Pani Marszałek! Panie Ministrze! Szefowie, Komendanci Formacji i Służb! Dziękując panu prof. Bernackiemu za wrażliwość i inicjatywę podjęcia tego zagadnienia w czasie tego posiedzenia Sejmu, chcę dorzucić parę refleksji.
Jako mieszkaniec obszaru pogranicza ziemi lubuskiej i szerzej ściany zachodniej, gdzie granica jest przenikalna, jest bardziej symboliczna, zwracam uwagę na zróżnicowanie owej granicy, a także wschodniej, która stanowi ostatnią granicę Unii Europejskiej i granicę wewnętrzną. Zapraszając wobec powyższego do pewnej wrażliwości, o której pan minister w swoim przedłożeniu już mówił, i konieczności zróżnicowania działań służb po obu stronach naszego pogranicza, nawiążę również do kwestii, która wydaje mi się istotna ze względu na współczesny sposób komunikowania się. Wydaje się, że zasadne jest zwrócenie uwagi na konieczność uszczelnienia osłony systemów informatyczno-komunikacyjnych, z uwzględnieniem nie tylko cyberataków, ale również cyberdezinformacji, która ze względu na dynamikę funkcjonowania i powszechność jej multiplikacji ma dużą skuteczność w działaniu.
Wreszcie kolejny element, który w tym obszarze bezpieczeństwa Polski powinien być poruszony, to pytanie nie tylko o naszą terytorialną odpowiedzialność za bezpieczeństwo: co w granicach, to strzeżemy, chciałbym skierować naszą wrażliwość ku tym rzeszom naszych rodaków, którzy są tam, gdzie zdarzenia terrorystyczne, wojenne, konfliktowe mają miejsce. Wnoszę zatem o takie uwrażliwienie instytucji, placówek reprezentujących Polskę za granicą, aby w pełny sposób, acz osadzony w procedurach bezpieczeństwa,
otworzyły się na potrzeby naszych rodaków w miejscach zdarzeń.
I ostatni akapit. W przyszłym roku mamy dwa ważne wydarzenia - szczyt NATO i Światowe Dni Młodzieży. Domniemywam, że szczyt NATO będzie tip-topowo osłaniany terrorystycznie. Chciałbym prosić o taką samą wrażliwość w odniesieniu do ŚDM. Dziękuję.
Panie Marszałku! Pani Minister! Szanowni Państwo! Ja myślę, że nie jesteśmy butni, nie jesteśmy aroganccy jako reprezentanci tej partii, która wygrała wybory, ale przyszliśmy do Sejmu po to, żeby realizować określone zamiary i intencje również w zakresie reformy systemu edukacji. Dlatego też chciałbym prosić naszych adwersarzy o to, żeby nie odbierali nam prawa do rozsądku i racjonalności myślenia i działania. Jednocześnie chciałbym powiedzieć, że cieszę się z atmosfery tej debaty głęboką nocą, gdy wiele polskich rodzin już dawno spokojnie śpi, bo możemy rozmawiać o losie i doli i niedoli młodej Polki czy młodego Polaka i ich rodziców, którym chcemy przywrócić pełnię praw rodzicielskich i odpowiedzialności za ich dziecko w systemie edukacji, który ma wspierać rodzica w wychowaniu własnego potomstwa, nie może zaś odbierać mu należnych praw. Dlatego też chciałbym również, pani minister, rzeczywiście potwierdzić, że w ostatnich dniach nieustannie debatujemy o tym w rozmaitych środowiskach, tak jak ja wczoraj z sekcją nauczycielstwa NSZZ ˝Solidarność˝ ziemi lubuskiej. Tam też nauczyciele poprosili mnie o pewien kalendarz zdarzeń. Poprosili o to, żebyśmy również wykorzystywali nie tylko postulaty środowiska nauczycielskiego, ale z uwagi na to, że reprezentuję świat nauki, też wsłuchiwali się w te wszystkie diagnozy i raporty, które zarówno Zespół Nauk Pedagogicznych Polskiej Akademii Nauk
, jak i wiele instytutów pedagogicznych, szkół wyższych w Polsce przedstawiały i prezentowały również poprzedniej władzy, która te diagnozy i raporty ignorowała. Dziękuję bardzo.
Pani Marszałek! Panie Premierze! Panie Ministrze! Panie Profesorze! Pozwólcie, szanowni państwo, że na początku wraz z wami pochylę się nad tymi wszystkimi animatorami kultury i dziedzictwa historycznego naszego narodu, którzy dzięki wytężonej pracy o to dziedzictwo dbają. Trzeba im podziękować. My tutaj różnicujemy pewne względy dotyczące tego, kto bardziej o to dba. To oni tam, na pierwszej linii frontu, czy mają środki, czy ich nie mają, dbają o nie. Serdecznie dziękujemy.
Panie Premierze! Panie Profesorze! Pozwolę sobie podejść do zagadnienia, które jest przedmiotem naszej debaty, z perspektywy socjopsychologicznej, wszak obaj jesteśmy akademikami, uruchamiając dwa skojarzenia, które mają moc warunków koniecznych, by móc osiągnąć powodzenie w akcentowaniu i rozwoju polityki historycznej przedłożonej przez pana ministra. Tymi warunkami jest w pierwszym rzędzie: interioryzacja, uwewnętrznienie, szerzej - utożsamianie się z treściami, źródłami dziedzictwa kulturowego, które - jak zakładam - będziemy wydobywać z zapomnienia.
W związku z tym, że nie jest to sprawa, która jest czymś oczywistym dla ogółu narodu i społeczeństwa, jest zatem pytanie podstawowe: Jak tę wspólnotę myślenia osiągnąć? Ale drugi warunek to jest wspólnotowość doznań i działań, co postrzegam głównie w perspektywie międzypokoleniowej, i takie ich zaprogramowanie, by uwzględnić trzy elementy. Pierwszym z nich jest troska o to, żeby gospodarzami historii narodu stawało się coraz bardziej najmłodsze pokolenie Polaków.
Druga kwestia jest taka, żeby dokonała się ta spójność odczytywania znaków czasu i historycznego dziedzictwa na wszystkich poziomach organizacji i samoorganizacji
społeczeństwa. I ostatni element: spieszmy się doceniać ludzi, bo odchodzą. Presja czasu w uhonorowaniu tych, którzy są, żyją, niestety, w naturalny sposób odchodzą.
W tym punkcie wnoszę o wzięcie protektoratu nad ogólnopolskim stowarzyszeniem organizacji skupiających dzieci wojny. Dziękuję bardzo.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Szanowni Wyborcy! Polacy! Dziś, chwil parę temu, przyjęliśmy uchwałę o uczczeniu 10. rocznicy zaprzysiężenia śp. prezydenta Rzeczypospolitej prof. Lecha Kaczyńskiego. To dobry gest, uzasadniona inicjatywa.
Pozwólcie na trzy refleksje, którymi się z wami podzielę. Po pierwsze, zdarzyło mi się być na porannej międzynarodowej konferencji w Pałacu Prezydenckim ˝Suwerenność, solidarność, bezpieczeństwo˝. Doświadczyłem tam szczególnego stanu, stanu dumy, która wynika z faktu, że oto pięciu prezydentów - Estonii, Litwy, Rumunii, Gruzji i Czech relacjonowało, mówiło o swoich kontaktach i respekcie, a także przyjaźni z panem prezydentem Lechem Kaczyńskim. Wystąpienia bardzo merytoryczne, ale i emocjonalne, z dużym ciepłem i nadzieją, że Polska jako kraj wróci do roli lidera grupy tych krajów.
Obawiam się, że niewiele lub nic z tych wypowiedzi do naszych rodaków nie dotrze, gdyż media bardziej ochoczo skupią się na minimalizowaniu roli prezydenta Lecha Kaczyńskiego, licytując jego pozycję w gronie rozmaitych pseudoautorytetów lub też medialnych ikon. Proszę was zatem o to, żebyście zechcieli dotrzeć do źródeł. Zerknijcie być może na stronę Kancelarii Prezydenta, posłuchajcie tego, jak było naprawdę.
Po drugie, owo docieranie do źródeł stało się i moim udziałem, gdy po 10 kwietnia 2010 r. włączyłem się do ruchu społecznego im. śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Analizowałem, studiowałem koncepcję polityczną poległego prezydenta, co dokonywało się w humbugu dezinformacji o nim samym i jego roli w polityce krajowej, europejskiej i światowej. Wraz z setkami innych Polaków z ruchu społecznego Solidarni 2010, klubami ˝Gazety Polskiej˝ oraz wieloma innymi środowiskami dbaliśmy o upamiętnienie pana prezydenta i dzisiejsza uchwała, szanowni państwo, to także wasz sukces i wasz dorobek, czego gratuluję i za co dziękuję.
Po trzecie, gdy zbieram wcześniejsze argumenty, gdy usłyszałem głos prezydentów europejskich, wtedy sobie myślę, jak niewielu z nas w tej Izbie, w Sejmie może poszczycić się takimi atutami wielkiego intelektu, wiedzy, zaletami niezłomnego charakteru, skromności w codziennym byciu. Dlatego też, gdy uwzględniam to, pokornieję wobec jego osobowości i roli, jaką odegrał w najnowszej historii Polski.
Na koniec zwracam się do tych, którzy będą mieli ochotę porobić sobie jakieś żarty i memy z tej relacji: najpierw odrób lekcję, poszperaj, poszukaj, poczytaj, co zrobił i kim był pan prezydent Lech Kaczyński, i zastanów się, jaki dzieli cię od niego dystans i czy dla samego siebie nie byłoby przydatnym, abyś go minimalizował.
Pani Marszałek! Wysoka Izbo! Jestem z PiS-u...
...i nie zwykłem kłamać.
Szanowni państwo, debata nad mediami publicznymi jest nie tylko społecznie oczekiwana, ale i pożądana, szczególnie w sytuacji, gdy mamy do czynienia z nowym porządkiem globalnego świata mediów i z tzw. wielkim nieznajomym, który wdziera się w naszą prywatność, często zachwaszczając świadomość, uwodząc ją czy relatywizując. Dlatego też myślę, że ta dyskusja, która tutaj ma bardzo emocjonalny charakter, nie uwzględnia jednego z podmiotów, a mianowicie słuchacza i widza, Polki i Polaka, którzy siedzą przed ekranem czy przed radioodbiornikiem i odbierają treści, które czasami wprowadzają ją czy go w świat rzeczywistości uwodzicielskiej, kuszącej, ale nieprawdziwej. Dlatego też gdy mówimy o narodowych mediach, to myślimy o tym, że są to media, które powinny swoją misyjność
wypełniać w co najmniej trzech obszarach: dbałości o wspólnotę narodu, a nie antagonizowania jej czy też wykluczania lub marginalizowania jakichś grup...
Proszę kończyć, panie pośle.
...dbałości o dziedzictwo narodowej kultury, wartości oraz język, ze szczególnym uwzględnieniem dbałości o język.
Nie ma w nas zapiekłości, nie ma w nas złości, jest w nas potrzeba wspólnoty.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Różne mamy barykady. Tak się składa, że my tutaj w Sejmie procedujemy na bardzo wysokim diapazonie emocji, ale również i potrzeby dążenia ku zmianom oczekiwanym przez Polaków, którzy z kolei mają swoje własne barykady tam, gdzie przebywają.
Chciałbym zatem solidaryzować się z tymi mieszkańcami powiatu krośnieńskiego, ziemi lubuskiej, którzy w dniu wczorajszym stanęli w strajku okupacyjnym w szpitalu powiatowym w Krośnie Odrzańskim, są to koleżanki i koledzy pielęgniarki, położne, ratownicy medyczni, diagności, technicy medyczni, laboranci, ci wszyscy, którzy zostali i są w dalszym ciągu mamieni rozmaitymi propozycjami rozwiązań patowej sytuacji w skomercjalizowanym szpitalu prowadzonym przez spółkę ze Szczecina.
Pikanterii sprawie dodaje fakt, że na ziemi lubuskiej będącej eksperymentem w pewnym sensie organizacji służby zdrowia skomercjalizowano przez jedną ze spółek siedem szpitali, które są w dalszym ciągu, od trzech miesięcy, w sporze zbiorowym z prowadzącym te szpitale. Wydaje się zatem, że sytuacja urosła do takiego poziomu, w którym warto byłoby poprosić służby Ministerstwa Zdrowia o to, żeby śpiesznie spróbowały zdiagnozować tę sytuację, gdyż dochodzi tam do zagrożenia bezpieczeństwa zdrowotnego mieszkańców wielu miast ziemi lubuskiej, w tym Krosna Odrzańskiego, Gubina, Lubska, Szprotawy czy Międzyrzecza.
Spór zbiorowy wynika m.in. z ignorowania postulatów załogi reprezentowanych przez różne związki, która w trosce o jakość swojej pracy, trosce o pacjentów nie zgadza się na proces mcdonaldyzacji opieki medycznej i żąda respektu wobec woli postępowania etycznego całego środowiska pielęgniarsko-ratowniczo-położniczego, grupy laborantów, diagnostów, techników medycznych oraz środowiska lekarskiego.
Od lat klasycznym patowym stanem charakteryzuje się sytuacja w szpitalu powiatowym w Krośnie Odrzańskim. Stanowić może szczególny przykład błędnych rozwiązań formalno-prawno-funkcjonalnych skomercjalizowanych szpitali. Skupiają się jak w soczewce w nim m.in. następujące dysfunkcje: indolencja dotychczasowych organów prowadzących - powiatów - które straciły sterowność nie tylko nad infrastrukturą, ale także nad wpływem co do jakości pełnionych usług. Chciałbym zwrócić również uwagę na totalne uprzedmiotowienie pacjentów, traktowanie ich jako wskaźniki efektywności ekonomicznej lub jej utraty. I ostatni element: ubezwłasnowolnienie pracujących tam ludzi - personelu - którzy w lęku o utratę pracy muszą wchodzić na granice tego, co etyczne, co bezpieczne, co bezprawne, co po prostu jest szalbierstwem w wykonywaniu misji służby zdrowia publicznego.
Wobec powyższego, solidaryzując się z tymi wszystkimi, którzy od wielu tygodni w tym powiecie i na ziemi lubuskiej walczą o swoje prawa pracownicze, ale również walczą w interesie pacjentów o jak największe bezpieczeństwo posługi medycznej, służby zdrowia na tym terenie, proszę o to, żebyście wytrwali, i apeluję do służb starostów poszczególnych powiatów, żeby zintensyfikowali prace wspomagające postulaty pracownicze, ale również środowisk pacjentów. Dziękuję bardzo.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Panie Posłanki i Panowie Posłowie! Dzisiejszy dzień debaty sejmowej, właściwie debaty o Polsce, naszej ojczyźnie, oraz o obowiązkach indywidualnych, jak i zbiorowych wobec niej, rozpoczęło koncyliacyjne wobec opozycji i pełne poczucia odpowiedzialności za sprawowane rządy wystąpienie pani premier Beaty Szydło. Pozostając w duchu tego wystąpienia, chciałbym zwrócić uwagę szanownych państwa na kilka spraw.
Pierwsza rzecz to kwestia odpowiedzialności Wysokiej Izby zarówno za jakość przyjmowanych uchwał i ustaw, czyli merytoryczność naszego procedowania, jak i styl, w jakim to się dokonuje. Wydaje się, że Polacy, dokonując w ostatnich wyborach takiego werdyktu, jakiego dokonali, czynili to z nadzieją na nową jakość także co do formy troski parlamentu o Polskę i Polaków. Dlatego też apeluję do społeczności parlamentarzystów i, szerzej, ludzi władzy o refleksję dotyczącą tego, czy nie jest już najwyższy czas, by dać przykład z jednej strony odpowiedzialności za kulturę słowa, z drugiej zaś odpowiedzialności za dobro wspólne, jakim niezmiennie pozostaje nasza ojczyzna. Dlatego też uzasadnione pozostaje nasze oczekiwanie, że, po pierwsze, skończy się skarżenie na Polskę tych, którzy w imię swych indywidualnych, partyjnych interesów wikłają ją w negatywne konotacje, konteksty i opinię międzynarodową, po drugie, ramię w ramię, w poprzek jakichkolwiek linii podziału damy przykład postaw dumnych obywateli, dumnego narodu, który w roku bieżącym będzie mógł przypomnieć światu, a szczególnie Europie, o naszej tożsamości i źródłach naszej siły: 1050. rocznicy chrztu Polski, wydarzeniach związanych ze Światowymi Dniami Młodzieży i intronizacji Chrystusa Króla Wszechświata.
W ostatnim akapicie zwrócę się do was, Polki i Polacy rozsiani po całym świecie. Pozwolę sobie skorzystać z kulturowej kalki i cytatu z kultowej komedii: ˝Naszych biją!˝ i poprosić was o wzmożenie wysiłków i dawanie dobrego świadectwa o Polsce i Polakach, gdziekolwiek los was posłał. Bądźmy razem, budujmy wspólnotę - to nasza powinność i niebywała historyczna szansa. Dziękuję bardzo.
Panie Marszałku! Panie Ministrze! Panie Rzeczniku! Szanowni Państwo! Mam takie wrażenie, a mówię to jako praktyk również w systemie pomocowym, że krok jest we właściwym kierunku. Gratuluję, panie ministrze. Jednakże ubóstwo nie jest zjawiskiem, które dokonuje się w pewnej anonimowości. My jako sąsiedzi, jako ci, którzy towarzyszą niedoli rodzin popadających w ubóstwo, bardzo często oczekujemy od państwa, żeby podjęło skuteczną interwencję i wsparło tę rodzinę. Nasamprzód zatem chciałbym prosić o pewną solidarność sąsiedzką i międzyludzką.
Druga kwestia odnosi się do pytania, panie ministrze, o to, na ile jesteśmy w stanie skutecznie, komplementarnie i trafnie diagnostycznie i pomocowo trafić z pomocą do tych rodzin. Myślę o służbach socjalnych, służbach pomocowych, gdyż nadmiernie często działania tychże służb przejawiają się przede wszystkim w pewnym zabieganiu o statystyczną poprawność i o to, czym mogą się wykazać w dokumentacji, a nie w skuteczności wsparcia rodziny. Dziękuję bardzo.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Posłanki i Posłowie! Zbyt często towarzyszyłem człowiekowi w totalnym upadku w najbardziej tragicznych doświadczeniach życia sprokurowanych bądź przymuszonych przez złych ludzi, zorganizowaną przestępczość, czy to w procederze prostytucji, handlu drugim człowiekiem, czy też zmuszania go do zachowań suicydalnych. Wobec powyższego, panie ministrze, moje pytanie zmierza w tym kierunku. Czy rzeczywiście uzasadnione jest pozbawienie służb narzędzi, o których jest mowa w proponowanej ustawie, w sytuacji gdy mamy do czynienia z handlem żywym towarem, gdy mamy do czynienia z sytuacją, w której dziewczyna czy chłopak poprzez nadmierną obecność w Internecie są zmuszani czy zachęcani do samobójstwa? Czy jesteśmy w tej sytuacji totalnie bezbronni wobec hejtu, wobec stalkingu, wobec tego wszystkiego, co was również, drogie posłanki i posłowie, może dotknąć w codzienności?
Dziękuję.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Jesteśmy jeszcze w atmosferze debaty o ustawie o Policji i ja oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że możemy postrzegać współczesnego człowieka zgodnie z koncepcją Feliksa Konecznego, który mówi, że współczesny człowiek cechuje się szczególnym ciśnieniem aksjologicznym. Mam jednak wrażenie, że również myśl Konecznego, który mówi o tym, że współczesny Europejczyk pogubił się trochę, jeśli chodzi o dobro i zło, że przez fakt, że buńczucznie wbił się w pewną koncepcję bycia, w liberum arbitrium poszukuje czasami zbyt wielu pokus, które go obejmują w całości. W efekcie wchodzi w nadmierne ryzyko. Po drugiej stronie natomiast są ci, którzy tę naiwność człowieka wykorzystują.
Kontynuując myśl Konecznego, chciałbym ją skontrastować z tym, co powiedział Philip Zimbardo w swojej, jakkolwiek by było, bardzo znanej rozprawie ˝Efekt Lucyfera˝, tzn. że człowiek ma nie tylko dobrą naturę, ale ma również pewną tendencję do tego, żeby być złym. W tym kontekście wydaje się, że wyłupanie oczu i zaczopowanie uszu Policji jest niewłaściwym krokiem.
Chciałbym zwrócić również Wysokiej Izbie uwagę na to, co w ostatnich dniach dzieje się w Europie, szczególnie w kontekście wydarzeń mających miejsce w noc sylwestrową w wielu metropoliach Europy, związanych z niecodziennym, haniebnym napastowaniem seksualnym kobiet. Innym wątkiem jest fala migrantów zalewających Europę oraz absolutny brak umiejętności reakcji nie tylko wyspecjalizowanych służb, lecz także zwykłych obywateli, którzy nie są nawykli do konfrontowania się z takimi zachowaniami.
Mieszkam na ziemi lubuskiej, wywodzę się z przygranicznego krośnieńskiego powiatu. Któż zatem najwcześniej, jak nie my, dowiaduje się, co dzieje się tuż za granicą, w Niemczech? Zatem trzy przykłady.
Apteka w małym niemieckim mieście, wchodzi muzułmańska rodzina, jest ich pięcioro, siedmioro, wielu, myszkują po półkach, markują, że coś chcą kupić, nic nie załatwiają, kobiety, osoby starsze wychodzą, zabierają co popadnie do toreb, dzieci malutkie zostawiają w aptece i wychodzą, powtórzę, dzieci zostają, nikt nie wie po co, na jak długo, absorbują personel, płoszą kolejnych klientów, jest dziwnie.
Drugi przykład: imigranci dostają od niemieckich służb talony zakupowe na 100-150 euro, idą do sklepów, do wózków ładują towar za 200-300, zdecydowanie więcej niż są wypłacalni, kasjerki nie wiedzą, jak się zachować, próbują uporządkować zakupy, oddzielają jeden towar od drugiego, w efekcie kupujący robią rwetes, pokrzykują, lamentują, wznoszą ręce do Allaha na niesprawiedliwość, dzieci łkają, psy szczekają, istne pandemonium, nikt nie wie, jak reagować.
Pracownie wytwarzające metalowe bramy, płoty i ogrodzenia w Gubinie, Kostrzynie, Bogatyni robią kasę. Niemieckie zlecenia narastają. Mur berliński runął, w jego miejsce powstają przydomowe fortyfikacje, szańce i bariery. Polityczna poprawność multikulti utknęła na progu domu, zlęknionego, niemieckiego domu.
Opisuję te zdarzenia mające charakter lajcikowy, wszak nie mówię o czymś groźnym. Uchylmy drzwi niepewności, a zaleje nas gwałt i przemoc nie do pohamowania. Nie odbierajmy zatem służbom oczu, nie zatykajmy im uszu, bo u nas stanie się to samo.
Pani Marszałek! Wysoka Izbo! Koleżanki Posłanki! Koledzy Posłowie! Społeczność mieszkańców mojego rodzinnego miasta Krosna Odrzańskiego zbulwersowana jest doniesieniami z komisji budżetu o zdjęciu z tegorocznego planu budowy dróg i autostrad wprowadzonej u schyłku minionego roku obwodnicy Krosna Odrzańskiego. Co prawda przed rokiem rząd mówił, że zapisano zadania na 190 mld zł, a program na zapisaną konkretną kwotę 107 mld zł. Dlaczego zaistniała tak wielka dysproporcja między deklaracjami, przypominam, że czynionymi niestety w okresie wyborczym, a stanem faktycznym, możemy się domyślać. Spektakularnie poinformowano społeczność lokalną o rzutem na taśmę, niemalże cudem umieszczeniu w planach obwodnicy mojego miasta. Co prawda wskazano także, że zabezpieczono 8 mln zł na prace dokumentacyjne, choć GDDKiA nie podjęła żadnych kroków, by sporządzić studium techniczno-ekonomiczno-środowiskowe dla tej inwestycji. Taka jest etiologia naszej nadziei, iluzji czy też uzasadnionych oczekiwań.
Nie uchylam się od starań zmierzających ku temu, by ratować w tej sytuacji to, co jest możliwe. Nie ma we mnie jednocześnie zgody na zarzucanie mi, zrzucanie na mnie winy za zaistniałą sytuację, która wymaga weryfikacji, co od samego początku było ściemą wyborczą, a co realnym planem. Tym bardziej że, jak przypomina radna sejmiku lubuskiego pani Ania Chinalska, Krosno Odrzańskie zgodnie z ubiegłorocznymi badaniami intensywności ruchu ma największy ruch dobowy w Lubuskiem.
Sprawa dla mojego miasta jest ważna. Nie chcę snuć wyobrażeń, jak ciężka będzie sytuacja drogowa w mieście w najbliższych latach. Dlatego też proszę, wzywam wszystkich lubuskich parlamentarzystów na pomoc. Jestem po rozmowach z panią poseł Krystyną Sibińską z Platformy Obywatelskiej, panem poseł Arturem Zasadą i panem posłem Jurkiem Materną, którzy sprzyjają tej sprawie. Jestem w porozumieniu z Jarkiem Porwichem z klubu Kukiz’15 i o to samo proszę wszystkich posłów mojej partii z Lubuskiego, inaczej krośnieński sen o obwodnicy spełznie na niczym. Dziękuję bardzo.
Pani Marszałek! Wysoka Izbo! Szanowni Słuchacze i Widzowie! Właściwie to do was zwracam się w moim oświadczeniu, a generalnie do młodego pokolenia Polaków, tak się bowiem składa, że jestem chyba jedynym socjologiem młodzieży w tej kadencji Sejmu i chciałbym was, młodych, poinformować o pewnej radosnej dla was okoliczności.
A mianowicie dzisiaj w ramach sejmowej Komisji Edukacji, Nauki Młodzieży powstała podkomisja ds. młodzieży. To jest to miejsce, do którego moglibyście zarówno wy, gimnazjaliści, licealiści, młodzież akademicka, jak i młodzież poza obszarem edukacyjnym, ci, którzy dryfują w codzienności swojej młodości, składać rozmaite prośby, petycje, uwagi. To jest zespół, który z pewnością, szczególnie w tym roku, będzie zastanawiał się nad tym, jak wraz z wami w sposób bezpieczny, godny i jak najbardziej dojrzały przeżywać wydarzenia, które będą spektakularne w Polsce, w Europie i w świecie, chociażby Światowe Dni Młodzieży.
Dlaczego o tym mówię? Znacie mnie z rozmaitych doświadczeń, naszych wspólnych, gdy jako socjolog towarzyszyłem wam w różnych momentach dojrzewania waszej młodości, w tych pięknych, cudownych okolicznościach pielgrzymek, Przystanku Jezus, w dolinie woodstockowej w Kostrzynie, w Bolkowym zamku na rozmaitych festiwalach, Castle Party i w wielu innych miejscach, chociażby z młodzieżą w harcerskich mundurach. Znam się zatem na młodzieży i mam nadzieję, że troszkę ją rozumiem.
Dlatego też, odwołując się chociażby do dziewięciu moich książek, które napisałem o was, ale też dla was i dla waszych opiekunów i rodziców, mam nadzieję, że moja obecność w podkomisji do spraw młodzieży będzie wystarczająco skuteczna, żeby być właściwym reprezentantem waszych spraw. Co prawda moje kompetencje nie wystarczyły do tego, żeby zostać którymś z szefów tej komisji, ale myślę, że to wcale nie jest takie ważne. Oczywiście pomyślicie sobie: pewno facet ma jakąś zagwozdkę, że o tym mówi. No bo rzeczywiście czuję się nieźle poobijany przez ten fakt i mam do wyboru trzy strategie, tak jak taki młody chłopczyk, który stoi sobie na skraju boiska i czeka, aż go wybiorą do ekipy. Nie wybrali go, więc może wejść samotrzeć, wedrzeć się na boisko i kosić po równo, ale właściwie to drużyna przeciwna nie jest temu winna, bo to nie oni go nie wybrali. Może zacząć zagrywać na lidera, a może też dryblować dla siebie, po to żeby pokazać, że ma pewne kompetencje i umiejętności.
Jaką strategię wybiorę? Niech to zostanie tajemnicą tej kadencji i mojej strategii funkcjonowania w Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży i w podkomisji do spraw młodzieży. Myślę, że ta moja refleksja powinna się skończyć pewnym optymistycznym akcentem, to znaczy tym, że zawsze pozostaje nadzieja na drugą połowę: może być tak, że wybiorą cię w drugiej połowie. Nie zmienia to postaci rzeczy: podkomisja do spraw młodzieży czeka na was i jest dla was, na wasze usługi, również po to, żeby nadać pewne zręby polityce młodzieżowej. Cała Europa ma tę politykę młodzieżową, są polityki młodzieżowe krajów członkowskich. Myślę, że najwyższa pora, żeby polski rząd zaprezentował zintegrowany, bogaty i, powiedziałbym, realny plan nie tylko dialogu z młodzieżą, lecz także po prostu polityki młodzieżowej. Dziękuję.
Panie Marszałku! Panie Ministrze! Jestem z ziemi lubuskiej, gdzie jest zlokalizowany Lubuski Oddział Straży Granicznej, zatem nic dziwnego, że będę pytał o europejski projekt Straży Granicznej i Przybrzeżnej. Myślę, że pamiętacie państwo, jak 9 września przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker mówił o ważnym atucie, jakim jest układ z Schengen. I tego absolutnie nie kwestionujemy. Jednocześnie mówił o konieczności pewnej rewizji myślenia o Fronteksie. Zresztą myślę, że podobne stanowisko od lat już przedstawiał dyrektor tej agencji Fabrice Leggeri. Zatem moje pytanie, panie ministrze, jest takie: Jakie jest stanowisko naszego rządu wobec kwestii Europejskiej Straży Granicznej i Przybrzeżnej - mógłbym tutaj przywołać pewien cytat - której kompetencje będą daleko wykraczały poza dające pewne poczucie autonomii i samodzielności naszemu krajowi?
Dziękuję bardzo.
Szanowny Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Polacy są zdezorientowani, co i dlaczego dzieje się tu, co dzieje się z ustawą budżetową. Przegłosowaliśmy ją my, posłowie Prawa i Sprawiedliwości, często z rozżaleniem i poczuciem, że po naszym powrocie do domu wielu z was oskarży nas o zdradę interesów lokalnych. Zanim jednak rzucicie bolesne i nieuzasadnione inwektywy w naszą stronę, będziecie biczować nas nieprzychylnymi komentarzami, uznajcie, że źródłem waszych emocji są zawiedzione, a przecież nadmiernie rozdęte nadzieje, co skutecznie napompowała strategia kampanii wyborczej z ubiegłego roku naszych przeciwników. Wszak oni, jak Polska długa i szeroka, szczodrym słowem oraz bez żadnej odpowiedzialności za słowo obiecywali wam wszystko, co chcieliście usłyszeć. To nie jest tak, że tylko oni postępowali cynicznie, ale i wyborcy z zadziwiająco żelazną konsekwencją przez długie 8 lat dawali się zwodzić obietnicami, zamiast rozliczać z konkretów. Jesienią obiecywali, mając dwa warianty: wygramy, znów odwleczemy, zachachmęcimy - jakoś to będzie, a jak przegramy - to oni, to PiS-iory będą mieć niezły pasztet.
I co? Jest pasztet, ale nie my go mamy, tylko wspólnoty, które zostały oszukane. Dziś w wielu z nich tworzą się inicjatywy dotyczące protestu - blokowania dróg, mostów, autostrad. Cały kłopot z tego wynikający: irytacja, korki, międzyludzkie napięcia będą rozgrywały się wśród was. Ci, którzy napisali ten scenariusz w czasie jesiennych kampanii wyborczych, zacierają ręce! Poddają obstrukcji przebieg obrad sejmowych. Jednocześnie z zatroskaną twarzą cynicznie zrzucają winę w stacjach telewizyjnych na nas.
Drodzy Rodacy! Nasz rząd w exposé przedstawił zamierzenia i kierunki działań, ukazał, skąd weźmie na to środki. Klub parlamentarny i jego członkowie, mimo że wywodzą się z tych lokalności, które przedstawiają swoje oczekiwania i wyrażają ostro swoje niezadowolenie, solidarnie i w sposób odpowiedzialny poparli pomysły rządu. To nie oznacza, że w czasie tej kadencji o tych sprawach zapomnimy. Konieczny jest jednak realizm finansowy, uznając, że uruchomione mechanizmy napędzające gospodarkę, uszczelniające system podatkowy i obrotowy spowodują, że realizacja rozbudzonych przez propagandę PO-PSL cyniczną grą nadziei zostanie zastąpiona odpowiedzialnością za słowo i wiernością zobowiązaniom.
Panie Marszałku! Pani Minister! Szanowni Państwo!
My jesteśmy tutaj przez chwilę...
...jesteśmy na czas sprawowania mandatu w tej kadencji. Naród musi trwać.
Aby trwać, musi być wymiana pokoleń. Wobec powyższego ten optymizm prokreacyjny, który chcemy wzbudzić przez tę ustawę w Polakach, musi również mieć wspomaganie poprzez inne narzędzia. I to jest pytanie, pani minister, o te narzędzia wspomagające optymizm prokreacyjny Polaków.
I jeszcze jedno pytanie. Dzisiaj kontekst kulturowy odczytywania rodziny jest zgoła odmienny. Nasi kompatrioci, nasi rodacy w Anglii, w Holandii, w Niemczech z pewnością zechcą tu wrócić wówczas, gdy ojczyzna otworzy ku nim ramiona. Wobec tego otwieramy ramiona ku polskim rodzinom.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Jesteśmy w szczególnym dniu przedłożenia przez panią minister rodziny, pracy i polityki społecznej Elżbietę Rafalską założeń przełomowego w tym zakresie programu pod skrótową nazwą ˝Rodzina 500+˝.
Jako Polacy mamy świadomość, że w ostatnich czasach nieco spłowiał charakter istoty rodziny w rzeczywistości polskiej, aczkolwiek doskonale wiemy, jak wielkim fenomenem kulturowo-cywilizacyjnym zawsze w społeczeństwie polskim rodzina była. Jest ona zatem również i dziś zarówno ostoją dla każdego z nas w sensie indywidualnego doświadczania życia, jak i ostoją i trwałością narodu w jego wspólnotowym wymiarze. Być może uznacie za zbyt daleko idące poszukiwanie źródeł owej siły w historycznych przykładach przetrwania narodu po wielorakich zawieruchach wojennych, zrywach powstańczych, ciemnych latach okupacji i zaborów. Naród przetrwał siłą ducha, ale i mocą rodziny, której wielkość przyjmowała wówczas wymiar niemalże czynu patriotycznego.
Współcześnie mamy zupełnie inne czasy. Zmienia się kontekst kulturowy i cywilizacyjny postrzegania rodziny i jej znaczenia dla rozwoju społecznego. Z innych pobudek też dzisiaj dochodzi się do konstruowania idei zamążpójścia czy ożenku, w konsekwencji podjęcia decyzji prokreacyjnych. Sam pomysł 500+ i bodźce finansowe pozwalające na przewidywalność i bezpieczeństwo wychowawcze rodziny, rodziców są krokiem podstawowym. Towarzyszą temu także rozwiązania systemowe dotyczące warunków pracy i gratyfikacji za nią młodych Polaków, młodych rodziców. Towarzyszy temu tworzenie warunków mieszkaniowych i wreszcie, wiarygodności kredytowej. Zarówno wy, jak i ja wiem, że kluczowe w tym projekcie jest zachęcenie młodych Polaków do takiego zakorzenienia się w ziemi ojczystej, które opierać się będzie na dwóch filarach: autotelicznej, czystej miłości wobec niej, wobec Polski, ale i racjonalnym, pragmatycznym, konkretnym przekonaniu - ojczyzno, ogarniasz mnie swymi pomocnymi ramionami i dobrze mi z tym. Ufam, że takie myślenie i działanie naszego rządu wspomoże optymizm prokreacyjny Polaków, wspomoże odpowiedzialnych rodziców, by najsensowniej dzięki uzyskanym świadczeniom mogli wspierać rozwój własnego dziecka - i to, co jest niebywale ważne: klucz do rozwoju tego dziecka nadal pozostaje w rękach rodziców - i wreszcie te działania wspomogą młode pokolenie Polaków ku temu, żeby planować swoją biografię tu, w naszym wspólnotowym, ojczyźnianym domu, w domu ojczyzny, która szeroko rozpościera ramiona, coraz gorliwiej przygarniając wielodzietne, cudowne, kochające się polskie rodziny. Oby tak się stało. Dziękuję.
Pani Marszałek! Wielce Czcigodni Posłowie i Posłanki! Jesteśmy w dobie kolejnej miesięcznicy smoleńskiej, czyli wspomnienia wydarzeń o charakterze, o wymiarze tragedii narodowej odciskającej się znaczącym stygmatem bólu, bezsilności, strachu u jednych, odwagi, determinacji, wzmożonego patriotyzmu u innych.
Tragedia smoleńska wydarzyła się zaledwie 6 lat temu. Zaledwie, w mgnieniu oka w dziejach i długim trwaniu narodu. Być może dlatego tak trudno nam, społeczeństwu, wobec tej katastrofy się poruszać, porozumiewać, odważnie stanąć twarzą w twarz z prawdą o jej przyczynach, jakakolwiek by nie była. Ten stan społecznej ambiwalencji, lękliwości wobec dążenia do prawdy wynika z dwóch źródeł. Jedno to stan politycznej walki wobec tej prawdy, która rozgrywa się zarówno w realiach polityki wewnętrznej, jak i oddziaływań zewnętrznych, mocarstw i sił, którym jest ten stan jak najbardziej na rękę. Drugie źródło to my sami, hart i niezłomność naszego ducha, jak i słabości naszego charakteru lub postawy życiowej wobec rozwiązywania lub uciekania od sytuacji trudnych. W obu przypadkach analizowanych źródeł, które utrudniają gotowość stanięcia w pełnej prawdzie dotyczącej przyczyn katastrofy smoleńskiej, nie zmienia to faktu, że w tożsamości naszego życia społecznego jesteśmy narodem posmoleńskim.
Dla wielu ze słuchaczy mego wystąpienia sam fakt, że używam słowa ˝Smoleńsk˝ i odnoszę się do katastrofy, dyskwalifikuje mnie z obszaru potencjalnych, racjonalnych rozmówców i partnerów w odbudowywaniu rozbitej w lesie smoleńskim wspólnoty narodu. Jeśli wrócimy do źródeł owego wspólnotowego gestu śp. pana prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który z szeroką, w pełni pluralistyczną i reprezentatywną dla wszystkich sił politycznych, społecznych delegacją leciał do Katynia, by tam właśnie razem w imieniu całego narodu, w jego imieniu, w towarzystwie tak pluralistycznego składu delegacji pochylić się nad katyńskimi mogiłami, to zrozumiemy, jak skuteczny to był cios, który nie tylko zniweczył pracę nad tworzeniem więzi narodowych, ale dokumentnie rozbił nas jako naród. Dziś to my sami, Polacy, może coraz bardziej dostrzegający kategoryczność tej katastrofy na nasze losy, musimy się skonfrontować z upiorami, które wzniecono wokół niej. Jedyną drogą jest dociekanie prawdy do imentu, dotarcie do wszystkich możliwych źródeł, sił i środowisk, które mogą być pomocne w rozrzedzeniu smoleńskiej mgły. To należy do zakresu działań Sejmu, rządu, instytucji państwa. Czy jednak my sami coś mamy tu do zrobienia? Jak najbardziej tak. Wyzbądźmy się zacietrzewienia i nieufności wobec siebie samych, nie odbierajmy sobie prawa do odmienności stanowisk i punktów widzenia, a nade wszystko nie odbierajmy sobie godności i szacunku tylko dlatego, że dociekamy prawdy. Państwo w tej sprawie przed laty całkowicie zawiodło. Dziś ma szansę na rehabilitację. A naród? Poległych pod Smoleńskiem nikt nam już nie wróci. Pozostaje tylko pytanie: Czy w tej tragedii poległ także naród? Czy ma on w sobie tyle mądrości i siły, by powstawać z kolan?
Pani Marszałek! Szanowni Posłanki i Posłowie! Druhny i Druhowie! Harcerska Rodzino w Polsce i gdziekolwiek indziej zaniosły was wasze życiowe szlaki! Jesteśmy 2 dni po Dniu Myśli Braterskiej, czyli symbolicznym wspomnieniu założyciela skautingu na świecie sir Roberta Baden-Powella. Podówczas harcerki i harcerze, skauci jak świat długi i szeroki przesyłają sobie braterskie pozdrowienia i dowody przyjaźni. Tak też stało się 2 dni temu w naszej harcerskiej rodzinie i rzeczywistości. Również w tym czasie pan prezydent Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, pan dr Andrzej Duda, objął protektorat nad wszystkimi organizacjami skautowymi i harcerskimi w Polsce. Nie tylko raduję się z tego faktu, ale dzielę tę radość pospołu ze wszystkimi druhnami i druhami ze Związku Harcerstwa Polskiego, Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej, Związku Harcerstwa Polskiego poza granicami Kraju, Związku Harcerstwa Polskiego na Litwie, Ukrainie, w Czechach, na Białorusi, rangersami - Polska, skautami europejskimi - Polska, szkołą harcerską, szkółką harcerską, ale również i kręgiem instruktorów zielonych szkół.
Warto w tym krótkim sejmowym wystąpieniu w harcerskim mundurze powiedzieć wam, dorosłym Polakom, rodzicom, dzieciom, że idea harcerska jest w dalszym ciągu niebywale ponętna, metodycznie sprawdzona i z pewnością dająca szansę ku temu, żeby wasze dzieci wyrastały na dzielnych Polaków. Zwracam się zatem najsamprzód do was, druhny i druhowie, dziękując za to, że jesteście, dziękując również za to, jacy jesteście: transparentni w postawie, w systemie norm i wartości, wierni harcerskim przyrzeczeniom.
Ale chciałbym również powiedzieć parę słów do rodziców, którzy jeszcze, być może, jesteście z tego pokolenia, które pamięta poszum wiatru we włosach, wie, co to znaczy rozgwieżdżone niebo nad nami i ciepło dogasającego ogniska. Czujesz to? Pamiętasz o tym? To zechciej zrobić coś takiego: wyszukaj w swoim środowisku działających harcerskich drużyn, gromad, hufców i powierz wychowanie swego dziecka właśnie im, odpowiedzialnym instruktorkom i instruktorom harcerskim i skautowym. Twoje dziecko będzie dzielniejsze, twoje dziecko będzie sprawniejsze, twoje dziecko będzie doświadczało życia. Bardzo często, szanowni rodzice, bolejecie nad tym, że tak trudno wasze dziecko wyrwać sprzed okienka komputera, że cały czas wlepione jest w smartfona, ma słuchawki na uszach, żyje tak jakby w nieprawdziwym świecie. Zatem pozwól jej, twojej córce, pozwól mu, twemu synowi, doświadczać prawdziwego życia w kręgu braterskim, w kręgu opartym na zaufaniu i życzliwości, w kręgu, w którym będą mogli... A przecież pamiętasz to, matko czy ojcze, jak stałaś czy stałeś po raz pierwszy na nocnej warcie, jak każdy cień cię płoszył, jak każdy skrzek żaby wydawał się wystrzałem armatnim. Ale wtedy budowałaś swój hart ducha, wtedy uczyłaś się poprawnie żyć.
I ostatnia rzecz. To, kim jestem i dlaczego tu jestem, jest też efektem mojej harcerskiej biografii i mimo lat, które mam, jestem dzisiaj w stanie, a może nie tylko w stanie, ja jestem gotów
powtórzyć to, co dla nas harcerzy jest najważniejsze: mam szczerą wolę całym życiem pełnić służbę Bogu i Polsce, nieść chętną pomoc bliźnim, być posłusznym prawu harcerskiemu.
Panie pośle, minął już czas.
Czuwaj.
Panie Marszałku! Panie Ministrze! W imieniu Komendy Głównej Zrzeszenia Oficerów i Żołnierzy Oddziałów Partyzanckich Wolność i Niezawisłość, obecnego tu pana płka Leszka Mroczkowskiego zwracam się z petycją do pana ministra, aby wzorem marszałka Józefa Piłsudskiego, który rozkazem z dnia 21 stycznia 1919 r. uhonorował weteranów powstania styczniowego, nadając im specjalne przywileje, tak aby cały naród o nich pamiętał i okazywał im szczególny szacunek, objął pan patronatem ostatnich żyjących żołnierzy WiN, AK i innych antykomunistycznych polskich formacji zbrojnych oraz powstańców warszawskich.
Ci niezłomni żołnierze powinni stanowić wzór do naśladowania dla naszej młodzieży i następnych pokoleń. Ich męstwo, honor, odwaga i miłość do Boga i ojczyzny to wartości, na których wychowywały się całe pokolenia, nawet w czasach - a może szczególnie wtedy - gdy Polski nie było na mapie Europy. Powstanie warszawskie, ten wspaniały zryw ku wolności mimo krytycznej postawy sojuszników, a następnie heroiczna walka z nowym okupantem tych, którzy postanowili bronić ojczyzny do końca, bo tak przysięgali, są powodem do narodowej dumy. Żołnierze niezłomni, torturowani i rozstrzeliwani w sfingowanych procesach za niepopełnione zbrodnie zostali przez władze komunistyczne wyklęci, a pamięć o nich splugawiona. Szczątki wielu z nich wrzucono do dołów bez należytego pogrzebu.
Dlatego też postulujemy specjalne uhonorowanie ostatnich żyjących weteranów WiN, AK i powstańców warszawskich, tak aby podkreślić znaczenie tradycji i ciągłości historycznej
walki za ojczyznę. Podpisano: Komenda Główna Wolność i Niezawisłość.
Panie Marszałku! Panie Posłanki i Panowie Posłowie! Od paru dni w całej Polsce odbywają się uroczystości związane z żołnierzami wyklętymi. Przed paru laty wszak dzień 1 marca został ustanowiony Narodowym Dniem Pamięci ˝Żołnierzy Wyklętych˝. Zatem tego roku pod serdecznym protektoratem pana prezydenta, przy stałej współpracy pana ministra obrony i formacji wojskowych odbywają się uroczystości związane z żołnierzami wyklętymi. Dziesiątki, setki animatorów, wolontariuszy unoszą w tych dniach wysoko płonącą żagiew miłości ojczyzny i kontynuują pamięć o żołnierzach wyklętych.
Toczyli swój nierówny bój, stając w obliczu beznadziejnej sytuacji, gdy z dnia na dzień, z roku na rok coraz bardziej oczywiste stawało się, że jedynym przeznaczeniem jest śmierć, śmierć doświadczana w boju, ale i zadawana metodycznie każdego dnia śledztwa, kiedy to z niebywałym bestialstwem, okrucieństwem i zezwierzęceniem pozbawiano żołnierzy wyklętych godności, odzierano z szacunku poprzez wymyślne metody gwałtu, zadawania bólu, wyzwalania strachu.
Dziś, gdy gremialnie weźmiemy udział w biegach ˝Tropem Wilczym˝, ważne jest, żebyśmy umieli sobie uzmysłowić, jaki koszmar musieli przechodzić osadzeni na Rakowieckiej, Montelupich, lubelskim zamku czy bydgoskim Fordonie, młodzi podówczas ludzie. Wielu z nich 17-, 18-, 20-letnich, na początku wchodzenia w dorosłe życie. Sięgali po broń, wchodząc w struktury stowarzyszenia Wolność i Niepodległość, Narodowych Sił Zbrojnych, kontynuowali walkę w szeregach AK za Polskę wolną i niepodległą.
Bezpieka się panoszyła - terror, strach, konfidenci robili swoje, aresztowania, denuncjacje, wsypy. Szli do więzienia jakby nieuniknienie. Co dzieje się w duszy 20-letniego młodego człowieka, który dostaje karę śmierci, który siedzi w celi śmierci parę miesięcy, gdy każdy klucza zgrzyt jest kolejnym żegnaniem się ze światem? Co byłoby lepsze? Umrzeć wtedy w śledztwie, gdy zmuszali do stójki, która rozrywała mięśnie odbytu, czy zgniatali genitalia obuci, buciorem lub zdzierali paznokcie, lub wciskali pod nie drzazgi? Może gdybym umarł wtedy, nie umierałbym teraz każdego poranka, tak już od wielu miesięcy... Niektórzy wychodzili. Ich nienormalny świat normalniał, blizny na ciele się zrastały, ale dusza stale łkała. Wstawałeś po nocach, krzyczałeś, wołałeś kolegów spod celi i... coraz więcej piłeś. Czasami dziecko, twoje dziecko, zza drzwi własnego pokoju słuchało tego, co mówisz, o czym rozmawiasz z tymi, którzy cię odszukali - razem wspominaliście. I wtedy, mimo tego, co przeżyłeś, co widziałeś, uczyłeś je, pacholęcie, miłości ojczyzny. Kazałeś w nią wierzyć i, kiedy przyjdzie taka chwila, w jej obronie walczyć. Dziś ojczyzna po wielu latach otwiera swoje ramiona, przygarnia was gorliwie, usynawia ponownie i mimo że jej twarz rozjaśnia uśmiech, w oczach szklą się łzy, bo wielu z was straciła bezpowrotnie, bo zbyt wiele słyszała skarg bezsilności wypowiadanych w samotnej modlitwie więziennej. Zatem
zarówno wy dla nas, jak i ona sama, Polska, to dzisiaj wyzwanie, by nigdy więcej nie weszła na drogi nieprawości, łajdactwa, by brat nie stanął przeciwko bratu, by nigdy więcej w ojczystym domu brat nie zabijał brata.
Szanowny Panie Marszałku! Drogie Panie Posłanki! Panowie Posłowie! Polki! W polityce stale dzieje się coś gorącego. Dzień w dzień stajemy w obliczu medialnego szumu, swarów realnych i nadymanych, słów ciężkiego kalibru padających po obu stronach zwaśnionych grup. W tym samym czasie, gdy o poranku w rozgłośniach radiowych czy studiach telewizyjnych wyznacza się linię ataku na adwersarzy, wskazując cele i środki dyskredytacji, ty: kobieta, matka, żona starasz się opanować rozgardiasz w budzącym się domu. Z umiejętnością sztukmistrza udanie negocjujesz w rodzących się dziecięcych sporach, minimalizujesz irytację małżonka i jednocześnie sama sposobisz się ku temu, żeby pokazać się światu. To kobieca ekwilibrystyka w poruszaniu się między sporami, rozbieżnymi interesami, a także umiejętność dzielenia między aspiracjami a możliwościami, która ma zbawienny wpływ na to, co dzieje się w sferze zarówno najbliższej: domu, własnej rodziny, jak i szerszej: pracy, sąsiedztwa, życia społecznego w ogóle. Upraszczając narrację: chodzi o kobiecy realizm, pragmatyzm, mówiąc wprost, realne stąpanie po ziemi. Pozwala wam to rozwiązać, udźwignąć różne problemy, których intensywność blednie właśnie dlatego, że jesteście takie, jakie jesteście.
Zatem dynamika naszej codzienności - rodzinnej, dziecięcej, ale i, nie ma co ukrywać, męskiej, ojcowskiej - oscyluje w dużej mierze wokół waszej dynamiki, dynamiki kobiety najistotniejszej w naszym otoczeniu: matki, żony, partnerki, szefowej czy koleżanki. Jeśli przyjrzymy się poprzez ludowe porzekadło naszej aktywności, to zobaczymy, że tańcujemy tak, jak nam zagrają. Dyrygentem natomiast tej naszej domowej orkiestry z reguły jesteś ty, kobieto. I oczywiście wiadomo, że spod twojej batuty mogą wydobywać się zarówno dźwięki klarowne, piękne, pięknie brzmiące, jak i czasami fałszywe tony i nieczystości. To duża odpowiedzialność, to trudna rola. Niemniej czy to spada na kobietę, bo tak jest, czy dokona ona świadomego wyboru, nie docenić tego nie sposób. Dlatego też zawsze, gdy jest ku temu sposobność, warto, należy - a może po prostu tak jest właściwie - wyrażać kobietom naszą wdzięczność i uznanie.
Każdy z nas doskonale wie, jak długa, nieskończenie długa jest litania powodów, dla których ta wdzięczność jest oczywista, nie będę zatem próbował jej wypełniać, zróbcie to, szanowni panowie, na własny użytek. Jednak zachęcam do pewnego eksperymentu, a mianowicie gdy stworzycie sobie listę wyobrażoną czy rozpisaną powodów, dla których kobiety kochamy, cenimy, jesteśmy im wdzięczni, to spróbujmy w wyobraźni zamienić się z nimi rolami. Jestem ciekaw, kto z nas, mężczyzn, w obliczu często nadmiernej wstrzemięźliwości, oschłości, niekiedy zupełnie nieobecnych dowodów uznania czy wdzięczności chciałby robić to, co jest ich codziennym udziałem - prać, gotować, sprzątać, robić zakupy, pracować zawodowo, wychowywać dzieci, opiekować się chłopem, zajmować się domem, ogrodem, szyć, cerować, myć okna, leczyć, uspakajać, kombinować, co włożyć do gara, pomagać przy odrabianiu lekcji, zachowywać dobre kontakty z rodziną i teściami, pamiętać o imieninach, urodzinach, rocznicach. Dość. Ja już mam dość, a wy, kobiety?
Te kwiaty są dla was. Bez was świat byłby o wiele smutniejszy. Wszystkiego dobrego.
W dniu dzisiejszym i od dłuższego czasu opozycja parlamentarna, a głównie PO, PSL i Nowoczesna, próbuje wprowadzić chaos, dezorganizację, destabilizację w działaniu MSWiA poprzez notoryczne podnoszenie rzekomo zasadnych wniosków o odwołanie ministra tego resortu.
Wniosek w konsekwencji prowadzi do dezorganizacji pracy służb w niebywale istotnym okresie przygotowawczym do kilku wielkich wydarzeń politycznych, społecznych i religijnych, które mają w najbliższym czasie odbyć się w Polsce
. Na ostatnich posiedzeniach Komisji ASW panowie ministrowie przedstawili plany działania resortu na najbliższy czas, w ich trakcie poznaliśmy zarówno plany krótkoterminowe, jak i długofalowe, w różnych zakresach i obszarach funkcjonowania resortu.
Wniosek został oparty na wielu spekulacjach i błędnych założeniach, chociażby domysłach, że insp. Maj miał możliwość
˝mataczyć w swojej sprawie˝, i przypuszczeniach, że służby mundurowe Policji w sytuacji braku komendanta nie działają wystarczająco sprawnie, co wskazywałoby na fakt, że pozostali policjanci to ignoranci i ludzie niewiedzący, co robić na służbie. Wniosek ma charakter wybitnie patchworkowy, gdyż autorzy sklejali rozmaite wątki, mieszając je wyraźnie, wprowadzając mało elementów merytorycznych, natomiast koloryt narracji jest udanie udramatyzowany.
Wśród zarzutów znajdują się także takie, które są szczególnie zaskakujące. Mówię o sytuacji, w której pan minister Błaszczak pozostaje w drożnej współpracy i porozumieniu z ministrem Kamińskim. Alternatywą dla tego zarzutu jest niedopowiedziana sugestia, że lepiej byłoby, gdyby ze sobą nie współpracowali - wtedy pewnie pojawiłby się zarzut odwrotny, że właśnie nie współpracują. Pan minister podejmuje decyzje w oparciu o zestaw danych, które pozwalają osiągnąć ich najlepszą jakość. W sytuacji zmieniających się kontekstów i nowych faktów istnieje naturalna potrzeba korekty decyzji - co się dokonało.
Wreszcie ostatnia sekwencja, mająca charakter poszerzający perspektywę. Pozostaniemy totalną opozycją - głosi lider PO i praktyczny tego wymiar mam tutaj. Wielu rozmówców wykorzystuje argument ŚDM-u. Kłopot ministra polega na tym, że on nie może spekulować i zaspokajać opinii publicznej frazesami o trosce o bezpieczeństwo. On musi działać, robi więc to.
Pytanie jest oczywiste: Czy mamy mieć do czynienia z ministrami samosterownymi, potrafiącymi podejmować decyzje, czy lepiej, by byli oni asekurujący, trwożliwi, po prostu przeczekujący problem, a nie rozwiązujący go? Odpowiedź jest jasna. Zjednoczona Prawica dała jej dowód, broniąc swojego ministra.
Panie Marszałku! Panie Ministrze! Szanowni Państwo! Słuchający tej debaty mogliby zadać nam pytanie: Co wy się tak zastanawiacie nad katami? Co wy tak deliberujecie z troską o tym, czy ten, kto podkradł się nocą do pokoju własnego dziecka i zniszczył jego delikatność w sposób okrutny i na zawsze, w tym swoim dalszym funkcjonowaniu ma mieć lepiej niż ofiara? Ofiara, której trauma nie kończy się z zakończonym aktem seksualnym, ale trwa całe życie. Zatem pytanie, panie ministrze, jest również o to, na ile ta ofiara powinna partycypować w szansach na zmianę tego życia.
Panie Marszałku! Szanowne Posłanki i Posłowie! Jesteśmy w porządku zarówno świeckim, jak i sakralnym - mówię to w przededniu świąt, które przed nami - szczególnie ci z nas, którzy po złożeniu ślubowania poselskiego wznosili inwokację do Pana Boga. Uczyniło to wielu z nas, zdaję sobie sprawę, że niemalże 70% tej sali, wśród których znalazłem się również i ja, odniosło się po ślubowaniu do wsparcia i opieki Pana Boga.
Jestem mocno zaangażowany w życie Kościoła, szczycę się tym, że jestem członkiem Wspólnoty św. Tymoteusza, odpowiedzialnym m.in. za Przystanek Jezus, jestem także członkiem Akcji Katolickiej Diecezji Zielonogórsko-Gorzowskiej. I co z tego? - można byłoby skwitować lekceważąco. Można. Ja natomiast przywołuję to przywiązanie instytucjonalne z moim Kościołem, gdyż poprzez to mogę dawać świadectwo mojej wiary.
I mimo że Sejm jest głównie przestrzenią świeckiej powinności, mojej służebności wobec ojczyzny i moich rodaków, to przybyłem tu wyposażony w chrześcijański rodowód, w doświadczenie chrztu, komunii świętej i bierzmowania. Dlatego też zbudowany na tych wartościach, w pełni ich świadom, zatapiam się w rekolekcyjną refleksyjność dotyczącą m.in. tego, czym dla mnie jest fakt Chrystusowej męki, śmierci i zmartwychwstania. Mówię o tym z trybuny sejmowej, ja, świecki, i mam tego pełną świadomość, jak również tego, że jako dojrzały człowiek mogę, muszę, powinienem stale zadawać sobie egzystencjalne i aksjologiczne pytanie: Jak żyć? I mam wrażenie, że to pytanie może być również zmieniane w taką formułę: Jakim być? Jakim być jako człowiek, jako polityk, jako rodzic, ojciec, po prostu jako ktoś, kto spełnia się życiowo?
Zatem pytanie jest oczywiste dla każdego z nas, bez względu na wiek, jakim się charakteryzuje. Różnice ujawniają się w odpowiedziach, choć zdawałoby się, że skoro wywodzimy się z tego samego kręgu kulturowego i doświadczenia wiary, to różnice nie powinny być nadmiernie znaczące. Dlatego nieodmiennie dziwi mnie fakt, że czasami jeden lekarz jest uczciwy, a drugi jest łapownikiem, że jeden nauczyciel jest wzorem, a drugi antybohaterem, że jeden kucharz wkłada serce w sztukę gotowania, a drugi plwa do kotleta, że jeden poseł pełni służbę, a drugi żąda posług. Dlaczego tak się rozchodzimy? Kiedy to się dokonuje i dokąd nas prowadzi?
Nadmiernie często przez życiowe, intelektualne czy normatywne lenistwo obrastamy w pychę, brak pokory, omijamy trudy i kategoryczności, stajemy się nieczytelni, byle jacy. Wyobrażam sobie, że młodym będąc, z reguły widzieliśmy się w bardziej szlachetnym portrecie. Co się dzieje? Czemu odpuszczamy sobie dążność do młodzieńczej projekcji tego, jakimi mieliśmy być? Nie chcę ani nie będę zwalał winy na innych, wszak to moje życie, to ja mam moc sprawczą jego kształtowania.
Czas Adwentu, rekolekcji, kolejne stawiane sobie samemu zadania, dowody zadośćuczynienia złu, grzechom, jakie popełniłam, popełniłem. Wiem, że wielu z nas mocno i dogłębnie przeżywa ten czas oczekiwania na rezurekcję i radować się należy, gdy Chrystus zmartwychwstanie. Także ten przykład prowadzi nas do naszego codziennego z martwych wstawania, choćby w sytuacji, gdy w domu ze sobą nie rozmawiamy, kusi mnie kolejny, jak zwykle ostatni, kieliszek wódki, byłem wiarołomny, zdradziecki, fałszywy wobec żony, męża, dopuszczałem się hańbiących gestów, żądliwych słów, po prostu dawałem zły chrześcijański przykład. Jak żyć? Czy masz gotowość coś z tym zrobić?
Jeśli tak, chwyć się kurczowo szat Jezusa i idź za nim.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Drodzy mieszkańcy mojego miasta Krosna Odrzańskiego! Zwracam się do was z tego miejsca, mając nadzieję, że dzięki transmisji i dokumentacji internetowej słowa moje dotrą do was bez zniekształceń, tym samym każdy z was będzie mógł wyrobić sobie opinię o niektórych działaniach posłów, lokalnych polityków i politykierów.
Najistotniejszą i newralgiczną od wielu lat dla naszego miasta sprawą jest kwestia obwodnicy i koniecznego remontu mostu czy też powiązania obwodnicy z nowym mostem. Skoro mówię, że jest to temat znany od lat, to mogę wejść w narrację rozliczeniowo-wypominkową, że skoro, cytuję: ˝oni rządzili - czytaj: PO-PSL - 8 lat, to dlaczego nic nie zrobili˝, albo następny cytat: ˝skoro pan burmistrz Cebula, a kiedyś poseł PO...˝, koniec cytatu - itd. w podobnym stylu. Czy ta wyliczanka do czegoś nas przybliża? Z pewnością nie. Ci, którzy lubią polityczną nawalankę, byliby radzi: o, zobacz, jak mu dowalił! I co to da? Z drugiej strony oczekiwanie po tylu latach zaniedbań, że rządzący od 4 miesięcy wszystko zrealizują, łącznie z wyborczymi obiecankami konkurencji politycznej, jest nieuzasadnione. Zatem oczekuję umiaru po obu stronach, rozsądku i zwykłej ludzkiej uczciwości, a nie politycznego cwaniactwa.
Miasto po raz któryś z rzędu wyjdzie w poniedziałek na most, by tam demonstrować. Z satysfakcją odnotowuję fakt, że połączony komitet obrony obwodnicy pod wodzą pana Pawła Stefańczyka zaprosił na demonstrację wszystkich lubuskich posłów, tym bardziej że intencją obrońców jest: a) zwrócenie uwagi na ważność tej inwestycji, b) mobilizowanie parlamentarzystów do nieustających działań na tę rzecz.
Pozwólcie, że w imieniu wszystkich lubuskich parlamentarzystów, od PiS-u, poprzez PO, partię Kukiz’15 i Nowoczesną, złożę deklarację. Po pierwsze, w tej sprawie działamy razem. Jestem po rozmowach z każdym z was, posłów, i mówimy jednym głosem: Krosnu potrzebna jest ta drogowa inwestycja, jest ona konieczna. Po drugie, zarówno posłanka, minister Rafalska, jak i posłanka Krystyna Sibińska czy poseł Paweł Pudłowski, a także pozostali, np. Artur Zasada, minister Materna, poseł Ast wraz z Jarkiem Porwichem, Kasią Osos i ze mną, wszyscy czynimy starania, by w ramach dającej się przewidzieć przyszłości nadać sprawie realny bieg. I po trzecie, z uzyskanych przez nas informacji z ministerstwa infrastruktury wiemy, że niczego z zaplanowanych prac drogowych w poprzednim roku na razie nie wykluczono, mimo że rozbieżność między listą życzeń a realnymi możliwościami wynosi kilkadziesiąt miliardów. Powtórzę: niczego nie wyrzucono. Jeśli zespół, sztab komitetu obrony obwodnicy wyrazi życzenie, to chciałbym zaprosić państwa w imieniu ministra Jerzego Szmita na spotkanie 13 kwietnia br. o godz. 11 w ministerstwie infrastruktury w celu omówienia spraw. Zaproszenie adresuję do szefostwa komitetu obrony obwodnicy panów Pawła Stefańczyka, Wojtka Brodzińskiego i Jerzego Celeckiego. Póki co spotkamy się w poniedziałek, nie przeciwko komuś, nie oskarżając byłych za zaniechania czy aktualnych za wykreślenia, których nie było, tylko po to, by powiedzieć, że ważna to dla nas inwestycja i wspólnie o nią zabiegamy.
Wszystkiego dobrego na czas świąt, bądźcie w zdrowiu.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Szanowni Posłowie Wnioskodawcy i Sprawozdawcy! Historia narodu przechowywana jest w jego pamięci. Mam zatem wrażenie, że powinniśmy również zastanowić się nad tym, jak tę pamięć odświeżać i jak ją kultywować. Aspekt dotyczący wprowadzenia do zakresu działań IPN-u edukacyjnych zadań, które z tego wynikają, wydaje się być niebywale ważny. Historia musi być przeżywana, utożsamiana i zinterioryzowana.
Wobec powyższego pytanie, które chciałbym skierować do posła wnioskodawcy, jest pytaniem o to, czy same zapisy i zmiany organizacyjne wystarczą, czy konieczne są także co najmniej trzy elementy wiążące IPN z ową interioryzacją przeżywania pamięci narodu, a mianowicie uznanie przez państwo ważności tego aspektu kultywowania pamięci narodu oraz wskazanie pożądanych wzorców. Wydaje mi się, że chodzi tu też o to, co mówiła posłanka sprawozdawczyni, a co jest niebywale ważne: relatywizowanie historii.
I jeśli jeden z was, szanowni posłowie, mówi o tym, że konieczne jest pisanie historii na nowo, traktując to jako zarzut, to ja powiem: Tak, konieczne jest pisanie historii na nowo - obiektywnej historii opartej na faktach, które były zapomniane, przeinaczane i być może wymazywane z historii. Dziękuję.
Panie Marszałku! Panie, Panowie Posłowie! Jesteśmy w sekwencji poświątecznej. Domyka się Wielki Tydzień różnymi naszymi refleksjami dotyczącymi kwestii sacrum, ale z natury rzeczy przemykamy już w stronę nieznośnej codzienności. Wiele spraw w niej nas irytuje, nie zadawala, wyraźnie wprawia w zakłopotanie. To poczucie z reguły potęguje fakt, że wiele w tego typu sprawach zależy od nas, ludzi będących po obu stronach społecznej relacji.
Być może oczekujecie jakiegoś konkretu po tej preambule. Konkret jest taki. Opowiem wam o małżeństwie. Byli ze sobą blisko 56 lat - takie cudowne, trwałe małżeństwo. Znacie takie, gdy ledwo widoczny gest, dyskretne spojrzenie wystarczało, gdyż oboje rozumieli się w lot. Przesmaczne gesty troskliwości, opiekuńczości wtedy, gdy jej czy jemu zdrowia czy sił nie starczało. I niekiedy oznaki zniecierpliwienia i starczej złośliwości, które szybko zastępowały ciepłe przeprosiny i zdystansowana wyrozumiałość. Niestety życie czasami się kończy, pozostawia nieznośną pustkę. O nich na mieście się mówiło. Byli w miasteczku znani, poważani, respektowani. I wtedy gdy ona jeszcze niewystarczająco go pożegnała, dostaje pismo z instytucji, zresztą adresowane przez mieszkankę tej samej ulicy, która przecież od lat znała tę rodzinę, celem szybkiego załatwienia formalności żałobno-ubezpieczeniowych. Pismo bezduszne, bezosobowe, trafiające do rąk 85-letniej niewiasty w żałobie, która nie wygasiła w sobie jeszcze wieczornego zwyczaju nasłuchiwania, czy on śpi, czy oddycha, kobiety, która robiąc popołudniową herbatę, z wprawą wieloletniego rytuału nadal wyciąga dwie szklanki, a przecież dziś już nie trzeba. Instytucjonalna pospieszność, sprawność jak się patrzy, zdehumanizowana, wyprana z empatii i jakiegokolwiek zważania na stosowność czy niestosowność procedur. One dominują, zasłaniają twoją, urzędniku, lekarzu, nauczycielu, człowieku, twarz. O co zatem proszę? Do czego zmierzam? Czego od was i od siebie wymagam? Proszę o większą troskliwość i wrażliwość wzajemną. Zachęcam do wyjścia z gorsetu rozmaitych procedur, algorytmów działań i organizacyjnej sprawności na rzecz większej empatii, antycypacji, przewidywania tego, co stanie się za moim udziałem, wreszcie uznania, że odpowiedzialność za to, co mam w pobliżu, w zakresie mojego wzroku i ramion, powinna obejmować także odpowiedzialność rozumu i serca. Chyba tak lepiej. Chyba tak należy.
Pani Marszałek! Pani Minister! W imieniu naszej trójki - swoim, pani posłanki Borowiak i pani posłanki Michałek - chcę zwrócić uwagę na okoliczność, w jakiej się znajdujemy, chodzi o przygotowanie wypoczynku letniego dzieci i młodzieży.
Jesteśmy na przednówku, jakkolwiek by było, przygotowywania i organizowania akcji letniej przez wszelkie organizacje harcerskie i skautowe. Natura tego typu przedsięwzięć związana jest z pewną specyfiką. Obozy harcerskie najczęściej, wielu z państwa doskonale to wie, odbywają się w przestrzeni naturalnej, w lesie, na łąkach i polach, gdzie są rozstawiane namioty, budowane kuchnie polowe, harcerze tworzą swój program, realizują go. W ostatnim czasie zdarza się jednak, że ta klasyka jest wypierana poprzez formalne wymogi decydentów, którzy zmuszają organizatorów do spełniania trudnych dla nich do wypełnienia wymogów związanych z budowaniem jakiegoś zaplecza sanitarnego, stawianiem trwałych budowli, w których młodzież mogłaby przebywać, co jest całkowitym zaprzeczeniem idei puszczańskiego funkcjonowania i wychowania puszczańskiego, które niesie w sobie, jakkolwiek by było, również walor kształtowania określonych cech charakteru, umiejętności, postaw, odwagi, samodzielności.
Wobec powyższego wydaje się słuszne, żeby zwrócić się do ministerstwa z pytaniem, czy jest szansa na to, żeby tę formę wypoczynku dzieci i młodzieży w jakiś sposób wesprzeć i ochronić. Czy ministerstwo ma w tym zakresie jakiś pomysł? Bardzo serdecznie proszę o odpowiedź, w imieniu harcerek i harcerzy we wszystkich harcerskich organizacjach.
Pani Marszałek! Wysoka Izbo! Druhny i Druhowie! To do was dzisiaj zwracam się z sejmowej mównicy, druhny i druhowie skupieni na XV Zjeździe Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej. Serdecznie was pozdrawiam i za pośrednictwem mediów zwracam się do was z trybuny Sejmu Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, by wraz z wami w przededniu rozpoczęcia zjazdu podjąć refleksję nad tym, jakie są wyzwania dotyczące harcerstwa we współczesnej Polsce wracającej do korzeni swej tożsamości. Ze względu na ograniczoność czasu posłużę się głównie hasłowymi wskazaniami kierunków działań, mając nadzieję, że w czasie debat zjazdowych zechcecie to obudować programem, konkretnymi pomysłami metodycznymi.
Punkt pierwszy: chrześcijaństwo fundamentem naszej tożsamości. Wydaje się, że oczywiste jest w obliczu inwazji dwóch relatywizmów: relatywizmu aksjologicznego i relatywizmu postaw ich wyeliminowanie z działalności harcerskiej, tej działalności, która za zadanie ma kształtowanie pożądanych sylwetek obywateli świadomych, odpowiedzialnych, aktywnych i transparentnych w swoim działaniu. Jeśli przywołuję w pierwszych słowach inwokację do Pana Boga, to także przez wzgląd na 1050. rocznicę chrztu Polski. Niezbędne jest zadawanie sobie pytania o jakość świadectwa mojej wiary, ale będzie ona tym łatwiejsza, im gorliwsze i skuteczniejsze - w rozumieniu: adekwatne - wobec pokus zła będzie wychowanie religijne w związku. Pan Bóg, wyznawana wiara powinna stawać się przyjacielem codzienności, tą siłą i wartością, która wspomaga mnie w stawaniu się lepszym, ale i lepiej reagującym na potrzeby bliźnich i współczesnego świata.
Punkt drugi: miłość ojczyzny stanowiąca fuzję emocjonalności i racjonalności. Zechciejmy, druhny i druhowie, budować postawy patriotyczne naszych wychowanków, uwzględniając dwa komponenty: emocjonalny i kognitywny. Niech gorączka miłości ojczyzny, zapożyczona ze świadomości dziedzictwa przodków, przeplata się z dumą współczesności z tego, jaką jest i staje się nasza Polska. Niech ów patriotyzm przeplata się w lnianym warkoczu Inki, błękitnych oczach Jana Pawła II, mężnych ramionach naszych sportowców i sukcesach naszej nauki, kultury i gospodarki. Niech harcerski sznyt cechuje najwyższa jakość i świadomość tego, kim jestem, kim jesteśmy i co nas łączy jako wspólnotę.
Punkt trzeci: służebność wobec spraw dużych i małych wynikająca z nabywanych coraz to większych kompetencji, umiejętności i sprawności, które nie będą sytuowały nas obok głównego nurtu życia, ale będą w jego epicentrum. Wynika to bowiem ze świadomości, że my, harcerze, nie żyjemy, nie działamy tylko dla siebie, ale poprzez kształtowanie samych siebie mamy być pomocni dla innych. Kluczowe w tym wyzwaniu jest rozsądne gospodarowanie swoim potencjałem, młodością, zaangażowaniem, by harcerstwo nie przysłoniło nam życia, ale w sposób komplementarny z życia się wywodziło i do życia powracało. W tej wędrówce między tu i tam niezbędne jest nam wsparcie sprzymierzeńców, których mamy z natury rzeczy: rodziców naszych harcerzy, byłych harcerzy. Musimy jednak zadbać o to, by harcerski model życia stał się ciekawą, wygrywającą ofertą w skomercjalizowanym świecie. Tego wam życzę. Niech ten zjazd prowadzi was ku tym wartościom. Druhny i druhowie, czuwaj!
Pani Marszałek! Szanowne Panie Posłanki! Panowie Posłowie! Rodacy! Wybaczać czy nie wybaczać, o co w tym wszystkim chodzi? Dwa dni temu podczas uroczystości smoleńskich na Krakowskim Przedmieściu usłyszeliśmy dwa wystąpienia zachęcające do odtwarzania wspólnoty narodu oraz tworzenia więzi między nami Polakami pomimo złych doświadczeń z roku 2010 związanych z samą katastrofą smoleńską i jej wyjaśnianiem.
To nie jest tak, że prezydencka refleksja jest osadzona w innym paradygmacie niż to, co mówił prezes Kaczyński. Żadna z tych wypowiedzi nie ignoruje poczucia bólu, cierpienia rodzin i tej części społeczeństwa, dla której katastrofa smoleńska ma bardziej charakter planowanego działania, czyli zamachu, a nie fatalnego zrządzenia losu. Polska bowiem i Polacy wyraźnie podzielili się w tej kwestii na tych, którzy podzielają przekonanie o zamachu, i na tych, którzy uznają, że była to fatalna w skutkach, ale jednak katastrofa. Podział ten jest faktem i ci, którzy są jego uczestnikami, czyli my, muszą w imię myślenia o przyszłości narodu i trwałości ojczyzny podjąć się trudu odtworzenia czy może stworzenia na nowo więzi między nami Polakami. Jak dotąd kierujemy się gorącą emocjonalnością, znów okopujemy się na szańcach wrogości i nieprzejednania. Znamy to nie od wczoraj. Doszliśmy do jesiennego przesilenia wyborczego.
Dziś pan prezydent Duda i PiS mają w rękach klucz do przyszłości Polski. Co z nią zrobimy? To nasza odpowiedzialność również w sensie moralnym, społecznym, narodowościowotwórczym. Jak się zachować wobec tej niemałej części Polaków, których sprawa Smoleńska nie rusza lub przez których interpretowana jest diametralnie odmiennie, niż my to robimy? Myślę, że należy pokazać, a ufam, że to jest możliwe, nagie fakty, bez żadnej interpretacji którejkolwiek z centrali zjednoczonej prawicy o wydarzeniach z 10 kwietnia 2010 r. Nie podejmujmy prób interpretowania oczywistości - wzywam i żądam - tylko fakty, tylko prawda, żadnych komentarzy jajogłowych i politruków, żadnej nachalnej propagandy.Naród bez względu na tę prawdę musi się z nią skonfrontować, zobaczyć ją w całej bezradnej i bezprzymiotnikowej nagości i dopiero wtedy podjąć decyzję, co z nią zrobić. Zignorować i udawać, że jej nie ma? Dostrzegać, zamykać się w nienawiści i zemście? Dostrzegać, osądzać winnych i wyprowadzać wnioski, by żyć dalej i być razem? Co z tym zrobimy, ja z PiS-u i ty z PO, ja partyjny i ty wolny od myślenia partyjnego, ja Polak i ty Polka? Politycy mają nam to nakazać, czy raczej sami musimy do tego dojrzeć, by dostrzec w obliczu rodaka oblicze twojego narodu?
