Pani Marszałek! Panie i Panowie Posłowie! Panie Ministrze! Projekt ustawy o zmianie ustawy Prawo wodne wypełnia obowiązek wdrożenia postanowień dyrektywy 2013/39 WE zmieniającej dyrektywę 2000/60 oraz 2008/105 i to jest jak gdyby pierwsza część proponowanych zmian w przedstawianym projekcie ustawy. Ustawa ta daje upoważnienie do wydania aktu wykonawczego określającego wykaz substancji priorytetowych wpływających na stan wód. Jednoznacznie określa obowiązki głównego inspektora ochrony środowiska i prezesa Krajowego Zarządu Gospodarki Wodnej. Zmiany te dają możliwości i obowiązek bieżącego monitorowania substancji szkodliwych przedostających się do wód powierzchniowych i wód podziemnych.
Drugą bardzo ważną sprawą regulowaną przez ten projekt są zagrożenia powodziowe i ryzyko wystąpienia powodzi. Na mapach sporządzanych przez regionalne dyrekcje to ryzyko wystąpienia powodzi czy bezpośredniego zagrożenia powodzią jest pokazane. I tu ta ustawa nie narzuca obligatoryjności w uwzględnieniu tych zagrożeń w planach zagospodarowania przestrzennego. To jest, myślę, rzecz bardzo ważna, bo to samorządy muszą określić rzeczywisty stan zagrożenia lokalizowanych przez nie inwestycji na terenach, na których może wystąpić zagrożenie powodzią bezpośrednie lub zagrożenie występowaniem powodzi. Trzeba tu powiedzieć, że często tak się zdarzało, że po nałożeniu mapy sporządzonej przez regionalną dyrekcję w gminie na konkretną wioskę okazywało się, że część istniejącej infrastruktury budowlanej znajdowała się pod wodą. To są rzeczy oczywiste, więc gdzieś tu było niedopatrzenie. Co my w takiej sytuacji i co samorządy, w jakiej sytuacji my je postawimy, obligując je do wprowadzenia tych map sporządzonych przez regionalne dyrekcje, co my zrobimy z mieszkańcami, którzy rzeczywiście znajdą się na terenach zalewanych przez powódź albo bezpośrednio zagrożonych powodzią? Więc myślę, że samorządy tu powinny same określić, w jaki sposób będą przeciwdziałać lokalnie tym zagrożeniom, bo ich wiedza, ich świadomość jest tutaj największa.
Kolejna sprawa, którą ten projekt porusza, to jest sprawa wydawania pozwoleń wodnoprawnych. Pozwolenia wodnoprawne wydawane do tej pory w sposób taki, że każda jedna rzecz wymagała decyzji, wydłużały niewspółmiernie drobne rzeczy, które ludzie przez swoją działalność realizowali, i bardzo dobrze się składa, że pomyślano w tej ustawie o tym, żeby wprowadzić tzw. obowiązek zgłoszenia, uprościć tę procedurę czy wręcz stworzyć albo wydłużyć listę tych działań, które w ogóle są wyjęte tak spod pozwolenia wodnoprawnego, jak i zgłoszenia.
Porządkuje nam też ten projekt sprawy powoływania prezesa Krajowego Zarządu Gospodarki Wodnej, jak również regionalnych dyrektorów gospodarki wodnej. I tutaj zapis, że tak prezes, jak i dyrektorzy są powoływani w drodze konkursów, natomiast w okresie przejściowym ich funkcje pełni osoba wskazana przez ministra, uważamy za zapis bardzo dobry.
Myślimy, że ten projekt to jest próba porządkowania gospodarki wodnej w tej ustawie, którą zmieniamy, natomiast nad rzeczywistym uporządkowaniem
polityki gospodarki wodnej przejdziemy już w nowej, przygotowywanej ustawie.
W imieniu Klubu Parlamentarnego Prawa i Sprawiedliwości bardzo proszę Wysoką Izbę o przyjęcie tego projektu. Prawo i Sprawiedliwość w pełni popiera przedstawiany projekt. Dziękuję bardzo.
Pani Marszałek! Wysoka Izbo! Każdy sposób promowania sprzedaży bezpośredniej jest godny poparcia, niemniej trzeba również przyjaznych przepisów, aby ta forma sprzedaży była bardziej powszechna, bo gdy będzie bardziej powszechna, będzie bardziej bezpieczna - będzie tutaj większa konkurencja. Ale należy też właśnie rozdzielić tę sprzedaż bezpośrednią i to, o czym tu wspominano, czyli sprzedaż bezpośrednią produktów rolnych. To są jakby dwie różne sprawy, przynajmniej dla mnie. Jest ustawa o sprzedaży bezpośredniej produktów rolnych i ona zupełnie inaczej funkcjonuje niż ta sprzedaż bezpośrednia, o której mówimy.
Jednak moje pytanie dotyczy zupełnie czegoś innego i nie jest ono wcale pytaniem złośliwym. 17 października to jest Międzynarodowy Dzień Walki z Ubóstwem. I tu jest pytanie, czy to jest jakieś zamierzone - tak jak mówię, to nie jest złośliwe - działanie, żeby ustanowić właśnie 17 października Dniem Sprzedaży Bezpośredniej, czy to jest przypadek. Dziękuję bardzo.
Pani Marszałek! Wysoka Izbo! Zanim zadam pytanie, powiem szczerze, już się dobrze dzieje, bo jeszcze rok temu z panem ministrem Sawickim siedzieliśmy po dwóch różnych stronach stołu, w tej chwili mówimy z jednej mównicy. Czy my w ogóle staliśmy pod URM-em?
Sprawa przetwarzania w ramach gospodarstwa jest sprawą niezmiernie ważną, zwłaszcza dla małych gospodarstw. Ja oczywiście chciałem zapytać o taką rzecz. Mamy tę maksymalną możliwość sprzedaży ok. 600 tys. Czy przewiduje się, jeżeli chodzi o kontrolę w gospodarstwach, które będą prowadzić to przetwórstwo, jakieś zróżnicowanie między tymi, którzy osiągają tę górną granicę 600 tys. zł, a tymi, którym absolutnie wystarczy - i to są granice ich możliwości - np. 6 tys. zł. Pochodzę z południa Polski, tam przeważają gospodarstwa bardzo małe. Osiąganie tak wysokich obrotów jest praktycznie niemożliwe. Natomiast przy kilku tysiącach złotych, gdyby te kontrole były bardzo restrykcyjne, praktycznie rzecz biorąc, przetwarzanie w takiej sytuacji będzie zupełnie nieopłacalne. Dziękuję bardzo.
Pani Marszałek! Panie Ministrze! Wysoka Izbo! Żołnierz zawodowy tak naprawdę staje się prawdziwym żołnierzem dopiero wtedy, gdy powącha proch na polu walki. Do tej pory my właśnie takich między innymi żołnierzy pozbywaliśmy się. To jest zwyczajne marnotrawstwo. Powołam się tu na historyczną rzecz. W Republice Weimarskiej po ograniczeniach wersalskich mogła funkcjonować tylko armia zawodowa. Tam przede wszystkim postawiono na szkolenie korpusu podoficerskiego. O skutkach i efektywności tych decyzji mogliśmy się przekonać nie tylko my, ale i mogła się przekonać cała Europa. Mam pytanie: Czy zostaną stworzone jasne i obiektywne - obiektywne przede wszystkim - kryteria dotyczące przechodzenia żołnierzy zawodowych do korpusu podoficerskiego? I drugie pytanie: Czy przewiduje się, aby przechodzący na emeryturę żołnierze zawodowi zasilali jednostki służby przygotowawczej, np. jako instruktorzy? Dziękuję bardzo.
Pani Marszałek! Wysoka Izbo! Zanim przejdę do przygotowanego przeze mnie na dzisiaj oświadczenia, krótkie oświadczenie. Padło tu w tej Izbie stwierdzenie, że my, ludzie ˝Solidarności˝, mamy mentalność związków z lat 80, więc jednoznacznie oświadczam, w latach 80. niezależne związki zawodowe nie istniały.
63 lata temu, 24 lutego 1953 r. w więzieniu mokotowskim w Warszawie wykonano wyrok śmierci na generale ˝Nilu˝. Generał August ˝Nil˝ Fieldorf, dowódca Kierownictwa Dywersji KG AK, był jedną z najwspanialszych postaci polskiej konspiracji, Związku Walki Zbrojnej, Armii Krajowej i organizacji NIE, a jednocześnie generał ˝Nil˝ był najwyższym stopniem dowódcą Armii Krajowej i poakowskiej konspiracji, który znalazł się w rękach powojennego Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego i który za swoją wierność wolnej Polsce zapłacił życiem.
Paradoksem historii jest, że bohaterskiemu dowódcy podziemnej armii postawiono zarzut w oparciu o przepis art. 1 pkt 1 dekretu z 31 sierpnia 1944 r. o wymiarze kary dla faszystowsko-hitlerowskich zbrodniarzy. W konsekwencji ten, który dowodził walką z okupantem, został uznany za faszystowsko-hitlerowskiego zbrodniarza.
Drugim paradoksem jest fakt, że za ten w istocie rzeczy mord sądowy nikt, kto przyczynił się do jego urzeczywistnienia, nigdy nie poniósł żadnej odpowiedzialności. Oprawcy generała w spokoju ducha dożyli swoich ostatnich dni bądź w kraju, bądź też za granicą. W 1991 r. zostało wszczęte śledztwo w sprawie mordu sądowego na generale Fieldorfie. Objęci nim zostali: podpułkownik Helena Wolińska, prokurator Beniamin Wajsblech, prokurator Paula Kern, sędzia Maria Gurowska, ławnicy Bolesław Malinowski i Michał Szymański, sędziowie Sądu Najwyższego Emil Merz, Gustaw Auscaler i Igor Andrejew. Wszyscy poza Wolińską i Gurowską nie doczekali postawienia aktu oskarżenia. W przypadku podpułkownik Wolińskiej, która przebywała w Wielkiej Brytanii, nie doszło do procesu z powodu odmownej decyzji brytyjskich władz w sprawie ekstradycji. Sędzia Gurowska zmarła w styczniu 1998 r.
Pamiętaj, abyś nie prosiła ich o łaskę, zabraniam tego - to słowa generała ˝Nila˝ skierowane do swojej żony Janiny podczas jednego z ostatnich widzeń przed śmiercią. Nie chciał zastosowania prawa łaski. Uważał, że łaska jest dla przestępców, a nie dla żołnierzy walczących o niepodległość. Nie domagał się łaski, chciał jedynie sprawiedliwej rewizji wyroku. Nie było mu to dane.
Podobnie jak nie było to dane księdzu Władysławowi Gurgaczowi, jezuicie, który w 1948 r. przystąpił do działającej na Sądecczyźnie Polskiej Podziemnej Armii Niepodległościowców. Za swój obowiązek uznał roztoczenie opieki duszpasterskiej nad partyzantami. Komuniści za odprawianie polowych mszy świętych i nauczanie partyzantów życia zgodnego z nakazami katolickiej wiary skazali go na śmierć. Oskarżycielem w procesie był prokurator Henryk Ligęza, sędziami Władysław Stasic i Ludwik Kiełtyka. W ostatnim słowie przed ogłoszeniem wyroku ksiądz Gurgacz mówił m.in.: ci młodzi ludzie, których tutaj sądzicie, to nie bandyci, jak ich oszczerczo nazywacie, ale obrońcy ojczyzny. Nie żałuję tego, co uczyniłem. Moje czyny były zgodne z tym, o czym myślą miliony Polaków, tych Polaków, o których obecnym losie zadecydowały bagnety NKWD. Na śmierć pójdę chętnie. Cóż to jest zresztą śmierć? Wierzę, że każda kropla krwi niewinnie przelanej zrodzi tysiące przeciwników i obróci się wam na zgubę.
Słowa bohaterskiego księdza znamy z relacji świadków. Ksiądz Gurgacz nie prosił o łaskę. Osądź mnie, Boże, i rozstrzygnij sprawę moją. Pada strzał. Wyrok został wykonany 14 września 1949 r. na podwórku więzienia w Krakowie przy ul. Montelupich. Według relacji naocznego świadka egzekucji wykonano ją strzałem katyńskim, w tył głowy.
W 2008 r. prezydent RP Lech Kaczyński odznaczył pośmiertnie ks. Gurgacza Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. Uroczystość przekazania orderu odbyła się 14 czerwca 2008 r. w kościele jezuickim w Nowym Sączu.
Taka jest polska droga wiodąca na cokoły pomników. Dziękuję bardzo.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! W 2015 r. RZGW przekazały niektórym gminom mapy zagrożeń powodziowych i ryzyka powodziowego opracowane przez Krajowy Zarząd Gospodarki Wodnej. Mapy te dotyczą przede wszystkim południa Polski, rzeki Dunajec. Zgodnie z ustawą Prawo wodne gminy miały obowiązek uwzględnienia terenów zalewowych w miejscowych planach zagospodarowania przestrzennego w terminie do 30 miesięcy od dnia przekazania map. Ponieważ wyznaczone na mapach zagrożeń powodziowych obszary szczególnego zagrożenia powodzią zdecydowanie różnią się od takich obszarów wyznaczonych w studium określającym obszary bezpośredniego zagrożenia powodzią opracowanym przez dyrektora RZGW, zarówno gminy, jak i podmioty prywatne złożyły do Krajowego Zarządu Gospodarki Wodnej szereg uwag dotyczących konieczności weryfikacji prawidłowości przebiegu granic obszarów szczególnego zagrożenia powodzią.
Dnia 16 grudnia 2015 r. Sejm przyjął zmianę ustawy Prawo wodne. Najważniejsza zmiana polegała na usunięciu obowiązku uwzględniania map zagrożeń powodziowych przy sporządzaniu miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego, planów zagospodarowania przestrzennego województw, koncepcji przestrzennego zagospodarowania kraju oraz decyzji o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu. Obowiązek ten został zniesiony, jednak zgodnie z ustawą z dnia 27 marca 2003 r. o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym zarówno w studiach uwarunkowań kierunków zagospodarowania przestrzennego, jak i w miejscowych planach zagospodarowania przestrzennego określa się obowiązkowo obszary szczególnego zagrożenia powodzią. W związku z powyższym pomimo wprowadzenia zmiany w art. 88 Prawa wodnego obszary szczególnego zagrożenia powodzią, w tym również te wyznaczone na weryfikowanych obecnie mapach zagrożeń powodziowych, muszą być uwzględnione w dokumentach planistycznych. Zachodzi zatem niespójność pomiędzy zapisami ustawy Prawo wodne a ustawą o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym.
Niezależnie od powyższego zwraca uwagę fakt, że zasięg zalewu wodami powodziowymi dla obszaru zlewni Dunajec określony na mapach zagrożenia powodziowego opracowanych przez prezesa Krajowego Zarządu Gospodarki Wodnej jest dużo większy niż zasięg wyznaczony w analizie, jaką dysponuje RZGW w Krakowie. Mapy zagrożenia powodziowego zostały opracowane, jak wynika z pism KZGW, w oparciu o przepływy z okresu 1951-1993 bez uwzględnienia pracy zespołów zbiorników wodnych Czorsztyn - Niedzica. Pomimo tego to mapy zagrożenia powodziowego opracowane przez prezesa KZGW, a nie mapy szczegółowe RZGW są obowiązkowe przy wydawaniu decyzji zwalniających. Skutkuje to tym, że wiele działań inwestycyjnych w zlewni Dunajca wymaga uzyskiwania decyzji zwalniających z zakazów wodnych, w sytuacji gdy dokładne analizy nie kwalifikują tych obszarów do terenów zagrożonych powodzią.
Proces uzyskiwania decyzji zwalniających jest długotrwały i przebiega w tym przypadku identycznie jak dla inwestycji rzeczywiście zlokalizowanych na terenach zalewowych. Ponadto wydanie decyzji zwalniających skutkuje na podstawie art. 122 Prawa wodnego koniecznością ubiegania się o kolejną decyzję, tym razem o pozwolenie wodnoprawne na wznoszenie obiektów i prowadzenie robót na terenach zalewowych, które to tereny de facto nie są zagrożone powodzią. W ten sposób proces budowlany związany z wieloma inwestycjami w regionie wydłuża się znacznie na etapie zatwierdzania dokumentacji i zwiększane są jego koszty. Niezbędne jest więc - w możliwie szybkim terminie - dostosowanie przepisów ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym, tak aby były one spójne ze zmienionymi przepisami art. 88 Prawa wodnego. Dziękuję.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Od stycznia 1991 r. działają w Polsce ośrodki doradztwa rolniczego. Funkcjonowały one w 49 ówczesnych województwach. Tak było do roku 1999, czyli do zmiany podziału administracyjnego kraju, a tak naprawdę to do roku 2005, kiedy to weszła w życie ustawa z dnia 22 października 2004 r. o jednostkach doradztwa rolniczego zorganizowanego w 16 wojewódzkich ośrodkach doradztwa rolniczego podległych właściwemu wojewodzie i finansowanych przez budżet państwa.
Zmiana nastąpiła w 2009 r., kiedy to przepisami ustawy z dnia 23 stycznia 2009 r. ośrodki stały się samorządowymi osobami prawnymi podległymi właściwym miejscowo sejmikom województwa, a następnie od roku 2012 zarządom województwa. I tak dyrektora ośrodka powołuje zarząd województwa, a działalność finansuje ministerstwo.
W 2015 r. zaczęły do mnie docierać niepokojące informacje o nie najlepszej sytuacji finansowej Małopolskiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego, o narastających zobowiązaniach i spadających należnościach. I tak np. na koniec 2011 r. należności wyniosły 168 tys., a zobowiązania 133 tys., 2012 r. - należności 274 tys., zobowiązania 102 tys., 2013 r. - należności 85 tys., zobowiązania 467 tys., 2014 r. - należności 24 tys., zobowiązania 1161 tys. zł, czyli od roku 2012, który był rokiem zakończonym zyskiem wynoszącym 185 tys., każdy następny rok to strata. I tak w 2014 r. to 455 tys. zł mimo zaciągniętego w 2013 r. kredytu w wysokości 500 tys. zł.
Początek 2016 r. to już opóźnienie w wypłacie dla załogi. Fakt ten zgłosili mi pracownicy MODR. Jednoznacznie uważam, że czas najwyższy pochylić się nad bardzo poważnym problemem, który występuje, według moich informacji, i w innych ośrodkach doradczych i przywrócić ośrodki doradztwa rolniczego Ministerstwu Rolnictwa i Rozwoju Wsi, aby nie dopuścić do sytuacji, że ośrodki doradztwa rolniczego zaczną ogłaszać bankructwo albo żyć na kredyt. Dziękuję bardzo.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Panie Ministrze! Czy to prawda, że ukryci właściciele nielegalnie zakupionych przez podstawione osoby setek tysięcy hektarów ziemi z zasobu Skarbu Państwa tylko czekają, aby stać się pełnoprawnymi właścicielami tej ziemi po ewentualnym nieuchwaleniu tej ustawy? Polscy rolnicy w ubiegłym roku przez 129 dni protestowali w obronie ziemi pod kancelarią Rady Ministrów - 4 miesiące, od lutego do maja, w mrozie i deszczu. Ja tam byłem, a gdzie wy byliście? Gdzie byliście, gdy rolników z Zachodniopomorskiego zamykano jak zorganizowaną grupę przestępczą, bo chcieli kupić polską ziemię?
Gdzie byliście, obrońcy polskich rolników?
Dziękuję bardzo, panie marszałku.
Panie Marszałku! Panowie Ministrowie! Wysoka Izbo! W trwającej dyskusji publicznej podnoszone są argumenty, że po przyjęciu procedowanego projektu ustawy ceny ziemi znacznie się obniżą, że rolnicy zaczną bankrutować, że banki zaczną żądać wyższego zabezpieczenia kredytów, które zostały zaciągnięte pod zakup ziemi, że w ogóle ta sytuacja grozi jednym wielkim krachem gospodarczym
. Mam pytanie: Czy te argumenty, podnoszone przede wszystkim przez banki, nie są właśnie dowodem na to, że ziemia rolnicza służy przede wszystkim spekulacji i lokacie kapitału, a nie produkcji rolnej?
Natomiast co do protestów, myśmy protestowali 4 miesiące, żeby ten projekt ustawy powstał
, i nikt nas nie słuchał, ja byłem ostatnio na proteście 4 godziny, słuchałem
tych argumentów, które tam były - 4 godziny w stosunku do 4 miesięcy. Dziękuję bardzo.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Łowiectwo i rolnictwo to dwie najstarsze aktywności gospodarcze ludzkości i stąd chyba tyle emocji, natomiast myślę, że trzeba zrobić wszystko, żeby mogły one bezkonfliktowo współistnieć. Mam pytanie do pani poseł. W art. 6 zapisana jest procedura częściowego zwrotu wypłaconych odszkodowań bezpośrednio kołom łowieckim. Stawiam pytanie: Czy w myśl przepisów krajowych bądź unijnych nie będzie to traktowane jako pomoc de minimis, czy to było sprawdzane? Dziękuję bardzo.
Pani Marszałek! Panie Ministrze! Wysoka Izbo! Nie bronimy polskich lasów przed upaństwawianiem, tylko przed takim zupełnym, niezorganizowanym wykupem. Ale ja tę troskę rządu rozumiem i popieram. Popieram również ministerstwo, bo wykup lasów przez zagranicznych inwestorów jest zagrożeniem. Jednakże chciałbym zwrócić uwagę pana ministra na ust. 4 art. 37a. Czy tutaj nie należałoby rozważyć niestosowania przepisów o pierwokupie w obrocie niewielkimi działkami leśnymi, np. do 1 ha, sąsiadujących ze sobą, tak jak to jest właśnie w przyjętej ustawie rolnej? Uprościłoby to proces obrotu tymi działkami, którymi i tak Lasy Państwowe nie są zainteresowane. Jak wynika z doświadczeń dotyczących prawa pierwokupu, notariusz będzie informował o każdej transakcji, gdzie na mapie pojawi się znaczek ˝Ls˝, a u nas w południowej Polsce, podejrzewam, że pewnie też we wschodniej Polsce, przy bardzo dużym rozdrobnieniu działek leśnych będzie to potężny problem. Dziękuję bardzo.
