku, podczas nieoficjalnego spotkania europejskich ministrów do spraw handlu, padły wstępne deklaracje na temat jej przyjęcia. Ministrowie byli za, protestujące organizacje pozarządowe - przeciw. Niewątpliwie ważnym argumentem jest fakt, iż warunki tej umowy nie były w żaden sposób przedmiotem konsultacji ze stroną społeczną. 27 października na szczycie Unii Europejska - Kanada może dojść do parafowania tejże umowy.
Szanowni Państwo! Zapisy tej umowy stwarzają wiele zagrożeń i rodzą wiele ważnych pytań. Pozwolę sobie z tej mównicy podnieść wątpliwości rolniczej ˝Solidarności˝ i swoje jako posła Rzeczypospolitej Polskiej. Pytam więc: Dlaczego w tak ważnych sprawach, jak kultura przemysłowa i rolna, Europa ma przyjmować reguły i technologie kanadyjskie? Wielu z nas pyta wprost, co to za państwo ta Unia Europejska i kto dał jej takie prawa, by decydowała w imieniu narodów? Już dzisiaj wiadomo, że warunki CETA doprowadzą do zanikania gospodarstw rodzinnych, a wraz z nimi zdrowych, tradycyjnych form uprawy roślin i hodowli zwierząt. Należy pamiętać również o tym, że Kanada jest jednym z największych producentów żywności genetycznie modyfikowanej, siłą rzeczy na rynku unijnym pojawią się produkty GMO.
Dokąd zmierzamy? - to dobre pytanie na dzisiaj. Jesteśmy przecież odpowiedzialni nie tylko za siebie, ale i za przyszłe pokolenia Polaków. Odpowiedzialność to sprawa zasadnicza. Przed odpowiedzialnością nie należy się bronić, odpowiedzialność należy okazywać i wykazywać zawsze, a szczególnie w takim miejscu, jakim jest bez wątpienia polski parlament. Dziękuję uprzejmie.
